SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 24 maja 2015

Part 262.

- W takim razie ja też już idę.. dziękuję za pyszne śniadanie i rozmowę.. A po smakołyki wpadnę któregoś dnia jeszcze w tym tygodniu.. Gdyby jednak był potrzebny lekarz, tutaj zostawiam swój tymczasowy adres.. - Zapisała na kartce ze swojego notesu adres, który potem okazał się być adresem domu Turpina, no i zaraz pożegnała się z parą. Nie roztrząsali tego, że Johanna trochę się zagalopowała z pytaniem, bo Sweeney naprawdę śpieszył się do pracy wiedząc, że i dojście do zakładu zajmie mu trochę więcej niż zwykle. Nellie pomogła założyć mężczyźnie koszulę, a kiedy poprawiał ostatnie szczegóły swojego wyglądu tradycyjnie zapakowała mu kanapki do pracy.
-Wolałabym żebyś został tutaj, jesteś osłabiony i nie będziesz mieć na nic siły.. Oj dobrze, wiem.. Satan i poprzednie zwolnienia.. Ale może sam się zorientuje i da Ci trochę wolnego.. Ja być może wyjdę do sklepu i odwiedzę Isabel, lub otworzę na trochę sklep. W każdym razie będę kiedy skończysz pracę. - Nellie cmoknęła na pożegnanie policzek golibrody. Miała zatroskaną minę, ale nie miała takiej mocy, by Sweeney zmienił swoją decyzję.
-Nie martw się Nellie.. dam sobie radę, choć nie jest wyśmienicie to powinienem wytrzymać.. Muszę już lecieć, do zobaczenia.. - Zerknął na wskazówki zegara coraz bliższe godzinie 10, pożegnał się z kobietą i ruszył do pracy. Nie był jakoś pozytywnie nastawiony względem tego dnia, poranna wizyta Johanny znów zaprzątnęła jego umysł. Również dlatego golenie klientów szło mu dzisiaj wolniej, zdarzyło mu się zaciąć kilku, co prawie wcale mu się nie zdarzało. Ale też nie mogli mieć do niego reklamacji, bo jednak nie golił manekinów tylko żywe, ruszające się osoby. U niektórych golibrodów zacinanie było standardem, więc Todd nie miał jakichś wielkich wyrzutów sumienia z tego powodu. Po kilku godzinach pracy, właściwie pod sam koniec kiedy już nikt nie zjawiał się w ramach otrzymania jakiejś usługi, Satan rozejrzał się po ulicy i przekręcił plakietkę by informowała o zamknięciu. Nie było w tym nic dziwnego, tak z reguły robił. Dopiero potem okazało się jakie były intencje szefa, niestety na niekorzyść golibrody.
- Sweeney, musimy porozmawiać.. Usiądziemy..? - Spytał, choć raczej nie brzmiało to jak pytanie. Panowie ustawili sobie krzesła tak żeby być twarzą w twarz i zasiedli na nich.
- A więc.. co takiego, szefie..? - Todd oparł swoją głowę na ręce, którą zaś trzymał na oparciu krzesła. Coś mu podpowiadało, że miłych wieści nie usłyszy.
- Ostatnio zauważyłem, że jesteś bardzo zamyślony.. Nie przykładasz się tak jak dawniej do pracy.. Każdy ma jakieś problemy, lecz mój zakład dzięki Tobie wszedł na wysoki poziom, a teraz.. Teraz klienci nie są już tak samo zadowoleni jak kiedyś.. Rozumiem też, że miałeś wielokrotne problemy zdrowotne, teraz widzę, że też jest coś nie tak.. Ale niestety nie mogę sobie pozwolić na kolejne dni na Twoją rekonwalescencję..
- Rozumiem szefie, ale wcale nie zamierzam brać zwolnienia z powodu tych kilku małych ran.. Rozumiem, że jest to forma pewnego upomnienia i od tej pory obiecuję poprawę.. Wiem, że problemy powinno się zostawiać w domu i nie przenosić ich do pracy, dlatego jest mi głupio i przepraszam.. - Choć Sweeney tak naprawdę jakoś nie czuł wielkiej skruchy, ale wiedział, że czasem należy trochę podkoloryzować.. Oboje wchodzili sobie w słowo.
- Teraz niestety muszę powiedzieć coś, co nie sądziłem, że w ogóle kiedyś powiem, ponieważ zawdzięczam Ci naprawdę wiele.. ale w takich warunkach ta współpraca nie może trwać dłużej.. Jest mi z tym naprawdę ciężko i chcę rozstać się w przyjacielskich relacjach, choć wiem, że przez jakiś czas będziesz miał mi to za złe.. - Satan sięgnął do swojego portfela i wyciągnął z niego 1500 funtów. - To dla Ciebie, choć do końca miesiąca zostało jeszcze trochę przynajmniej w ten sposób mogę się jakoś odwdzięczyć.. - Sweeney przyjrzał się gotówce dłuższą chwilę, jakby chciał spojrzeć czy tak samo w niej, jak i w tej rozmowie kryje się jakaś zasadzka, lecz w końcu schował gotówkę do kieszeni. Nie wiedział jak na to wszystko zareagować, w pierwszej chwili poczuł się jakby grunt runął mu spod nóg.
- Rozumiem.. znaczy.. mało to wszystko jest dla mnie jasne.. To całe mówienie.. że jestem dobry, do tylu rzeczy się przyczyniłem.. ale zostałem zwolniony.. jest śmieszne.. Jestem ciekaw, czy wszystkim pracownikom, którzy byli tutaj przede mną wcisnął Pan taki kit.. Nie mam słów.. - Sweeney podniósł się z miejsca, by założyć płaszcz, a potem zatrzymać się jeszcze przed wyjściem i warknąć na niego. - Aha.. nie wiem, czy będą to przyjacielskie relacje.. nie wiem czy jakiekolwiek będą. Żegnam. - I wyszedł trzaskając drzwiami, zostawiając Satana z niewypowiedzianymi słowami na ustach. Lepiej było, że po prostu wyszedł niż gdyby miało się to zakończyć się na rękoczynach zwłaszcza gdy nie był w pełni sił. Był zdenerwowany, niestety wszystkie jego złe przeczucia tyczyły się właśnie tego. Lecz z drugiej strony otworzyła się ta druga furtka jaką był własny zakład. Jednak musiało minąć trochę czasu, by to do niego dotarło. Czasu spędzonego na samotnym spacerze po okolicy Fleet Street. Wiedział, że te skumulowane złe emocje muszą teraz z niego wyjść, bo nie chciał przenosić tak zdenerwowanego nastroju do domu Nellie. Kusiło go też wstąpienie do baru, by odreagować poprzez kieliszek, ale pomijając fakt, że Pani Lovett była dla niego pełna zrozumienia we wszystkich kwestiach, ten fakt bardzo nie przypadły jej do gustu. I oczywiście nie załatwił problemu pracy. Dzięki sumie jaką otrzymał od Satana mógł podrasować wygląd zakładu, który generalnie był w bardzo dobrym stanie. Wystarczyło tam posprzątać i ewentualnie kupić nowe atrakcyjne elementy wystroju. Podczas gdy Sweeney na spacerze przemyślał istotne sprawy, Nellie zajmowała się ostatnimi klientami w sklepie. Ruch był raczej średni, ale zawsze jakieś pieniądze wpadały do kasy. Około pół godziny przed zamknięciem lokalu zjawił się tam ten sam typ przez, którego Sweeney był teraz poszkodowany, czyli brat McCartney'a. Właścicielkę sklepu przeszło obrzydzenie kiedy zobaczyła, kto jest jej nowym klientem, a widząc jego szydzący uśmieszek miała ochotę powiększyć zaczerwienienie i siniak na twarzy Gerarda, co akurat było dziełem golibrody. Jednak na twarz nałożyła fałszywą maskę, która mogła ulec dużej zmianie w każdej chwili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.