SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 18 stycznia 2015

Part 172.

Gdy Sweeney wyszedł z kościoła, Nellie tak naprawdę nie wiedziała co ze sobą począć. Czuła tylko szybkie bicie swego serca i chęć wyjaśnienia sobie wszystkiego z Panem Todd'em.. Choć póki co nie miała nawet pojęcia jak zacząć taką rozmowę.. :- Witaj, któregoś dnia przypadkiem o tej samej porze znaleźliśmy się w kościele.. to nieco śmieszne, prawda.? a kiedy zacząłeś się modlić, podsłuchiwałam Cię i z czasem rozwinąłeś się tak, że już nie mogłam się temu wcale oprzeć.. a poza tym.. wybaczam Ci, bo wiem już wszystko..? To na pewno nie wchodziło w grę. Musiało zacząć się delikatniej, nie prosto z mostu, bo inaczej prawdopodobne byłoby to, że Sweeney nie będzie czuł się komfortowo z tym, że w kościele ze swoją mową nie był samotny wbrew tego co myślał. Wpatrzyła się w świece, które pozostawił niedaleko ołtarza głównego. Mimo że było ich wiele, dokładnie wiedziała, które pozostawił Pan Todd. Przynajmniej dzięki temu wiedziała, że to wszystko jej się tylko nie przyśniło, bo były jakieś namacalne dowody. Za kolejne dwa kwadranse opuściła Katedrę Świętego Pawła ciesząc się, że do głowy wpadł jej taki pomysł aby się tam znaleźć. Reszta chyba była szczęśliwym zrządzeniem losu. Co byłoby gdyby tak się nie stało..? Wciąż byłaby wściekła na niego. Wciąż oskarżałaby go o niedopilnowanie sklepu. Wciąż oskarżałaby go o bycie tam z jakąś kobietą.. i.. o picie.
Sama nie wiedziała czy kiedykolwiek byłaby mu w stanie to wybaczyć. Jednak usłyszała prawdę o wszystkim co chciała wiedzieć.. a nawet zdecydowanie więcej niż mogłaby się kiedykolwiek spodziewać.. Było mu jej go żal. Sam cierpiał przez te kilka dni, a ona też nie zachowała się zbyt grzecznie w stosunku do niego. Krzyczała, a nawet zadała mu kilka uderzeń w zranione miejsca.
Gdyby można było zmienić bieg czasu zrobiłaby to. Miała małe poczucie winy, lecz znów nie była świadoma, że prawda była taka, a nie taka jak sobie wyobrażała. Do tego dotarło do niej, że przez czas kiedy się nie widzieli oboje myśleli o sobie, pragnęli być przy sobie i cieszyć się każdą wspólną chwilą.
W głowie Nellie wciąż rozbrzmiewały słowa mężczyzny dotyczące jej, że aż w pewnym momencie zorientowała się, że zatrzymała się w miejscu, a z jej oczu płyną łzy. Nie były to jednak łzy smutku, zawodu, rozczarowania, lecz radości - nawet jeśli nie było to powiedziane bezpośrednio i tak otworzyło oczy na coś nowego. Coś czego zawsze pragnęła by miało miejsce. - Och Sweeney.. zaszło między nami jakieś nieporozumienie.. ale przezwyciężymy to całe zło, które nam się przytrafiło.. razem..
- Zrobiła pauzę aby upewnić się co do tego słowa. - Już nigdy nie będę tak głupia by żałować tego, że Ci zaufałam.. i już nigdy nie ucieknę.. Teraz wiem, że znajduję się na właściwym miejscu.. choć przed chwilą byłam jeszcze pewna, że wszystko straciło sens.. lecz jeśli oboje się postaramy.. możemy osiągnąć coś wielkiego.. Sweeney.. dziś zyskałeś w moim sercu coś więcej niż kiedykolwiek.. - Szepnęła jakby w nadziei, że te słowa do niego dotrą, co było oczywiście niemożliwe, lecz tak po prostu chciała to wypowiedzieć.. być może na próbę tego, co kiedyś Sweeney od niej usłyszy. Nellie po tym krótkim przystanku udała się do domu. Pojawiła się w jej głowie taka myśl aby zajrzeć jeszcze do Isabel, lecz chyba nie chciała wszystkiego zbytnio przechwalić, aby coś się nie popsuło. Miała już pewne uprzedzenia co do tego i wolała trzymać język za zębami. Jej nastrój zdecydowanie polepszył się od momentu kiedy opuszczała progi domu, była wewnętrznie podbudowana. Uśmiechała się na każdą jedną myśl o Sweeney'm i ogarniało ją uczucie, którego nie można było w stanie opisać.
Na długo przed zaśnięciem snuła w głowie wizję ich najbliższego spotkania, jego przebiegu i głównie tego co podczas niego padnie z jej ust w adekwatny sposób. Nie mogła się tego doczekać, a zarazem czuła małe zdenerwowanie. Sweeney w tym samym czasie zastanawiał się co zrobić by znów przekonać Nellie do siebie.. bo jeśli miałoby potoczyć się to tak samo jak wytłumaczenie, że chustka ze śladami szminki nie należała do niego, tracił wszystkie chęci na jakiekolwiek podjęcie takowej próby. Wiedział jednak, że cała sytuacja nie przestanie być uciążliwa dopóki nie usłyszy jakichś wyjaśnień z jego ust. Po wizycie w kościele nie czuł w sobie specjalnej przemiany, ani olśnienia, lecz przynajmniej powiedział na głos co mu leży na sercu, niezależnie gdzie słowa te dotarły, czy do nieistniejącej materii czy do nieżywego wnętrza katedry, czy może jednak do wymiaru siły wyższej, w co wątpił. Gdyby modlitwy mogły uleczyć świat, byłby zdecydowanie lepszym miejscem, nigdy nie zdarzyłyby się wojny, a śmierci nie poniosłoby tyle niewinnych istnień. Ludzie byliby zadowoleni z życia, a Sweeney miałby jakieś realne szanse na pogodzenie się z Nellie i być może na coś więcej. Czegokolwiek by aktualnie nie robił, myśli o niej towarzyszyły mu przez całe dnie i noce gdy nie mógł usypiać. Czasem miał chęć by zawitać u jej drzwi na Fleet Street i powiedzieć co czuje, lecz być może uznałaby go za głupka? Albo za marny sposób przeprosin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.