SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 2 maja 2015

Part 253.

- Z czego mam się cieszyć.. może już nawet nie warto mnie pocieszać. Gdyby nie ten Turpin.. - Sweeney oparł się dłońmi o parapet i spojrzał właściwie nie dostrzegającym niczego spojrzeniem w dół, na co Nellie pogładziła się po skroni nie mając już kompletnie pojęcia, co robić. Zapadła chwila ciszy.
-Teraz nie chcę żebyś pomyślał, że znowu się naprzykrzam i kładę nacisk żebyś tutaj ze mną zostawał, ale trochę Cię już znam i kiedy pójdziesz do domu będziesz cały czas o tym rozmyślał.. Tutaj pewnie też, ale nie będziesz z tym sam.. Zatem jeśli chcesz możesz zabrać z domu potrzebne rzeczy i wrócić.. Oczywiście uszanuję każdą Twoją decyzję. - Odeszła do biblioteczki, niby by poprawić coś na półce, lecz tak naprawdę chciała dać mu wolną przestrzeń do myślenia bez swojego wpływu.
- Dobrze.. wrócę niebawem. - Sweeney przeanalizował większość plusów i minusów zostania tutaj na Fleet Street 186 i w swoim mieszkaniu i zdecydował, że tylko Nellie nie pozwoli mu odgrodzić się od realnego świata i pogrążyć w jego mrocznym. Nie chciał być już tym człowiekiem mimo wszystko. Zarzucił na siebie płaszcz i zaraz był już w drodze do siebie. Zapakował sobie najpotrzebniejsze ubrania, bieliznę i środki do higieny, których brakowało mu poprzedniego dnia u Nellie, bo jednak był przyzwyczajony do swoich. Ten wieczór, jak i kolejne wieczory tego tygodnia spędzali leżąc wspólnie na kanapie i głośno myśląc jak rozwiązać bieżące problemy, czy też gotując jakieś ciekawe specjały w kuchni. Po prostu zawsze starali się znaleźć sobie jakieś przyjemne zajęcie w głównej mierze po to, by nie smucić się za wiele. W czwartek, gdy tydzień pracy powoli kierował się ku weekendowi, Pani Lovett poprosiła Pana Todd'a, kiedy wrócił z pracy o zrobienie małych zakupów spożywczych do domu, ponieważ chciała przyrządzić rybę, wzorowaną na tej, którą jedli jeszcze w Newcastle. No i ku temu Sweeney udał się do portu przy Tamizie, ponieważ jedynie tam można było dostać świeże i okazałych rozmiarów ryby. Po tym zakupie, który był głównym celem udał się do sklepu spożywczego, choć bardziej można było to określić straganem czy rynkiem, gdzie miał również kupić określone przyprawy i warzywa. Podczas gdy wybierał spośród pojemników włoszczyznę, usłyszał płacz małego dziecka. Z początku nie był do końca pewien skąd dźwięk ten dochodził, było tłoczno i pełno było tutaj głosów dzieci wrzeszczących na swoich opiekunów w domaganiu się o coś. Sweeney jednak nie musiał się daleko rozglądać. Niedaleko niego stał chłopczyk, który prawdopodobnie zgubił swoją mamę lub tatę. Nie wiedział czy podejść, czy nie, bo przecież był nieznajomy, nie miał zobowiązań wobec tego brzdąca. Przynajmniej tak to na początku wszystko wyglądało. Coś jednak podkusiło go i zaraz stawiając koszyk z zakupami na podłodze, ukucnął przy chłopczyku.
- Zgubiłeś się..? Gdzie Twoja mama, hm..? - zerknął na dziecko z zaciekawieniem, bo kogoś mu przypominało. Te oczy.. były do kogoś podobne, tylko z początku nie zdawał sobie sprawy do kogo. Miał też nadzieję, że chłopiec nie rozpłacze się jeszcze bardziej na jego widok. Jednakże wszystko wskazywało na to, że dziecko mimo wszystko się minimalnie uspokoiło, że ktoś przy nim jest.
- Zgu..zguu-biłem.. - Przyznał robiąc smutną minkę i kierując swoje oczka w dół. Sweeney rozejrzał się, czy nikt czasem nie zmierza tutaj w poszukiwaniu swojego dziecka i nic tego nie zapowiadało. Każdy był zaabsorbowany swoimi zakupami. Usłyszał jednak głos przebijający się przez tłum, choć niedaleko. Znajomy głos, który krzyczał.
- Tommy! Och Tommy, gdzie jesteś..?
Sweeney wstał i pomachał z pozoru do nikogo, lecz z zamiarem zwrócenia na siebie uwagi i na to, co mówił.
- Być może tutaj jest Pani zguba...! - Pomachał jeszcze raz do tłumu, po czym schylił się znów do malca i wziął go na ręce. - Nie martw się, znajdziemy Twoją mamę. - No i tak, niedługo potem ku jemu zaskoczeniu, mamą, która szukała swojego synka, była Johanna. Gdy ją zobaczył znów nieco go zamurowało i ucieszył się, że jednak nie pozostał obojętny na płacz dziecka. Jednak tym razem chciał wypaść normalnie, bez bardzo widocznego zaskoczenia, dlatego uśmiechnął się i ucałował dłoń kobiety.
- Witam Panią.. cóż za ciekawy zbieg okoliczności, prawda? Jak się Pani miewa? A malca oddaję w dobre ręce.. - Postawił swojego wnuka znów na sklepowym gruncie, tym samym biorąc swój koszyk. Pragnął przytulić go do siebie, lecz chyba nie chciałby zostać uznany za całkowitego dziwaka przez swoją córkę.
- Witam Pana, Panie Todd.. Tak, muszę to przyznać.. ostatnio mamy szczęście do spotykania siebie. To miłe, bo zawsze dobrze rozmawia mi się z Panem.. Miewam się w porządku, lecz Tommy zdenerwował mnie tym zniknięciem. Wystarczyło na chwilę odwrócić głowę i już go nie było.. Gdyby nie Pan, pewnie straciłabym tutaj kilka razy więcej czasu. Nie wiem jak dziękować. - Złapała syna za rączkę, by już nie uciekł i widocznie rozchmurzyła się na taki finał. Wcześniej widać było jej zdenerwowanie, lecz teraz zdawało się to ustąpić.
- I to samo chciałbym przyznać ze swojej strony.. Och naprawdę nie ma za co dziękować, zrobiłem to, co powinien zrobić każdy człowiek na moim miejscu. A co do Tommy'ego.. każda mama potrzebuje czasem trochę oddechu, tak mi się wydaje.. opiekunka zachorowała..? - Sweeney spoglądał na córkę z zapytaniem. Nie chciał zadawać jakichś nachalnych pytań, ale też korzystając z okazji chciał dowiedzieć się czegoś konkretnego. Ponad wszystko starał się wypaść przed nią naturalnie.
- I tak mam u Pana dług.. i jestem straszliwie wdzięczna. Tak, tak.. dokładnie, opiekunka się rozchorowała. Wiem, że nie jest to najlepszy pomysł zabierać takie dziecko na zakupy, lecz niestety nie miałam innego wyjścia.. Prawda, Tommy..? - Johanna wzięła dziecko na ręce, a Sweeney w tym momencie przejął od niej torby z zakupami. - Mam pewien pomysł.. tutaj niedaleko jest bardzo przyjemna kawiarnia.. być może jeśli miałby Pan chwilkę wolnego czasu moglibyśmy wypić tam wspólnie kawę? - Kolejne pozytywne zaskoczenie golibrody. Niezmiernie ucieszył się na tą propozycję.
- Z miłą chęcią, muszę jeszcze tylko dokończyć zakupy.. myślę, że Pani Lovett nie obrazi się jeśli wrócę nieco później. - Uśmiechnął się promiennie, wiedząc, że Nellie oczywiście wszystko zrozumie, a tym bardziej ucieszy się z jego szczęścia. Tak po dokończeniu wszelkich zakupów, cała trójka udała się do kawiarni, a Sweeney'owi i jego córce nie brakowało tematów do rozmów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.