SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 14 listopada 2015

Part 280.

Mężczyzna westchnął i zatrzymał się z Nellie w jednym miejscu, lecz z dala od innych budek z jedzeniem, czy powozów z jakimiś przetworami, kawą i czym tylko. Popatrzył kobiecie w oczy i odezwał się po chwili, lecz w jego wyrazie twarzy, dało się wyczuć irytację względem Turpina.
- Ten buc, stwierdził, że Johanna zbyt często nas odwiedza.. Twój sklep…  I wiele innych słów, równających się z tym, że Johanna nie chciałby mieć takiego ojca jak ja… Nawet podważył to, że nie mam własnego domu… Ja Nellie nie chcę iść do jego domu, na to całe przyjęcie… darujmy je sobie… Nim tam obrzuci mnie kolejnym błotem, a ja więcej już nie wytrzymam. – Warknął pod nosem w stronę Turpina, gdy taki ubawiony nad wyraz szedł niedaleko nich z córką Sweeney’a. Toddowi było przykro, że był tak traktowany, a wszystko było za sprawą tego, że mężczyznom podobała się jego żona, to Todd został za to wszystko ukarany, a do tego stracił żonę, a zarazem i córkę, więc swoją własną rodzinę. Ciągle nie potrafił się z tym pogodzić. Gdy tak patrzył tempo wzrokiem, zaraz poczuł ciepłe dłonie Nellie na swoich policzkach, gdy kciukami przesunęła przy oczodołach mężczyzny i szepnęła. – Sweeney… Nie przejmuj się tym.. Dobrze wiemy, oboje.. Ty i ja, że on to robi wszystko po to by Cię sprowokować, albo byś przestał łudzić się o kontakt z córka, taki normalny kontakt.. A my, nie możemy na to pozwolić.. Kochasz Johanne.. poza tym zostałem dziadkiem, nie możemy od tego się odsunąć i usunąć z ich życia.. Ty nie możesz.. nie możesz na to pozwolić.. Sweeney, żyjemy tylko raz… Chyba nie chcesz, by Twoja córka myślała, że jej ojciec umarł, prawda? Musimy dowieść temu, że jesteś, żyjesz i chcesz ją odzyskać… z rąk tej bestii! Todd… ja wiem, że nie chcesz tego przyjęcia, ale mimo wszystko, nie mamy na nie jeszcze zaproszenia więc… A jeśli je dostaniemy od Twojej córki, nie odmawiaj jej, zrób to dla niej, dla mnie. Nie pokazuj Turpinowi, że jest nad Tobą… To Ty masz tu większe prawa, niż on choć wiem, że wygląda to obecnie inaczej… - Uśmiechnęła się do niego i zaraz zbliżyła nieco swoje usta do jego ust i lekko go w niej pocałowała. Chciała Sweeney’a jakkolwiek uspokoić, choć widziała że był naprawdę bardzo poirytowany tym co miało miejsce kilka chwil temu. Te słowa, poruszyły go, choć i tak starał się trzymać, lecz przy Nellie niemal sypał się na kawałki. Przed nią nie potrafił udawać, że jest silny, mocny i że wszystko zniesie. Nellie pogładziła policzek Sweeney’a i powoli spacerowali po placu, jak i też zajęli sobie ławkę, w końcu były porozstawiane na czas konkursu.
Konkurs trwał dalej, ostatnia tura kończyła się i miały zostać podsumowane wyniki, sprawność i szybkość, jak i przede wszystkim dokładność golenia, w czym teraz to sami „pacjenci” będą uczestnikami, kiedy narada konkursu zebrać się miała za kilka chwil za tą całą sceną odbywającego się konkursu. Turpin ze swoim sługą także udał się na naradę, bo przecież jak mogłoby zabraknąć największej kanalii na takim zgromadzeniu. Sweeney i tak spodziewał się tego, że wybiorą kogoś poprzez swoje matactwa, zatem był przygotowany na otrzymanie nagrody pocieszenia. Nellie zaraz dała z termosu napić się gorącej herbaty by mógł nieco odsapnąć i żeby jego organizm nie wyziąbł, w końcu dziś wcale nie było tak ciepło jak zapowiadało się rano.
Kiedy Sweeney w zamyśleniu spoglądał na kubek herbaty, który ogrzewał jego palce dłoni, w końcu reszta jego rąk była okryta rękawiczkami bez palców, aż nagle usłyszał kobiecy głos, wcale nie podobny do Nellie, ale dość dobrze mu znajomy. Uniósł spojrzenie w górę, a ku jego oczom ukazała się jego córka Johanna. Do której to zaraz Nellie uśmiechnęła się uroczo i oboje zrobili jej miejsce na ławce by mogła się do nich przysiąść.
- Witam jeszcze raz.. Pani Lovett… Och ja wiem, miałam wcześniej zawitać w sklepie.. lecz nie udało mi się. Panie Todd… wszystko dobrze..? Denerwuje się Pan konkursem? Och na pewno jest wszystko w porządku i był Pan jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym.. Niektórzy wydawali mi się bardziej kokietować publikę, by tym zwyciężyć, no ale przecież nie liczyło się to kto jak dużo powie, a jak ogoli swojego klienta, prawda..? – Todd przytaknął, to było najtrafniejszym rozwiązaniem, jakie teraz mógł zrobić. A Nellie zaraz i poczęstowała napojem Johannę i zawinęła do połowy w serwetce ciastko które jej podała. – Och Pani Lovett.. jakie to miłe, dziękuję bardzo… - Pani Lovett uśmiechnęła się, a zaraz Johanna zaczęła kontynuować swoje słowa.
- Chciałam Państwa zaprosić serdecznie na przyjęcie, na jutro… O którym wcześniej mówiła.. o awansie mojego ojczyma… Zaraz dam zaproszenie… tylko zjem dobrze..? Mam nadzieję, że zaszczyca nas Państwo swoją obecnością.. – Pani Lovett widząc, że Sweeney chciał już odmówić, bo szepnął cicho.. „Z wielkim żalem.. ale..”
 – Och będzie nam bardzo miło, prawda Kochanie? Pojawimy się. A na którą możemy się zjawić hm? Wiem, że w zaproszeniu będzie godzina, ale skoro już tu Pani jest..  – Posłała uśmiech kobiecie, a na Sweeney’a spojrzała nieco surowo, by jej po prostu przytaknął i się nie odzywał. Po zjedzeniu ciastka i wypiciu ciepłego napoju, Johann’a zaraz wręczyła kopertę z zaproszeniem Nellie, która jej podziękowała za nie, Sweeney także choć jego uśmiech był dość naciągany niestety. Po chwili też Johannę wołał jakiś młodzieniec którego Todd nie poznawał, ale miał wrażenie, ze to wcale nie jest dobry człowiek, kobieta wstała z ławki, oddała kubek Nelmie i odezwała się po chwili.
- To mój znajomy… Wybaczą mi Państwo..? Troszkę czasu się nie widzieliśmy, a dziś ten konkurs to dla niektórych jedyna okazja by spotkać się na tym placu…  -Todd przytaknął niechętnie i wstał z ławki okazując swoje maniery, pocałował kobietę w dłoń, zaraz i pożegnała się z Panią Lovett i opuściła ich. Przy czym oboje spoglądali na młodego panicza w kapeluszu na głowie, niczym melonik. Todd mruknął pod nosem, widząc jak mężczyzna wręcza kobiecie bukiet róż.
- Nie znam, pierwszy raz go widzę, a już go nie lubię. Kwiaty? Przecież Johanna, ma narzeczonego, a on na niego nie wygląda.. ”Mój znajomy..” Znajomy, daje kwiaty znajomej..? Czy coś zmieniło się w ludzkich manierach i jestem do tyłu z tą modą? Znajomy… Znajomy mojej córki wręcza jej kwiaty.. całuje w policzek, patrzy w oczy.. spójrz..  – Nellie obserwowała parę, jak Sweeney wszystko komentował i niestety, wyglądało to tak, jakby „znajomy” był skrycie zakochanym mężczyzną w Johannie. Nie miał może tej prezencje nie był taki wysoki jak narzeczony Johanny, a najgorsze było to, że miał takie dzikie spojrzenie, jakby knuł coś niedobrego, miał w tym spojrzeniu coś z Turpina! Po chwili też Johanna zniknęła w tłumie z nieznajomym.
Zaraz też ktoś z podium, mówił głośno do wszystkich by ludzie nabrali skupienia do osoby stojącej wyżej od nich wszystkich.
- Uwaga…! Proszę o uwagę…! Za kilka minut dowiemy się kto zostaje zwycięzcą konkursu na najlepszego golibrodę w okolicy, bardzo proszę się nie rozchodzić! Proszę tu zostać i czekać.. tym bardziej prośba do wszystkich uczestników! Jeszcze kilka chwil! – Mężczyzna nieco głośno krzyczał, by poprzez te wszystkie ludzi szepty i rozmowy był słyszalny, bo inaczej czuł się zagłuszony tłumem istot na placu. Sweeney spojrzał na mężczyznę na podium był to kolejny sługus Turpina, można by powiedzieć, że nawet podobny był do niego, pewnie miał go za swój ideał. Nellie pogładziła Sweeney’a po ramieniu, by się tak nie burzył i odezwała się do niego.
- Widziałam Sweeney.. Lecz teraz nic nie zrobisz, może on po prostu taki jest.. niektórzy lubią być tacy mili.. Och Kochanie.. skup się na konkursie, zaraz ogłosza wyniki.. a tą sprawą zajmiemy się potem, poza tym nie zapominaj, że Twoja córka jest zaręczona, masz wnuka Panie Todd.. to chyba coś znaczy, prawda? Przecież, chyba nie uważasz, że Twoja córka… spogląda z jakimś wyjątkowym urokiem, na tego mężczyznę, prawda..? – Sweeney spojrzał na Nellie i zastanowił się przez chwilę, a po chwili odparł.
- Oczywiście, że nie… Ale nie zapomniałem jak to było z moją żoną, nie wybaczyłbym sobie tego, gdyby ktoś potrafił coś takiego zrobić mojej córce.. a najgorsze jest to, że przez tego chodzącego Trupa.. nie mogę nic zrobić… -Mówił ciszej, gdyż wiedział, że gdyby teraz uniósł głos, pewnie wzbudziłby jakieś zainteresowanie takimi słowami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.