- Witam. Mogę już przyjąć zamówienie..? - Stanęła
przed nim z notesikiem i ołówkiem, w bezpiecznej odległości.
- Oczywiście.. paszteciki, kawę, jabłecznik...
poproszę.. - Puścił oko do kobiety, a kiedy ta zapisała sobie co powiedział i
odeszła, usłyszała jego gwizd, który był na pewno skierowany w jej kierunku.
Póki co jednak nie chciała się unosić, no i też nie była tutaj sama, co
działało na jej korzyść. Gdy podała mu gotowe zamówienie znów oddaliła się za
swoją ladę, gdzie mimo to bacznie go obserwowała. Nie tak długo potem na
podłogę spadł widelec, nóż, łyżka, potem po kolei filiżanka, talerz z
pasztecikami i talerzyk z jabłecznikiem. Wszystko oczywiście było zrobione
przez Gerarda umyślnie, by ją wyprowadzić z równowagi.
- Obrzydliwe.. jak można to jeść.. Wszyscy się
potrujecie.. Na pewno dodaje tam czegoś tajemniczego... Nie jedzcie tego
ludzie... - Prowadził swój monolog, kiedy niemal wszyscy zgromadzeni w sklepie
skupili teraz uwagę na nim i Nellie, patrząc co pocznie. Ręce kobiety zacisnęły
się na małym nożyku kuchennym. Małym, lecz wyjątkowo ostrym. Chwyciła przedmiot
w dłoń i splotła ją z drugą za plecami, tak na wszelki wypadek i zaczęła się do
niego zbliżać.
- Nie waż się mówić tak o moich potrawach.. i
mnie oczerniać.. Nie waż się niszczyć mojej zastawy.. Zapłacisz za wszystko
łącznie z uszkodzonym oknem.. - Wycedziła przez zaciśnięte zęby, potem
zwracając się do ogółu. - Tak, proszę państwa.. ten człowiek to szaleniec..
wczoraj napadł na mnie i mojego lubego.. a teraz to..?! - Gerard słysząc to, w
mgnieniu oka poderwał się ze swojego miejsca i znalazł przy Nellie niemal się
na nią rzucając.
- A teraz co zrobisz kiedy nie ma przy Tobie
ukochanego Todd'a? Co?! Kto Cię obroni laleczko? - Jego łapska coraz bardziej
zbliżały się do niej, lecz w tym momencie dwóch mężczyzn odciągnęło go od niej.
Nie miał z nimi szans, mógł się jedynie rzucać twierdząc, że to mu coś da. -
Nie myśl, że pozwolimy Ci obrażać Panią Lovett.. - Syknęli mu do ucha, a Nellie
wymierzyła swój nożyk niebezpiecznie blisko twarzy Gerarda i szepnęła do niego.
Nie chciała oczywiście, by wszyscy słyszeli co powie.
- Jeśli jeszcze raz najdziesz mnie lub Sweeney'a
ktoś może skaleczyć tą arystokratyczną buźkę.. no może kiedyś arystokratyczną..
teraz to już ostatnie dno.. Więc radzę się tutaj nie zbliżać nigdy więcej.. -
Dzięki dwóm pomocnikom Nellie, udało się wywlec go daleko na zewnątrz, gdzie
został jeszcze tak uświadomiony pięścią o tym, żeby już nie wracać na Fleet
Street, że z pewnością zapamiętał. Przynajmniej na jakiś czas. Do tego jeden z
klientów, który pomagał kobiecie zabrał mu portfel, by choć w ten sposób
zwróciły się wszelkie straty spowodowane dzisiaj przez niesfornego klienta. Nellie
podziękowała obu mężczyznom, mając u nich wielki dług wdzięczności, bo jednak
nie każdy ruszył od zaraz z pomocą. Ale byli to jej stali klienci więc na pewno
był sposób na podziękowanie, choćby w sposób darmowego obiadu, czy czegoś w tym
rodzaju. Zanim Nellie weszła z powrotem do lokalu, musiała się trochę uspokoić
na zewnątrz, a niebawem dołączył do niej Sweeney.
- Czemu tutaj stoisz, Nellie..? Coś się stało..?
Jesteś zdenerwowana.. - Objął ją ramieniem, by zaraz stanąć w drzwiach
wejściowych otwartych na oścież. Mimo, że był zaniepokojony jego wzrok wydawał
się być nieobecny, co kobieta zauważyła mimo swojego stanu.
- Gerard się tutaj pojawił. Znowu. Całe szczęście
tych dwóch panów mi pomogło. - Wskazała na nich, znajdowali się już w
pomieszczeniu. - Jak zwykle spowodował straty, ale już mniejsza z tym.. na
pewno znajdzie się coś ciekawego tutaj.. - Pokazała mężczyźnie skórzany
portfel, który był całkiem pokaźnych rozmiarów więc na pewno znajdowało się tam
sporo funtów. - Najbardziej się zraziłam tym, że szedł na mnie z rękami..
- Jak to... już ja mu pokażę, niech jeszcze raz
się tutaj pojawi to skończy razem z braciszkiem... Ja również nie mam
wspaniałych wieści z dzisiejszego dnia.. Satan wyrzucił mnie z pracy.. wciąż
nie mogę pojąć czemu.. ale może tak miało po prostu być.. nie wiem... - Sweeney
westchnął, a Nellie spojrzała na niego z niedowierzaniem. Zdecydowanie nie był
to dla nich obojga najlepszy dzień.. za dużo złych rzeczy się stało.
- Słucham.. To niedorzeczne.. Przecież nie
uczyniłeś niczego złego... A być może i tak miało być, lecz jakby nie patrzeć
jest to cios.. Przykro mi.. ech.. Teraz muszę jeszcze odprawić ostatnich ludzi,
potem porozmawiamy i odpoczniemy, dobrze..? Jestem strasznie zmęczona.. A Ty
odpocznij w salonie.. masz za sobą dość przeżyć na dzisiaj.. - Jednak Sweeney
pomógł kobiecie mimo iż był przygnębiony i zarazem jego własne nogi potykały się
o siebie. Po zrobieniu większości porządków, oboje padli wyczerpani na kanapę.
-Cóż to był za dzień, a wcale się na taki nie
zapowiadał.. Jednak wciąż nie mogę pojąć co strzeliło do głowy Satanowi..
Myślałeś już o tym, co teraz..? - Nellie oswobodziła swoje stopy z butów w
jakich chodziła po sklepie i częściowo po domu, ale z reguły w czasie pracy i
oparła się o ramię Sweeney'a, któremu jednak nie tak łatwo było się rozluźnić
tego wieczora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.