-Nigdzie się póki co nie wybieram, po prostu zauważyłam Cię ze sklepu i
wyszłam. Jest jeszcze dość rano, zostało mi trochę czasu do otwarcia sklepu
więc tak, zapraszam Cię na herbatkę.. Opowiesz co się zdarzyło. - Nellie wzięła
mężczyznę pod rękę i zaraz weszli już do sklepu by się ogrzać. Sweeney powiesił
swój płaszcz na wieszaku i zaraz przeszli do salonu, gdzie w kominku palił się
ogień więc było zwyczajnie cieplej.
-Och po prostu nie
potrafią jeździć.. nie wiem kto daje takim ludziom zezwolenie na prowadzenie
pojazdów.. Wariaci.. Więc o niczym nie słyszałaś..? Wydawało mi się, że stąd
można było dobrze zobaczyć cóż się wydarzyło.. - Zerknął przez okno, ale
przekonał się, że mimo iż nie stało się to daleko, nie było aż tak dobrego
widoku z tego miejsca, prędzej z wyższego piętra. - Hm, jednak nie.
-Nie.. ale pewnie niedługo
będzie o tym głośno.. plotkary ruszą do pracy.. Grunt, że nic Ci się nie
stało.. jeszcze tego by brakowało aby doszły kolejne urazy...- Westchnęła
krzyżując ręce na piersiach. - A teraz pójdę zrobić Ci herbaty.. chyba, że masz
ochotę na coś do jedzenia, hm..? - Sweeney pokręcił głową i usiadł na kanapie.
Zupełnie odszedł mu apetyt dzięki wrażeniom jakie dostarczył poranek.. a przede
wszystkim ujrzenie jego córki pierwszy raz od.. sam nie miał pojęcia kiedy. Ostatnim
razem była malutkim dzieckiem, które tulił do siebie, a teraz była już dorosłą
kobietą. Zastanawiał się czy kiedykolwiek próbowała go odnaleźć, czy w ogóle
wiedziała kim jest jej ojciec.. matka.. Co powiedział jej na ten temat Turpin..
Miał tyle pytań do zadania, tylko jak miał uzyskać na nie odpowiedzi? Przecież
nie mógł zwyczajnie podejść i wyznać prawdy, wtedy straciłby ją pewnie na
zawsze i został uznany za dziwaka.. W końcu swoją urodę też w większości
odziedziczyła po Lucy. Miała tylko jego oczy. Todd ocknął się z tych myśli
słysząc nawoływanie Pani Lovett.
-Sweeney. Sweeney.. och,
nareszcie. Nie lubię jak tak się w sobie zamykasz.. Coś się stało..? Chcesz mi
o czymś powiedzieć..? - Podała mu herbatę i usiadła obok z początku robiąc
zatroskaną minę, lecz potem w miarę tego jak Sweeney coraz bardziej ukrywał co
go trapi, wyraz jej twarzy zupełnie się zmieniał.
-Hm to nie jest mój najlepszy dzień i
ciśnienie chyba jest wyjątkowo niskie, bo jestem senny... Wyjątkowo odczuwam
dziś te żebra.. taka pogoda.. - Napił się swojej ulubionej herbaty w wykonaniu
Nellie i skarcił w duchu, że ją okłamuje czego obiecał sobie już nie robić po
tym wszystkim co zaszło. Część prawdy powiedział, nie czuł się najlepiej tego
dnia, ale to i tak nie było wytłumaczenie. Pojawienie się Johanny było dla
niego szokiem i nie był jeszcze gotów podzielić się tym nawet z Nellie, choć
miał świadomość, że ona doskonale wyczuwa, że coś jest nie tak i tylko irytuje
ją jego zachowanie.
-Mhm.. rozumiem.. No trudno,
nieważne jeśli nie chcesz o tym mówić.. Potem idziesz na zakupy, tak..? Jeśli
chcesz to mogę Ci z tym pomóc jeśli niezbyt dobrze się dziś czujesz.. nie
jesteś jeszcze w pełni zdrowia. Po pracy jestem wolna. Hm.. wysłałeś list do
rodziców, tak.. myślisz, że jeszcze dostaniesz jakieś informacje od nich przed
wyjazdem..? - Rzuciła mężczyźnie krótkie pytające spojrzenie.
- Nie, już
wystarczająco Cię wykorzystałem do pomocy sobie, Nellie. Zresztą muszę ćwiczyć
bo inaczej zostanie mi tak, że nie będę mógł niczego podnieść, a tego nie chcę.
Tak, wysłałem.. napisałem tam, że mamy zamiar się pojawić, a kiedy się
zdecydujemy wyślę telegram... Wątpię żeby silili się jeszcze na odpowiedź skoro
wszystko jasno napisałem. Zresztą niedługo porozmawiamy na żywo.. - Dopił
herbatę i zerknął na swój zegarek. - Za 10 minut otwierasz sklep, więc zbieram
się na te zakupy, nie będę Cię rozpraszać..
- Dobrze, w takim razie..
może wpadniesz do mnie na obiad.. ? Ugotowałabym coś smacznego.. - Sweeney
przytaknął zakładając swój płaszcz, a Nellie jeszcze poprawiła mężczyźnie
szalik.
- Widzimy się za kilka godzin. - Uśmiechnął
się nieznacznie i wyszedł sklepem, a Nellie otworzyła lokal dla klientów. Przez
jakieś dwie godziny w sklepie nie zjawiła się żadna znajoma kobiecie twarz więc
jak zwykle pracowała, ale myślami była gdzieś w okolicach tego jak zobaczyła tą
nieznajomą kobietę rozmawiającą ze Sweeney'em. Coś jej podpowiadało, że to owa
nieznajoma jest przyczyną takiego, a nie innego zachowania mężczyzny. Usiłowała
przypomnieć sobie kim może dla niego być, lecz nic nie przychodziło jej do
głowy. Jednak za jakiś czas odpowiedź sama się zjawiła. W sklepie zjawił się
mężczyzna, zajął trochę większy stolik niż jakby miał tam siedzieć sam, a Pani
Lovett podeszła by wziąć od niego zamówienie.
- Dzień dobry. Czego sobie Pan
życzy..? - Nieznajomy uśmiechnął się do Pani Lovett i odparł.
- Witam Panią, Pani Lovett jak
mniemam..? Czy mógłbym jeszcze chwilkę wstrzymać się z zamówieniem..? Ponieważ
moja narzeczona z synkiem za chwilę się tu zjawią, nie chcę sam decydować..
- Tak, tak. A więc zjawię się gdy
zobaczę, że już pora. - Odwzajemniła jego uśmiech, bo spodobały jej się maniery
młodego człowieka i podeszła do innego stolika obsłużyć klientów, którzy
właśnie się zjawili. Wkładała właśnie na talerz swoje słynne mięsne ciasteczka,
które o dziwo wciąż się ludziom nie nudziły, kiedy do sklepu weszła kolejna
klientka z małym dzieckiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.