SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 20 maja 2015

Part 261.

- Och, Sweeney.. wiesz co.. No dobrze, przynieś resztę i potem sobie porozmawiamy.. - Nellie odprowadziła raz jeszcze mężczyznę wzrokiem, kiedy robił kolejny kurs do kuchni, jakby w ten sposób chciał nade wszystko udowodnić, że nadaje się do pracy i przewróciła oczami. - No naprawdę, taki uparciuch z niego.. ciekawe jak wspaniale będzie się czuł po tylu godzinach pracy.. bo pozytywnie to raczej nie wpłynie..
- Dlatego może naprawdę przekona Pani Pana Todd'a do wizyty lekarza.. biorąc pod uwagę nawet to, że poszedłby do pracy, ale później zobaczyłby się ze specjalistą to już jakiś mały progres.. - Zaproponowała po raz kolejny córka golibrody, bo chciała zrobić coś pożytecznego dla tego człowieka, po prostu było jej go szkoda, a za każdym spotkaniem czuła od niego pozytywne wibracje, lubiła go spotykać bo był taki ludzki, nie zachowywał się sztucznie jak większość osób poznanych na ulicy. Wtedy też znów pojawił się przy nich Sweeney wraz z w sam raz na śniadanie lekkimi ciasteczkami owsianymi i herbatą dla siebie oraz Nellie, ponieważ lubiła pić to i to.
- Widzę, że wciąż ten sam temat na tapecie.. Naprawdę nie czuję się aż tak źle, chyba bym nie kłamał.. Poza tym wykorzystałem już tyle wolnego u Satan'a, że nie odważyłbym się spojrzeć mu w twarz i jeszcze raz poprosić o kilka dni.. Dlatego za pół godziny wychodzę.. a Nellie doskonale potrafi się zająć moimi ranami.. - Powolnie zajął miejsce obok Pani Lovett czując niemal każdy milimetr swoich zranień i żałując słów, które wypowiedział, jednak nie było zbytnio innego wyjścia z pracą. Nellie mogła w razie jakiegoś nagłego wypadku po prostu nie otworzyć sklepu, ale on póki co pozostawał na niczym choć był ten plan B, który mógł go uratować i rozwiązać kwestię konkursu. Przydałoby się mu kilka dni na regenerację, ale czuł, że to zwolnienie tylko nad nim wisi w takim wypadku. Musiał więc zacisnąć zęby i jakoś przetrwać cały nadchodzący tydzień, kiedy rany będą najbardziej dokuczliwe.
- Nie jestem wykwalifikowanym lekarzem, weź to pod uwagę.. Dobrze, pójdziesz do pracy.. inaczej będziemy się tak sprzeczać cały dzień, ale liczę, że Satan domyśli się i nie będzie teraz oczekiwał od Ciebie cudów.. Ale przynajmniej od lekarza się nie wymiguj, dobrze? - Spojrzała na niego znów dosadnie, nie uznając sprzeciwu, a kiedy przytaknął uśmiechnęła się i zabrała za kanapkę z twarożkiem, zachęcając do tego samego Johannę. - Proszę się częstować.. Co prawda sklep jest dzisiaj zamknięty, ale z przyjemnością podzielę się z Panią jakimiś słodkościami, czy daniem na wynos.. A jak tam u małego Tommy'ego, hm? - Nellie spojrzała na kobietę z zaciekawieniem, popijając kawę. Cała ta sytuacja siedzenia tutaj z Johanną może była trochę niecodzienna, zwłaszcza, że oboje wraz ze Sweeney'm niedawno wyszli z pod pościeli, lecz nie czuła się tym jakoś bardzo zestresowana. Może trochę minimalnie, lecz i tak raczej atmosfera była naturalna, domowa.
- Dziękuję, dziękuję.. Tommy to aniołek, no poza niektórymi momentami, Pan Todd może to potwierdzić.. hehe.. Teraz pewnie jeszcze śpi, potem zamierzam wybrać się jeszcze na zakupy, ale mały jest pod opieką Charlie'ego i mojego ojczyma.. Czasem też muszę wyjść trochę do ludzi żeby troszkę odpocząć.. Pewnie doskonale Pani rozumie.. - Johanna spojrzała na swojego ojca i kobietę tak jakby ostatnim zdaniem chciała zasugerować, że Pani Lovett doskonale wie jak to jest wychowywać dziecko, no ale Nellie wiedząc co Sweeney powiedział córce odnośnie dzieci tylko odpowiedziała uśmiechem, nie chcąc rozwijać tematu dzieci, bo kto wie na czym by się skończył. Zresztą w przeciwieństwie co myślała, nie miała doświadczenia z dziećmi i tym samym nie miała nad czym się tam rozwodzić. Gdy wspomniała o Turpinie kątem oka zerknęła jak ręce mężczyzny mocniej zacisnęły się na kubku. Cóż, chyba jednak trzeba było sprowadzić tą rozmowę na nieco inne tory.
- Tak, rozumiem.. A jak ostatecznie z mieszkaniem..? No i kiedy planują Państwo ślub..? Mam nadzieję, że nie uzna mi Pani tego za wścibskie, lecz takimi pięknymi wydarzeniami z życia trzeba się dzielić, na pewno wypijemy Wasze zdrowie.. - Nellie podniosła swój kubek z kawą niczym jak toast i mrugnęła do Johanny, na co ta zaśmiała się lekko.
- Trwają ostatnie poprawki, niedługo się wprowadzamy.. Ależ nie szkodzi, proszę pytać.. Ślub ma się odbyć w okolicach lipca, lub w pierwszym jego tygodniu. Na pewno liczmy na słoneczną pogodę, ale żeby też nie było za ciepło. Na pewno Państwa poinformujemy, Pani Lovett..
- Cieszę się, to ważny moment w życiu zamieszkać w swoim własnym gniazdku z ukochanymi osobami.. Och naprawdę..? To bardzo miłe.. - Nellie ucieszyła się na słowa córki golibrody, w końcu takie wieści zawsze były dla nich istotne, a jeśli mowa tu o zaproszeniu.. Można było uznać, że oboje przypadli jej do gustu.
- A pozostając przy tym temacie.. - na chwilę zawahała się, lecz była to jedna z tych sytuacji kiedy mówiło się coś przed przemyśleniem tego. - od jak dawna jesteście Państwo razem.. Mój ojczym wspominał coś zarówno o Panu Sweeney'u, jak i o Pani.. lecz tak naprawdę chciałabym usłyszeć to z pierwszej ręki.. Tworzycie Państwo tak ładną parę.. - Nellie aż zaniemówiła na słowa kobiety, nie miała pojęcia jak odpowiedzieć, ale tym razem odezwał się Todd.
- Hm.. muszę już zbierać się do pracy, wybaczy Pani, ale porozmawiamy o tym przy innej okazji.. Nellie odnalazłabyś mi tą błękitną koszulę..? - Spojrzał na kobietę wzrokiem mówiącym jej żeby też coś prędko wymyśliła, no ale jego córka również postanowiła się już zbierać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.