SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 17 stycznia 2015

Part 169.

Sweeney siedząc w kościele na jednej z przednich ławek westchnął cicho kiedy klęczał i złożył dłonie do modlitwy, przez pierwsze pięć minut nic nie szeptał nawet, jedynie nieco obserwował ludzi. Jednak ta cisza długo nie potrwała w nim, kiedy mógł się skupić i szeptać tak by właściwie słyszał sam siebie, gdyż nie sądził, że ktoś usłyszy jego słowa, za jego plecami. Nellie spoglądała na Todd’a, miała wrażenie, że zaraz stąd wyjdzie, lecz mężczyzna wtedy zaczął szeptać. – Panie Boże.. sam nie wiem, czy to jest dobry pomysł, że się tu pojawiłem, lecz nie wyrzucisz mnie stąd prawda? Wiem, może powinienem się wyspowiadać, lecz jeśli by to nastąpiło, pewnie ksiądz w konfesjonale wysłałby mnie w diabły. Choć sam jestem jak chodzący diabeł. Po tym co zrobiłem w życiu, nie wiem czy jest tu dla mnie miejsce.. Poza tym..
Cicho westchnął spuszczając bardziej głowę i mówił dalej.
– Kiedy ostatni raz byłem w kościele.. na chrzcie córki mojej z Lucy..? Chyba wtedy… więc, sporo lat temu… kościół dla mnie nie jest instytucją, która tak naprawdę coś w nosi do mojego zwykłego życia, musisz mi to wybaczyć, że tak mówię, Boże. A duchowo..? Chyba nie czuję się uduchowiony jak na ten moment… Ale wiesz co Ci powiem..? .. że przyszedłem tu, bo tak naprawdę, nie mam do kogo, a Ty przecież wszystkich wysłuchujesz. Może to troszkę jak gabinet psychologiczny, tylko, że widzę Cię pod postacią figury i tego wszystkiego co ma tu ozdobę sakralną. I dziś bardziej czuje się jak Benjamin Barker niż Sweeney Todd, Bo wciąż chyba nim jestem. Jestem zmęczony tym co mnie otacza, to co się wiecznie nie układa.. Miałem żonę, miałem córkę. Żyłem miłością, nadzieją i wiarą, nawet i tą w Ciebie, a dziś..? Teranie wiem, mam mieszane uczucia i musisz mi to wybaczyć, lecz cudów widzę, coraz mniej. I gdzie podziała się Twoja dobroć i łaska..? Naprawdę na nic sobie w życiu nie zasłużyłem..? Turpin.. dlaczego ciągle przez życie on pojawia mi się jak w koszmarach, nienawidzę tego człowieka, odebrał mi żonę, dziecko, odebrał mi moje życie. Tego nie odzyskam, wiem to i pogodziłem się z tym. Dziś jestem tu i nie mam niczego. A jeszcze nie tak dawno miałem o wiele, wiele więcej. Dziś nawet nie czuję już niczego.. mimo to, nie chcę umierać, nie chcę odchodzić, chcę jeszcze coś przeżyć… Poczuć. Dziś jestem tu by się po prostu Tobie wyżalić, może przyniesie mi to jakąś ulgę przed dzisiejszą nocą, bo nie mogę spać. Nie mam komu powiedzieć o swoich obawach, dylematach, planach, rozczarowaniach, błędach, czy bólach, nie mam komu zaufać, a jedyna osoba, której teraz ufam, nie ufa mnie.
Sweeney na chwilę nieco przysiadł na ławce, bo już żebra mu dokuczały i musiał przyjąć wygodniejszą pozycję. Nellie widząc Todd’a jeszcze nieco bliżej, przełknęła cicho ślinę, nie chciała by ją teraz zauważył, była ciekawa tego co Todd ma do powiedzenia jeszcze i jeszcze. Tak zaraz Todd przybrał ponowie klęcząca pozycję i znów złożył dłonie do modlitwy i rzekł cicho.
– Jestem złym człowiekiem… chyba nie powinno mnie tu być, żałuję wielu błędów jakie popełniłem jeszcze niektóre choćby kilka dni temu, choćby nawet i wczoraj. Na swoim sumieniu mam nieco ludzi, zabiłem ich, nie powiem, że nie sprawiało mi to ulgi, radości, bo sprawiało, choć pewnie będę smażył się w piekle, za to wszystko.. i zabicie… Ech.. no właśnie.. Pamiętam, jak Pani Lovett.. wyjechała z dwa lata temu… nie było jej. A ja obchodziłem się dumą, zawziętością i obłudą, że nawet nie tknąłem jej parteru i zostawiłem wszystko w kurzu, pajęczynach. A gdy wróciła, nie wróciła sama, pamiętam jak serce mi mocno zabiło, na wieść o to kim był dla niej ten mężczyzna. Nie podobał mi się od początku. Arystokrata, nie lubię takich. Miał się za więcej niż mógł. A potem moje odejście ze sklepu, zrobiłem to szybko, by tylko nie wywoływać niepotrzebnie zamieszania, choć wewnątrz mnie wybuchł wulkan, a moja pierwsza noc.. tak zakończyła się w porcie na ławce… Ale to nieważne. Ten człowiek coraz bardziej był podejrzany, nie raz widziałem go jak zalecał się do kwiaciarki… Jak tak można? Kupował kwiaty dla Nellie, a obmacać chciał kwiaciarkę? Uśmiechał się tak bezczelnie, był moim wrogiem.Znów westchnął cicho i kontynuował dalej kiedy nieco zgiął się bardziej przy ławce.
– Potem widziałem go coraz częściej na mieście i zdrada Pani Lovett.. właściwie cieszę się, że do tego doszło, bo nie pasowali do siebie. A gdy ja wszedłem w drogę, groził mi.. kilka razy.. tak, raz okłamałem Panią Lovett..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.