SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 17 stycznia 2015

Part 171.

- Jak mam to odkręcić, to że ten tydzień nie był owocny dla mnie jak i dla Ciebie.. Przykro mi, że Twoja ciotka zachorowała i to tak poważnie. Nie zawsze możemy wszystkiemu zapobiec, a szkoda. Ja chciałbym zapobiec temu co wydarzyło się przez ten tydzień.. i zatrzymać czas. Zmienić bieg wydarzeń. Ale już nie mogę. Przykro mi, że musiałaś się z tym zmierzyć, a ja nie przyznałem się do tego co się stało. Lecz wolałem zamilczeć.. niż mówić co się stało. Nie chciałem dokładać Ci do tego jeszcze więcej, ale dołożyłem.. tak, z prawdą może nie byłoby to takie straszne jak jest teraz.. Todd w ogóle nie myślisz co robisz.. Ani nie piłem, biorę leki, które mają taki zapach bo są na bazie bromu i nie pozbędę się tego, póki muszę to zażywać. Więc można uznać, że pije.. tak.. tylko, że leki. Sweeney popatrzył na ołtarz, gdzie przy ołtarzu kilka osób klęczało i się modliło, po czym znów dodał.
– Do tego ciągle nie umiem mówić o uczuciach.. To dla mnie trudne, a mimo to powinienem wziąć się w garść.. Powiedzieć coś Pani Lovett.. ale teraz, kto by chciał mnie słuchać, nie chce mnie oglądać. Nie potrafię mimo wszystko dłużej już tego ukrywać. Nie jest dla mnie tylko znajomą, koleżanką czy przyjaciółką, od pewnego czasu czuje do niej coś więcej. Ten tydzień był dla mnie ciężki.. a dziś mogę powiedzieć, że.. może jest to zakochanie..? Głupie pytanie.. inaczej nie myślałbym o niej na okrągło… cały tydzień, co robiła.. Boże.. wyobrażałem sobie ten jej powrót inaczej, ten tydzień inaczej, że usiądziemy, poopowiadamy co wydarzyło się przez ten czas, napijemy herbaty, a nawet i wina, zjemy coś, odpoczniemy i nawet uśniemy na jednej kanapie, całkowicie spontanicznie, bez żadnych podtekstów. A wczorajszego późnego wieczoru byłem przy sklepie Pani Lovett… obserwowałem co się działo, z ukrycia, inaczej pewnie by mnie zauważyła, i znów zrobiłbym z siebie wariata.. Myślę o tym jak się teraz czuje? Czy będzie chciała mnie jeszcze wiedzieć? Przecież nie pójdę tam teraz i nie powiem, że wolałem stać i patrzeć jak słup soli, jak od niej obrywam, tylko dlatego, że bałem się jej reakcji, na to co by ode mnie usłyszała… Oskarżony o zabójstwo..? Ech, nie wiem czy by mi uwierzyła czy nie, a teraz już się nawet nie dowiem..Po prostu tęsknie za nią, za jej obecnością, za wszystkim… Czuje to coraz bardziej, silniej, nie chcę jej zawodzić i zwodzić.. jak wcześniej… Wcześniej popełniłem błąd, odpychając ją, inaczej może nigdy nie poznałaby McCartney’a i nie byłoby tych wszystkich dziwnych intryg, bólu i cierpienia, a w rezultacie nie musiałbym nikogo, zabijać.. A teraz mogę sobie jedynie podchodzić z drugiej strony wystaw i podglądać jak podejrzany szpieg, co tam się dzieje.. tak urocze Todd wymyślasz wieczory.. Chciałbym jej pomóc, lecz co mogę zrobić…? Wejść do sklepu, złapać za rękę i powiedzieć, że zasługuje na wyjaśnienia..? To muszę jednak przemyśleć. Nie chce kolejny raz zrobić z siebie idioty… Ale muszę jakoś to odkręcić. W każdym razie dziękuję, że mnie wysłuchałeś… O ile to w ogóle było możliwe. Spuścił głowę i po chwili przysiadł normalnie na ławce, może trwało to z pięć minut kiedy zmówił jeszcze krótką modlitwę klęcząc i wstał z ławki i zaraz wyszedł z rzędu, podchodząc z boku do ołtarza i wyciągnął z kieszeni płaszcza trzy długie białe i cieniutkie świece, a zaraz jedną po drugiej zapalał od knotów innych świec i wkładał w otwory. Po zapaleniu świec, powoli opuszczał kościół, na koniec jeszcze się przeżegnał i wyszedł z tego sakralnego miejsca. Natomiast Pani Lovett siedziała dalej w swojej ławce, na swoim miejscu i ciągle nie mogła uwierzyć w te wszystkie słowa Todd’a, oczywiście tak, wierzyła w to co mówił, lecz nie mogła uwierzyć w to do czego się tu Sweeney przyznał. Spojrzała jeszcze tak ukrywając się za nim, lecz właśnie widziała jego plecy, kiedy już wychodził mijając się z jakimś mężczyzną przy drzwiach, któremu przytrzymał mosiężne wrota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.