Nellie
pokierowała Sweeney'a by usiadł, choć aktualnie rozpierała go złość i być może
gdyby nie byłoby tutaj tylu świadków, a zwłaszcza Johanny to Turpin mógłby
skończyć inaczej. Zresztą kobieta przeczuwała, że tak czy inaczej kiedyś to się
stanie, że to nie jest tylko marne gadanie i dokona się zemsta na sędzim i
jakoś wcale nie czuła żalu z tego powodu. Nienawidziła go równie tak samo jak
golibroda, choć ilość odniesionych przez niego szkód nie mogła się w ich
przypadku absolutnie równać.
-To
straszne.. i niewyobrażalne.. Znaczy ten człowiek jest niewyobrażalny.. Jak
zwykle ma tupet mówiąc tak do Ciebie, a za kogo on się uważa? Gdyby tak
wszystkie jego kłamstwa ujrzały światło dzienne, byłby nikim.. Już miałam
nadzieję, że on dzisiaj nie zawita w sklepie.. a teraz.. - Nellie podsłuchała
czy Turpin znajduje się jeszcze w sklepie. - mam nadzieję, że zaraz sobie
pójdzie... Gdybym mogła najchętniej wywiesiłabym tabliczkę z zakazem zbliżania
się jego do tego miejsca.. i do nas i do Johanny.. - Złapała się chwilowo za
głowę wzdychając. - Sweeney.. Sweeney.. posiedź tutaj jeśli nigdzie Ci się nie
spieszy i uspokój się trochę, dobrze? Zostało mi jeszcze jakieś 45 minut do
zamknięcia. - Nellie jeszcze raz pogładziła mężczyznę po policzku, próbując
złapać jego spojrzenie, lecz Todd wpatrzył się w jeden punkt tak dobrze jej
znanym nieobecnym wzrokiem i tylko skinął głową. Pani Lovett wróciła do swojego
stanowiska za ladą, by obsłużyć ostatnich klientów, którzy się pojawili. Sędzia
Turpin wraz z Johanną zniknęli prawie jednocześnie z momentem, kiedy tam
wróciła. Cieszyła się, że ich.. wróg zniknął przynajmniej na jakiś czas, ale
też co do córki Sweeney'a, sama ją polubiła, a tym bardziej chciałaby żeby
znała już prawdę. Chyba po prostu bardzo pragnęła jego szczęścia, żeby po tylu
latach smutku jednak coś uległo zmianie. Gdy wreszcie zamknęła sklep, wróciła
do Sweeney'a, lecz oparła się o futrynę drzwi i przez chwilę go obserwowała,
bowiem Sweeney postawił sobie na stole butelkę ginu i szklaneczkę z kredensu,
ale jeszcze jej nie ruszył. Po prostu pochylał się lekko nad stolikiem i wahał.
Gdy kobieta w końcu przekroczyła próg salonu, spojrzał na nią z zapytaniem czy
za chwilę go za to skarci i zabierze butelkę do barku, lecz tylko usiadła obok
niego na kanapie.
-Nie,
Sweeney, nie zabiorę Ci tego.. to Twoja decyzja, ale to w żadnym stopniu nie
polepszy tej całej sytuacji.. Jemu trzeba będzie stawić czoła, a to.. Da Ci
tylko chwilową ulgę, a może nawet i nie.. Więc to Twój wybór. Jednak nie chcę
mieć powtórki z tego co kiedyś.. nie chcę Cię stracić i mieć przed sobą kogoś
zupełnie innego.. - Nellie patrzyła na Sweeney'a w taki sposób, by naprawdę
zrozumiał, że nie ma sensu szukać ucieczki w alkoholu. Patrzyła z powagą, ale i
troską. Sweeney podniósł się ze swojego miejsca, odrzucając pokusę napicia się
i przeszedł się po salonie, który był dość takich rozmiarów by swobodnie bez
potykania się o meble można było zatoczyć kilka kółek.
-Gorszą
rzeczą od obrażania mnie, od wszystkiego.. jest to, że Turpin może spędzać z
nią czas, może robić to, czego pozbawił mnie przez tyle lat.. Może nazywać się
jej ojczymem.. choć nie wiem jakim prawem, lecz ja wciąż tylko pozostaję
nieznajomym panem, którego przypadkiem spotyka. To łamie moje serce. Gdyby
tylko Johanna wiedziała o wszystkim.. - Sweeney miał bardzo smutny wyraz
twarzy, do tego stopnia, że Nellie jeszcze bardziej odczuwała jak zła ta cała
sytuacja jest i że powinni robić już coś w kierunku, by to wszystko zmienić.
-To nie
może trwać w nieskończoność, Sweeney.. Znaczy.. wiem, że nie da rady zmienić
się tego wszystkiego przez moment.. Nie znajdziemy też nagle czegoś na Turpina,
żeby Johanna się od niego odwróciła, lecz być może spotkania Was do siebie
zbliżą, nawet takie przypadkowe.. Wiem, wiem, że to będzie trudne.. ale nie
można robić niczego i oczekiwać, że stanie się cud.. - Kobieta zatrzymała
Sweeney'a w tym jego nerwowym chodzeniu, by po prostu uspokoił się przy niej.
Tym samym zastanawiała się co jeszcze może mu powiedzieć, ponieważ kiedyś już
rozmawiali na ten temat i mogła się właściwie tylko powtarzać.. Choć czasem
człowiek potrzebował i takiego powtórzenia, zapewnienia. - I wszystko co
powiedział Ci Turpin nie jest prawdą.. o Twoim zawodzie, o tym, że Johanna nie
chciałaby Cię znać.. Bo jesteś kimś więcej niż on. - Ujęła twarz mężczyzny w
dłonie. - Powinieneś wręcz o tym zapomnieć.. a przypomnieć sobie w odpowiednim
momencie, takim jak zemsta. Damy sobie radę z kimś takim.. Kiedyś role się
odwrócą.. - Sweeney przytulił się do Nellie, czując z jednej strony taką
bezsilność, a z drugiej jakąś małą iskierkę nadziei. Kobieta pogładziła go po
plecach, a za dosłownie chwilę ten moment przerwał im człowiek, który przyszedł
powybijać wszystkie szczury, jakie znajdowały się w podziemiach budynku i nie
tylko.
-Pani
Lovett?! - krzyknął, szukając właścicielki. W końcu trafił do salonu.
-Hm? Ah
tak. Sweeney, poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? Muszę tylko zapłacić panu, pomógł
wytępić szczury, dzięki czemu my nie musimy się tym już zajmować. - Uśmiechnęła
się lekko do owego mężczyzny i zaraz przeszła obok niego kiedy stał w progu
drzwi, by pójść przodem. Gdy przechodziła nie omieszkał zerknąć na jej pupę, co
zauważył Sweeney i chrząknął, by dać mu taki subtelny znak żeby sobie na to nie
pozwalał. Fachowiec od czarnej roboty spojrzał na golibrodę jakby wcale nie
zorientował się co to miało znaczyć i ruszył za kobietą. Widać po nim było, że
nadawał się tylko do takiej, a nie innej pracy. Za jakieś pięć minut Nellie
wróciła do salonu zadowolona, że przynajmniej ta sprawa jest już z głowy. Sweeney
stał i patrzył się przez okno.
-I le wziął?
- mruknął do kobiety.
- Dwadzieścia
funtów.. to jeszcze nie tragedia. Cóż, lepiej zapłacić niż mielibyśmy się
męczyć. Miał tego chyba pół worka, a szczury są bardzo zwinne i szybkie, sam
wiesz.. - również zerknęła przez okno, lecz po chwili oparła się o ścianę, tak
że stała przodem do jego profilu. - Błagam nie bądź taki przygaszony..
kochanie.. Bo ja już sama nie mam pojęcia jak Cię pocieszać, co zrobić żebyś
się uśmiechnął..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.