- Mhm.. Nie, absolutnie nic Cię nie ominęło,
Sweeney.. Wyglądałeś na dość zamyślonego, stąd moje pytanie.. Myślałam, że coś
natchnęło Cię do przemyśleń..
- Naprawdę wyglądam na takiego myśliciela?
- Swego
czasu nim byłeś..
- Lecz te czasy już minęły, moja droga Nellie.. Wiele można
przegapić poprzez zamykanie się w swoim małym światku i już nigdy nie chcę
powtarzać tego samego błędu.. bo przecież nie można określić tego inaczej.. -
Dotknął dłoni Pani Lovett, która była trochę bliżej niego i przyjrzał się
kobiecie uważniej dostrzegając jakby chwilowy grymas niezadowolenia na jej
twarzy, co jednak widocznie starała się przed nim ukryć. To właśnie był jego
problem, że albo nie potrafił wyrazić tego co chciał, albo przesadzał tym samym
wywołując w niej uczucia, których wywołać nie chciał. Nellie westchnęła niemal
niesłyszalnie dla Sweeney'a, uznając, że nie ma sensu psuć sobie dobrego
nastroju starymi wspomnieniami i ścisnęła dłoń mężczyzny przesyłając mu taki
impuls od siebie. Nie chciała dalej brnąć w ten temat, a więc podjęła się
innego.
- Nie mówiłeś mi jeszcze co skłoniło Cię do opuszczenia Newcastle.. do
wybrania Londynu.. Lecz pewnie była to bardziej Twoja decyzja niż rodziców,
hm..? - Sweeney zmarszczył czoło na jej pytanie i oparł głowę o fotel by ułożyć
sobie w głowie to, co zamierzał powiedzieć.
- Tak, to ja wpadłem na ten pomysł,
choć też można powiedzieć, że nie do końca.. bo całkiem przypadkiem, choć
oczywiście nic bym nie zrobił gdyby rodzicie mnie w tym nie wsparli finansowo,
bo przecież jeszcze nie pracowałem, a właściwie zabierałem się za ostatni
stopień edukacji.. A że w gazecie natrafiłem na dość interesującą ofertę w
Londynie.. wszystko powoli się potoczyło, mimo że nie było łatwo, rzadko
wyjeżdżałem gdzieś dalej, a co dopiero do tak odległego miasta.. Potem.. potem
wiesz jak to się potoczyło.. Znalazłem tam pracę i zostałem. Bywały i trudne
momenty w których tylko marzyłem o powrocie tutaj. Ale z czasem się przyzwyczaiłem..
- Wzruszył ramionami. - Mam jeszcze całkiem miłe wspomnienia z czasów kiedy
nasza znajomość wydawała się być całkiem przelotna, lecz jednak istniała..
Wydaje się jakby minęły wieki od tego momentu..
- O tym też z przyjemnością
posłucham, jak to było z Twojej perspektywy Sweeney.. - Okryła się bardziej
swoim ponczem i uśmiechnęła wesoło do golibrody. Te wspomnienia z młodości
zawsze wywoływały uśmiech na jej twarzy, a dość długo do nich już nie wracała.
-
Oczywiście.. zawsze miło powspominać te czasy.. Hm.. O ile się nie mylę, był to
koniec tygodnia i prywatka koleżanki mojego znajomego, który akurat wyciągnął
mnie wtedy z domu.. choć nie byłem wielkim entuzjastą takich wydarzeń..
Wszystko przebiegało raczej spokojnie, ale kiedy zobaczyłem Cię po raz
pierwszy, kiedy weszłaś muszę przyznać, że przykułaś moją uwagę.. i chyba nie
tylko moją.. hehe.. Miałaś włosy prawie do pasa i beżową sukienkę.. Potem chyba
raz spotkaliśmy się na kawie i nasz kontakt się nagle urwał.. nie mam pojęcia
czemu, lecz widać, że gdzieś było zapisane, że jeszcze się spotkamy.. - Todd
puścił oczko kobiecie i napił się herbaty, bo jak zwykle gdy dużo mówił,
zasychało mu w gardle. Nellie zaś pokiwała głową z aprobatą, będąc urzeczona tym, że tak dokładnie wszystko zapamiętał.. i tym, co powiedział o niej. Zupełnie jakby to było
wczoraj. - Wow! Zaskoczyłeś mnie. Naprawdę. Prędzej spodziewałabym się, że
wszystko uogólnisz, bo to jednak było lata temu i nie miałam prawa oczekiwać
czegoś takiego, ale tutaj.. Masz pamięć.. - Sweeney zaśmiał się na to pozytywne
zaskoczenie kobiety, a zaraz w oknie dostrzegł Edwarda próbującego złapać wzrok
syna, a kiedy tak się stało, wskazał mu na Panią Lovett i na czas, który
symbolizował pukaniem w zegarek na nadgarstku. Rzeczywiście czas leciał, a jeśli
jeszcze mieli zamiar odwiedzić wesołe miasteczko warto było powoli zacząć się
zbierać.
- Pewnych rzeczy się nie zapomina. A teraz możemy już szykować się ku
wyjściu, pora zacząć drugą, równie przyjemną część dnia. - Wstał i podał dłoń
Pani Lovett by sama wstała, zabrali ze sobą wszystko, co potrzebne i wyruszyli
do wesołego miasteczka, które znajdowało się kilka mil od domu Todd'ów i
bardziej w okolicy morza niż centrum miasta, co może nie było do końca
przemyślane ze strony organizatorów.
- Wkrótce będzie tu zimno od wody, nie podoba
mi się to całe umiejscowienie.. - Nellie chwyciła Sweeney'a pod rękę i trochę
spowolniła tempo ich marszu.
- Racja, ale przecież jak zrobi nam się zimno,
wrócimy. Uśmiechnij się, jesteśmy tu po to, by się troszkę odprężyć.. Dobrze..?
- Sweeney przytaknął, w myślach już odsuwając część swoich myśli, które
podpowiadały tylko by narzekał, na bok. Po zakupieniu biletów wstępu
przekroczyli bramy tego przejezdnego parku rozrywki, by rozejrzeć się za czymś
wartym uwagi i nie przeznaczonym wyłącznie dla dzieci.
- Nadal masz ochotę na
watę cukrową..? Widzę, że tam możemy ją kupić..
- Owszem, to taki smak
dzieciństwa.. i wciąż jestem łakomczuchem.. - Nellie zachichotała, a zaraz u
jej stóp pojawił się mały, wyraźnie smutny chłopczyk, który trochę szarpał jej
suknię, by zwróciła na niego uwagę.
- Zgubilem mamę... - powiedział. Pani
Lovett spojrzała to na niego, to na Sweeney'a z zakłopotaniem. Nie miała
pojęcia co zrobić w tej sytuacji, no i tak samo nie miała doświadczenia w
sprawach opieki nad dziećmi. Po chwili jednak ukucnęła przy chłopczyku,
starając się dowiedzieć jakichś podstawowych informacji.
- A ile masz latek..
jak masz na imię..?
- Alan, mam cztely lata..
- Dobrze, a gdzie ostatnio byłeś z
mamą..? - Chłopczyk wskazał rączką karuzelę znajdującą się jakieś 20 metrów dalej i zarówno
Nellie, jak i Sweeney spojrzeli w tamtą stronę. Kobieta wzięła Alana na ręce,
choć Sweeney chciał ją w tym wyręczyć, lecz chłopczyk akurat ją wybrał sobie na
swoją opiekunkę. Uspokajała malca jak tylko potrafiła podczas drogi do karuzeli
i potem, gdy szukali jego matki w innych miejscach. Sweeney z jednej strony nie
był zadowolony, że dziecko zabiera im ten czas, który mieli spędzić wspólnie, a
z drugiej.. nie wiedział, że Nellie tak potrafi zajmować się dziećmi, nie
posiadając własnych i robiło to na nim wrażenie. Poszukiwania zajęły ponad pół
godziny, jednakże wreszcie okazały się owocne i znaleźli się rodzice malca,
którzy nawet chcieli wręczyć Nellie nagrodę pieniężną za pomoc, ale nie
skorzystała z tego, ponieważ nie uważała tego za coś nadzwyczajnego ani za
usługę za którą pobiera się opłaty. Wreszcie kupili sobie ze Sweeney'em po
małej wacie cukrowej i przysiedli na ławeczce by ją spokojnie zjeść. - Uroczy
był ten malec.. choć troszkę smutne, że tak mu się przytrafiło.. Cieszę się, że
nasze poszukiwania się powiodły.. Teraz my wyruszymy na karuzelę.. Tylko jest
tu tego troszkę.. sama nie wiem na co się zdecydować..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.