SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Part 289.

Nellie spojrzała jeszcze raz na Johanne, która odpowiedziała krótko zmieszana, bo tak naprawdę nie miała pojęcia, gdzie leży prawda. A do tego sędziego widziała, nieco pochylonego do przodu, który dokuśtykał do blatu, aż uniosła brew na to co mu się stało? – Nie mają Państwo za co dziękować.. w tej sytuacji nic z tego nie rozumiem.. Na pewno jakoś się to jeszcze wyjaśni… Prawda Panie Todd..? – Zaznaczyła dość mocno jego nazwisko, a golibroda spojrzał na kobietę i odparł pod nosem, ale za to pewnie. – Tak. Lecz nie wiem, czy Bernard, to dobry adres do wyjaśnień.. proszę wybaczyć jeśli uraziłem.. ale mam własne zdanie na ten temat.. mniejsza o to. Dobrej nocy Pani Johanno.. – Kobieta przytaknęła nieco niepewnie na słowa Todd’a i szepnęła cicho. – Dobranoc. – A zaraz powoli skierowała swoje kroki w kierunku głębi gabinetu i podeszła do Turpina, który skrycie przed nią chciał uciec, byle tylko ukryć swoje brudne spodnie i złagodzić ból krocza. Todd zaś z Panią Lovett udali się do przedsionka, gdzie zaraz zakładali swoje okrycia, w czym pomagał Pani Lovett lokaj. Kilku gości spoglądało na nich, z taką dyskrecją, kilka osób też pożegnało się z nimi. Widocznie nie każdy był takim oszustem, kłamcą i hipokrytą. Poza tym ludzie z tych sfer znali Turpina i wiedzieli, ze to on biega w tango, zdradzając żonę, Todd im na kogoś takiego nie wyglądał i mimo tej frustracji Turpina, nie każdy musiał mu wierzyć i nie wierzył. Nellie żegnała się z Charlotte choćby, która szepnęła jej do ucha.
- Szkoda, że już idziecie.. ale jeśli Pan Todd potrzebuje pomocy, to przecież tu każda z nas może pomóc… Ale rozumiem, po tym co usłyszeliśmy.. Nie wierze w słowa sędziego.. Może i jest wpływowy i może wiele rzeczy, ale to on nie jest szczery z własną żoną… W każdym razie… dałam Ci wizytówkę mojego sklepu, wpadnij kiedy będziesz mogła. Oboje wpadnijcie, zapraszam, też mam dobre słodycze, wypijemy kawę, czy herbatę.. a potem miło by było gdybyście po prostu do nad do domu wpadli, ale o tym jeszcze porozmawiamy… Teraz macie rację.. czas opuścić to trzęsawisko.. – Charlotte westchnęła i przytuliła Nellie do siebie, zaraz i pożegnała się z Todd’em, jak i jej mąż. No i jeszcze kilka osób, nawet Charlie, który wyglądał już nieco lepiej, a mimo to całe zajście w gabinecie przeszło mu koło nosa, że zastanawiał się co się stało Sweeney’owi. Aż pomyślał, że może skaleczył się o jakieś naczynie, pękł kieliszek czy coś. W końcu oboje powoli opuścili mieszkanie Turpina, ta posiadłość można by powiedzieć w zabudowaniu. Kiedy wyszli i zamknęły się drzwi za nimi Nellie zaraz spojrzała na twarz Todd’a i spojrzała na jego ranną dłoń, którą wsunął do kieszeni z tym prowizorycznym opatrunkiem. Powoli przeszli na drugą stronę ulicy, akurat naprzeciwko gabinetu Turpina, gdzie teraz była Johanna i rozmawiała z sędzią na osobności. Stała przy oknie i ręce skrzyżowała na piersiach. A gdy mignęli jej Sweeney i Nellie naprzeciwko ulicy spojrzała na nich, kiedy tam się zatrzymali bo Nellie stanęła naprzeciwko Todd’a i pogłaskała go po policzku, a zaraz przytuliła go uwieszając mu się nieco na szyi, kiedy przymknął oczy i cicho westchnął.
- Sweeney.. powiesz mi co tam zaszło? .. że nie zaprzeczyłeś na jego słowa.. Przecież wiem, że to kłamstwo… Chodźmy do domu, muszę to obejrzeć, chyba przyda Ci się parę dni wolnych od pracy… - Sweeney spojrzał na Panią Lovett przytulając ją jedną ręką i odezwał się kiedy spojrzał w jej oczy.
- Powiedziałem co o nim myślę… kiedy ściągnął mnie do tamtego gabinetu… i uznałem, że powiem Johannie kim jestem.. Oburzył się, zaczął mi grozić tym .. tym nożem.. plótł swoje mądrości, że nie zniszczę mu życia, jeśli powiem, że chodzi.. na no wiesz, na dziwki.. A on co zrobił z moim życiem? Ale do setna.. poza tym chodźmy stąd.. nim jeszcze rzuci w nas czymś z okna.. – Sweeney spojrzał kątem oka po oknach Turpinów i zauważył w jednym oknie postać kobiecą, w końcu w pomieszczeniu paliła się lampa, że trudno było stwierdzić kto to był. – Nellie.. on zagroził mi, że jeśli powiem coś Johannie.. to zabije Ciebie.. a potem mnie… co miałem robić..? Wolałem, przytaknąć już na to kłamstwo, niż jeśli miałoby się coś naprawdę stać.. a przecież nie mógłbym chronić Cię zawsze całą dobę. Tylko co teraz pomyśli sobie o mnie moja córka? To, że naprawdę zgwałciłem Bertę? Czy będzie się zastanawiać, czy to na pewno prawda..? Nie chcę dziś o tym myśleć więcej… Chodźmy już… Przynajmniej to przewietrzenie się nim dojedziemy do domu, jest jak lek, na skołatane nerwy.. – Johanna patrzyła nieco ukradkiem na parę za oknem cicho westchnęła, Turpin oczywiście karmił ją kłamstwami. A Johanna czuła się zagubiona, tym bardziej, gdy widziała reakcję Nellie, jak przytulała Sweeney’a a po chwili oboje ruszyli w kierunku domu. Pani Lovett była zdenerwowana, ale starała się panować nad sobą, poza tym, kiedy spojrzała na zegarek Sweeney’a, gdy go wyjmował by sprawdzić która jest godzina wiedziała, że teraz powinna się uspokoić, bo już było po dwudziestej drugiej, a nawet niebawem miała pojawić się na zegarze dwudziesta trzecia, godzina tego dnia, a raczej wieczoru.
- Sweeney… Nie martw się tym.. Johanna na pewno nie jest taka naiwna, by uwierzyć w coś takiego Turpinowi.. Poza tym, czy takie sprawy załatwia się na przyjęciu..? By wszyscy to oglądali..? Ja nie chciałabym rozgłosu w takiej sytuacji.. Powiedzmy, że to prawda co powiedział.. i co teraz będzie wszystkim mówił, że rzekomo zgwałciłeś jego żonę.. Poza tym nie zapominajmy się, że to on zrobił Twojej żonie, i nie tylko on.. Ach.. zepsuty do szpiku kości.. Zatem w świecie swojego kłamstwa, został rogaczem.. Ale jeszcze jedno mnie zastanawia.. Czemu on był taki skulony jak wychodziłeś z gabinetu..? Chyba to nie był skurcz jelit, hm..? Coś szeptaliście do siebie, uderzył Cię, a potem co..? – Sweeney spojrzał na kobietę, kiedy szli chodnikiem do domu, niezbyt szybko, ale też nie za wolno, poza tym oboje chcieli już być w domu i odpocząć po tym wieczorze. Mężczyzna uniósł nieco brew i spojrzał na swoją dłoń w kieszeni i zaraz bez większego kręcenia odparł.
- A potem, dosięgnąłem jego „fistaszków”.. i ścisnąłem.. skoro ze mnie zrobił gwałciciela, chociaż sam nim jest, uznałem, ze przerwa w baraszkowaniu przyda mu się na jakiś czas, by zawsze przy kolejnym cudzołożeniu, pamiętam o moim ścisku dłoni na jego pestkach.. Byłem wściekły, poza tym cały czas jestem wściekły… - Nellie słysząc słowa Todd’a, mimo że była naprawdę bardzo zła, to zaśmiała się na jego słowa i zaraz przybliżyła do niego całując lekko jego żuchwę.
- Naprawdę? To genialne! Wybacz.. ale jeszcze bardziej wyobraziłam sobie, jak to robisz hehe.. Myślę, że to dobra kara, za Twoją rękę.. Och.. w końcu do domu… Gdyby nie ten sędzia od siedmiu boleści, ten wieczór nie mogłabym uznać, za taki zły.. Wiesz..? Ale nie mogę powiedzieć, że był dobry.. najgorsze w tym wszystkim jest to, że słyszała to Johanna.. Ale co jeśli Berta powie, że to nieprawda..? Ach zapomniałam.. Turpin na pewno ją przerobi tak, by kłamała.. teraz z szantaży nie wyjdzie.. – Powoli tak para dotarła do domu, do sklepu Pani Lovett, gdzie zaraz weszli i kobieta zamknęła za nimi drzwi. Sweeney poprawił zasłonkę i mogli zdjąć z siebie okrycia wierzchnie. Sweeney powiesił ubrania na wieszaku i zaraz oboje udali się do salonu, mężczyzna przysiadł w fotelu i oparł głowę o zagłówek mebla. A Nellie w tym czasie udała się do kuchni, by naszykować coś do picia i zaraz też zabrała apteczkę by opatrzyć ranę Sweeney’a na dłoni, w końcu widziała jak już przez drogę zabarwił się materiał chusty na czerwono. Zaraz przyszła do salonu i zerknęła na Todd’a, po czym przysiadła na kanapie, bliżej brzegu i zaraz lekko dotknęła jego rannej dłoni szepcząc.
- Sweeney, zaraz napijemy się gorącej herbaty.. ale teraz pozwól, że zajmę się Twoją dłonią… Nie wiem, czy nie potrzeba będzie szyć.. pokaż mi… Krzywdy Ci nie zrobię, chcę pomóc... dam Ci też leki.. – Pan Todd spojrzał na kobietę i pochylił się nieco do niej ciałem, jak i też wysunął do niej swoją dłoń.
- Nellie, nie jestem dzieckiem… Ale wiem jedno zrobił to specjalnie, dlatego bym nie pracował… bym nie zarobił, tylko zamknął zakład kiedy mam teraz dziurę w dłoni… Ale Johanna w końcu pozna prawdę, choć miałaby mnie znienawidzić… Ale zastanawiam się nad tym, co ona teraz sobie myśli.. Jakie może mieć o mnie zdanie? – Syknął, kiedy Nellie zaczęła przemywać zaraz jego dłoń nad ręcznikiem wodą utlenioną. Słuchała co mówił Todd i zerknęła na jego twarz, kiedy wydawał się jej czasem nieobecny w tym miejscu.
- Dobrze, już dobrze. Och Sweeney... wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale wiesz co myślę o Turpinie, choć i tak staram się być dziś spokojna.. tym bardziej kiedy tam byliśmy. A Ty musisz odpocząć.. i mieć kilka dni wolnych, będę musiała jednak użyć szwów… Mam nadzieję, że sobie poradzę.. Och nie martw się. Wiem Kochanie.. ale tego się teraz nie dowiemy, Johanna wyglądała na zmieszaną.. Mimo tego co sądzi i jak Cię osądzi i co myśli.. Wiesz jedno, że ważne jest to, że my wiemy jak jest.. Sweeney… nieważne co pomyśli o Tobie Johanna.. wybacz, że to mówię.. Ale to Turpin powinien się wstydzić tego, jak wszystkich wkoło siebie krzywdzi, a to nie jest Twoja wina, zrobiłeś to, co uważałeś za słuszne, nawet kosztem tego, że Twoja córka, może teraz oddalić się od Ciebie.. ale Skarbie… dopilnuję tego, by to co powiedział Turpin było naprawione i wyjaśnione, może jeszcze nie teraz, ale w odpowiednim czasie, Twoja córka dowie się wszystkiego i nie chcę by to było przed Twoją śmiercią, chcę byś mógł spędzić z nią więcej czasu… mieć w tym udział, być z wnukiem, a Johanne poprowadzić do ołtarza.. a u jej boku wcale nie musi stać Charlie. Pamiętaj, że to Ty jesteś ojcem i to Ty dbasz o swoje dziecko, cokolwiek się by działo. Turpin całe życie nie może szkodzić… Kiedyś zapłaci za to co robi i to srogo.. aż przeszło mi przez myśl, co mogłoby mu się przytrafić.. Heh. I naprawdę to urocze Sweeney, że nie dałbyś mi zrobić krzywdy i zrobiłeś to wszystko dla mnie… Ale wiem, że nie jest Ci z tym łatwo.. Lecz dziękuję Ci, wiem że nie jestem Ci obojętna… prawda..? A teraz łapka.. – Mężczyzna spojrzał na kobietę, gdy oboje na siebie spojrzeli i Sweeney jak i Nellie dali sobie po buziaku w policzki z lekkimi uśmiechami na twarzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.