SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 27 maja 2015

Part 263.

- Witam. Mogę już przyjąć zamówienie..? - Stanęła przed nim z notesikiem i ołówkiem, w bezpiecznej odległości.
- Oczywiście.. paszteciki, kawę, jabłecznik... poproszę.. - Puścił oko do kobiety, a kiedy ta zapisała sobie co powiedział i odeszła, usłyszała jego gwizd, który był na pewno skierowany w jej kierunku. Póki co jednak nie chciała się unosić, no i też nie była tutaj sama, co działało na jej korzyść. Gdy podała mu gotowe zamówienie znów oddaliła się za swoją ladę, gdzie mimo to bacznie go obserwowała. Nie tak długo potem na podłogę spadł widelec, nóż, łyżka, potem po kolei filiżanka, talerz z pasztecikami i talerzyk z jabłecznikiem. Wszystko oczywiście było zrobione przez Gerarda umyślnie, by ją wyprowadzić z równowagi.
- Obrzydliwe.. jak można to jeść.. Wszyscy się potrujecie.. Na pewno dodaje tam czegoś tajemniczego... Nie jedzcie tego ludzie... - Prowadził swój monolog, kiedy niemal wszyscy zgromadzeni w sklepie skupili teraz uwagę na nim i Nellie, patrząc co pocznie. Ręce kobiety zacisnęły się na małym nożyku kuchennym. Małym, lecz wyjątkowo ostrym. Chwyciła przedmiot w dłoń i splotła ją z drugą za plecami, tak na wszelki wypadek i zaczęła się do niego zbliżać.
- Nie waż się mówić tak o moich potrawach.. i mnie oczerniać.. Nie waż się niszczyć mojej zastawy.. Zapłacisz za wszystko łącznie z uszkodzonym oknem.. - Wycedziła przez zaciśnięte zęby, potem zwracając się do ogółu. - Tak, proszę państwa.. ten człowiek to szaleniec.. wczoraj napadł na mnie i mojego lubego.. a teraz to..?! - Gerard słysząc to, w mgnieniu oka poderwał się ze swojego miejsca i znalazł przy Nellie niemal się na nią rzucając.
- A teraz co zrobisz kiedy nie ma przy Tobie ukochanego Todd'a? Co?! Kto Cię obroni laleczko? - Jego łapska coraz bardziej zbliżały się do niej, lecz w tym momencie dwóch mężczyzn odciągnęło go od niej. Nie miał z nimi szans, mógł się jedynie rzucać twierdząc, że to mu coś da. - Nie myśl, że pozwolimy Ci obrażać Panią Lovett.. - Syknęli mu do ucha, a Nellie wymierzyła swój nożyk niebezpiecznie blisko twarzy Gerarda i szepnęła do niego. Nie chciała oczywiście, by wszyscy słyszeli co powie.
- Jeśli jeszcze raz najdziesz mnie lub Sweeney'a ktoś może skaleczyć tą arystokratyczną buźkę.. no może kiedyś arystokratyczną.. teraz to już ostatnie dno.. Więc radzę się tutaj nie zbliżać nigdy więcej.. - Dzięki dwóm pomocnikom Nellie, udało się wywlec go daleko na zewnątrz, gdzie został jeszcze tak uświadomiony pięścią o tym, żeby już nie wracać na Fleet Street, że z pewnością zapamiętał. Przynajmniej na jakiś czas. Do tego jeden z klientów, który pomagał kobiecie zabrał mu portfel, by choć w ten sposób zwróciły się wszelkie straty spowodowane dzisiaj przez niesfornego klienta. Nellie podziękowała obu mężczyznom, mając u nich wielki dług wdzięczności, bo jednak nie każdy ruszył od zaraz z pomocą. Ale byli to jej stali klienci więc na pewno był sposób na podziękowanie, choćby w sposób darmowego obiadu, czy czegoś w tym rodzaju. Zanim Nellie weszła z powrotem do lokalu, musiała się trochę uspokoić na zewnątrz, a niebawem dołączył do niej Sweeney.
- Czemu tutaj stoisz, Nellie..? Coś się stało..? Jesteś zdenerwowana.. - Objął ją ramieniem, by zaraz stanąć w drzwiach wejściowych otwartych na oścież. Mimo, że był zaniepokojony jego wzrok wydawał się być nieobecny, co kobieta zauważyła mimo swojego stanu.
- Gerard się tutaj pojawił. Znowu. Całe szczęście tych dwóch panów mi pomogło. - Wskazała na nich, znajdowali się już w pomieszczeniu. - Jak zwykle spowodował straty, ale już mniejsza z tym.. na pewno znajdzie się coś ciekawego tutaj.. - Pokazała mężczyźnie skórzany portfel, który był całkiem pokaźnych rozmiarów więc na pewno znajdowało się tam sporo funtów. - Najbardziej się zraziłam tym, że szedł na mnie z rękami..
- Jak to... już ja mu pokażę, niech jeszcze raz się tutaj pojawi to skończy razem z braciszkiem... Ja również nie mam wspaniałych wieści z dzisiejszego dnia.. Satan wyrzucił mnie z pracy.. wciąż nie mogę pojąć czemu.. ale może tak miało po prostu być.. nie wiem... - Sweeney westchnął, a Nellie spojrzała na niego z niedowierzaniem. Zdecydowanie nie był to dla nich obojga najlepszy dzień.. za dużo złych rzeczy się stało.
- Słucham.. To niedorzeczne.. Przecież nie uczyniłeś niczego złego... A być może i tak miało być, lecz jakby nie patrzeć jest to cios.. Przykro mi.. ech.. Teraz muszę jeszcze odprawić ostatnich ludzi, potem porozmawiamy i odpoczniemy, dobrze..? Jestem strasznie zmęczona.. A Ty odpocznij w salonie.. masz za sobą dość przeżyć na dzisiaj.. - Jednak Sweeney pomógł kobiecie mimo iż był przygnębiony i zarazem jego własne nogi potykały się o siebie. Po zrobieniu większości porządków, oboje padli wyczerpani na kanapę.
-Cóż to był za dzień, a wcale się na taki nie zapowiadał.. Jednak wciąż nie mogę pojąć co strzeliło do głowy Satanowi.. Myślałeś już o tym, co teraz..? - Nellie oswobodziła swoje stopy z butów w jakich chodziła po sklepie i częściowo po domu, ale z reguły w czasie pracy i oparła się o ramię Sweeney'a, któremu jednak nie tak łatwo było się rozluźnić tego wieczora. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.