SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział XII. Odwiedziny Nellie u ciotki. Ciężkie dni Pana Todd'a. Part 142.

W tym samym czasie Nellie jechała dyliżansem, który całe szczęście był wolny i nie zarezerwowany dla żadnego człowieka. Nie uśmiechało się jej bowiem stać na tym zimnie i czekać aż kolejny pojazd się zjawi - miasteczko było stosunkowo mniejsze od Londynu co wiązało się z tym, że i transport nie był tam rozbudowany w wielkim stopniu. Jadąc do domu ciotki spoglądała przez szyby na ulice wspominając dzieciństwo, bo w gruncie rzeczy spędziła tutaj sporą jego część. 
Były to miłe wspomnienia, powodujące uśmiech na twarzy, choć teraz jakby humor jej nie dopisywał. Czuła dziwny niepokój w sobie, zupełnie jakby stało się coś strasznego, ale wyjaśniała to sobie stresem związanym z wizytą u ciotki, której nie widziała kilka dobrych lat. Liczyła, że kobieta nie będzie miała do niej o to aż tak wielkich pretensji. Wreszcie znalazła się przy małym, uroczym domku, który był celem dzisiejszej podróży. W środku nie dostrzegała niestety światła i obawiała się, że nikogo nie ma w domu. Kierowca dyliżansu pomógł jej w doniesieniu bagaży pod drzwi. Był kolejnym mężczyzną, któremu Nellie tego dnia wpadła w oko, lecz wolał do niej nie zagadywać, ponieważ widział, że prawdopodobnie nie miała świetnego nastroju. Pani Lovett zapłaciła mu za usługę, po czym zniknął. 
Ustawiła walizki na werandzie i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Nacisnęła na klamkę, były zamknięte. Próbowała dobijać się do środka jeszcze przez jakiś czas, zakładając że może ciotka nie słyszy, śpi a Sophie wiecznie nie siedziała przy niej, ale nie dawało to żadnych efektów oprócz zaciekawionych spojrzeń przechodniów. Widocznie nie było nikogo w domu. Usiadła na ławeczce znajdującej się obok drzwi, westchnęła ciężko i mruknęła pod nosem.
- Zawsze muszę mieć pecha.. Trzeba było wysłać ten cholerny telegram, a już siedziałabym w ciepłym domu popijając herbatę.. A teraz zamarznę. Świetnie Nellie, świetnie.
Założyła rękę na rękę i patrzyła się ponuro na uliczkę. Ludzi coraz bardziej ubywało. Minuty płynęły, wszystko wydawało się trwać w nieskończoność. Było coraz zimniej. Zirytowana siedziała patrząc na zegarek, aż wreszcie za półtorej godziny zjawiły się dwie postaci. Gdy zbliżały się coraz bardziej w kierunku domu, kobieta rozpoznała w nich swoją kuzynkę Sophie i ciotkę Betty. Ciotka trzymała się jej pod ramię więc nie poruszały się zbyt szybko, poza tym było ślisko. Zjawiając się wreszcie przy drzwiach Betty spojrzała na przybysza rozpoznając w nim swoją siostrzenicę.
- Eleanor.. to Ty..?
Nellie wstała i przytuliła kobietę, która puściła ramię kuzynki. Nie przepadała kiedy ktoś mówił do niej pełnym imieniem, którego chciała się pozbyć przez wszystkie lata, ale ciocia już taka była, w przeciwieństwie do Pani Lovett nie przepadała za zdrobnieniem Nellie i nigdy nie powiedziała do niej w ten sposób.
- Tak ciociu. Przyjechałam specjalnie dla Ciebie z samego Londynu. A teraz.. może wejdziemy do środka, hm..? Sophie mogłabyś otworzyć drzwi? Czekam już od ponad godziny na tym zimnie... Gdzie byłyście tak długo..? Z Sophie też przywitała się w ten sposób choć było to bardziej aby zapobiec komentarzom ciotki o tym, że powinny być bardziej miłe w stosunku do siebie. Jakie były ich stosunki, takie były, ale daleko było im do idealnych. Kuzynka zabrała głos.
- Byłyśmy u doktora, straszne kolejki..
Otworzyła drzwi, puszczając Betty przodem. Nellie wtedy szepnęła jej na ucho.
- Słuchaj, jeszcze nie wiem co dolega ciotce, ale czy jesteś szalona żeby wyciągać ją o tej porze roku na zimno..? Chcesz żeby jeszcze się jej pogorszyło..? Poza tym co jeśli poślizgnie się na lodzie..? Ja nie zostanę tu wiecznie, Ty też masz swoje życie, a ktoś musiałby być z nią wtedy całą dobę. Obrzuciła ją oskarżycielskim spojrzeniem, bo jednak zachowanie Sophie nie było do końca dojrzałe po czym uniosła swoje torby i zaraz postawiła je w przedpokoju. Sophie trochę zrobiło się głupio na to co powiedziała jej Nellie, że nawet nie potrafiła znaleźć odpowiedniej odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.