SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 4 lutego 2015

Part 206.

- Sweeney… przecież nie biorę tych sukien do siebie… Znaczy, do serca, że będą moje. Wiem i przecież zgodziłam się na to, że wyślesz, bądź pojedziesz do rodziców i mamie swojej ją podarujesz.. oczywiście dalej liczę, że będę mogła Ci towarzyszyć. – Uśmiechnęła się do niego. Jeszcze jakiś czas oglądali suknie, choć Sweeney nieco bardziej zainteresowany był czy to tyłem Pani Lovett bądź jej przodem figury, ale mimo tego, stwarzał pozory, że oglądał suknie i kobieta nie wyczuła tego, że jego spojrzenie było nieco inne na światek tej „tkaniny”. 
- Oczywiście, że Cię zabiorę, może już niedługo. Póki mam wolne od pracy, bo potem nie dostanę urlopu i trudno będzie wyjechać, a na weekend nieco za krótko… Przynajmniej tak myślę. A zresztą może jestem materialistą, ale ta suknia będzie mnie kosztowała drugie tyle, na poczcie do wysłania, niż jak sam ją zawiozę do Newcastle. – Wzruszył ramionami, zaś Nellie doskonale go rozumiała, wiedziała przecież ze Sweeney nie był bogaty, żył skromnie w kawalerce, a poczta i przesyłka tej suknie wyniesie naprawdę dość dużo pieniędzy, tym bardziej, że ważyła dość dużo i zaważy na poczcie razem z opakowaniem, że koszt przesyłki będzie majątkowy dla Todd’a. 
- Rozumiem, och nie jesteś materialistą… może zbyt pochopnie podałam pomysł z suknią, nie brałam pod uwagę tego, że przesyłka może zbyt wiele zakosztować, ale jeśli pojedziemy, wtedy przesyłka nie będzie potrzebna. Zatem jesteś pewny, że chcesz tą suknie kupić? I że będzie dobra na Twoją mamę? – Uśmiechnęła się do Sweeney’a, a mężczyzna przytaknął kobiecie na jej słowa. W rezultacie Sweeney zakupił suknie dla matki, na prezent urodzinowy. Potem spędził jeszcze nieco wieczoru z Panią Lovett, lecz tak niespodziewanie odwiedziła ją kuzynka i miała nocować u kobiety, że Sweeney dość szybko pożegnał się z Paniami by im nie przeszkadzać. Podziękował jeszcze raz Pani Lovett za zakupy i wrócił do siebie do kawalerki. 
W swoim mieszkaniu Sweeney zjadł kolację, na którą przyrządził sobie kanapki i nieco białego twarożku, czytał dzisiejszą gazetę i słuchał nieco radia. A potem przysiadł na kanapie już po kąpieli by przeczytać jeszcze raz list od rodziców i im odpisać. Chciał wysłać do nich póki co list by się nie martwili o niego. Dlatego też zaraz wyciągnął z jednej komody kartkę i kopertę, jak i pióro. Czytał list i zastanawiał się nad odpowiedzią, aż powoli zaczął:
„Drodzy rodzice, 
Wiem, że trochę czasu was zaniedbałem i nie pisałem do was niczego, żadnego listu, czy telegramu, przepraszam. Lecz nie było u mnie tak strasznie kolorowo. Londyn czasem z dnia na dzień mnie przytłacza. Nie raz mam chęć wrócić do was, do Newcastle. Pobyć z wami w domu rodzinnym, gdzie mogłem zawsze odpocząć, ale nie o tym chciałem pisać. 
Mamo? Wiem, że się o mnie martwisz. Ostatnio z moim zdrowiem nie było i jeszcze nie jest najlepiej. Aresztowali mnie nie słusznie, o jakieś morderstwo, czego nie popełniłem i zostałem w areszcie pobity, a teraz borykam się jeszcze ze złamaniami żeber, ale jest już lepiej. Jest przy mnie ktoś, kto pomaga mi wyzdrowieć. Wyjaśnię  wam wszystko dokładniej jak przyjadę. 
Na razie nie pracuję, mam zwolnienie póki nie dojdę do siebie. Tyle, że mój pracodawca, płaci mi za to, mniej niż kiedy pracowałem, ale przynajmniej nie dostałem jeszcze wymówienia. 
Poznałem kobietę. Choć może dziwnie to zabrzmi, lecz znałem ją od dawna, jeszcze za czasów kiedy byłem z Lucy. Można powiedzieć, że zbliżyliśmy się do siebie, ale nie tak jak myślicie, do niczego nie doszło. Po prostu dobrze czuje się w jej towarzystwie, to Nellie Lovett. Jest piekarką i cukiernikiem, piecze same cudowne rzeczy, może uda nam się coś do was z tych przysmaków przywieść. 
Tak. Chciałbym Panią Lovett zabrać ze sobą. Chciałbym byście ją poznali, a jej tym samym zafundować trochę innego powietrza i klimatu uroczego, a nie tej ciągłej smoły unoszącej się nad londyńskimi dachami. Proszę byście tylko nie uznali jej, za kogoś z kim zaraz się zwiążę. 
Oczywiście podoba mi się Nellie, od jakiegoś czasu chyba czuję do niej coś więcej niż tylko znajomość, czy cos podobnego. Lecz nie mam śmiałości wyznać jej tego co czuję. Poza tym resztę pozwolicie, że zachowam dla siebie? Tak będzie najlepiej. 
Dziękuję wam za paczkę jaką mi nadesłaliście, postaram się wysłać, coś niebawem, bądź przyjechać, myślę, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna. Stęskniłem się za wami i Newcastle. Mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy. Cieszę się, że u was jest wszystko dobrze. Jeszcze raz dziękuję za prezenty i za dopieszczenie finansowe, mimo to nie przejmujcie się, na ulicy nie mieszkam. Wynajmuje kawalerkę, grunt że stać mnie na jej utrzymanie. Może nie żyję jakoś wyjątkowo, ale mam dach nad głową i to najważniejsze. 
Będę kończyć, wiecie że nie przepadam za pisaniem listów, nie chciałem jednak pisać jednego zdania i słać jako telegram, byłoby to nieładne z mojej strony. Pozdrawiam was i ściskam mocno. 
Jeśli będę się do was wybierał postaram się wtedy o wysłanie telegramu, żebyście mieli świadomość mojego przyjazdu, a tym samym żebym nie zastał zamkniętych drzwi. 
Wasz syn, Sweeney” 
Po napisaniu listu przez Sweeney’a złożył kartkę na której pisał wiadomość do rodziców i zaraz włożył ja do koperty. Zakleił kopertę i zostawił na wierzchu do wysłania. A wkrótce udał się do sypialni by się położyć i nie wiedział nawet kiedy jego oczy się zamknęły i zasnął. 
Kolejnego dnia Sweeney przed południem wybrał się na londyńską ulicę, Udał się na pocztę i wysłał list do swoich bliskich, A gdy powoli wracał, oglądał wystawy sklepowe, poza tym chciał też kupić kilka produktów spożywczych, lecz tuż przy samym mieszkaniu, by nie nosić przez większość ulic tych wszystkich rzeczy. Gdy udał się na Fleet Street szedł prostopadle do ulicy, oczywiście rozglądał się czy nie jedzie, żaden powóz, lecz nie spodziewał się, że zaraz szybko z rozpędu, będzie jechał jeden, a do tego znikąd pojawił się z jego drugiej strony kolejny i Sweeney był w potrzasku, tym bardziej, że z drugiego powozu wypadły worki z mąką. Koń przed Panem Todd’em stanął dęba, że Todd cofnął się do tyłu. Zaraz woźnica stanął i uderzył batem konia by się uspokoił, na co ten jeszcze bardziej wierzgnął kopytami, na szczęście Sweeney zdążył się odsunąć na dobrą odległość. Dużo ludzi było na ulicy, a do tego przydarzyło się to wszystko niemal niedaleko sklepu Pani Lovett. Woźnica, który zszedł z powozu, zaraz dopadł do golibrody i złapał go za ubranie odpychając na drugi powóz i krzyczał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.