SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 1 lutego 2015

Part 198.

- Witam w moim sklepie. Co mogę państwo podać, czym służyć..? Jakiś obiadek, coś słodkiego hm..? – Spojrzała na nich z lekkim uśmiechem i czekała na ich zamówienia, po czym Angelica zabrała głos, gdy jej mąż zajął się dzieckiem, które piło z butelki swój napój.
- Nellie… nie poznajesz mnie…? To ja Angelica Cohen… Pamiętasz mnie..? Chodziłyśmy razem do szkoły, uczyłyśmy się piec, gotować… pamiętasz..? Teraz nie jestem już Angelicą Cohen, ale Rubens, wyszłam za mąż.. to mój mąż, Philips… A to nasz synek Frankie… - Wskazała na swoich bliskich, Nellie była zaskoczona, ale oczywiście skojarzyła sobie po chwili swoją dawną przyjaciółkę, w końcu obie Panie nieco się zmieniły. Oczywiście przywitała się z przyjaciółką, gdy wpadły sobie w ramiona, przywitała się i z mężem kobiety, był przystojny, a dziecko podobne było do ojca, jak kropla woda. Poczuła taką zazdrośc, bo on Anie miała za bardzo czym się pochwalić w swoim życiu, czymś stałym, kim dla niej od lat był Sweeney, lecz cóż, nie miała nigdy pewności, czy im się uda.
- Och Angelico.. jak ja Cię dawno nie widziałam, bardzo cieszę się, że jesteś. Mieszkacie w Londynie..? Frankie cały tata.. hm..? –Właśnie dziecko złapało mamę za rękaw i chciało do toalety, Nellie ją wskazała i zaraz Philips zabrał dziecko do toalety, a Nellie na moment przysiadła i spojrzała na przyjaciółkę z uśmiechem.
- Bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa, bo jesteś prawda? – Nellie uśmiechnęła się czule i Angelica przytaknęła jej na słowa odzywając się. – A co u Ciebie Kochanie..?
Nellie na słowa przyjaciółki popatrzyła przez chwilę w okno w zamyśleniu i zaraz zabrała głos, nieco ocierając ręce w swoja ścierkę. – Wiesz… u mnie, mniej radośnie można powiedzieć, ale nie narzekam. Miałam wychodzić za mąż, ale mężczyzna z którym się związałam zdradził mnie, wyjechałam też stąd.. ale nieważne.. tak czy inaczej można powiedzieć, że spotykam się z kimś.. . – Angelica słuchała z zaciekawieniem.
Kobiety rozmawiały przez jeszcze chwilę, ale potem wrócił Philips z dzieckiem i Nellie zebrała do nich zamówienie już, bo miała tez innych klientów i musiała wracać do pracy. Angelica podpytywała Nellie przy bufecie, z kim to Pani Lovett miała przyjemność się spotykać, a gdy usłyszała, że to Sweeney, ucieszyła się bardzo, bo od zawsze mówiła Nellie, że do siebie pasują. Napiły się kawy po obiedzie gości Nellie i porozmawiały nieco, choć Nellie nie zdradzała się z tym co robiła z Todd’em. Ten dzień dłużył się jej w sklepie mimo wizyty starej przyjaciółki. Poza tym już o szesnastej uprzedziła gości, że za godzinę zamyka i tak tez się stało. Kiedy ostatni goście opuszczali sklep, w końcu odetchnęła z ulgą. Patrzyła czasem w okno, myśląc że może Pan Todd ją sam odwiedzi, ale nie było po nim śladu. Poza tym obiecała, że odpocznie, ale martwiło ją to, że był ranny i na pewno tak szczerze najlepiej się nie czuł. Naszykowała jak sobie sama obiecała dla Sweeney’a kolację, jak i bułeczki, czy rogaliki, że miała niemal całą torbę, może nieco dużo tego nabrała, ale była przekonana, że jego głodny i nie ma zbyt wiele siły na siedzenie w kuchni. Poza tym troszkę żałowała tego, że wczoraj Sweeney męczył się w kuchni, powinien odpoczywać. Zaraz więc szybko się odświeżyła, przebrała i ubrała do wyjścia by odwiedzić mężczyznę. Powoli wyszła ze sklepu z koszem z jedzeniem dla Sweeney’a i powoli udała się do jego budynku, w którym mieszkał. Sweeney przez ten dzień praktycznie leżał w swoim łóżku, tyle co przyjął paczkę od listonosza, zjadł coś i ciągle spał w sypialni, do tego pod wieczór właśnie, dostał gorączkę, z czym nie za bardzo umiał sobie poradzić, jedynie wziął leki na gorączkę. Był do tego w kiepskim nastroju, gdyż znów mu coś dolegało, już sam nie wiedział dlaczego był skazany na wieczne nieszczęścia. Leżał na łóżku okryty kołdrą i kocem, przysypiał, aż do drzwi zadzwonił dzwonek. Westchnął i powoli wstał, z krzesła zabrał swój szlafrok i założył go na siebie. Dzwonek się powtórzył i Sweeney odparł zaraz, po czym zakasłał, bo przeziębienie go brało.
- Momencik, już idę…! – Westchnął zbliżając się do drzwi, poprawił swoje włosy i zaraz otworzył zamek, nie patrząc już nawet przez dziurkę kto to. Po chwili otworzył drzwi i widząc Nellie uśmiechnął się do niej. Kobieta spojrzała na Sweeney’a i widząc jego rozpalone policzki zmarszczyła czoło wchodząc do środka i zaraz dotknęła jego policzek.
- Witaj Sweeney… Obiecałam, że zajmę się Tobą.. Boże rozpalony cały jesteś… To nie od żeber prawda..? – Zmarszczyła nieco czoło. Zaraz przytuliła się do mężczyzny, który ja objął i zamknął drzwi opierając brodę o jej ramię i cichutko szepnął jej do ucha.
- Witaj Nellie. Tak wiem.. Mam gorączkę. Nie wiem, gardło mnie boli. Czuję się tak od godziny.. może więcej… Miałem do Ciebie przyjść, ale dziś fatalnie się czuję od rana.. przepraszam, ale w mieszkaniu też niezbyt dziś coś robiłem, nie sprzątałem. – Westchnął, a Nellie powoli postawiła na razie na komodzie koszyk i zaprowadziła Todd’a do jego sypialni by się położył.
- Sweeney, brałeś coś na gorączkę? Łamie Cię w kościach, czujesz się chory, czy to spowodowane złamaniami.. bo jeśli tak, to będę musiała wezwać lekarza.. To niebezpieczne, wiesz o tym… Jeśli coś zostało przebite.. – Pomogła Sweeney’owi usiąść na łóżku i zaraz mężczyzna się na nim położył, ale już bez szlafroka i przytaknął głową.
- Tak, czuję się chory, łapie mnie przeziębienie, już od paru dni, coś mnie brało.. a dziś dopadło.. Nie, to nie żebra.. przynajmniej nie czuję, że to ma z nimi jakiś związek… Dziękuję Ci, że przyszłaś… możesz zrobić mi trochę herbaty…? A na gorączkę brałem, tak.. Ale za bardzo mi nie pomaga… - Przymknął powieki. Po czym kobieta udała się do kuchni by przygotować Sweeney’owi nie tylko herbatę, ale i coś do jedzenia, co zaraz zabrała z przedpokoju do kuchni z koszyka. Spoglądając po naczyniach Sweeney’a widziała, że dziś pił więcej niż jadł. A jeśli jadł to tylko suche rzeczy, bez gotowania. A ona zaś przyniosła mu nieco rosołu w słoiku, który zaraz przelała do garnuszka by pogrzać, naszykowała do jednej miseczki kluski do rosołu. Wiedziała, że to może bardziej pasowało na obiad, ale cieszyła się, że nie zrobiła barszczu czerwonego, bo taki miała zamiar. A na chorobę Sweeney’a najlepszy był rosół. Do tego też przygotowała pulpeciki, które chciała podać mu z bułeczką maczaną w sosie. Zaglądała do Sweeney’a przez ten czas podgrzewania dla niego kolacji, widziała że był zmęczony i cierpiał, smutno jej było, że kolejny razem musiał znosić chorobę, choćby przeziębienie, a teraz do złamanych żeber niezbyt było to pozytywnym efektem, bo nie za bardzo wolno było mu kichać i kaszleć. Przysiadła na chwilę obok mężczyzny i pogładziła go po głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.