SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 10 lutego 2015

Part 211.

Spojrzał przed siebie z morderczym wzrokiem, aż Nellie pomachała mu ręką przed oczami. 
-Chcę Ci pomóc, ale nie kryj się tak wiecznie przed nią.. Teraz.. wybaczam, bo sprawa jest świeża, ale potem.. Wiesz, że jak będziesz przed tym uciekać to Johanna będzie się oddalać coraz bardziej..? Aż w końcu zniknie..? Sweeney.. nie zrozum mnie źle, ale nie można czekać z tą sprawą wiecznie.. Wiesz, że jest zaręczona z tym mężczyzną..? Charlie'm..? Nie chciałbyś któregoś dnia poprowadzić jej do ołtarza..? Och jasne że byś chciał.. ale najpierw trzeba się odważyć i porozmawiać w cztery oczy.. Zniżyła trochę głos, bo z początku mówiła zdecydowanie głośniej, żeby do niego to dotarło. Sweeney oparł się o blat i założył rękę na rękę, a Nellie dalej kontynuowała.
-Oczywiście że nie możesz zrobić tego zbyt szybko, nie możesz po prostu podejść i powiedzieć całej prawdy.. bo i dla niej będzie to jeszcze cięższe.. stopniowo.. Tak mi się wydaje.. Nie widzę innego wyjścia.. a nie zamierzasz się chyba snuć za nią jak cień i obserwować z ukrycia jak dorasta Twój wnuk..? Prawda Sweeney? A ja pomogę Ci. Słyszałeś chyba, że będą tu wpadać.. kiedyś na pewno Wasze drogi i tak się zejdą. - Pogładziła mężczyznę dłonią po ramieniu. - Głowa do góry.
- Ale co ja jej powiem..? - Sweeney podrapał się po brodzie jakby poszukując odpowiedzi. Nellie westchnęła.
-Co do tego.. moim jedynym pomysłem jest poradzenie się Twoich rodziców kiedy już tam pojedziemy.. Nie sądzisz..? Oni będą mieć na to zupełnie świeże spojrzenie, a każda inna głowa to nowy pomysł.. Myślę, że przez jakiś czas zbierzesz siły na to wszystko i dasz radę. - Wrzuciła do gotującej się wody makaron i trochę doprawiła samą wodę, po czym przytuliła Pana Todd'a by dodać mu otuchy. Przynajmniej tak, bo w pocieszaniu nie była najlepsza. Sweeney nieco oparł swoją głowę o jej i zamknął oczy myśląc żeby było już po wszystkim, choć wiedział, że zajmie to jeszcze kawałek czasu i musiał się z tym pogodzić. Nie był sam i to też się liczyło. 
-Damy radę. - odrzekł starając się ze wszystkich sił w to uwierzyć.
-Pewnie, że damy. Po prostu trzeba trzymać się tej myśli. - Pogłaskała Pana Todd'a po plecach i postanowiła przejść do innego tematu. - Kiedy chciałbyś wyjechać..? Albo.. kiedy są urodziny Twojej mamy..? Bo jeszcze będziemy musieli sprawdzić pociągi, a podróż zajmie nam chyba cały dzień w takich warunkach.. Newcastle jest chyba jeszcze dwa razy dalej niż Birmingham, a sam wiesz ile czasu ostatnio stamtąd wracałam.. A co myślisz o tym abyśmy jednak upiekli tort..? W końcu sami byśmy go pilnowali, nie żadna poczta.. więc miałby zdecydowanie większe szanse na 'przeżycie'.. 
-Dzisiaj mamy.. piąty.. urodziny dwunastego.. równy tydzień, choć gdybyśmy wyjechali dzień wcześniej byłoby idealnie, skoro czas podróży nie jest pewny.. Jeszcze jeden dzień wcześniej wysłałbym telegram, że przyjeżdżamy by nie było zaskoczenia.. i idealnie.. Tort..? Najlepiej czekoladowo-czekoladowy.. hehe.. mama uwielbia czekoladę.. chyba mam to po niej.. A tutaj widzę, że coś innego przygotowałaś na obiad i już ładnie pachnie.. mm.. aż ślinka cieknie. - Powąchał makaron, który Nellie właśnie nakładała na talerze wraz z kawałeczkami mięsa i sosem pomidorowym. Zabrali to wszystko do salonu i zaczęli jeść. 
-Co do tortu mam pewien pomysł, ale pomożesz mi przy tym, bo nie jestem pewna co Twoja mama lubi.. Czekoladowy z pewnością.. dodatek rumu..? Czy może dodamy też warstwę śmietankową i jakieś owoce..? Hm i chyba lepiej napisać na nim po prostu "Wszystkiego najlepszego", bez świeczek mówiących o wieku.. dla kobiety to tak niezbyt.. - Nellie jak zwykle poruszając temat kuchni aż parowała od pomysłów, a Sweeney tylko przytakiwał na niektóre z nich. Sam by nie wymyślił lepiej pewnych rzeczy. 
-Och na pewno ucieszy się z takiego prezentu, zwłaszcza, że nie będzie to zwykłe ciasto ze sklepu, tylko takie w które wkłada się swoje serce i wysiłek.. A mi też takie zrobisz..? - Poruszył trzy razy szybko brwiami, na co Nellie zaśmiała się. 
-Zastanowię się. - I zaśmiała się do Sweeney'ego puszczając mu oczko. Resztę wieczoru Pan Todd spędził razem z Nellie. Razem omawiali sprawy wyjazdu czy też po prostu rozmawiali, ale starali się unikać tematu Johanny. Sweeney wrócił do domu trochę podniesiony na duchu. Odnalazł pozytywy w obecnej sytuacji i wiedział, że musi zmotywować się do działania skoro los dał mu wreszcie od siebie coś pozytywnego. Kolejne dni nie różniły się zbytnio od tych poprzednich. Sweeney odwiedzał Nellie w sklepie, czasem jej pomagał, na tyle ile był w stanie, a po wspólnie spędzonym wieczorze udawał się do kawalerki. W dniu w którym wysłał telegram do rodziców, upiekli czekoladowy tort przekładany śmietanką, z dodatkiem rumu. Na jego wierzchu znajdowała się symboliczna wersja życzeń. Czas zajęło im również pakowanie walizek, a Pani Lovett przyrządziła jeszcze trochę jedzenia na podróż i trochę by poczęstować tym rodziców Sweeney'a. W rezultacie mieli ze sobą sporo rzeczy, lecz jakoś udało im się dostarczyć wszystko najpierw do dyliżansu, a potem do pociągu. Oboje chyba w duchu obawiali się tego, że znów stanie się tutaj coś niezbyt przyjemnego, choć tym razem przynajmniej mieli swoje towarzystwo i nie musieli obawiać się, że coś stanie się drugiemu. Już pierwsze znaki krajobrazu świadczące o opuszczeniu Londynu wypełniły Panią Lovett i Pana Todd'a ulgą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.