SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział XVIII. Paczka od rodziców Sweeney'a. Wizyta Pani Lovett u golibrody. Part 197.

Po pożegnaniu z Panią Lovett, Pan Todd wracał powoli do swojego mieszkania, gdzie tak naprawdę już nic innego go nie czekało jak odpoczynek. Mimo to przed snem jeszcze nie mógł szybko zmrużyć oczu, bo ciągle miał przed oczami twarz kobiety. Smak jej warg, które lekko musnął, lecz zmęczenie przybrało większą wagę i Sweeney wkrótce usnął w swoim łóżku.
Rano kiedy się obudził, tak naprawdę nie było już tak rano bo wypadło południe. Właśnie o tym informował go dzwon kościoła. Westchnął kiedy przetarł oczy, poza tym nie czuł się najlepiej przez uczucie bólu żeber, po wczorajszym jego wspinaniu się na szafę. Sięgnął po zegarek z szafki nocnej i zamruczał niezadowolony, choć Todd i tak nie spieszył się do pracy, bo chyba już zostałby przeklęty o tej porze. Mimo to chciał pod wieczór zajrzeć do Pani Lovett, spotkać się z nią, posiedzieć, czy coś porobić. Lecz niestety jego zdrowie dziś nie wskazywało na poprawę i zastanawiał się dlaczego czuł się tak fatalnie, że z trudem wstał z łóżka i odparł do siebie.
- Boże… czemu nie mogę się ruszać.. wczoraj aż tak sobie coś uszkodziłem.. niemożliwe…
Kiedy chciał udać się do łazienki, właśnie był dzwonek do jego drzwi, gdzie powolutku poczłapała się w piżamie, choć dzwonek nie dawał o sobie zapomnieć.
– Zaraz… momencik, przecież idę…! Chwila…! - Warknął przy kolejnym razie i zaraz podszedł do drzwi, po czym spojrzał przez judasza, kto tak do niego się dobijał. A widząc listonosza skrzywił się otwierając drzwi i odparł.
- Dzień dobry, co Pan się tak dobija, takie ważne coś przyszło do mnie..? – Zmarszczył czoło.
Listonosz zaraz wręczył w Todd’a ręce paczkę, i podał mu na paczkę kartkę do podpisu by podpisał, po czym zabrał głos. Widać było, że mężczyzna nie był zadowolony, że musiał z poczty zabrać paczkę dla Todd’a. A sam właściciel paczki nie miał pojęcia co mogło być w środku, jedynie spojrzał na adres, że była to paczka od jego rodziców, co go bardzo ucieszyło.
- Niech Pan podpisze.. nie mam czasu… dzwonię i dzwonię, ludzie w pracy, a Pan w piżamie..? Ciężka noc, impreza co..?
Sweeney odłożył paczkę na bok, na komodę i powoli zabrał się za podpisanie paczki, przy czym odezwał do listonosza nieco zły, na jego donośny głos i jakby wyrzuty, że ten sobie śpi, a mężczyzna musi od rana chodzić z ciężką torbą po domach i roznosić listy, rachunki i te paczki choćby.
- Spokojnie, podpisuję. Przykro mi, że musi Pan pracować… Ale to nie ja Panu wybierałem pracę listonosza, a poza tym, gdyby nie to, że mam połamane żebra i ledwo się dziś ruszał, to pewnie już od dawna siedziałbym w zakładzie i golił każdego naburmuszonego kretyna. Rozumie Pan? Nie, nie imprezowałem… jestem chory. Miałem tu przybiec, by już w ogóle się nie ruszyć..? Proszę.. - Oddał listonoszowi kartkę ze swoim podpisem i poparzył na niego ze złością, na co listonosz nie wiedział co odpowiedzieć, a Sweeney nim mężczyzna się odezwał zamknął drzwi mu przed nosem, żegnając się z nim oschle. Gdy drzwi zamknął na zamek wystawił język do drzwi i mruknął niczym jakby listonosz jeszcze tam stał.
- Mądry się odezwał, który wszystko może robić i dźwigać nawet ta torbę listonoszową.. Czy jak to się zwie.. Tak impreza i laseczka jeszcze, kretynie. Trzeba było przyjść tu z kartką do odebrania na poczcie, a nie dąsy stroić.. idiota skończony. Nienawidzę, tego listonosza… Zobaczmy co jest w paczce… Może cukiereczki..? Coś trochę to ciężkie.. - Zabrał z komody paczkę i przeniósł ją do salonu, gdzie zaraz wyciągnął z szuflady nożyczki i zaraz powoli rozciął taśmę i udało mu się po kilku chwilach otworzyć paczkę. W środku znajdowały się dwie pary spodenek dla Sweeney’a. Na co zaśmiał się, jak zawsze mama o niego dbała. Do tego był jeszcze syrop malinowy, kilka leków, dżem, a nawet znalazł mydło, w kształcie serca, co postanowił podarować Pani Lovett. Było jeszcze kilka różnych drobiazgów jak: szalik na okres zimowy, a nawet małego pluszaka, na co się zdziwił, list od rodziców, jak i też trochę pieniędzy. Czytał list od rodziców, oczywiście zapraszali go do siebie, mama jak zawsze napisała mu, czy jego serce dalej jej puste? A ojciec pytał się o to jak mu idzie w zakładzie, jednak oboje poczuwali, że Sweeney jest chory, że coś się stało i chcieli się od niego dowiedzieć, czy jest zdrowy. Todd oczywiście chciał osobiście do nich się udać, by wszystko im opowiedzieć, lecz na razie nie był w stanie wiec, zamierzał do nich napisać list i też wysłać kilka rzeczy. Na razie więc rozpakował paczkę, pooglądał te prezenty i włożył wszystko na swoje miejsce, czy to w kuchni, czy sypialni.
W tym czasie Pani Lovett już od dawna była na nogach i pracowała w swoim sklepie. Piekła bułeczki, babeczki, rogaliki i kilka też z ostatniej partii chciała zostawić dla Pana Todd’a i chciała dziś do niego zajrzeć wieczorem. Coś czuła, że cos u niego nie jest najlepiej, dlatego cały dzień była nieco zestresowana, bo nie mogła teraz zamknąć sklepu, skoro już go otworzyła. Wpadła do niej też jedna stara przyjaciółka ze szkoły, która przeprowadziła się do Londynu z 4 lata temu. Weszła do sklepu kobieta o ciemnych włosach, niczym jak Brazylijka, bo taką Angelica miała urodę, była z 3 letnim chłopcem i swoim mężem, którzy przyszli coś przekąsić, bo zbliżała się pora obiadowa. Angelica z rodziną przysiadła przy jednym wolnym stoliku, nieco zdjęli wierzchnie ubrania i czekali na Nellie aż ich obsłuży. Poza tym przeglądali tez kartę menu, co mogliby zjeść i co mógłby zjeść ich synek. Gdy Nellie zbliżyła się do ich stolika odezwała się nie poznając kobiety całkiem, w końcu ciągle myślami była, gdzieś obok Pana Todd’a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.