- Nellie, dziękuję Ci za pomoc, za poratowanie mnie podczas tej .. hm.. nie wiem, rekrutacji na konkurs.. Inaczej wycofałbym się i zrezygnował… Ale tak teraz zastanawiam się, co jak mój szef będzie chciał wystąpić w tym konkursie…? Będę musiał tego się dowiedzieć, w razie co zwolnić się z jego zakładu..? Czy nie spojrzałby na mnie podle na takim konkursie..? – Uniósł brew zastanawiając się nad tym, zaś Nellie przez chwilę zastanawiała się nad słowami mężczyzny, gdy dochodzili powoli do sklepu.
- Sweeney… zaskoczyłeś mnie tym… Hm, jak Twój szef będzie w tym startował.. nie pomyślałam o tym. Nie wiem, dowiedz się tego.. Poza tym jak to się bardziej rozniesie… musi być prawdą, że posiadasz zakład, bo ludzie uznają to za brak kompetencji i nie wyjdziemy na tym dobrze… A nagroda jest warta Sweeney tego konkursu.. Pomyślimy o tym, ale jutro teraz już jest prawie wieczór.. chodź, zimno trochę jest wieczorami jeszcze… - Powoli dochodzili do sklepu, Nellie zaraz wyjmowała klucze by otworzyć drzwi, kiedy niespodziewanie pojawił się przy nich mężczyzna, który odezwał się przy uchu kobiety.
- No proszę Nellie Lovett… Pamiętasz mnie..? Myślałem, że jednak sklep zamknięty, ale widzę, po zniknięciu mojego brata, nadal tu wszystko tętni życiem.. i do tego ten golibroda.. – Kobieta przełknęła ślinę, bo czuła jak Sweeney łapie, brata William’a McCartney’a za ramię. Serce biło jej mocno, czuła że ten wieczór nie skończy się najlepiej.
- Zostaw Nellie. – Sweeney burknął na Gerarda i fuknął niemal na mężczyznę. Zaś Gerard spojrzał na Todd’a, jakby był dla niego powietrzem i dalej mówił do kobiety.
- Powiedz, żeby Twój kochanek puścił mnie… Musimy porozmawiać.. a on jest zbędny do tego.. Zaginął mój brat, chciałbym wiedzieć, gdzie go ostatni raz widziałaś, może to Todd mu coś zrobił.. co.. dojdę do tego…! – Ostatnie słowa aż wysyczał podniesionym tonem głosu, na co Nellie spojrzała kątem oka na Todd’a, nie wiedziała co ma zrobić, tym bardziej, że Sweeney nie zamierzał odejść jak potulny baranek.
- Sweeney… Proszę… - Gerard celowo za Nellie jeszcze bezgłośnie mówił do Todd’a, który na niego patrzył: „Jesteś cholernym sukinsynem, który wpieprzył się niepotrzebnie. Dowiem się co stało się z moim bratem, a do tego zajmę się ta pięknością. Te piersi, ach… Te pośladki.. Och…” bezgłośnie mężczyzna mówił jeszcze dalej, lecz Sweeney nie wytrzymał i odepchnął z całej siły mężczyznę od Nellie, że ten aż wylądował na ziemi. Gerard zaśmiał się i odparł zaraz, gdy wstawał.
- Hm, czyżby Sweeney był nieposłuszny wobec uroczej damy..? –Oczywiście robił wszystko, by wyszło na to, że to Sweeney jest prowokatorem tej sprzeczki. Do tego gdy wstał, otrzepał się i posłał taki niewinny im uśmiech, lecz gdy zaraz ruszył na Sweeney’a, Nellie aż krzyknęła ze strachu co może się wydarzyć.
- Sweeney… Proszę… Puść go…! – Oczywiście kobieta już sama nie wiedziała do kogo to mówi, bo obaj panowie zaczęli się szarpać, a gdy Gerard odsunął się od Todd’a, który strzepał z siebie kurz, ten niemal rzucił się na Todd’a, że Todd’a plecami uderzył o szybę sklepu, że ta nieco pękła. Nellie była w szoku słysząc ten trzask, bo nie wiedziała, czy to dźwięk szyby, czy Sweeney miał coś pogruchotane. Ponowie kobieta krzyknęła, a na dodatek wołała kogoś by panów rozdzielił, lecz niekoniecznie ludzie chcieli się mieszać.
- Zostaw go… Boże.. Sweeney…! Pomocy…! Niech mi ktoś pomoże…! Pomocy…! Proszę Pana…!!! – Gerard spojrzał na kobietę, gdy Sweeney był nieco zgięty przy wystawie jej sklepu i specjalnie jeszcze raz w niego uderzył ciałem. Zaś wtedy Sweeney po tym ciosie przełknął ślinę, ale wyprostował się i to Gerarda uderzył z pieści w twarz na tyle mocno, że niespodziewanie Gerard stracił równowagę, upadł i nie było do tego przytomny bo stracił świadomość. Sweeney uniósł brew na to co właśnie dokonał i poruszał swoją pięścią, bo teraz jednak po tym ciosie sam czuł jakby uderzył w coś twardego. Ludzi nie było za bardzo już na ulicach, a jeśli to omijali to miejsce w bezpiecznej odległości. Nellie spojrzała na Sweeney’a i nie wiedziała co powiedzieć, ani co mieli teraz zrobić z bratem William’a, lecz zabrała głos, widząc, że Sweeney przy szyi i z ucha nieco krwawił/
- Kochanie… Chodźmy do domu… - Spojrzała na mężczyznę, gdy zaraz Sweeney zerknął na nią i sięgnął do swojej kieszeni płaszcza, a zaraz i do kieszeni spodni, wyjął ołówek, jak i kartkę, którą miał pustą, ale nieco już zużytą i odparł zaraz do kobiety.
- Chwileczkę, jeszcze tylko zostawię liścisk. – Po czym zaraz Sweeney zerknął na szkodę wyrządzoną przez mężczyznę, w postaci pęknięć na szybie, napisał na kartce taką wiadomość: W związku z pękniętą szybą, Sklepu Pani Lovett, jesteś winny wypłacić jej należną sumę za szkodę jaką spowodowałeś. Cena wynosi 300 funtów. Z poważaniem – Sweeney Todd. PS. Masz czas do końca tygodnia, w innym razie załatwię to inaczej i przeprosiny względem Pani Lovett konieczne”. Po czym złożył kartkę i zaraz przykucnął przy Gerardzie i wsunął mu to do kieszeni spodni, by nigdzie kartka Se nie zagubiła. Nellie była jeszcze bardziej zszokowana, ale była tym samym dumna z Todd’a, że pokonał mężczyznę, który był od niego nie dało się ukryć, ale trochę potężniejszy i wyższy. Mimo to martwiło ją to, jak wyglądał Sweeney. Zaraz mężczyzna podniósł się i Nellie zbliżyła się do niego, bo widziała, że Sweeney nieco się zachwiał.
- Chodź już… Sweeney… Opatrzę Cię zaraz… - Kobieta martwiła się o mężczyznę, tym bardziej, że poprzez tą bójkę miał nieco rozbitą głowę tyłu, do tego ta krew z okolic ucha, miała nadzieje, że to nic poważnego. Choć tym bardziej martwiła się o jego plecy. Powoli wzięła Sweeney’a pod rekę i doprowadziła go do drzwi, które otworzyła, weszła z mężczyzną do środka zamykając sklep. No i udali się do salonu, gdzie Sweeney zaraz powoli przysiadł na kanapie, jak kobieta zapaliła tam światło. Sweeney powoli zdjął z siebie płaszcz, choć czuł ból pleców, kręgosłupa na co cicho syknął. A Nellie zaraz zdjęła swój płaszcz i z apteczką podeszła do mężczyzny przykucając przy nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.