Po jego
kąpieli, oboje leżeli w łóżku, przy zapalonej lampce, nieco jeszcze
rozmawiając, choć wszystko zmierzało już ku zaśnięciu.
- Hm.. chyba
awansowałem.. Znaczy.. pamiętam, że ostatnim razem kiedy nocowałem u Ciebie..
kanapa była moim miejscem.. A teraz.. Dlatego mówię, że awansowałem z kanapy..
- Sweeney uśmiechnął się pod nosem myśląc, że nawet nie było to tak dawno temu,
a tak wiele zmieniło się na dobre, z małymi nieporozumieniami po drodze, ale
zawsze.
- Masz rację..
heh.. oj tak.. Ale teraz już śpijmy, mój drogi, kochany Panie Todd.. - Nellie
wtuliła się w Sweeney'ego, a ten jeszcze pocałował kobietę w czoło i zgasił
lampę.
Rano
obudzili się z tą satysfakcją, że to nie jest kolejny samotny poranek, lecz
mają siebie nawzajem. Stąd pojawiło się też pozytywne nastawienie do tego dnia
i szczery uśmiech na twarzy. Po śniadaniu, Nellie przygotowała Sweeney'emu
pyszne kanapeczki do pracy, w końcu obiecała Helenie, że będzie o niego dbać. Golibroda
w tym czasie prasował sobie koszulę do pracy i o czasie był już gotowy do
wyjścia, wraz z zapakowanym posiłkiem.
- I jak
wyglądam..? Zapomniałem, że mam tą koszulę.. Chyba pasuje, prawda..? - Sweeney
poprawił jeszcze mankiet rękawa, licząc na szczerą opinię Nellie.
- Przystojnie..
jak zwykle.. - Puściła mu oczko, zerkając jakby miała wobec niego jakieś
tajemnicze plany, a zaraz stanęła na palcach i poprawiła mu kołnierzyk.
-Ty też
powinnaś się przebrać, bo jeszcze wpadniesz jakiemuś przechodniowi w oko.. Choć
długo by w tym przypadku miałby bliskie spotkanie z moją brzytwą.. - Pogładził
jej policzek dłonią i musnął usta Pani Lovett na pożegnanie. - Muszę już
lecieć.. bo inaczej Satan naprawdę mnie zwolni, ale zobaczymy się później.. Miłego
dnia w pracy..
- I Tobie na
wzajem, do zobaczenia! - Po wyjściu Sweeney'a, Nellie spoglądała jeszcze za nim
póki nie zniknął całkowicie z pola widzenia. Uśmiech długo nie schodził jej z
twarzy. Lubiła w nim taką nutkę grozy, która zabrzmiała w tym co powiedział i
tyczyła się każdego innego mężczyzny, a zarazem potrafił być tak czuły i
kochany, że nie potrafiła wyjść z podziwu nad tym. Todd tak samo był
uśmiechnięty przez cały poranek myśląc o Nellie i coraz bardziej odczuwając, że
jego miejsce jest przy niej. Klienci również odczuwali dobry humor golibrody, a
Satan chyba doszedł do wniosku, że na dobre wyszła mu na przerwa, bo tak jak
kiedyś wydawał się być smutny i przygnębiony, teraz widział w nim nową osobę. W
sklepie Pani Lovett było tak samo dużo klientów, co poprzedniego dnia, ale tym
razem odwiedziła ją Isabel, więc przynajmniej kobiety mogły ze sobą
porozmawiać, a czas leciał na tym szybciej.
- Musisz
koniecznie opowiedzieć mi jak było ze Sweeney'm w Newcastle.. Jak jego
rodzice..? Jak wyglądało to miasteczko? Odpoczęłaś trochę..? - Isabel
zagadywała swoją przyjaciółkę, trochę podjadając masę, którą Nellie robiła
właśnie do ciasta czekoladowego.
- Cudownie,
bardzo mi się podobało..! Sweeney'a rodzice to przemili ludzie.. chyba w miarę
mnie polubili, a ja polubiłam ich.. Miasteczko, och Isabel, tam na prawdę można
odpocząć i złapać trochę oddechu, zwolnić.. Sweeney pokazał mi najciekawsze
zabytki, byliśmy w muzeum, na plaży, w latarni morskiej.. Było uroczo.. Oj
przestań, to na ciasto.. - Ukarała Isabel ścierką po rękach, po czym oboje
zaśmiały się, a przyjaciółka piekarki spojrzała na nią podejrzliwie, a potem
wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu.
- Czy Ty się
właśnie zarumieniłaś wspominając o Panu Todd'zie..? Hm.. chyba dużo szczegółów
ominęłaś, kochanie.. chyba mamy jednak okazję do jakiegoś wieczorku z pogaduszkami..
Bo widzę, że ktoś tu się zakochał i stara się to ukryć przede mną.. - Nellie
spojrzała na nią, grając poważną. Unosiła wysoko swoje brwi. Isabel również
uniosła swoje brwi i tak chwilę mierzyły się spojrzeniami, czekając, która
pierwsza się podda. - Zaprzeczysz moim słowom..?
- No.. nie..
- Nellie w końcu zamrugała zerkając w dół i roześmiała się, a druga kobieta
była z siebie dumna, że to po niej rozpoznała.
-Wiedziałam!
No dobrze, teraz muszę lecieć.. ale wiedz, że nie odpuszczę Ci tych opowieści..
- Dobrze,
obiecuję.. Ale czekaj jeszcze chwilę.. Znasz wielu fachowców, gdybyś mogła
zorganizować mi kogoś od zwalczania szkodników byłabym wdzięczna.. Ostatnio mam
tu mały problem ze szczurami, a nie chcę znów prosić Sweeney'a o pomoc w
łapaniu ich skoro są od tego ludzie.. Zaproponował pomoc, ale są lepsze sposoby
spędzania czasu niż łapanie szczurów.. - Ściszyła oczywiście przy tym głos,
żeby żaden z jedzących gości nie usłyszał. Isabel obiecała jej pomóc i przysłać
tutaj kogoś za jakiś czas. W końcu kobieta udała się do siebie, a Nellie
wróciła na pełne obroty swojej pracy. Rozmyślała też o takich rzeczach jak
zrobienie opłat za cały dom, bo w końcu zbliżał się już termin czy zrobieniu
zakupów. Za około godzinę po wyjściu jej przyjaciółki, w sklepie zjawił się
człowiek, który miał wypędzić wszystkie szczury z jej lokalu, dlatego też
udostępniła mu wszystkie przestrzenie w których szczury mogły być. Przez
okiennice swojego sklepu zauważyła przechadzającego się wraz ze swoim wiernym
sługusem Bamfordem, Turpina. Niemal zaczęła już się w duchu modlić, żeby nie
weszli do środka i całe szczęście jej prośby zostały wysłuchane. Kolejną miłą
niespodzianką było pojawienie się w sklepie Johanny. Była sama, co mogłoby być
dobrą okazją dla Sweeney'a, ale nie mogła przewidywać co zrobi, jeśli ją tu
zobaczy i o ile zobaczy, bo do końca jego pracy było jeszcze trochę czasu.
Nellie sama byłaby gotowa porozmawiać z córką Todd'a, jednak nie mogła się też
tak wtrącać w nie swoje sprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.