- W takim razie ja też już idę.. dziękuję za
pyszne śniadanie i rozmowę.. A po smakołyki wpadnę któregoś dnia jeszcze w tym
tygodniu.. Gdyby jednak był potrzebny lekarz, tutaj zostawiam swój tymczasowy
adres.. - Zapisała na kartce ze swojego notesu adres, który potem okazał się
być adresem domu Turpina, no i zaraz pożegnała się z parą. Nie roztrząsali
tego, że Johanna trochę się zagalopowała z pytaniem, bo Sweeney naprawdę
śpieszył się do pracy wiedząc, że i dojście do zakładu zajmie mu trochę więcej
niż zwykle. Nellie pomogła założyć mężczyźnie koszulę, a kiedy poprawiał
ostatnie szczegóły swojego wyglądu tradycyjnie zapakowała mu kanapki do pracy.
-Wolałabym żebyś został tutaj, jesteś osłabiony
i nie będziesz mieć na nic siły.. Oj dobrze, wiem.. Satan i poprzednie
zwolnienia.. Ale może sam się zorientuje i da Ci trochę wolnego.. Ja być może
wyjdę do sklepu i odwiedzę Isabel, lub otworzę na trochę sklep. W każdym razie
będę kiedy skończysz pracę. - Nellie cmoknęła na pożegnanie policzek golibrody.
Miała zatroskaną minę, ale nie miała takiej mocy, by Sweeney zmienił swoją
decyzję.
-Nie martw się Nellie.. dam sobie radę, choć nie
jest wyśmienicie to powinienem wytrzymać.. Muszę już lecieć, do zobaczenia.. -
Zerknął na wskazówki zegara coraz bliższe godzinie 10, pożegnał się z kobietą i
ruszył do pracy. Nie był jakoś pozytywnie nastawiony względem tego dnia,
poranna wizyta Johanny znów zaprzątnęła jego umysł. Również dlatego golenie
klientów szło mu dzisiaj wolniej, zdarzyło mu się zaciąć kilku, co prawie wcale
mu się nie zdarzało. Ale też nie mogli mieć do niego reklamacji, bo jednak nie
golił manekinów tylko żywe, ruszające się osoby. U niektórych golibrodów
zacinanie było standardem, więc Todd nie miał jakichś wielkich wyrzutów
sumienia z tego powodu. Po kilku godzinach pracy, właściwie pod sam koniec
kiedy już nikt nie zjawiał się w ramach otrzymania jakiejś usługi, Satan
rozejrzał się po ulicy i przekręcił plakietkę by informowała o zamknięciu. Nie
było w tym nic dziwnego, tak z reguły robił. Dopiero potem okazało się jakie
były intencje szefa, niestety na niekorzyść golibrody.
- Sweeney, musimy porozmawiać.. Usiądziemy..? -
Spytał, choć raczej nie brzmiało to jak pytanie. Panowie ustawili sobie krzesła
tak żeby być twarzą w twarz i zasiedli na nich.
- A więc.. co takiego, szefie..? - Todd oparł
swoją głowę na ręce, którą zaś trzymał na oparciu krzesła. Coś mu podpowiadało,
że miłych wieści nie usłyszy.
- Ostatnio zauważyłem, że jesteś bardzo
zamyślony.. Nie przykładasz się tak jak dawniej do pracy.. Każdy ma jakieś
problemy, lecz mój zakład dzięki Tobie wszedł na wysoki poziom, a teraz.. Teraz
klienci nie są już tak samo zadowoleni jak kiedyś.. Rozumiem też, że miałeś
wielokrotne problemy zdrowotne, teraz widzę, że też jest coś nie tak.. Ale
niestety nie mogę sobie pozwolić na kolejne dni na Twoją rekonwalescencję..
- Rozumiem szefie, ale wcale nie zamierzam brać
zwolnienia z powodu tych kilku małych ran.. Rozumiem, że jest to forma pewnego
upomnienia i od tej pory obiecuję poprawę.. Wiem, że problemy powinno się
zostawiać w domu i nie przenosić ich do pracy, dlatego jest mi głupio i
przepraszam.. - Choć Sweeney tak naprawdę jakoś nie czuł wielkiej skruchy, ale
wiedział, że czasem należy trochę podkoloryzować.. Oboje wchodzili sobie w
słowo.
- Teraz niestety muszę powiedzieć coś, co nie
sądziłem, że w ogóle kiedyś powiem, ponieważ zawdzięczam Ci naprawdę wiele..
ale w takich warunkach ta współpraca nie może trwać dłużej.. Jest mi z tym
naprawdę ciężko i chcę rozstać się w przyjacielskich relacjach, choć wiem, że
przez jakiś czas będziesz miał mi to za złe.. - Satan sięgnął do swojego
portfela i wyciągnął z niego 1500 funtów . - To dla Ciebie, choć do końca
miesiąca zostało jeszcze trochę przynajmniej w ten sposób mogę się jakoś
odwdzięczyć.. - Sweeney przyjrzał się gotówce dłuższą chwilę, jakby chciał
spojrzeć czy tak samo w niej, jak i w tej rozmowie kryje się jakaś zasadzka,
lecz w końcu schował gotówkę do kieszeni. Nie wiedział jak na to wszystko
zareagować, w pierwszej chwili poczuł się jakby grunt runął mu spod nóg.
- Rozumiem.. znaczy.. mało to wszystko jest dla
mnie jasne.. To całe mówienie.. że jestem dobry, do tylu rzeczy się
przyczyniłem.. ale zostałem zwolniony.. jest śmieszne.. Jestem ciekaw, czy
wszystkim pracownikom, którzy byli tutaj przede mną wcisnął Pan taki kit.. Nie
mam słów.. - Sweeney podniósł się z miejsca, by założyć płaszcz, a potem
zatrzymać się jeszcze przed wyjściem i warknąć na niego. - Aha.. nie wiem, czy
będą to przyjacielskie relacje.. nie wiem czy jakiekolwiek będą. Żegnam. - I
wyszedł trzaskając drzwiami, zostawiając Satana z niewypowiedzianymi słowami na
ustach. Lepiej było, że po prostu wyszedł niż gdyby miało się to zakończyć się
na rękoczynach zwłaszcza gdy nie był w pełni sił. Był zdenerwowany, niestety
wszystkie jego złe przeczucia tyczyły się właśnie tego. Lecz z drugiej strony
otworzyła się ta druga furtka jaką był własny zakład. Jednak musiało minąć
trochę czasu, by to do niego dotarło. Czasu spędzonego na samotnym spacerze po
okolicy Fleet Street. Wiedział, że te skumulowane złe emocje muszą teraz z
niego wyjść, bo nie chciał przenosić tak zdenerwowanego nastroju do domu
Nellie. Kusiło go też wstąpienie do baru, by odreagować poprzez kieliszek, ale
pomijając fakt, że Pani Lovett była dla niego pełna zrozumienia we wszystkich
kwestiach, ten fakt bardzo nie przypadły jej do gustu. I oczywiście nie
załatwił problemu pracy. Dzięki sumie jaką otrzymał od Satana mógł podrasować
wygląd zakładu, który generalnie był w bardzo dobrym stanie. Wystarczyło tam
posprzątać i ewentualnie kupić nowe atrakcyjne elementy wystroju. Podczas gdy
Sweeney na spacerze przemyślał istotne sprawy, Nellie zajmowała się ostatnimi
klientami w sklepie. Ruch był raczej średni, ale zawsze jakieś pieniądze
wpadały do kasy. Około pół godziny przed zamknięciem lokalu zjawił się tam ten
sam typ przez, którego Sweeney był teraz poszkodowany, czyli brat McCartney'a.
Właścicielkę sklepu przeszło obrzydzenie kiedy zobaczyła, kto jest jej nowym
klientem, a widząc jego szydzący uśmieszek miała ochotę powiększyć
zaczerwienienie i siniak na twarzy Gerarda, co akurat było dziełem golibrody. Jednak
na twarz nałożyła fałszywą maskę, która mogła ulec dużej zmianie w każdej
chwili.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.