SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 8 maja 2015

Part 258.

Sweeney objął w talii jedną dłonią Nellie, na dłoniach miał oczywiście swoje rękawiczki bez palców, tak było mu cieplej, poza tym Nellie miała też takie. Powoli już było coraz ciemniej, na ulicach powoli były pustki, a do tego samemu na pewno byłoby mało przyjemnie iść ulicą, kiedy za nimi słyszalne było stukanie obcasami męskich butów. W razie co Sweeney jak zawsze brzytwę miał w gotowości pod płaszczem przy pasku.
- Nellie, dziękuję Ci za pomoc, za poratowanie mnie podczas tej .. hm.. nie wiem, rekrutacji na konkurs.. Inaczej wycofałbym się i zrezygnował… Ale tak teraz zastanawiam się, co jak mój szef będzie chciał wystąpić w tym konkursie…? Będę musiał tego się dowiedzieć, w razie co zwolnić się z jego zakładu..? Czy nie spojrzałby na mnie podle na takim konkursie..? – Uniósł brew zastanawiając się nad tym, zaś Nellie przez chwilę zastanawiała się nad słowami mężczyzny, gdy dochodzili powoli do sklepu.
- Sweeney… zaskoczyłeś mnie tym… Hm, jak Twój szef będzie w tym startował.. nie pomyślałam o tym. Nie wiem, dowiedz się tego.. Poza tym jak to się bardziej rozniesie… musi być prawdą, że posiadasz zakład, bo ludzie uznają to za brak kompetencji i nie wyjdziemy na tym dobrze… A nagroda jest warta Sweeney tego konkursu.. Pomyślimy o tym, ale jutro teraz już jest prawie wieczór.. chodź, zimno trochę jest wieczorami jeszcze… - Powoli dochodzili do sklepu, Nellie zaraz wyjmowała klucze by otworzyć drzwi, kiedy niespodziewanie pojawił się przy nich mężczyzna, który odezwał się przy uchu kobiety.
- No proszę Nellie Lovett… Pamiętasz mnie..? Myślałem, że jednak sklep zamknięty, ale widzę, po zniknięciu mojego brata, nadal tu wszystko tętni życiem.. i do tego ten golibroda.. – Kobieta przełknęła ślinę, bo czuła jak Sweeney łapie, brata William’a McCartney’a za ramię. Serce biło jej mocno, czuła że ten wieczór nie skończy się najlepiej.
- Zostaw Nellie. – Sweeney burknął na Gerarda i fuknął niemal na mężczyznę. Zaś Gerard spojrzał na Todd’a, jakby był dla niego powietrzem i dalej mówił do kobiety.
- Powiedz, żeby Twój kochanek puścił mnie… Musimy porozmawiać.. a on jest zbędny do tego.. Zaginął mój brat, chciałbym wiedzieć, gdzie go ostatni raz widziałaś, może to Todd mu coś zrobił.. co.. dojdę do tego…! – Ostatnie słowa aż wysyczał podniesionym tonem głosu, na co Nellie spojrzała kątem oka na Todd’a, nie wiedziała co ma zrobić, tym bardziej, że Sweeney nie zamierzał odejść jak potulny baranek.
- Sweeney… Proszę… - Gerard celowo za Nellie jeszcze bezgłośnie mówił do Todd’a, który na niego patrzył: „Jesteś cholernym sukinsynem, który wpieprzył się niepotrzebnie. Dowiem się co stało się z moim bratem, a do tego zajmę się ta pięknością. Te piersi, ach… Te pośladki.. Och…”  bezgłośnie mężczyzna mówił jeszcze dalej, lecz Sweeney nie wytrzymał i odepchnął z całej siły mężczyznę od Nellie, że ten aż wylądował na ziemi. Gerard zaśmiał się i odparł zaraz, gdy wstawał.
- Hm, czyżby Sweeney był nieposłuszny wobec uroczej damy..? –Oczywiście robił wszystko, by wyszło na to, że to Sweeney jest prowokatorem tej sprzeczki. Do tego gdy wstał, otrzepał się i posłał taki niewinny im uśmiech, lecz gdy zaraz ruszył na Sweeney’a, Nellie aż krzyknęła ze strachu co może się wydarzyć.
- Sweeney… Proszę… Puść go…! – Oczywiście kobieta już sama nie wiedziała do kogo to mówi, bo obaj panowie zaczęli się szarpać, a gdy Gerard odsunął się od Todd’a, który strzepał z siebie kurz, ten niemal rzucił się na Todd’a, że Todd’a plecami uderzył o szybę sklepu, że ta nieco pękła. Nellie była w szoku słysząc ten trzask, bo nie wiedziała, czy to dźwięk szyby, czy Sweeney miał coś pogruchotane. Ponowie kobieta krzyknęła, a na dodatek wołała kogoś by panów rozdzielił, lecz niekoniecznie ludzie chcieli się mieszać.
- Zostaw go… Boże.. Sweeney…! Pomocy…! Niech mi ktoś pomoże…! Pomocy…! Proszę Pana…!!! – Gerard spojrzał na kobietę, gdy Sweeney był nieco zgięty przy wystawie jej sklepu i specjalnie jeszcze raz w niego uderzył ciałem. Zaś wtedy Sweeney po tym ciosie przełknął ślinę, ale wyprostował się i to Gerarda uderzył z pieści w twarz na tyle mocno, że niespodziewanie Gerard stracił równowagę, upadł i nie było do tego przytomny bo stracił świadomość. Sweeney uniósł brew na to co właśnie dokonał i poruszał swoją pięścią, bo teraz jednak po tym ciosie sam czuł jakby uderzył w coś twardego. Ludzi nie było za bardzo już na ulicach, a jeśli to omijali to miejsce w bezpiecznej odległości. Nellie spojrzała na Sweeney’a i nie wiedziała co powiedzieć, ani co mieli teraz zrobić z bratem William’a, lecz zabrała głos, widząc, że Sweeney przy szyi i z ucha nieco krwawił/
- Kochanie… Chodźmy do domu… - Spojrzała na mężczyznę, gdy zaraz Sweeney zerknął na nią i sięgnął do swojej kieszeni płaszcza, a zaraz i do kieszeni spodni, wyjął ołówek, jak i kartkę, którą miał pustą, ale nieco już zużytą i odparł zaraz do kobiety.
- Chwileczkę, jeszcze tylko zostawię liścisk. – Po czym zaraz Sweeney zerknął na szkodę wyrządzoną przez mężczyznę, w postaci pęknięć na szybie, napisał na kartce taką wiadomość: W związku z pękniętą szybą, Sklepu Pani Lovett, jesteś winny wypłacić jej należną sumę za szkodę jaką spowodowałeś. Cena wynosi 300 funtów. Z poważaniem – Sweeney Todd. PS. Masz czas do końca tygodnia, w innym razie załatwię to inaczej i przeprosiny względem Pani Lovett konieczne”. Po czym złożył kartkę i zaraz przykucnął przy Gerardzie i wsunął mu to do kieszeni spodni, by nigdzie kartka Se nie zagubiła. Nellie była jeszcze bardziej zszokowana, ale była tym samym dumna z Todd’a, że pokonał mężczyznę, który był od niego nie dało się ukryć, ale trochę potężniejszy i wyższy. Mimo to martwiło ją to, jak wyglądał Sweeney. Zaraz mężczyzna podniósł się i Nellie zbliżyła się do niego, bo widziała, że Sweeney nieco się zachwiał.
- Chodź już… Sweeney… Opatrzę Cię zaraz… - Kobieta martwiła się o mężczyznę, tym bardziej, że poprzez tą bójkę miał nieco rozbitą głowę tyłu, do tego ta krew z okolic ucha, miała nadzieje, że to nic poważnego. Choć tym bardziej martwiła się o jego plecy. Powoli wzięła Sweeney’a pod rekę i doprowadziła go do drzwi, które otworzyła, weszła z mężczyzną do środka zamykając sklep. No i udali się do salonu, gdzie Sweeney zaraz powoli przysiadł na kanapie, jak kobieta zapaliła tam światło. Sweeney powoli zdjął z siebie płaszcz, choć czuł ból pleców, kręgosłupa na co cicho syknął. A Nellie zaraz zdjęła swój płaszcz i z apteczką podeszła do mężczyzny przykucając przy nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.