- Z czego
mam się cieszyć.. może już nawet nie warto mnie pocieszać. Gdyby nie ten
Turpin.. - Sweeney oparł się dłońmi o parapet i spojrzał właściwie nie
dostrzegającym niczego spojrzeniem w dół, na co Nellie pogładziła się po skroni
nie mając już kompletnie pojęcia, co robić. Zapadła chwila ciszy.
-Teraz nie
chcę żebyś pomyślał, że znowu się naprzykrzam i kładę nacisk żebyś tutaj ze mną
zostawał, ale trochę Cię już znam i kiedy pójdziesz do domu będziesz cały czas
o tym rozmyślał.. Tutaj pewnie też, ale nie będziesz z tym sam.. Zatem jeśli
chcesz możesz zabrać z domu potrzebne rzeczy i wrócić.. Oczywiście uszanuję
każdą Twoją decyzję. - Odeszła do biblioteczki, niby by poprawić coś na półce,
lecz tak naprawdę chciała dać mu wolną przestrzeń do myślenia bez swojego
wpływu.
- Dobrze..
wrócę niebawem. - Sweeney przeanalizował większość plusów i minusów zostania
tutaj na Fleet Street 186 i w swoim mieszkaniu i zdecydował, że tylko Nellie
nie pozwoli mu odgrodzić się od realnego świata i pogrążyć w jego mrocznym. Nie
chciał być już tym człowiekiem mimo wszystko. Zarzucił na siebie płaszcz i
zaraz był już w drodze do siebie. Zapakował sobie najpotrzebniejsze ubrania,
bieliznę i środki do higieny, których brakowało mu poprzedniego dnia u Nellie,
bo jednak był przyzwyczajony do swoich. Ten wieczór, jak i kolejne wieczory
tego tygodnia spędzali leżąc wspólnie na kanapie i głośno myśląc jak rozwiązać
bieżące problemy, czy też gotując jakieś ciekawe specjały w kuchni. Po prostu
zawsze starali się znaleźć sobie jakieś przyjemne zajęcie w głównej mierze po
to, by nie smucić się za wiele. W czwartek, gdy tydzień pracy powoli kierował
się ku weekendowi, Pani Lovett poprosiła Pana Todd'a, kiedy wrócił z pracy o
zrobienie małych zakupów spożywczych do domu, ponieważ chciała przyrządzić
rybę, wzorowaną na tej, którą jedli jeszcze w Newcastle. No i ku temu Sweeney
udał się do portu przy Tamizie, ponieważ jedynie tam można było dostać świeże i
okazałych rozmiarów ryby. Po tym zakupie, który był głównym celem udał się do
sklepu spożywczego, choć bardziej można było to określić straganem czy rynkiem,
gdzie miał również kupić określone przyprawy i warzywa. Podczas gdy wybierał
spośród pojemników włoszczyznę, usłyszał płacz małego dziecka. Z początku nie
był do końca pewien skąd dźwięk ten dochodził, było tłoczno i pełno było tutaj
głosów dzieci wrzeszczących na swoich opiekunów w domaganiu się o coś. Sweeney
jednak nie musiał się daleko rozglądać. Niedaleko niego stał chłopczyk, który
prawdopodobnie zgubił swoją mamę lub tatę. Nie wiedział czy podejść, czy nie,
bo przecież był nieznajomy, nie miał zobowiązań wobec tego brzdąca.
Przynajmniej tak to na początku wszystko wyglądało. Coś jednak podkusiło go i
zaraz stawiając koszyk z zakupami na podłodze, ukucnął przy chłopczyku.
- Zgubiłeś
się..? Gdzie Twoja mama, hm..? - zerknął na dziecko z zaciekawieniem, bo kogoś
mu przypominało. Te oczy.. były do kogoś podobne, tylko z początku nie zdawał
sobie sprawy do kogo. Miał też nadzieję, że chłopiec nie rozpłacze się jeszcze
bardziej na jego widok. Jednakże wszystko wskazywało na to, że dziecko mimo
wszystko się minimalnie uspokoiło, że ktoś przy nim jest.
- Zgu..zguu-biłem..
- Przyznał robiąc smutną minkę i kierując swoje oczka w dół. Sweeney rozejrzał
się, czy nikt czasem nie zmierza tutaj w poszukiwaniu swojego dziecka i nic
tego nie zapowiadało. Każdy był zaabsorbowany swoimi zakupami. Usłyszał jednak
głos przebijający się przez tłum, choć niedaleko. Znajomy głos, który krzyczał.
- Tommy!
Och Tommy, gdzie jesteś..?
Sweeney
wstał i pomachał z pozoru do nikogo, lecz z zamiarem zwrócenia na siebie uwagi
i na to, co mówił.
- Być może
tutaj jest Pani zguba...! - Pomachał jeszcze raz do tłumu, po czym schylił się
znów do malca i wziął go na ręce. - Nie martw się, znajdziemy Twoją mamę. - No
i tak, niedługo potem ku jemu zaskoczeniu, mamą, która szukała swojego synka,
była Johanna. Gdy ją zobaczył znów nieco go zamurowało i ucieszył się, że
jednak nie pozostał obojętny na płacz dziecka. Jednak tym razem chciał wypaść
normalnie, bez bardzo widocznego zaskoczenia, dlatego uśmiechnął się i ucałował
dłoń kobiety.
- Witam
Panią.. cóż za ciekawy zbieg okoliczności, prawda? Jak się Pani miewa? A malca
oddaję w dobre ręce.. - Postawił swojego wnuka znów na sklepowym gruncie, tym
samym biorąc swój koszyk. Pragnął przytulić go do siebie, lecz chyba nie chciałby
zostać uznany za całkowitego dziwaka przez swoją córkę.
- Witam
Pana, Panie Todd.. Tak, muszę to przyznać.. ostatnio mamy szczęście do
spotykania siebie. To miłe, bo zawsze dobrze rozmawia mi się z Panem.. Miewam
się w porządku, lecz Tommy zdenerwował mnie tym zniknięciem. Wystarczyło na
chwilę odwrócić głowę i już go nie było.. Gdyby nie Pan, pewnie straciłabym
tutaj kilka razy więcej czasu. Nie wiem jak dziękować. - Złapała syna za
rączkę, by już nie uciekł i widocznie rozchmurzyła się na taki finał. Wcześniej
widać było jej zdenerwowanie, lecz teraz zdawało się to ustąpić.
- I to samo
chciałbym przyznać ze swojej strony.. Och naprawdę nie ma za co dziękować,
zrobiłem to, co powinien zrobić każdy człowiek na moim miejscu. A co do
Tommy'ego.. każda mama potrzebuje czasem trochę oddechu, tak mi się wydaje..
opiekunka zachorowała..? - Sweeney spoglądał na córkę z zapytaniem. Nie chciał
zadawać jakichś nachalnych pytań, ale też korzystając z okazji chciał
dowiedzieć się czegoś konkretnego. Ponad wszystko starał się wypaść przed nią
naturalnie.
- I tak mam
u Pana dług.. i jestem straszliwie wdzięczna. Tak, tak.. dokładnie, opiekunka
się rozchorowała. Wiem, że nie jest to najlepszy pomysł zabierać takie dziecko
na zakupy, lecz niestety nie miałam innego wyjścia.. Prawda, Tommy..? - Johanna
wzięła dziecko na ręce, a Sweeney w tym momencie przejął od niej torby z
zakupami. - Mam pewien pomysł.. tutaj niedaleko jest bardzo przyjemna
kawiarnia.. być może jeśli miałby Pan chwilkę wolnego czasu moglibyśmy wypić
tam wspólnie kawę? - Kolejne pozytywne zaskoczenie golibrody. Niezmiernie
ucieszył się na tą propozycję.
- Z miłą
chęcią, muszę jeszcze tylko dokończyć zakupy.. myślę, że Pani Lovett nie obrazi
się jeśli wrócę nieco później. - Uśmiechnął się promiennie, wiedząc, że Nellie
oczywiście wszystko zrozumie, a tym bardziej ucieszy się z jego szczęścia. Tak
po dokończeniu wszelkich zakupów, cała trójka udała się do kawiarni, a
Sweeney'owi i jego córce nie brakowało tematów do rozmów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.