SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 13 stycznia 2016

Part 291.

Charlotte spojrzała na Sweeney’a i pogładziła go po ramieniu pobłażliwie, po czym odezwała się spokojnym tonem głosu. Zresztą podobał się jej Todd więc, nie mogła zachować się inaczej, ale też nie chciała go wcale odbijać Pani Lovett, a poza tym sama była mężatką i nie zrobiłaby czegoś wbrew temu jakie śluby składała w kościele.
- Panie Todd… a właściwie mogę mówić… Sweeney? Jestem Charlotte… Byłoby mi tak łatwiej… Nie musimy być aż tacy oficjalni.. rozumiem, że wczoraj pierwszy raz się widzieliśmy i poznaliśmy, ale jestem prosta.. nie lubię tego arystokratycznego podejścia do życia i picia z uniesionym małym paluszkiem.- Sweeney uniósł jedną brew przyglądając się jej i delikatnie przytaknął głową, a Nellie po chwili przyniosła do stolika talerzyk pełen słodkości do spróbowania plus filiżanka herbaty.
- Dobrze, zatem miło mi Cię poznać Charlotte.. Cóż… nie wszystko co jest dla „wyższych sfer” jest gustowne.. chyba.. – Uśmiechnął się delikatnie, a zaraz obok niego pojawiła się Nellie i kiedy po chwili wyszedł ostatni klient. Kobieta podeszła do drzwi wejściowych do sklepu i postanowiła zamknąć sklep na dziś by nikt im nie przeszkadzał. Utarg dziś miała naprawdę dobry, a poza tym mało już ludzi zaglądało do jej sklepu o tej wieczornej porze. Po chwili więc przewiesiła tabliczkę z „Otwarte” na „Zamknięte” wtedy też widziała, jak Johanna wychodziła z piekarni z Charles’em i spojrzała w kierunku Pani Lovett, na której twarzy robiło się nieco zawiedzione spojrzenie, a po chwili z lekko spuszczoną głową zasunęła zasłonkę sklepową by nikt nie zaglądał im do sklepu i zaraz udała się do Sweeney’a i do ich gościa.
- Spróbuj Kochana moich wypieków. Zamknęłam już sklep, by nam nikt nie przeszkadzał…za to mamy czas dla siebie. – W trójkę siedzieli przy stoliku, Johanna spoglądała na sklep Pani Lovett, do czasu, aż Sweeney przeciągnął zasłonkę, by już nikt nie mógł nic zobaczyć co robią w sklepie. Johanna westchnęła, czuła jakąś dziwną pustkę w sobie, sama nie wiedziała czemu, bo jeśli nawet Sweeney zrobił coś złego, czemu ją to tak ujmowało? Bo mu wcześniej ufała, a teraz czuła się zawiedziona? Zaraz z jej zamyśleń wyrwał ją Charles, gdy pociągnął ją poprzez ulice w kierunku domu i zaczął o czymś mówić.
W sklepie Pani Lovett panowała miła atmosfera przy rozmowach, przede wszystkim rozmawiały kobiety ze sobą o wypiekach, o czekoladach, babeczkach, ciastach, bułeczkach i nie tylko. Sweeney obierał zaś ze skorupek orzeszki i jadł. Choć Nellie mu w którejś chwili zabrała miseczkę i odparła przy jego uchu.
- Kochanie.. przestań już… chcesz to zrobię Ci coś do jedzenia, ale nie męcz tak chorej ręki.. – Todd spojrzał na Nellie i wzruszył ramionami, a zaraz uśmiechnął się do ich gościa i zabrał głos. – A Pani.. znaczy Twój mąż, pewnie przepada za tymi wszystkimi słodkimi potrawami, jak mogę to tak nazwać..? – Charlotte upiła łyk herbaty z filiżanki i za moment odpowiedziała.
- To prawda, mógłby jeść je bez przerwy, ale niestety nie może jeść zbyt wiele .. nabawił się wrzodów.. a cukier to też kwasy, więc dużo mu jeść tego nie wolno, bo wtedy nie najlepiej się czuje. Lecz jak to mężczyzna, nie zawsze o to dba, a ja nie zawsze go z tym przytemperuje, a to brzuszysko rośnie i rośnie.. Och.. A tak naprawdę ma to chyba po swoim ojcu, czy dziadku, którzy też byli tacy rośli… Szkoda, że to nie mięśnie a tłuszcz.. Hehe. No ale kiedy za niego wychodziłam nie był taki otyły. Ale kocham go, jest czasami upierdliwy, ale nie zamieniłabym go na nikogo innego. Na pewno ma w sobie więcej uczuć ciepła, w ogóle je ma, niż ten zarozumiały sędzia Turpin.. Bernard, nigdy nie był prawdziwy w tym co robił.. Mój ojciec zna go od małego… Bernard, zawsze był człowiekiem, który miał w sobie władze, lubił rządzić, podobno nawet jako dziecko. Kiedy grał, nigdy nie był spontaniczny, tylko obierał jakąś strategię by ograć przyjaciół. Słyszała z opowieści.. że ukradł koledze skarbonkę z pieniędzmi, rozbił ją, zabrał pieniądze, a skarbonkę mu podłożył do szuflady biurka, czy pod łóżko.. Gdzie potem oberwał za to młodszy brat tego malca, choć zupełnie nic nie zrobił… Dzieci są dla siebie podłe, to fakt.. Ale nie sądziłam, że aż tak. – Zamyśliła się na moment, a zaraz próbowała babeczki, jaką przygotowała Pani Lovett, choć żeby kobiecie nie było jakoś w niesmak, że sama je, oni także się do tego przyłączyli, kiedy Nellie jeszcze przyniosła talerzyk z kokosankami.
- Turpin jest nieobliczalny, to się nie zmieni… Będę szczęśliwy jak coś wydarzy się i kiedyś nadejdzie dzień, że nie będziemy musieli go znosić.. Prawda? Byle tylko na jego miejsce nie wskoczył taki sam mądrala.. ale kto to wie? Nikt, ale też nie powiem, że taka wola jest nieba i z nią się zgadzać trzeba, bo nie sądzę, by tu Bóg miał coś do powiedzenia w tej sprawie… - Sweeney przeprosił na chwilę Panie i wstał od stolika, a zaraz poszedł do kuchni, obie Panie za nim nieco spojrzały. Charlotte zgadzała się z obojgiem, no i teraz z ta wypowiedzią Sweeney’a, czuła że byli jak jej bratnie dusze, które chciały nieco zmienić ten świat tym bardziej odmienić go z takich ludzi jak Bernard Turpin.
- Co do wypowiedzi Sweeney’a to zgadzam się w stu procentach… Och tyle ludzi mogłoby zając jego miejsca, mam na myśli Turpina, i mogłoby być nam w tym mieście lepiej.. a do tego naprawdę nie znoszę tego obleśnego grubasa, z którym się prowadza.. Byłam zdziwiona, że nie był wczoraj na tym przyjęciu… A tak poza tymi dwiema.. ehm.. mendami.. muszę przyznać, że same pyszności pieczesz Kochana… Nie powinnam tyle jeść, bo ograniczam słodycze, szczerze nawet ich nie jadam, tylko próbuje to co muszę w sklepie, by klientom smakowało.. Wiesz jak to jest, próbujesz, by wiedzieć, czy innym zasmakuje. Prawda? – Kobieta uśmiechnęła się lekko do Nellie, która zaraz odezwała się zdejmując z siebie fartuszek, bo nie miała dziś zamiaru już nic pichcić, a przynajmniej niczego dla sklepu.
- Hm… prawda. Tak. Och też nie lubię tego Bamford’a, tak samo mu źle z oczu patrzy jak Turpin’owi… Ale niestety nie wybiera się osobników mieszkających wśród nas. Dobrze, że nie mamy go tu jako sąsiada, ani jednego, ani drugiego.. Och słodkości dodają chociaż szczyptę humoru do tego naszego smutnego życia i przecenionego sadzą i smołą w Londynie.. Gdzie się podział Sweeney…? Wczoraj trochę źle się czuł przez ranną dłoń… Więc martwię się, tym bardziej, że sama założyłam mu szwy… - Obie damy rozmawiały ze sobą, Sweeney w tym czasie zaparzał herbatę w kuchni i spoglądał przy okno na ulice, gdy zauważył swoją córkę, to go tam przyciągało, że nie potrafił się oderwać.
- My także nie mieszkamy blisko sędziego i tego drugiego, więc tym lepiej. Tak, słodycze to nasz taki mały pomocnik na smutki, dlatego ludzie lubią wchodzić do naszych sklepów.. właśnie dziś robiłam bloki czekoladowe.. Z waflami, herbatnikami, a jutro myślałam, jakby smakował z krakersami, byłby nieco słony, ale może nie byłoby to takie straszne, poza tym mój mąż na pewno by spróbował.. Dla niego robię mniej słodkie, wtedy słodycze bardziej sa przyswajalne pod jego chorobę. Hm.. Sweeney.. nie wiem, może poszedł odpocząć..? Po wczorajszym bym się nie dziwiła.. ale nie pracuje teraz prawda..? – Nellie ugryzła kawałek kokosanki i przełknęła, Charlotte po chwili zrobiła to samo.
- Tak, tak.. Jesteśmy jak recepta na złe samopoczucie i humor. Lepsze niż cyrk prawda? Na pewno będzie smaczny taki blok, kiedyś też robiłam.. dobre były.. tak. Ale jakoś niezbyt mnie zachęca schodzenie po słodkości do piwnicy, bo tam najzimniej.. Wolę mieć coś pod ręką, chociaż może zrobię.. To dbasz o swojego męża, to urocze. Kobiety bywają różne, a tym bardziej w gotowaniu, nie wszyscy potrafią się dla kogoś nawet i w tym poświęcić o to by słodycze były mniej słodkie niż powinny. Może tak.. Ale nie słyszałam, jakby szedł na górę.. Tak, siłą rzeczy nie mógł dziś pracować… Dlatego napisał kartkę, że zakład zamknięty przez najbliższy tydzień. – Po chwili wrócił Sweeney z taca, na której były napoje, zaparzył herbaty z miodem i cytryną, w końcu Charlotte kończyła już swój napój i robił się chłodny, zatem jeszcze jedna filiżaneczka czegoś na odporność zarazem nie zaszkodzi. Kobiety uśmiechnęły się na jego widok i na widok też napojów jakie przyniósł.
- Och Skarbie… przyniosłeś nam coś ciepłego, o miłe, dziękujemy bardzo. Usiądź, no chyba, że chcesz się położyć, to nie będziemy się zatrzymywać prawda Charlotte..? – Sweeney uśmiechnął się do kobiet i zaraz przysiadł przy stoliczku z nimi, a ich gość odezwał się.
- Tak, dziękujemy bardzo. Właśnie rozmawiałam z Nellie o tym, że robię teraz w sklepie, bloki czekoladowe.. i tak pomyślałam, że jeśli jutro nie macie nic pod wieczór do zrobienia.. możecie wpaść do mnie.. ale nie mówię, że do sklepu.. do domu także.. napiszę adres jeśli macie ochotę, a ze sklepu zabiorę jeden blok do domu.. No niestety, albo i stety nie wiem.. nie mam tak dobrze jak Ty Nellie, że mieszkam tam, gdzie pracuję. Na pewno to w jakiś sposób jest dobre, ale przyzwyczaiłam się do tego, że do pracy trzeba dojeżdżać powozem.. Choć i tak w okresie zimowym skróciłam sobie prace o godzinkę, w końcu jestem właścicielką. Wiem, może to troszeczkę takie samolubne, ale mnie samą przytrafiają dreszcze, gdy spoglądał na ta ciemność za oknem, kiedy nie minie jeszcze połowa dnia. Poza tym martwiłyśmy się o Ciebie Sweeney… wiesz? – Mężczyzna uniósł brew na kobietę i zaśmiał się pod nosem, biorąc kokosankę z talerzyka i odparł.
- A czemu? Znaczy to bardzo miłe.. ale jeszcze oddycham, czyli jest w porządku. Oj robiłem tylko herbatę i tak przyciągnął mnie widok za oknem.. nie to o czym obydwie zapewne myślicie, w każdym razie dobrze się czuje, dlatego bez obaw, to tylko dłoń.. Boli mnie, owszem, ale bez paniki.. Powtarzam, że to tylko dłoń, owszem straciłem wczoraj może troszkę więcej krwi niż powinno się to wydarzyć, ale nie musimy z tego robić tragedii.. Bardziej jednak boli mnie fakt, o co oskarżył mnie sędzia.. A raczej jakbym mógł zrobiłbym coś znacznie bardziej niedobrego..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.