SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 4 maja 2015

Part 256.

-Tak bardzo chciałabym móc Cię zapewnić Sweeney, o tym co będzie. A gdybym miała już pewność do reakcji Johanny najchętniej przyspieszyłabym czas, bo kiedy tak patrzę na Ciebie.. łamie mi się serce, chciałabym znaleźć wyjście z tej sytuacji.. - Skupiła wzrok na guziku koszuli mężczyzny, nie potrafiła wytrzymać jego spojrzenia przez które przemawiało tak wiele niepewności i cierpienia. - Johanna jest rozsądną kobietą.. choć ani Ty, ani tym bardziej ja nie znamy jej aż do tego stopnia by to przyznać.. lecz kiedy opowiesz jej wszystko od początku.. może wyda jej się to absurdem, lecz kiedy na spokojnie to przemyśli.. wszystkie tajemnice w jej życiu się rozwiążą.. wszystkie kłamstwa wpajane od dziecięcych lat.. Nie potrafię sobie wyobrazić tego żeby też odwróciła się od Ciebie przez to, że dowiaduje się o wszystkim dopiero teraz.. Myślę, że jest wystarczająco mądra i wyrozumiała żeby zrozumieć, że to wszystko nie jest dla Ciebie takie proste, że rzeczy, które jej powiesz nie są do powiedzenia od tak.. że te spotkania miały swoją wartość.. że starałeś się ją trochę poznać.. I że na pewno postąpiła by w podobny sposób.. na pewno nie wyznałaby prawdy od zaraz.. Johanna zrozumie czemu nie szukałeś jej przez tyle lat, zresztą sama mogę doskonale jej opowiedzieć w jakiej rozpaczy byłeś po stracie Lucy i mając świadomość, że człowiek, który spowodował, że runęło wszystko w Twoim życiu zabrał Johannę jako własną córkę.. - Nellie przytuliła do siebie Sweeney'a myśląc jakby tu go jeszcze pocieszyć, lecz czuła, że i z niej gdzieś ten optymizm do świata ucieka. Ponadto naprawdę czuła pewien niepokój jeśli córka mężczyzny jednak nie wykazała się wobec niego zrozumieniem, a Todd pogrąży się w swojej dawnej skorupie i znów nastąpi powtórka z przeszłości.. - kochająca go Nellie i Sweeney uwięziony w labiryncie gorzkiej porażki. Za nic nie chciała mieć z tego powtórki, jednak to było jej powodem do lęku. Musiała też wspierać go w tych chwilach, nie okazując zwątpienia, a zwłaszcza nie mogła mu powiedzieć, że w niego nie wierzy, bo do tego sprowadzałby się ostatecznie ten czarny scenariusz. 
- Gdyby tylko tak się stało.. nie pragnę niczego więcej.. Jednak wciąż nie mogę wyzbyć się tych wszystkich wątpliwości.. są jak towarzyszące mi zawsze demony szepczące pytania - co będzie, jak to się skończy..? Wiem, że nic nie wydarzy się do momentu poznania prawdy.. Może naprawdę jestem tchórzem, Nellie..? Powinienem wreszcie jej to powiedzieć, a nie zwlekać jakby miał wydarzyć się cud.. - Sweeney zamknął oczy, by uchronić się przed falą łez, jaka czuł, że zaraz do nich napłynie. Przy kimś innym może wstydziłby się swojego zachowania, lecz przy Nellie.. wiedział, że go nie wyśmieje i nie uzna tego za głupie nawet jeśli jest dorosłym mężczyzną, a nie małym dzieckiem. 
- Nie.. nie kochanie, nie.. nie pozwolę Ci tak siebie określać. Nie jesteś tchórzem w żadnym tego słowa znaczeniu.. Musisz pogodzić się z tym, że potrzeba czasu, a kiedy nadejdzie odpowiednia chwila, będziesz o tym wiedział. Musisz myśleć o spotkaniach z Tommy'm.. o ślubie Johanny i Charlie'ego, przecież będziesz chciał prowadzić swoją córkę do ołtarza, prawda..? O tych wszystkich pozytywnych rzeczach, które będą Cię napędzać.. nie odwrotnie. A czy nie dobrym pomysłem byłoby napisać list do rodziców..? Na pewno chcieliby wiedzieć coś więcej niż zdążyłeś przekazać kiedy odjeżdżaliśmy.. przemyśl to.. - Mężczyzna skinął prawie niezauważalnie głową, nie zabierając głosu, bo czuł, że z tych wszystkich emocji i tak nie będzie w stanie niczego powiedzieć. Choć napisanie listu do Heleny i Edwarda było dobrym pomysłem i zamierzał to niedługo zrobić. Wieczór może nie był do końca radosny, oboje nie tryskali szczęściem, ale było spokojnie, cicho. Zmęczenie jednak dało o sobie znać i Sweeney usnął na łóżku nim jeszcze zdecydowali się iść spać. Pani Lovett zauważając to, odłożyła czytaną przez siebie książkę na szafkę nocną wraz z okularami i pochyliła się nad nim, przykrywając mężczyznę kołdrą i gładząc go po włosach. Chyba zawsze rozczulał ją ten widok Sweeney'ego kiedy spał. Przynajmniej teraz nie było widać po nim tych wszystkich zmartwień, jednakże nie spał do końca spokojnie. Nellie też niebawem poszła spać, a właściwie zaraz po kąpieli. W ten sposób odcięła się od lekkiego przygnębienia, które ją dzisiaj dopadło. 
Kolejny poranek, czy też dalszy przebieg dnia nie różnił się zbytnio od poprzednich. Przebiegał raczej według tego samego schematu, z tym, że Nellie po zamknięciu sklepu prędko wybrała się jeszcze na pocztę, by zrobić wszelkie opłaty, bo zbliżał się już termin, no i była jeszcze w jednym sklepie, by zrobić zamówienie na specjalne produkty do sklepu. Gdy wracała ze sklepu na dworze było już prawie całkowicie ciemno, w sklepowych wystawach paliły się jedynie lampy, a mieszkańcy Londynu powoli kierowali się do swoich domów. Choć niektórzy zwyczajnie przechodzili się czerpiąc już prawie wiosennego powietrza, niestety zanieczyszczonego dymami wydobywającymi się z kominów. Wśród przechodniów kobieta zauważyła kogoś niesłychanie podobnego do swojego byłego narzeczonego Williama. Przez moment nawet stanęła jak wryta i spoglądała na niego zupełnie jak gdyby zmartwychwstał. Była tym nieco zdezorientowana, zwłaszcza, że owy tajemniczy mężczyzna przechadzał się już niedaleko jej sklepu, dlatego stanęła za rogiem jakiegoś lokalu udając, że przygląda się wystawie. Do tego założyła na głowę kaptur płaszcza. Jednak przez cały czas zerkała kątem oka na tamtego człowieka, aż w końcu zniknął z jej pola widzenia i jednocześnie olśniło ją, że mógł to być brat McCartney'a. Może widziała go tylko dwa razy w życiu, ale byli do siebie zdumiewająco podobni. Coś w nim powodowało, że czuła się niepewnie i zamiast wrócić do swojego bezpiecznego domu stała tam niemal nie mogąc się ruszyć. Nagle na jej ramieniu znalazła się czyjaś ręka, chwilowo nie miała pojęcia kto to i przeszyły ją ciarki, zadrżała, że zaraz stanie się coś strasznego, lecz głos jaki usłyszała wcale nie należał do kogoś, kto by jej zagrażał. 
- Witaj Nellie.. Co Ty tutaj robisz, czemu tak stoisz, hm..? Całe szczęście, że tutaj przechodziłem, bo gdybym nie zastał Cię w domu zmartwiłbym się. - Sweeney przywitał się z kobietą przez muśnięcie w kącik ust, lecz zaraz przyjrzał jej się uważnie, bo wyglądała jakoś inaczej. - Wyglądasz na wystraszoną, coś się stało..? - Na twarzy Nellie widać było wypisaną ulgę, gdy go zobaczyła i niemal rzuciła się mężczyźnie na szyję.
 - Sweeney.. jak dobrze, że jesteś.. chyba widziałam brata McCartney'a.. i nie poczułam się komfortowo w tej sytuacji.. a byłam zapłacić rachunki tak jak Ci mówiłam, tylko to mnie nieco tutaj zatrzymało.. - Golibroda aż westchnął z zaskoczenia, na to co właśnie usłyszał i rozejrzał się wokół. 
- Brat McCartney'a.. w tej okolicy.. Cóż.. mam nadzieję, że na długo tu nie zawitał.. Teraz już nie masz się czego bać, Nellie.. Poza tym, mam coś dla Ciebie.. - Zza pleców wyjął mały bukiecik róż i wręczył go kobiecie, która aż otworzyła usta na tą niespodziankę. 
- Ale.. ale.. z jakiej to okazji..? Są prześliczne, dziękuję.. - Zanurzyła nos w kwiatkach wdychając ich niesamowitą woń i uśmiechnęła się promiennie, podczas gdy w jej oczach rozbłysk krótki blask.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.