SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 1 maja 2015

Part 252.

Nellie pokierowała Sweeney'a by usiadł, choć aktualnie rozpierała go złość i być może gdyby nie byłoby tutaj tylu świadków, a zwłaszcza Johanny to Turpin mógłby skończyć inaczej. Zresztą kobieta przeczuwała, że tak czy inaczej kiedyś to się stanie, że to nie jest tylko marne gadanie i dokona się zemsta na sędzim i jakoś wcale nie czuła żalu z tego powodu. Nienawidziła go równie tak samo jak golibroda, choć ilość odniesionych przez niego szkód nie mogła się w ich przypadku absolutnie równać.
-To straszne.. i niewyobrażalne.. Znaczy ten człowiek jest niewyobrażalny.. Jak zwykle ma tupet mówiąc tak do Ciebie, a za kogo on się uważa? Gdyby tak wszystkie jego kłamstwa ujrzały światło dzienne, byłby nikim.. Już miałam nadzieję, że on dzisiaj nie zawita w sklepie.. a teraz.. - Nellie podsłuchała czy Turpin znajduje się jeszcze w sklepie. - mam nadzieję, że zaraz sobie pójdzie... Gdybym mogła najchętniej wywiesiłabym tabliczkę z zakazem zbliżania się jego do tego miejsca.. i do nas i do Johanny.. - Złapała się chwilowo za głowę wzdychając. - Sweeney.. Sweeney.. posiedź tutaj jeśli nigdzie Ci się nie spieszy i uspokój się trochę, dobrze? Zostało mi jeszcze jakieś 45 minut do zamknięcia. - Nellie jeszcze raz pogładziła mężczyznę po policzku, próbując złapać jego spojrzenie, lecz Todd wpatrzył się w jeden punkt tak dobrze jej znanym nieobecnym wzrokiem i tylko skinął głową. Pani Lovett wróciła do swojego stanowiska za ladą, by obsłużyć ostatnich klientów, którzy się pojawili. Sędzia Turpin wraz z Johanną zniknęli prawie jednocześnie z momentem, kiedy tam wróciła. Cieszyła się, że ich.. wróg zniknął przynajmniej na jakiś czas, ale też co do córki Sweeney'a, sama ją polubiła, a tym bardziej chciałaby żeby znała już prawdę. Chyba po prostu bardzo pragnęła jego szczęścia, żeby po tylu latach smutku jednak coś uległo zmianie. Gdy wreszcie zamknęła sklep, wróciła do Sweeney'a, lecz oparła się o futrynę drzwi i przez chwilę go obserwowała, bowiem Sweeney postawił sobie na stole butelkę ginu i szklaneczkę z kredensu, ale jeszcze jej nie ruszył. Po prostu pochylał się lekko nad stolikiem i wahał. Gdy kobieta w końcu przekroczyła próg salonu, spojrzał na nią z zapytaniem czy za chwilę go za to skarci i zabierze butelkę do barku, lecz tylko usiadła obok niego na kanapie.
-Nie, Sweeney, nie zabiorę Ci tego.. to Twoja decyzja, ale to w żadnym stopniu nie polepszy tej całej sytuacji.. Jemu trzeba będzie stawić czoła, a to.. Da Ci tylko chwilową ulgę, a może nawet i nie.. Więc to Twój wybór. Jednak nie chcę mieć powtórki z tego co kiedyś.. nie chcę Cię stracić i mieć przed sobą kogoś zupełnie innego.. - Nellie patrzyła na Sweeney'a w taki sposób, by naprawdę zrozumiał, że nie ma sensu szukać ucieczki w alkoholu. Patrzyła z powagą, ale i troską. Sweeney podniósł się ze swojego miejsca, odrzucając pokusę napicia się i przeszedł się po salonie, który był dość takich rozmiarów by swobodnie bez potykania się o meble można było zatoczyć kilka kółek.
-Gorszą rzeczą od obrażania mnie, od wszystkiego.. jest to, że Turpin może spędzać z nią czas, może robić to, czego pozbawił mnie przez tyle lat.. Może nazywać się jej ojczymem.. choć nie wiem jakim prawem, lecz ja wciąż tylko pozostaję nieznajomym panem, którego przypadkiem spotyka. To łamie moje serce. Gdyby tylko Johanna wiedziała o wszystkim.. - Sweeney miał bardzo smutny wyraz twarzy, do tego stopnia, że Nellie jeszcze bardziej odczuwała jak zła ta cała sytuacja jest i że powinni robić już coś w kierunku, by to wszystko zmienić.
-To nie może trwać w nieskończoność, Sweeney.. Znaczy.. wiem, że nie da rady zmienić się tego wszystkiego przez moment.. Nie znajdziemy też nagle czegoś na Turpina, żeby Johanna się od niego odwróciła, lecz być może spotkania Was do siebie zbliżą, nawet takie przypadkowe.. Wiem, wiem, że to będzie trudne.. ale nie można robić niczego i oczekiwać, że stanie się cud.. - Kobieta zatrzymała Sweeney'a w tym jego nerwowym chodzeniu, by po prostu uspokoił się przy niej. Tym samym zastanawiała się co jeszcze może mu powiedzieć, ponieważ kiedyś już rozmawiali na ten temat i mogła się właściwie tylko powtarzać.. Choć czasem człowiek potrzebował i takiego powtórzenia, zapewnienia. - I wszystko co powiedział Ci Turpin nie jest prawdą.. o Twoim zawodzie, o tym, że Johanna nie chciałaby Cię znać.. Bo jesteś kimś więcej niż on. - Ujęła twarz mężczyzny w dłonie. - Powinieneś wręcz o tym zapomnieć.. a przypomnieć sobie w odpowiednim momencie, takim jak zemsta. Damy sobie radę z kimś takim.. Kiedyś role się odwrócą.. - Sweeney przytulił się do Nellie, czując z jednej strony taką bezsilność, a z drugiej jakąś małą iskierkę nadziei. Kobieta pogładziła go po plecach, a za dosłownie chwilę ten moment przerwał im człowiek, który przyszedł powybijać wszystkie szczury, jakie znajdowały się w podziemiach budynku i nie tylko.
-Pani Lovett?! - krzyknął, szukając właścicielki. W końcu trafił do salonu.
-Hm? Ah tak. Sweeney, poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? Muszę tylko zapłacić panu, pomógł wytępić szczury, dzięki czemu my nie musimy się tym już zajmować. - Uśmiechnęła się lekko do owego mężczyzny i zaraz przeszła obok niego kiedy stał w progu drzwi, by pójść przodem. Gdy przechodziła nie omieszkał zerknąć na jej pupę, co zauważył Sweeney i chrząknął, by dać mu taki subtelny znak żeby sobie na to nie pozwalał. Fachowiec od czarnej roboty spojrzał na golibrodę jakby wcale nie zorientował się co to miało znaczyć i ruszył za kobietą. Widać po nim było, że nadawał się tylko do takiej, a nie innej pracy. Za jakieś pięć minut Nellie wróciła do salonu zadowolona, że przynajmniej ta sprawa jest już z głowy. Sweeney stał i patrzył się przez okno.
-I le wziął? - mruknął do kobiety.
- Dwadzieścia funtów.. to jeszcze nie tragedia. Cóż, lepiej zapłacić niż mielibyśmy się męczyć. Miał tego chyba pół worka, a szczury są bardzo zwinne i szybkie, sam wiesz.. - również zerknęła przez okno, lecz po chwili oparła się o ścianę, tak że stała przodem do jego profilu. - Błagam nie bądź taki przygaszony.. kochanie.. Bo ja już sama nie mam pojęcia jak Cię pocieszać, co zrobić żebyś się uśmiechnął..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.