Spojrzał przed
siebie z morderczym wzrokiem, aż Nellie pomachała mu ręką przed oczami.
-Chcę Ci pomóc, ale nie kryj się
tak wiecznie przed nią.. Teraz.. wybaczam, bo sprawa jest świeża, ale potem..
Wiesz, że jak będziesz przed tym uciekać to Johanna będzie się oddalać coraz
bardziej..? Aż w końcu zniknie..? Sweeney.. nie zrozum mnie źle, ale nie można
czekać z tą sprawą wiecznie.. Wiesz, że jest zaręczona z tym mężczyzną..?
Charlie'm..? Nie chciałbyś któregoś dnia poprowadzić jej do ołtarza..? Och
jasne że byś chciał.. ale najpierw trzeba się odważyć i porozmawiać w cztery
oczy.. Zniżyła trochę głos, bo z początku mówiła zdecydowanie głośniej, żeby do
niego to dotarło. Sweeney oparł się o blat i założył rękę na rękę, a Nellie
dalej kontynuowała.
-Oczywiście że nie możesz
zrobić tego zbyt szybko, nie możesz po prostu podejść i powiedzieć całej
prawdy.. bo i dla niej będzie to jeszcze cięższe.. stopniowo.. Tak mi się
wydaje.. Nie widzę innego wyjścia.. a nie zamierzasz się chyba snuć za nią jak
cień i obserwować z ukrycia jak dorasta Twój wnuk..? Prawda Sweeney? A ja
pomogę Ci. Słyszałeś chyba, że będą tu wpadać.. kiedyś na pewno Wasze drogi i
tak się zejdą. - Pogładziła mężczyznę dłonią po ramieniu. - Głowa do góry.
- Ale
co ja jej powiem..? - Sweeney podrapał się po brodzie jakby poszukując
odpowiedzi. Nellie westchnęła.
-Co do tego.. moim
jedynym pomysłem jest poradzenie się Twoich rodziców kiedy już tam pojedziemy..
Nie sądzisz..? Oni będą mieć na to zupełnie świeże spojrzenie, a każda inna
głowa to nowy pomysł.. Myślę, że przez jakiś czas zbierzesz siły na to wszystko
i dasz radę. - Wrzuciła do gotującej się wody makaron i trochę doprawiła samą
wodę, po czym przytuliła Pana Todd'a by dodać mu otuchy. Przynajmniej tak, bo w
pocieszaniu nie była najlepsza. Sweeney nieco oparł swoją głowę o jej i zamknął
oczy myśląc żeby było już po wszystkim, choć wiedział, że zajmie to jeszcze
kawałek czasu i musiał się z tym pogodzić. Nie był sam i to też się liczyło.
-Damy radę. - odrzekł
starając się ze wszystkich sił w to uwierzyć.
-Pewnie, że damy. Po prostu trzeba trzymać się tej myśli. - Pogłaskała
Pana Todd'a po plecach i postanowiła przejść do innego tematu. - Kiedy
chciałbyś wyjechać..? Albo.. kiedy są urodziny Twojej mamy..? Bo jeszcze
będziemy musieli sprawdzić pociągi, a podróż zajmie nam chyba cały dzień w
takich warunkach.. Newcastle jest chyba jeszcze dwa razy dalej niż Birmingham,
a sam wiesz ile czasu ostatnio stamtąd wracałam.. A co myślisz o tym abyśmy
jednak upiekli tort..? W końcu sami byśmy go pilnowali, nie żadna poczta.. więc
miałby zdecydowanie większe szanse na 'przeżycie'..
-Dzisiaj mamy.. piąty..
urodziny dwunastego.. równy tydzień, choć gdybyśmy wyjechali dzień wcześniej
byłoby idealnie, skoro czas podróży nie jest pewny.. Jeszcze jeden dzień
wcześniej wysłałbym telegram, że przyjeżdżamy by nie było zaskoczenia.. i
idealnie.. Tort..? Najlepiej czekoladowo-czekoladowy.. hehe.. mama uwielbia
czekoladę.. chyba mam to po niej.. A tutaj widzę, że coś innego przygotowałaś
na obiad i już ładnie pachnie.. mm.. aż ślinka cieknie. - Powąchał makaron,
który Nellie właśnie nakładała na talerze wraz z kawałeczkami mięsa i sosem
pomidorowym. Zabrali to wszystko do salonu i zaczęli jeść.
-Co do tortu mam pewien pomysł,
ale pomożesz mi przy tym, bo nie jestem pewna co Twoja mama lubi.. Czekoladowy
z pewnością.. dodatek rumu..? Czy może dodamy też warstwę śmietankową i jakieś
owoce..? Hm i chyba lepiej napisać na nim po prostu "Wszystkiego
najlepszego", bez świeczek mówiących o wieku.. dla kobiety to tak niezbyt..
- Nellie jak zwykle poruszając temat kuchni aż parowała od pomysłów, a Sweeney
tylko przytakiwał na niektóre z nich. Sam by nie wymyślił lepiej pewnych
rzeczy.
-Och na pewno
ucieszy się z takiego prezentu, zwłaszcza, że nie będzie to zwykłe ciasto ze
sklepu, tylko takie w które wkłada się swoje serce i wysiłek.. A mi też takie
zrobisz..? - Poruszył trzy razy szybko brwiami, na co Nellie zaśmiała się.
-Zastanowię się.
- I zaśmiała się do Sweeney'ego puszczając mu oczko. Resztę wieczoru Pan Todd
spędził razem z Nellie. Razem omawiali sprawy wyjazdu czy też po prostu
rozmawiali, ale starali się unikać tematu Johanny. Sweeney wrócił do domu
trochę podniesiony na duchu. Odnalazł pozytywy w obecnej sytuacji i wiedział,
że musi zmotywować się do działania skoro los dał mu wreszcie od siebie coś
pozytywnego. Kolejne dni nie różniły się zbytnio od tych poprzednich. Sweeney
odwiedzał Nellie w sklepie, czasem jej pomagał, na tyle ile był w stanie, a po
wspólnie spędzonym wieczorze udawał się do kawalerki. W dniu w którym wysłał
telegram do rodziców, upiekli czekoladowy tort przekładany śmietanką, z
dodatkiem rumu. Na jego wierzchu znajdowała się symboliczna wersja życzeń. Czas
zajęło im również pakowanie walizek, a Pani Lovett przyrządziła jeszcze trochę
jedzenia na podróż i trochę by poczęstować tym rodziców Sweeney'a. W rezultacie
mieli ze sobą sporo rzeczy, lecz jakoś udało im się dostarczyć wszystko
najpierw do dyliżansu, a potem do pociągu. Oboje chyba w duchu obawiali się
tego, że znów stanie się tutaj coś niezbyt przyjemnego, choć tym razem
przynajmniej mieli swoje towarzystwo i nie musieli obawiać się, że coś stanie
się drugiemu. Już pierwsze znaki krajobrazu świadczące o opuszczeniu Londynu
wypełniły Panią Lovett i Pana Todd'a ulgą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.