SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 10 stycznia 2016

Part 287.

Sędzia Turpin nie był może tak poruszony słowami Todd’a co wściekły, że go dotknął i stanowił dla niego przewagę, a do tego robił się kłopotliwy, a jeszcze bardziej denerwowało go to, że teraz Sweeney stawał się jego godnym rywalem, za jakiego wcześniej go nie miał. Lecz widział tą determinacje i gotowość w jego oczach, o to by walczyć o swoją córkę. A mimo to, Turpin nie chciał na nic takiego pozwolić by tych dwoje zbliżyło się do siebie. Turpin spojrzał na twarz Todd’a która nie przejawiała teraz radości, czy neutralnych emocji, a tylko i wyłącznie złość. Sędzia uniósł brew i zaraz przesuną swoją dłoń na dłoń Todd’a i odciągnął siłą jedną rękę od swojej szyi, a jednocześnie od ubrania, a po chwili wysyczał niczym wąż do golibrody.
- Ależ poco ta złość. Panie Todd, przecież doskonale Pan wie, że jeśli to się zmieni, to Johanna, nie będzie przychylna na Pana dotychczasową gierkę. A ode mnie Johanna, wie tyle, że jej ojciec matka nie żyją i tak ma zostać. Z matką prawda, gorzej z Panem, hehe… No mniejsza o to. Cwaniaczku.. golibrodo, słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzał. – Turpin warknął, a zaraz kiedy uwolnił się po dłuższej chwili z uścisku Todd’a, popchnął go, że Todd omal nie zasiadł w fotelu dla gościa, ale to się nie stało. Zaraz Turpin zbliżył się do Sweeney’a podchodząc do niego, kiedy obszedł biurka i pochylił się przy jego ramieniu.
- Moje prywatne życie to moja sprawa. Aaaa-aaa nim coś powiesz, pozwolisz, że odpowiem. Twoje życie to była Twoja sprawa? Być może. Ale teraz po latach, pomyśl komu Londyn uwierzy.. sędziemu z idealną reputacją, domem, zoną, przyszywaną córką i jej rodziną, czy golibrodzie, który jakiś czas temu chodził pijany po mieście i zachowywał się jak idiota? Hm? A teraz skoczyłeś piętro wyżej uważasz? Bo co?! Bo wygrałeś konkurs? To zabawne. W porządku, jesteś dobrym golibrodą, swoją pracę szanujesz i doceniam to. Przynajmniej robisz coś z pasją. Mimo to Słodziutki, nie zmienisz tego, że jesteś tylko mieszczaninem z brzytwą u boku w dłoni i umiesz tylko golić. Nie sądzę, że masz nieskazitelną opinie wśród sąsiadów. Niegdyś wynajmowałeś mieszkanie niedaleko Fleet Street… Podobno nie byłeś zawsze wypłacalny, więc tu mam punkt ja. Bo wątpię, by ten najemca prawił Ci komplementy. Rozumiesz?
Ach i jeszcze jakiś daleki czas temu, ponad rok temu, czy jeszcze dalej.. Pani Lovett wyrzuciła Cię ze swojego sklepu, dlatego tam mieszkałeś.. a jaki by powód hm..? Podobno niezbyt lubisz trzymać czystość, zatem co mogę powiedzieć o Twoim zakładzie na piętrze u Pani Lovett..? Mogę zrobić Ci złą reklamę. A o konkursie i tym kto wygrał, po raptem paru dniach wszyscy zapomną. A to co ja robię, co jest według Ciebie czy innych oburzające, to nie Twój interes Todd… Ty nie wyglądasz na kogoś kto ostatnio w ogóle coś ruszał ze swoim sprzętem.. a powinieneś.. bo jesteś dość zrzędliwy, taka rozrywka by Ci się przydała wiesz.. Ale powtarzam, wracając oczywiście do tematu.. Zajmij się sobą.. Panią Lovett, czy kimś innym, nieważne. A Johanna jest pod moimi skrzydłami, a Ty jesteś jak intruz w moim orlim gnieździe i chcę się Ciebie pozbyć, dlatego dziś z tego gniazda wylatujesz Todd… - Sędzia filozofował, ale mimo to, tych wszystkich słów, Todd rozumiał te jego anegdotki, wieści, opinie na swój temat i tak dalej. Nie godził się z tym co słyszał, absolutnie, dlatego zaraz odparł. – Ach to teraz idziemy w zaparte i co dalej..? Co jeszcze.. kolejny raz wygnasz mnie z miasta..? Może jeszcze kwitek dostanę, że nie mogę w nim przebywać, bo zostanę powieszony? Och jaka opinia… Co ma moja wypłacalność do mojego życia.. jako golibroda nie zarabiam majątku.. Poza tym jeden najemca? A co on może o mnie wiedzieć? Cieszy się, jeśli tylko wpadnie mu kolejna suma do rąk. Uważaj, bo ja zacznę wypominać Twoje grzeszki, a masz ich więcej, jak aresztowanie mnie za to, że rzekomo kogoś zamordowałem, pamiętasz..? To wszystko Twoja sprawka..!
A potem musiałem to odpokutować podwójnie, kiedy okradziony został sklep Pani Lovett.. a Ty w zaparte się upierałeś, jak sobie z tym radzicie..
Ty zapewne radziłeś sobie, ale z rozbieraniem kolejnej prostytutki, w dzielnicy West End, w Soho, hm..? Ciekawe co by było gdyby Twoja Ukochana się o tym dowiedziała, bo jak widzę, nie ma o tym zielonego pojęcia, co robi „dobroduszny” Sędzia Tupin.. oj Bernardzie, jakie to naprawdę smutne….  Główna ulica „moralnego zepsucia”, a Bamford zapewne przyklejał się do każdej wystawy ze słodyczami, nic dziwnego, że ma tak zepsute zęby i jest taki gruby.. Zapewne, gdyby był zwierzęciem, byłby tłustym szczurem.. Ale zastanawia mnie jedno? Dziś go tu nie ma? Och nie został zaproszony? Jaka szkoda? Rozwolnienie z obżarstwa, czy inna tragiczna nagła sprawa, która nie pozwoliłam się tu zjawić.. – Todd aż prychnął po Włoch słowach, a Turpin wpadł w jakąś nieopamiętaną furię i uderzył Todd’a w łopatkę dłonią, jakby udawał, że go klepie. A Zaraz sprawił, że sprawdził Todd’a na fotel i pochylił się nad jego uchem i rzekł, a tym samym wolną ręką złapał Todd’a od tyłu tak, jakby go obejmował za szyję, ale nie chodziło o przyjemną chwilę przyjacielska, czy wygłupy, tylko przystawił go szyi golibrody nożyk od otwierania listów i nim nieco przesunął po skórze mężczyzny. Golibroda przełknął ślinę, cofając nieco głowę do tyłu, ale tez nie pozwalając na to, by Turpin go zranił.
– Piśniesz choć słówko Ty zakichany golibrodo, a popamiętasz mnie na zawsze. Kto by pomyślał, że nożyk od otwierania depeszy może być taki przydatny. Smutne za moment będzie to, jak zrobię Ci krzywdę i stwierdzę, że to był wypadek… Za drzwiami jest głośno, kto może wiedzieć, co się tu dzieje. Słuchaj… Rozkazuje Ci wręcz! Ani słowa mojej żonie… Nie powiesz nic.. Rozumiesz..?! Jeśli piśniesz choć słówko.. to.. – Zaraz nożykiem przesunął po policzku Todd’a i zsunął go zaraz na jego szyję, gdzie prawie wbił mu się w skórę. – Jeśli wspomnisz o tym komukolwiek.. to Pani Lovett może stać się krzywda, a wiem, że nie chciałbyś do tego dopuścić… A tą piękną buźkę Twoją mogę nieco naruszyć i nie będziesz już taki uroczy… A raczej odrażający. Czy ja tym razem grożę? - Sweeney prychnął, kiedy słyszał ostatnie pytanie sarkastyczne Turpin’a, niczym jakby zaczynali grać w podłą grę, odbijając piłkę od siebie. Turpin nie lubił kiedy ktoś mu się sprzeciwiał, a tym bardziej nie podobało mu się to, że robił to człowiek, który mógłby zniszczyć całe jego życie, tylko zapomniał o jednym? O tym, że to on zniszczył życie Todd’a, które dziś mogłoby wyglądać całkiem inaczej.
- Grozisz mi? A to zabawne… Teraz będziesz mnie straszyć skrzywdzeniem Pani Lovett, bo wiesz, że nie pozwolę zrobić jej krzywdy.. a Ty będziesz się smażyć w piekle..! Za wszystko co robisz..! A tym bardziej za odebranie mi żony, za odebranie mi córki, mojego szczęścia.. mojego życia..! A teraz twierdzisz, że nie pozwolisz na zniszczenie własnego życia?! A coś Ty zrobił z moim życiem? Myślisz, że mając zawód sędziego, wolno Ci wszystko?! Czekam na dzień, kiedy zmieni się to chore prawo, wygnania, aresztowania za byle co i nie tylko.. a przede wszystkim czekam na dzień, kiedy wyrzuca Cię z tej posady.. a dziś awans..? Awans na kogo? Na wariata z sędziowskim młotkiem, który jeszcze może więcej, niż do tej pory..? Jesteś żałosny Bernard…! – Todd warknął, ale jeszcze bardziej rozzłościł Turpina, który odsunął się od Todd’a i przysiadł na rancie biurka, cały czas mając w dłoni nóż, kiedy czekał na moment, kiedy go użyje.
- Nie pyskuj Todd… nikt Ci w to nie uwierzy jak mówiłem, a jak to udowodnisz, że Johanna, jest Twoją córką… masz na to jakieś dowody.. Przecież była dzieckiem, a nawet noworodkiem, kiedy trafiła pod moje skrzydła… a Ty co masz by poświadczyć, że ona jest Twoją córeczką, hm..? Myślisz, że pobiegłaby w Twoje ramiona, czy została ze mną, tutaj, gdzie ma dom i warunki.. i wszystko.. Tu niczego jej nigdy nie zabraknie. A Ty co jej dasz..? Mieszkasz u Pani Lovett… Bo nie stać się na własne lokum, to wynajmujesz piętro u niej i żyjecie z tego układu interesów, ona ma sklep, a Ty zakład.. i co..? – Turpin spoglądał z pogarda na Todd’a, który zerknął na Turpina i podniósł się z fotela, odchodząc nieco biurko i pojawił się tym razem on przy ramieniu sędziego i odparł.
- Mam coś, czego Ty nigdy nie podważysz… Nawet jeśli moja córka nie będzie chciała mnie znać, to umrę spokojny, że powiedziałem jej prawdę.. bo to zamierzam zrobić, nim umrę.. ale nie myśl, że to jakaś oferta dla Ciebie… Twoje ręce już aż za bardzo są splamione krwią, kłamstwami i nie tylko.. nie mówiąc, już o Twoich lewych interesach, łapówkach i byciu zdrajcą. A choć mam mały pokój i gabinet na zakład u Pani Lovett… postarałbym się o to by moja córka miała godne warunki do życia.. a jeszcze jedno, taki jesteś pewny, jako .. niby „tatuś”, że Charles to odpowiednia partia, dla Johanny..? Bo ja nie pozwolę na to, by wyszła za kogoś kto więcej kręci, niż mówi prawdę. A on nie wygląda na szczerego. Może jeszcze z jakiś czas temu uznałbym, że to idealna partia dla mojej córki, a dziś powiem, że gonie chcę w mojej rodzinie. Tak w mojej, bo Johanna ma moją krew, moje geny, moje i Lucy, nie Twoje. – Sędzia spojrzał kątem oka na Sweeney’a i odezwał się kiedy złapał go za rękę i przyciągnął przed siebie, jakby chciał poderżnąć mu gardło, a za chwilę odparł przesuwając nożem po jego kamizelce, przy jego sercu i przesunął ostrzem na jego szyję.
- Zamknij się już. Johanna nie ma pojęcia o tym, że jesteś jej ojcem i dopilnuję tego, by tak się stało. A teraz mówię i uważnie słuchaj.. Charles jest dobrym człowiekiem, może parę razy noga mu się podwinęła, ale nikt nie jest idealny. A Ty jak cokolwiek powiesz Johannie, to przysięgam, że się zemszczę, Pani Lovett jest pierwszą osobą, na której pokaże Ci moją złość.. a potem zabije Ciebie.. Nie jak Twoją żonę, jako żebrak tułający się po mieście miałbyś pole do popisu, zrobię to raz a dobrze, że krew w Twoich żyłach zastygła, raz a dobrze.. Powtórzyłem się? To nie szkodzi, tak miało być… Rozumiesz co mówię..? Pani Lovett jest zbyt ładna by robić jej krzywdę, przemyśl to, czy warto… - Mężczyzna jeszcze miał coś dodać, ale w tej chwili skrzydła się powoli otworzyły i ich oczom ukazała się Johanna, która aż zaniemówiła na to co widziała. Jak Turpin trzymał przy Todd’a szyi ostrze i nie pozwolił mu się wyrwać. A zaraz by oczywiście wyjść z tego cało odparł.
- Kochanie.. Wybacz, ale teraz jestem zajęty… Pan Todd także… - Johanna spojrzała na nich obu, a zaraz pojawiło się w drzwiach kilku gości, wśród nich była też Berta i Pani Lovett. Wszyscy byli zaskoczeni, tym widokiem, a zaraz Turpin, by wyjść cało tej sytuacji i żeby pogrążyć Todd’a skłamał.
- Wybaczcie Kochani.. ale z Panem Todd’em mam pewną sprawę, która nie wygląda dobrze.. Otóż Pan Todd dopuścił się czegoś, czego nie potrafię wybaczyć…!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.