- Och, Sweeney.. wiesz co.. No dobrze, przynieś resztę i
potem sobie porozmawiamy.. - Nellie odprowadziła raz jeszcze mężczyznę
wzrokiem, kiedy robił kolejny kurs do kuchni, jakby w ten sposób chciał nade
wszystko udowodnić, że nadaje się do pracy i przewróciła oczami. - No naprawdę,
taki uparciuch z niego.. ciekawe jak wspaniale będzie się czuł po tylu
godzinach pracy.. bo pozytywnie to raczej nie wpłynie..
- Dlatego może naprawdę przekona Pani Pana Todd'a do wizyty
lekarza.. biorąc pod uwagę nawet to, że poszedłby do pracy, ale później
zobaczyłby się ze specjalistą to już jakiś mały progres.. - Zaproponowała po
raz kolejny córka golibrody, bo chciała zrobić coś
pożytecznego dla tego człowieka, po prostu było jej go szkoda, a za każdym
spotkaniem czuła od niego pozytywne wibracje, lubiła go spotykać bo był taki
ludzki, nie zachowywał się sztucznie jak większość osób poznanych na ulicy.
Wtedy też znów pojawił się przy nich Sweeney wraz z w sam raz na śniadanie
lekkimi ciasteczkami owsianymi i herbatą dla siebie oraz Nellie, ponieważ
lubiła pić to i to.
- Widzę, że wciąż ten sam temat na tapecie..
Naprawdę nie czuję się aż tak źle, chyba bym nie kłamał.. Poza tym
wykorzystałem już tyle wolnego u Satan'a, że nie odważyłbym się spojrzeć mu w
twarz i jeszcze raz poprosić o kilka dni.. Dlatego za pół godziny wychodzę.. a
Nellie doskonale potrafi się zająć moimi ranami.. - Powolnie zajął miejsce obok
Pani Lovett czując niemal każdy milimetr swoich zranień i żałując słów, które
wypowiedział, jednak nie było zbytnio innego wyjścia z pracą. Nellie mogła w
razie jakiegoś nagłego wypadku po prostu nie otworzyć sklepu, ale on póki co
pozostawał na niczym choć był ten plan B, który mógł go uratować i rozwiązać
kwestię konkursu. Przydałoby się mu kilka dni na regenerację, ale czuł, że to
zwolnienie tylko nad nim wisi w takim wypadku. Musiał więc zacisnąć zęby i
jakoś przetrwać cały nadchodzący tydzień, kiedy rany będą najbardziej
dokuczliwe.
- Nie jestem wykwalifikowanym lekarzem, weź to
pod uwagę.. Dobrze, pójdziesz do pracy.. inaczej będziemy się tak sprzeczać
cały dzień, ale liczę, że Satan domyśli się i nie będzie teraz oczekiwał od
Ciebie cudów.. Ale przynajmniej od lekarza się nie wymiguj, dobrze? - Spojrzała
na niego znów dosadnie, nie uznając sprzeciwu, a kiedy przytaknął uśmiechnęła
się i zabrała za kanapkę z twarożkiem, zachęcając do tego samego Johannę. -
Proszę się częstować.. Co prawda sklep jest dzisiaj zamknięty, ale z
przyjemnością podzielę się z Panią jakimiś słodkościami, czy daniem na wynos..
A jak tam u małego Tommy'ego, hm? - Nellie spojrzała na kobietę z
zaciekawieniem, popijając kawę. Cała ta sytuacja siedzenia tutaj z Johanną może
była trochę niecodzienna, zwłaszcza, że oboje wraz ze Sweeney'm niedawno wyszli
z pod pościeli, lecz nie czuła się tym jakoś bardzo zestresowana. Może trochę
minimalnie, lecz i tak raczej atmosfera była naturalna, domowa.
- Dziękuję, dziękuję.. Tommy to aniołek, no poza
niektórymi momentami, Pan Todd może to potwierdzić.. hehe.. Teraz pewnie
jeszcze śpi, potem zamierzam wybrać się jeszcze na zakupy, ale mały jest pod
opieką Charlie'ego i mojego ojczyma.. Czasem też muszę wyjść trochę do ludzi
żeby troszkę odpocząć.. Pewnie doskonale Pani rozumie.. - Johanna spojrzała na
swojego ojca i kobietę tak jakby ostatnim zdaniem chciała zasugerować, że Pani
Lovett doskonale wie jak to jest wychowywać dziecko, no ale Nellie wiedząc co
Sweeney powiedział córce odnośnie dzieci tylko odpowiedziała uśmiechem, nie
chcąc rozwijać tematu dzieci, bo kto wie na czym by się skończył. Zresztą w
przeciwieństwie co myślała, nie miała doświadczenia z dziećmi i tym samym nie
miała nad czym się tam rozwodzić. Gdy wspomniała o Turpinie kątem oka zerknęła
jak ręce mężczyzny mocniej zacisnęły się na kubku. Cóż, chyba jednak trzeba
było sprowadzić tą rozmowę na nieco inne tory.
- Tak, rozumiem.. A jak ostatecznie z
mieszkaniem..? No i kiedy planują Państwo ślub..? Mam nadzieję, że nie uzna mi
Pani tego za wścibskie, lecz takimi pięknymi wydarzeniami z życia trzeba się
dzielić, na pewno wypijemy Wasze zdrowie.. - Nellie podniosła swój kubek z kawą
niczym jak toast i mrugnęła do Johanny, na co ta zaśmiała się lekko.
- Trwają ostatnie poprawki, niedługo się
wprowadzamy.. Ależ nie szkodzi, proszę pytać.. Ślub ma się odbyć w okolicach
lipca, lub w pierwszym jego tygodniu. Na pewno liczmy na słoneczną pogodę, ale
żeby też nie było za ciepło. Na pewno Państwa poinformujemy, Pani Lovett..
- Cieszę się, to ważny moment w życiu zamieszkać
w swoim własnym gniazdku z ukochanymi osobami.. Och naprawdę..? To bardzo
miłe.. - Nellie ucieszyła się na słowa córki golibrody, w końcu takie wieści
zawsze były dla nich istotne, a jeśli mowa tu o zaproszeniu.. Można było uznać,
że oboje przypadli jej do gustu.
- A pozostając przy tym temacie.. - na chwilę
zawahała się, lecz była to jedna z tych sytuacji kiedy mówiło się coś przed
przemyśleniem tego. - od jak dawna jesteście Państwo razem.. Mój ojczym
wspominał coś zarówno o Panu Sweeney'u, jak i o Pani.. lecz tak naprawdę
chciałabym usłyszeć to z pierwszej ręki.. Tworzycie Państwo tak ładną parę.. - Nellie aż zaniemówiła na słowa kobiety,
nie miała pojęcia jak odpowiedzieć, ale tym razem odezwał się Todd.
- Hm.. muszę już zbierać się do pracy, wybaczy
Pani, ale porozmawiamy o tym przy innej okazji.. Nellie odnalazłabyś mi tą
błękitną koszulę..? - Spojrzał na kobietę wzrokiem mówiącym jej żeby też coś
prędko wymyśliła, no ale jego córka również postanowiła się już zbierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.