SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 10 lutego 2015

Part 218.

Sweeney spojrzał na matkę i przytaknął jej głową, zaraz upijając nieco soku ze szklanki, a Helena cały czas spoglądała na swojego syna i odezwała się, dotykając jego dłoni. 
- Synku… opowiesz mi o tym co się stało podczas aresztowania Twojego..? – Matka na razie chciała porozmawiać o zdrowiu swojego dziecka, ale nie umykało jej to, że chciała porozmawiać o Pani Lovett. Spodobała się jej i na pewno chciałaby mieć taką synowa jak ona, zaradną kobietę, której praca nie jest obca i ma w sobie tyle ciepła i czułości, by zająć się swoim Ukochanym. 
Sweeney westchnął pod nosem i obracał w dłoniach szklankę, po czym spoglądając na matkę odezwał się spokojnym tonem głosu. 
- No tak, aresztowali mnie, za rzekome zabójstwo jakiegoś szewca.. Mamo… w aresztach ludzi nie traktują jak ludzi. Czułem się jak pies, któremu nawet już budę odebrano… Zostałem tam pobity, wiecznie tym strażnikom coś nie pasowało, albo się strasznie nudzili… Mam połamane żebra.. nie myśl tylko, że tak tu przyjechałem ze złamaniami, teraz już jest to wszystko na dobrej drodze. Lecz boli mnie to wszystko, i długo będzie. Albo zawsze będzie, kiedy pogoda się zmieni, czy coś w tym rodzaju. Tak lekarz mówił. Teraz upłynęło do tamtego momentu… z około półtora miesiąca.. Więc jeszcze to wszystko leczę. Nellie mi pomaga. Pomagała mi jak byłem chory, bo i przeziębienie mnie złapało. Lecz naprawdę nie ma sensu o tym opowiadać.. Władza w Londynie, upatrzyła sobie mnie jak tego złego. Przynajmniej teraz mam spokój.. – Uśmiechnął się do matki, która zmartwiła się tym, że jej syn nadal nie czuł się jeszcze najlepiej. 
- Synku… Boże szkoda, że jednak nie mieszkasz z nami, nie byłoby tych nieporozumień… Tego problemu. Lecz znów nie znałbyś Nellie.. Jest śliczną kobietą. Sweeney…a do tego uczynną… wiem, że Ci się podoba, widzę to w Twoich oczach… Pokaż jej to, niech wiem, że jest dla Ciebie ważna, należy się jej to, jeśli naprawdę czujesz do niej coś więcej niż przyjaźń. Sweeney… ja wiem co przeżyłeś… Lucy, lecz jej już Kochanie nie ma z nami. Pomyśl o tym, że ona chciałaby widzieć Cię szczęśliwym. Nasza wnuczka, Twoja córka… Kochanie.. ja wiem, że to trudne jest lecz, pamiętaj że zawsze możesz mieć jeszcze dzieci. Jesteś jeszcze młody, teraz jest dobry wiek na to. – Mówiła te wszystkie słowa szczerze, a jej syn spoglądał na nią i słuchał z niemałą uwagą, kiedy kobieta dawała mu rady. A im więcej mówiła o tym by jej synowi było dobrze, tym bardziej on przekonywał się do tego, że nie jest przegrany w życiu, że jeszcze może być szczęśliwy. 
- Tego nie wiesz, miasto jak każde inne z pozoru. Mamo… ale ja nie przyjechałem tutaj byście mnie swatali z Nellie… Ja po prostu nie mam jakoś tyle śmiałości…  Poza tym skąd wiesz co czuję do Nellie..? Widzisz ją pierwszy raz.. a to, że mi się podoba to drugie.. Mamo… mamo…  -Sweeney zastopować chciał matkę w słowach, kiedy mówiła o ego córce i w końcu odezwał się po chwili, gdy upił kolejny łyk soku z naczynia. 
- Mamo.. To nie takie proste mieć dzieci.. By je mieć najpierw potrzebna jest do tego kobieta.. a przynajmniej mnie… Mamo…. Nim tu, przyjechaliśmy… Ja.. ja widziałem moją córkę… A nie.. ona nie wie kim jestem.. Ma synka, Tommy’ego.. półtora roczne dziecko, mój wnuczek.. Narzeczony. Pewnie niedługo wezmą ślub, chciałem z wami o tym porozmawiać, ale błagam Cię, zostawmy ten temat na jutro, dobrze..? Chciałem byście o tym wiedzieli.. I nie pytaj czemu nie stwierdziłem kim jestem, nie porozmawiałem z własną córką. Ktoś obcy dla niej, jak ja… Sam bym nie uwierzył gdyby ktoś obcy do mnie podszedł, nawiązał rozmowę i powiedział, że jest moim ojcem. – Westchnął kolejny raz, Helena była w szoku po tym co usłyszała od syna, ale podczas tej intymnej dla nich rozmowy obiecała, że ten temat zostawi do jutra w spokoju. Jeszcze rozmawiali ze sobą jakiś czas. Nellie też udała się do jednej sypialni na piętro, bo chciała by Sweeney porozmawiał ze swoją matką. 
Z godzinami zrobił się wieczór, oczywiście wszyscy znów zasiedli do stołu, kiedy była kolacja. Rozmowy znów rozwiązywały się. Edward oczywiście spoglądał na syna, jakby chciał mu powiedzieć „Nie krepuj się na piętrze, przecież ja z mamą śpimy na dole”. Sweeney uśmiechnął się na to spojrzenie ojca i pokręcił głową, choć nie oszukiwał sam siebie w duchu, że czuł się jakby rodzice go dziś naprawdę pchnęli w stronę Nellie. Czuł się właśnie tak jakby dostał od nich kopniaka i chciał zrobić ten pierwszy ruch. 
Po kolacji jeszcze nieco gawędzili w salonie, lecz Sweeney jak i Nellie około dwudziestej pierwszej byli już dość senni, że pożegnali się z rodzicami Todd’a i oboje powoli poszli na piętro, gdzie w holu zatrzymali się koło sypialni i Todd odparł. 
- Wybacz za moich rodziców, jeśli byli z czymś natarczywi i za dużo chcieli wiedzieć, ale rodzice tacy są. Nie mogę nad wszystkim panować… Zmęczona..? – Spojrzał na kobietę, gdy stała przy swojej sypialni łapiąc powoli za klamkę. 
- Och Sweeney, nic się nie stało. Niczym mnie nie urazili, są bardzo mili. Tak jestem troszkę zmęczona… Podróż i pobudka wczesna, dają o sobie już znać. – Kobieta uśmiechnęła się do Sweeney’a i pogładziła go po policzku. Rozstali się gdyż kobieta zaraz ze swoimi przyborami łazienkowymi uciekła do łazienki, a Sweeney zaszył się w swojej sypialni na ten czas. Położył się na łóżku i cicho westchnął. A powoli rozpinał swoją kamizelkę, potem zdjął z szyi apaszkę, a zaraz powoli rozpinał swoją koszulę, którą wkrótce zmienił na koszulkę od piżamy. Rozmyślał o Pani Lovett., przypomniał sobie jak ojciec mówił mu o jej nazwisku. 
W tym czasie Nellie zażywała kąpieli w łazience, używała swoich kosmetyków, balsamem smarowała swoje ciało, czesała swoje włosy po ich osuszeniu i była gotowa do spania. 
Kiedy wychodziła już z łazienki, to i Sweeney pojawił się na korytarzu, był już w stroju od piżamy, poza tym i w jego oczach można było wyczytać senność i wołanie o poduszkę pod głowę. A tak naprawdę wracał z kuchni ze szklanką ciepłej wody, by popić wodą swoje lekarstwa. Spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej kiedy Nellie zbliżyła się do niego, myślała że Sweeney źle się czuje i dlatego też ma wodę, bądź z innych przyczyn. 
- Sweeney…? Dobrze się czujesz…? – Zmrużyła lekko oczy, a Sweeney zaraz na kobietę spojrzał i odparł otwierając drzwi do swojej sypialni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.