SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 10 lutego 2015

Part 213.

Stchórzyłem, co miałem powiedzieć Johannie.. „Witaj pamiętasz, tego mężczyznę, co rzekomo wskoczył przed powóz rano..? To ja. Benjamin Barker, Twój ojciec… który teraz zwie się Sweeney Todd”. Nie przestraszyłoby Cię to, gdybyś to Ty przykładowo była na jej miejscu… Ja bym się zawahał.. No bo cóż przez tyle lat. Tatuś się nie pokazał.. a teraz nagle podchodzi taki jeden i mówi, że jest Twoim ojcem…? Choć w podświadomości wiesz, że to pewnie jakieś łgarstwo.. Myślałem o tym Nellie… Założę się, że Turpin przez ten okres wbił mojej córce do głowy to, że nie żyje. A ja nie mogę od tak po prostu podejść i wyznać jej tego.. – Już kobieta chciała coś powiedzieć, kiedy Sweeney upił łyczek kawy z kubka Nellie gdy mu podała i odparł zaraz. 
- Nie myśl, że od tego chcę uciec, chciałbym pomóc mojej córce, ale chciałbym bym po prostu miał się czym przed nią okazać… by mi uwierzyła. A jedyne czym mogę to zdjęciami i ubrankiem Johanny z chrztu, które do tej pory mam w domu. Teraz może przychodzi mi to łatwo, kiedy o tym mówię.. Ale gdybym wyobraził sobie, że usiądzie tu zaraz obok nas, zjadłaby mnie trema, i znów wycofałbym się ze wszystkiego. Jestem tchórzem. – Westchnął wtedy Nellie spojrzała na Sweeney’a, kiedy już nie jadła, widziała, że Sweeney jeszcze miał połowę swojego posiłku, no ale  że zaczął mówić, to nie chciał rozmawiać z pełnymi ustami. Kobieta spoglądała na Todd’a gdy w dłoniach trzymał pojemniczek z sałatką i nadziewał na widelec ogórka z pomidorem przy czym podała mu serwetkę i uśmiechnęła się lekko. 
- Sweeney… ale nie uciekniesz przez tym. Rozumiem Cię. Wybacz, że tak naciskałam… Ale po prostu mam wrażenie, ze któregoś dnia, Johanna zniknie i już jej nie zobaczysz. Przecież chcesz widzieć ją, Swojego wnuczka… Sweeney, mógłbyś mieć nawet jeszcze własne dzieci. Ale pomyśl o niej.. na pewno chciałaby Cię poznać, mieć przy sobie, mieć wsparcie przy ojcu… A do tego teraz kiedy jest przed ślubem… Sweeney dobrze by było gdybyś do tego czasu, zaprzyjaźnił się z nią. Wiem, że to dziwnie brzmi… ale wiem, że za nią tęsknisz.. teraz masz okazje pokazać to, że jest Ci bliska, że ją kochasz. A co do Twoich rodziców.. mam troszkę wspólnego z Twoją mamą. Heh, Sweeney Złotko… mam nadzieję, że Twoi rodzice po prostu, po prostu przypadnę im do gustu. 
Tak rozmowa Nellie i Sweeney’a jeszcze nieco przebiegła w spokojnym zaciszu pociągu, zjedli też po kawałku ciasta. A czas mijał, zbliżał ich coraz bardziej do Newcastle. Oczywiście Sweeney i Nellie czasem wychodzili z przedziału, by pójść czy to za potrzebą, bądź rozprostować trochę nogi. Kiedy została godzina do celu, dosiadł się do ich przedziału, mężczyzna z kobietą, którzy chyba mieli ochotę na coś głębszego niż tylko na przytulanie, że aż Nellie spojrzała na golibrodę. Choć podświadomie nie ukrywała, że ciekawiło ją to, jak czuły potrafi być Sweeney, na co cichutko westchnęła. 
Powoli też czas zbliżył ich do tego, że dojeżdżali już do Newcastle, ubierali się w płaszcze, Sweeney też zdejmował ich walizki z półek. Zerknął na Panią Lovett, która już powoli wychodziła z przedziału z walizką i tortem, gdy mężczyzna, który przejechał z nimi ostatnią część drogi spojrzał na nią zalotnie, mijając się z nią i tak zajrzał na jej dekolt. Lecz gdy widział spojrzenie Todd’a na sobie odkasłał i przesunął się gdy panowie minęli się w przedziale. Jedynie pożegnali się słowami „Do wiedzenia” z sąsiadami w przedziale i powoli Sweeney ruszył z kobietą poprzez korytarz, by dotrzeć do drzwi, by nie wysiadali jako ostatni, mimo, że pociąg dopiero docierał do miasta. 
W końcu gdy dotarli do stacji powoli powysiadali z pociągu i ruszyli z dworca głównego w stronę dyliżansów, co chwilę dłuższa im to zajęło z tymi bagażami. W końcu załadowali się do jednego powozu, z bagażami i ruszyli na adres podany przez Todd’a. Jadąc dyliżanse spoglądali przez okna. Newcastle, było takim pogodnym i słonecznym miastem jak na tę porę roku. Było tu sporo budynków takich jak w Londynie, lecz miały jednak w sobie coś przytulnego, miasto wydawało się tętnić życiem i nie być tak przygnębiające, jak częstą wadą miał to Londyn. 
Po godzinie w końcu dojechali do domu państwa Todd. Domek leżał niedaleko morza i wyglądał na uroczy, był jasno kremowy, a weranda pomalowana była na błękitny kolor, zaś dachówka domu była przybrudzoną czerwienią. Może teraz nie było tutaj tyle roślin ile pojawiało się wiosną późniejszą, ale mimo to domek wyglądał uroczo, wśród innych domków. Powoli powysiadali z powozu i Todd zabrał do woźnicy pakunki, zapłacił mu za podwiezienie ich tutaj i odparł do Pani Lovett, gdy zostali sami. 
- To tutaj, ten domek… tu się wychowałem… Nic się nie zmienił.. no może weranda została pomalowana… To co, gotowa..? – Uśmiechnął się do kobiety, zaraz oboje zabrali bagaże, tort, jak i suknie dla matki Sweeney’a i powoli ruszyli w kierunku domku idąc chodnikiem. - Bardzo ładny dom. Cudowny.. uroczy, bardzo ładna okolica, wiesz..? Tak, jestem gotowa. – Powoli weszli po schodach i zaraz stanęli przy drzwiach, po chwili Sweeeney zapukał do drzwi, Nellie nieco się denerwowała, ale Sweeney puścił do niej oczko i zaraz zrobiło się jej przyjemniej. Długo nawet nie musieli czekać kiedy po chwili drzwi otworzyła matka Sweeney’a kobieta o nieco śniadej cerze, co świadczyło o tym, że na pewno często na twarz padało jej słońce, gdy była na plaży. Jej włosy były ciemne, choć gdzie niegdzie było widać, siwe włosy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.