SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 28 stycznia 2016

Part 297.

Mężczyzna awanturujący się o to, że Todd’a chwilowo nie było na piętrze, oburzył się na słowa Sweeney’a i zaraz prychnął kierując się do wyjścia, aż zniknął. A zaraz Todd obsługiwał Pana, który nieco z nim gawędził i trwało tak może jeszcze z dziesięć minut, może więcej, nim Nellie pojawiła się obok Todd’a, gdy właśnie pakował kolejnej klientce szarlotkę, kiedy Nellie przejęła zaraz pałeczkę, jak tylko Todd skończył obsługiwać tę kobietę.
- Dziękuję Kochanie za pomoc.. słyszałam jakieś nieprzyjemności… Nawet na moment nie można zrobić dziś sobie przerwy.. Och.. Ale nie przejmuj się tym. Będą chcieli to sami przyjdą. – Uśmiechnęła się do Todd’a i pocałowała jego policzek szepcząc jeszcze na ucho.
- Dziękuję Sweeney za obiad.. to bardzo miłe, że pomyślałeś o tym by zjeść. – Mężczyzna uśmiechnął się do kobiety i odezwał do niej kiedy miał powoli wracać na piętro.
- To nieważne.. ja się nie przejmuję.. Nie ma za co, najważniejsze, że brzuszki najedzone… Kochanie, będę wracał na piętro, dobrze..? Jakbyś mnie potrzebowała, to krzycz. – Pocałował kobiety policzek, Nellie już obsługiwała kolejną osobę, a Todd zaraz powoli udał się na piętro. Otworzył ponownie swój zakład, zdejmując z drzwi tabliczkę i otworzył drzwi z klucza. Może przez dwadzieścia minut nikogo nie było, a potem przez kolejne półtorej godziny pojawiali się „brodacze” można by powiedzieć. Sweeney miał co robić na piętrze, Pani Lovett również, tym bardziej, że pojawiali się klienci, którzy chcieli na miejscu u niej zjeść coś dobrego, z tego względu, że była pora obiadowa, zatem ludzie gonili za takimi miejscami jak sklepy połączone z jedzeniem na Fleet Street.
Pan Todd właśnie otrzymywał należne za otrzymaną usługę i wychodził jego klient z zakładu, kiedy mijał się z kolejnym, którego Todd widział pierwszy raz w życiu. Uśmiechnął się do Todd’a mężczyzna w średnim wieku, z brodą nie do końca zadbaną i zaraz zdejmował płaszcz.
- Dzień dobry. Można? – Todd przytaknął na słowa przybysza i zaraz szykował dla niego fotel strzepując z niego resztki pyłku i pianki, która tam utkwiła na oparciu. Mężczyzna zawiesił swój płaszcz na wieszaku, zdjął tez i szalik, apaszkę i rozpiął koszulę, zaraz bezwładnie opadając w fotelu golibrody.
- Miło być tutaj i wyjść niebawem odświeżonym. Podobno jest Pan najlepszy w mieście… Dlatego też postanowiłem to sprawdzić na mojej brodzie.. – Todd szykował miksturę piany na twarz mężczyzny i uniósł brew na jego słowa odzywając się.
- Tak. To miłe. Zależy kto jak uważa. Zatem jak przycinamy brodę..? Po całości? Zostawiamy brodę? Wąsy? Jedno i drugie? Golimy poliki? Przycinamy baki..? – Golibroda przyjrzał się twarzy mężczyzny i odezwał gdy lekko złapał go za podbródek i spojrzał na jego szyję, niczym doktor na jakiś oględzinach pacjenta.
- Hm.. ma Pan wysuszoną skórę.. nie piecze Pana trochę..? Trzeba nawilżać zarost inaczej tworzą się bakterie, broda wtedy nie jest wskazana, trzeba to wyleczyć.. a tu jednak widzę, że ma Pan stan zapalny… - Mężczyzna chyba nie tego się tutaj spodziewał, ale nie sądził, że Todd jest aż taki dociekliwy pod względem golenia, zarostu męskiego, by bawić się w amatora dermatologa, czy znachora.
- Naprawdę? Oj czasem mnie piecze.. po mydle, czy innym kosmetyku… i co ja mam teraz zrobić..? – Spojrzał niepewnie na Todd’a, który pewnie nic nie zdziała i każde mu się przepadać. A Todd zamyślił się na chwilę i westchnął pod nosem, po czym okrył swojego pacjenta płachtą pod szyją i po chwili rzekł.
- Ja Pana ogolę.. ale całkiem… Okej? Dam Panu olejki nawilżające do twarzy, zarostu.. lecz, lekarz Pana nie ominie.. radziłbym udać się do specjalisty… olejki mogą albo złagodzić ten stan, albo go podrażnić, zatem też na początek uważałbym z ich używaniem, by sprawdził pan to na fragmencie swojej skóry… - Spojrzał na klienta i zaraz powoli nałożył pianę na jego zarost, po czym powoli i miarowo, ale pewnie zaczął go golić. Pacjent nie miał nic przeciwko goleniu po całości, chyba i tak nie miał wyboru. Mimo to w oczach Todd’a wydawał się dziwny, poza tym dopytał o sklep Pani Lovett, ale że Sweeney o tym nie chciał mówić, to klient znów pytał o dzieci Todd’a. Przy czym Sweeney nie przyznał się, że ma Johannę i warknął na klienta, kiedy zamykał za nim drzwi. Miał wrażenie, że to on był autorem listu, od nieznajomego, jaki dostali. Gdy wyszedł i zszedł ze schodów, znikając gdzieś, gdzie Todd już nie dostrzegał zaczął go papugować mową.
- A ma Pan dzieci..? Wygląda Pan na ojca.. o nie ma Pan, jak to się stało..? – Warknął pod nosem i mruknął do siebie. – Co Cię to obchodzi przygłupie! Pilnuj swojego nosa i swojego uczulenia, teraz brzytwę muszę wysterylizować… Co za ludzie.. jak nie jakiś awanturujący się kretyn, to jakiś kuglarz..! – Warknął znów i zaraz czyści brzytwę wkładając ją w środek dezynfekujący, więc do swojej kieszeni przy pasie roboczym włożył czystą brzytwę, mimo, że jedną już miał, ale zazwyczaj nosił dwie. Zerknął na zegarek była już godzina siedemnasta, zatem za godzinę mężczyzna zamykał już swój zakład. Nellie jeszcze pracowała w sklepie, więc oboje się nie oglądali praktycznie od obiadu do końca pracy. Sweeney przez ostatnią godzinę nie miał klienta, ale było jeszcze dwadzieścia minut do zamknięcia zakładu jak pojawił się w drzwiach mężczyzna, który wyglądał dość upiornie. Lecz nim Sweeney go zobaczył to był w łazience za ścianą zakładu. A na dworze od godziny padał deszcz i robiło się zimno. Golibroda zaraz zajrzał do zakładu, bo usłyszał skrzek drzwi i ku jego oczom ukazał się mężczyzna w długim płaszczu. Stał w drzwiach i na głowie miał założony kaptur, Todd uniósł lekko brew i odezwał się zaraz.
- Witam… Pan do mnie? Golenie? – Todd’a jakoś nie poruszali upiorni ludzie, wyglądający przerażająco, no może trochę, ale starał się tego nie okazywać, a poza tym dziś i tak był już zmęczony i było mu wszystko jedno. A zaraz przemówił ochrypły głos właściciela płaszcza.
- Dzień dobry.. a może dobry wieczór? Nieważne. Nie, znaczy tak.. do pana.. Ale nie skorzystam z Pana usług.. zapuszczam brodę.. Mam dla Pana propozycję.. – Todd spojrzał na mężczyznę, na którego mało padało światło z zakładu, poza tym kaptur zakrywał jego twarz i nie za bardzo go mógł dostrzec, ale tez nie podchodził bliżej, dla własnego bezpieczeństwa.
- Propozycję? Chce mi Pan coś sprzedać? To ja bardzo dziękuję, ale nie jestem zainteresowany.. – Mężczyzna spojrzał po zakładzie golibrody kątem oka, zaraz zlustrował Todd’a i odparł podchodząc nieco bliżej, gdy Todd czyścił brzytwę. A raczej robił to celowo, by przybysz może lekko chociaż dygnął na jego narzędzie pracy.
- Nie, nie przeszedłem tu sprzedawać. Tylko zaproponować Panu coś.. a raczej poprosić Pana o coś i liczę, że Pan mi nie odmówi… - Golibroda na chwilę przerwał czyścić brzytwę i spojrzał na przybysza zbliżając się do niego o dwa kroki raptem.
- Prosić? A o co? – Sweeney w razie czego w gotowości miał do użycia brzytwę, bo miał wrażenie, że może to ten człowiek wysłał tego anonima listownego? Skoro jechał teraz po tak cienkim lodzie to co mogło jeszcze się wydarzyć? Na dworze już było ciemno, do tego ten deszcz i wiatr sprawiał wrażenie, że było jeszcze bardziej mrocznie. Nieznajomy spojrzał na Todd’a i zaraz wyjął z kieszeni płaszcza kartkę, która nie była już najlepszej jakości.
- Tak. Chciałbym, by wyświadczył mi Pan przysługę… Wiem, że to nietypowe… Ale czy, wyświadczyłby mi Pan przysługę? Mój wuj, jest chory, nie rusza się z domu, z zamku właściwie.. bo tam mieszka.. Jest już stary. Sentymentalny, rozumie Pan, a poza tym od lat, nie rusza się z domu, jest niepełnosprawny, nie chce opuszczać posiadłości, boi się obcych miejsc.. odkąd.. – Na tych słowach mężczyzna przerwał i zaraz nieśmiało podał złożoną kartkę Todd’owi, który niepewnie ją przejął i przewiesił ręcznik przez ramię.
- A co ja miałbym zrobić, ogolić Pańskiego wujka..? Nie rozumiem.. – Todd roztworzył kartkę, na której był podany adres i dziwny znak jak z rodowej papeterii, co go nieco zastanowiło, kiedy widział na niej wydrukowanego nietoperza z rodowym znakiem i nazwiskiem.
- Tak, może to brzmi banalnie.. ale Mój wuj obchodzić będzie za pięć dni setne urodziny i chciałby wyglądać dobrze, dlatego jestem tu.. żeby najlepszy golibroda z Londynu uczynił ten dzień dla niego lepszym, samopoczucie, poza tym wuj chciałby wyglądać jak za młodych lat. Wuj jest hrabią, ja wiem że to już w sumie sto lat.. cudowny wiek, ale kto zabroni mu wyglądać jak na to zasługuje.. Na kartce podałem adres, gdyby Pan się zdecydował, ja zapłacę za Pana posługę każdą cenę… To nie gra roli, rolę gra to, czy zgodzi się Pan na ten czyn… Nie musi Pan odpowiadać teraz, wybrałem Pana bo jest Pan najlepszy, a nikt nie chcę brzytwą obchodzić się kiedy nie umie, ja nie umiem. Ale mam swojego golibrodę, dziś mój zarost jest zadbany. Ale dla wuja poszukałem kogoś kogo doceni, a Pana doceni na pewno… To jak? Do jutra, do tej samej godziny co dziś, zdecyduje się Pan? Zrozumiem jeśli Pan odmówi.. – Sweeney spoglądał na mężczyznę, nadal nie mógł dopatrzeć się jego twarzy, ale było w nim coś dziwnego i tajemniczego. Sweeney zerknął na miejscowość na kartce, jak widniała tam nazwa miasteczka, poza Londynem: Truro. Wiedział, że to nie było blisko, a droga zajmie prawie cały dzień, od świtu do zmroku, albo jeszcze dalej.
- Ładne lata. Gratuluję zatem Pana wujowi, takiego wieku. To rzadkość. Tak, rozumiem co ma Pan na myśli.. Wuj chce się poczuć jak za dawnych lat i rozumiem, że chce Pan by te urodziny były dla niego wyjątkowe…. Bo.. Mniejsza o to. Każdą cenę? Muszę to przemyśleć. – Sweeney spojrzał na mężczyznę dość posępnie, jakoś nie czuł, że zgodzi się na tą podróż tylko po to by ogolić jakiegoś staruszka. Obojętne za jaką cenę, dla niego nie było to warte zachodu, tym bardziej, że musiałby gdzieś nocować, a to mu się za bardzo nie uśmiechało, wtedy też odezwał się przybysz, jakby wyczytał myśli w jego głowie.
- Dziękuję Panu. Mam nadzieję, że rozpatrzy to Pan pozytywnie, jutro pojawię się o tej samej porze, poznać odpowiedź. O nocleg proszę się nie martwić, w zamku wuja jest dość komnat by jego wyjątkowy gość miał gdzie się przespać nim wróci do domu. – Przybysz podszedł bliżej do Todd’a i wysunął do niego dłoń w czarnej rękawiczce o złapał Todd’a za ramię jakby chciał go poklepać, ale w zamian za to ścisnął mocno jego ramię i rzekł ciszej.
- Liczę na współpracę Panie Todd. Wuj byłby bardzo niepocieszony, gdyby Pan odmówił, ja również. A tu by się nam nie podobało. W każdym razie..
Dobrego wieczoru, Panie Todd. Jutro o tej samej porze tutaj… Dobranoc. – Sweeney na ten uścisk ramienia spojrzał z taką niechęcią i mruknął cicho.
- Dobranoc. – Po czym przybysz opuścił powoli zakład Sweeney’a z takim poruszeniem płaszcza, jak Dracula, na co Sweeney podszedł do drzwi, gdy przybysz jakby zniknął zaraz? Miał wrażenie, że mu się to przewidziało, albo nieznajomy był tak szybki. Sweeney po nim zaraz zamknął zakład, przewieszając tabliczkę z napisem: „Zamknięte”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.