SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 14 lutego 2015

Part 222.

Przechadzali się ulicami Newcastle, gdzie znajdował się choćby Teatr Royal, czy Jesmond Dene House, gdzie udali się na spacer, w końcu było to miejsce oazą spokoju dla ludzi z tego miasta. Znajdowały się tutaj rzeki, egzotyczne drzewa, które o tej porze roku może jeszcze nie były tak bardzo urocze, ale można było tu choćby zobaczyć rzadkie gatunki ptaków. To miejsce było jak egzotyczny ogród botaniczny, gdzie każdy mógł znaleźć miejsce do wyciszenia samego siebie w tym rozgardiaszu codziennych spraw. Jesmond Dene, ciągle się rozwijało, więc jeszcze nie wszystko wyglądało tak jakie miał założenia, ale mimo to można było tu spędzić dobrze czas i oczy mogły odpocząć od ciągłego widoku budynków. Kiedy przechadzali się po tym miejscu, Nellie trzymała pod rękę Sweeney’a, a Edward prowadził swoją żonę. Sweeney spojrzał na kobietę i odezwał się do niej gdy szli pierwsi przed jego rodzicami i czasami oddalali się od Państwa Todd.
- Masz ochotę zobaczyć Muzeum..? Muzeum historii naturalnej i starożytnych cywilizacji..? Nie jest daleko stąd. A skoro jesteśmy tutaj to ten czas można dobrze wykorzystać, byś potem mi nie powiedziała, że byłaś w Newcastle, ale w sumie niczego nie zobaczyłaś hehe.. Żartuję, ale skoro już tu jesteśmy to czemu nie możemy obejrzeć co nieco. – Uśmiechnął się do kobiety i szli cały czas dalej, choć później usiedli sobie na ławce. A rodzice Todd’a by im nie przeszkadzać udawali zainteresowanych dalej drzewami bądź ptaszkiem, który właśnie przysiadł na gałęzi drzewa niedaleko nich. A Nellie zaraz odezwała się do Sweeney’a, gdy mężczyzna spojrzał na jakąś parę przechodzącą obok nich.
- Muzeum? Bardzo chętnie, chyba jako mała dziewczynka byłam ostatnio w muzeum… Och Sweeney, nie powiedziałabym tak, no może troszeczkę byłoby mi szkoda, być gdzieś i nie zobaczyć niczego poza domem i okolicą, gdzie mieszkają Twoi rodzice. – Poklepała Sweeney’a po jego udzie, żeby sobie nie pomyślał, że miałaby się o coś obrazić. Rodzice oczywiście przyglądali im się, ale nie mieli za bardzo dobrego pola widoku, gdy Sweeney obrócił się bardziej do kobiety zasłonił ich swoimi plecami.
- Cieszę się. Jako mała dziewczynka w muzeum? Też byłem w muzeum jako dziecko, ale czas to zmienić. Podobno przybył tu okaz T-Rexa, jakiegoś dinozaura… nie znam się na tym za bardzo.. Ale w dalszym ciągu, zastanawiam się nad tym co pierwsze istniało tak naprawdę na Ziemi, skoro wszystko stworzył Bóg. Poczynając od ludzi, to dlaczego nikt nie napisał, że stworzył dinozaury, albo ludzi pierwotnych.. Wiesz z maczugami, w skórach jakiś, co mieszkali w jaskiniach i jeszcze nie potrafili tak rozmawiać jak my ze sobą. Ale mniejsza o to.. czasem myślę, nad dziwnymi sprawami.. Słoń afrykański podobno jest w Muzeum, no niestety, ale wypchany… Przeraża mnie to trochę, że tak ludzie postępują ze zwierzętami, by inni mogli podziwiać co tak naprawdę żyło czy żyje na ziemi. – Westchnął, w końcu Sweeney co jak co, ale bardziej zabiłby człowieka, niż zwierzę. Zwierzęta lubił, no może nie wszystkie, tym bardziej te groźne i mniej sympatyczne, lecz nie wyobrażał sobie skrzywdzić jakiegoś futrzaka. Nellie patrzyła na mężczyznę z uwagą i uśmiechnęła się do niego, gładząc zaraz jego policzek.
- Tak. Widzisz to powrócimy jak do dzieciństwa. Dinozaury, ach tak. Ja też nie wiem jak to jest naprawdę. Nie jestem tak bardzo wierzącą osobą, o ile w ogóle jestem, tracę czasem nadzieję, że naprawdę jest ktoś ponad nami wszystkimi. To prawda, też tego nie popieram. Lecz to wszystko idzie za sprawą tego, że nic byśmy nie zobaczyli gdyby krzywda się nie stała. To tak jak z ogrodami zoologicznymi. Przynajmniej nas nikt nie wypcha…  - Uśmiechnęła się nieco do mężczyzny, kiedy pochylił się do kobiety i pocałował lekko jej policzek. A niebawem powoli wstali z ławki i udali się z ogrodu do muzeum, o którym też wspomnieli rodzicom.
Po dotarciu na miejsce, nie byli jednak zbyt zadowoleni, bo okazało się, że muzeum dziś jest zamknięte z powodu przywiezienia nowego okazu do budynku i Muzeum zostało zamknięte, gdyż zwiedzający inaczej mówiąc przeszkadzaliby, a do tego mogliby coś uszkodzić. Zresztą takie rzeczy muzeum zazwyczaj robiło w nocy, lecz dziś wypadło inaczej, bo nowy okaz szkieletu dinozaura przyjechał rano, tak teraz było przygotowanie do prezentacji, na kolejny dzień, było nad nim wiele pracy, zatem dziś z oglądania naturalnej i starożytnej natury jak i cywilizacji musieli obejść się smakiem.
Edward podrapał się po głowie, gdy stali przed Muzeum, a Sweeney zaraz odezwał się, kiedy jego matka spoglądała na niego, jakby miał zaraz co najmniej pocałować Nellie, czego niestety doczekać się nie mogła.
- Może w takim razie… skoro zamknięte jest dziś Muzeum, przełożymy to na jutro o ile do jutra będzie tu wszystko gotowe… A może wybierzemy się na plażę hm..? Przejść się po piachu, pospacerować..? – Spojrzał na kobiety i na swojego ojca, który nieco przytaknął delikatnie głową, a kobiety odezwały się ochoczo jednocześnie. – Oczywiście! – Nellie i Helena uśmiechnęły się uroczo i tak zaraz z Paniami pod rękę udali się w kierunku plaży, choć nieco dalej wsiedli w jeden powóz i pojechali nad morze, gdzie powóz zatrzymał się na placu, przed plażą, która była ukryta za wydmami. Nellie wdychała powietrze, które tutaj już powiewało morzem, morskim powietrzem, piachem, wydmami. Powoli powysiadali z powozu, Edward zapłacił za ten przejazd i powoli udali się między wydmami do przejścia na plażę. Było już widać morze kiedy szli, plażę, a do tego gdzie niegdzie były budki ratownicze. Razem wszystko tworzyło idealny krajobraz. Kawałek dalej była też promenada, ale szli na plażę mimo wszystko, gdzie było kilkoro ludzi, z dziećmi czy z psami. Sweeney nieco zawiesił wzrok na małym dziecku, niesionym przez matkę na rękach i cicho westchnął. A spacerując po plaży, rozmawiali ze sobą spokojnie. Edward z Heleną rozmawiali ze sobą jeszcze o zajściu rano, jakoś oboje nie mogli tego przeżyć, że ojciec Sweeney’a przerwał synowi schadzkę, z Panią Lovett w spiżarce i przerwał pewnie ważny dla nich moment. A Sweeney z Nellie zbierali nieco muszli, kobieta była ucieszona tym miejscem, aż w którymś momencie pochyliła się do Sweeney’a gdy przykucał i zbierał kilka muszli. Spojrzeli sobie w oczy i mężczyzna dotknął jej nosek swoim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.