SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 22 stycznia 2015

Part 179.

Nellie po tym jak Sweeney usiadł zrobiła to samo, uniosła brew to góry, a za chwilę zachichotała. - Duchy..? Oj to nie wiem czy powinnam Cię wypuszczać.. będę się martwić.. hehe.. - Poprawiła suknię i zaraz dotknęła dłonią kolana Sweeney'ego.
- A tak na poważnie.. Nie spodziewałam się, że mamy już północ.. straciłam poczucie czasu. Cieszę się, że tak miło spędziliśmy ten wieczór, było mi dobrze. - Przesunęła dłonią w obrębie kolana mężczyzny, z pewną dozą nieśmiałości, po czym spojrzała w jego oczy od których czasem nie mogła wcale oderwać wzroku. Pragnęła by Sweeney zrozumiał to tak bardziej poważnie, że nie było to zdanie, które człowiek mówi od niechcenia po każdym spotkaniu tylko po to by drugiej osobie zrobiło się miło. Nie, to była ważna informacja zwrotna. Sweeney zerknął na dłoń kobiety przy czym aż westchnął w duchu z zadowolenia i zaraz splótł jej palce ze swoimi, nie mogąc się od tego powstrzymać.
- Mi również było dobrze, z Tobą, tutaj.. Już dawno nie spędzaliśmy w ten sposób czasu.. Naprawdę brakowało mi tego ostatnio.. i cieszę się, że.. - Blokada. - że wykorzystaliśmy te kilka godzin w tak przyjemny sposób i nie musiałam siedzieć sam w swoim mieszkaniu.. - Uśmiechnął się jednym z tych swoich uśmiechów, które Nellie wręcz ubóstwiała i ścisnął nieco mocniej jej rękę jakby chcąc się upewnić, że ta więź nie zostanie przerwana.
Pani Lovett zauważyła, że troszkę plątał się w tym co mówił, choć na pewno nie była to wina wypitego alkoholu, lecz czegoś innego.. - ponieważ w tych wszystkich zdaniach mówił właściwie o jednej rzeczy, a odnosiło się wrażenie jakby chciał jeszcze dodać coś innego. Wciąż jednak coś go blokowało, chyba nie był najlepszy w mówieniu o uczuciach, lecz jak na razie nie było to czymś co poważnie zaważałoby na ich relacji, jednakże.. z czasem.. wolałaby żeby zmienił to w sobie. Nellie oparła chwilowo głowę na ramieniu Sweeney'ego.
- Może.. jeśli chcesz.. zostań tutaj.. nie wyganiam Cię, Twoje miejsce jest Twoim miejscem.. - Oczywiście miała na myśli kanapę, zresztą jak wspomniał wcześniej, co jeszcze pamiętała mimo wina, było mu na niej wygodnie. Nellie poprawiła coś przy koszuli Pana Todd'a, a on westchnął.
- Ech.. gdybym tylko miał tutaj ze sobą leki.. Tak, tak, wiem, że masz ich sporo na różne schorzenia.. ale te moje aktualne są bardziej specjalistyczne, bez nich czuję się strasznie obolały, a powinienem je wziąć jakiś czas temu.. Więc przykro mi, Nellie dziś nie dam rady tutaj zostać.. mimo największych chęci.. jeszcze muszę dotrzeć do domu.. ale obiecuję.. obiecuję Ci, że następnym razem zostanę.. dobrze..? - Nellie skinęła głową. Z jej twarzy można było odczytać zarówno zrozumienie, jak i smutek, że właściwie niebawem się rozstaną. Tego drugiego nawet nie starała się już ukrywać, ponieważ nie było w tym zwyczajnie sensu - po co było wciąż ukrywać wszelkie swoje uczucia. Sweeney na to pogładził ją drugą dłonią po twarzy.
- Oj Nellie, Nellie.. spotkamy się jutro, daję Ci słowo.. - Nellie uśmiechnęła się leciutko.
- Obiecujesz? - Sweeney skinął głową z pewnością, a Nellie znów odparła.
- W takim razie, poczekaj tu chwileczkę, zapakuję Ci kilka ptysi do domu, skoro Ci smakują to na pewno się nie zmarnują, a jutro wypróbuję przepis z czekoladowym nadzieniem. Wstała, upewniła się, że Pan Todd na pewno wciąż znajduje się na swoim miejscu, bo nie chciała żeby się nadwyrężał przy swoim stanie i zaraz pakowała w kuchni słodkości. Miała też ochotę dać mu coś bardziej w rodzaju obiadu, a nie deseru, lecz tak się składało, że akurat ostatnio nie gotowała niczego, bo nie miała apetytu.
Z drugiej strony Sweeney zawsze mógł zajrzeć tutaj aby coś zjeść, no i nie był jakąś kaleką jeśli chodzi o gotowanie. Wręcz przeciwnie. Mimo to Nellie miała taki odruch spowodowany wyrzutami sumienia. Zapakowała kilka ptysi w papierową torebeczkę, jedną z tych, które zawsze miała pod ręką dla klientów i zostawiła wszystko na stole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.