SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 29 stycznia 2016

Part 298.

- Jak z jakiegoś dreszczowca się urwał… Jeszcze miałbym spać w jakimś starym zamczysku, gdzie pewnie straszy… A wujcio pewnie jest jakimś Draculą.. co to ludzie nie wymyślą… Ani mi się śni, tam wybierać.. ale skoro chcesz to wiedzieć jutro, to proszę bardzo.. Coraz bardziej dziwacznych mam klientów.. A podobno to ja jestem dziwny. Przychodzi w paskudny wieczór jak upiór i myśli, że się wystraszę.. – Sweeney pokręcił głową i westchnął pod nosem, aż zabrał się za sprzątanie pomieszczenia, z mętlikiem w głowie przez ostatniego „klienta”.
W czasie kiedy Sweeney miał przybysza na piętrze, Nellie kończyła pracę na dole, klientów, też już było mniej, a właściwie byli już ostatni. Zatem kobieta miała nieco czasu, widziała jak ktoś w płaszczu wchodził na piętro, kiedy spoglądała w okno, jak i teraz kiedy ten ktoś właśnie schodził i szybko zniknął zaraz kobiecie z widoku. Wtedy i Nellie już zabierała się za zamykanie sklepu i stała bliżej okien, spoglądała na postać, która znikała we mgle, ale miała wrażenie, że była z kimś jeszcze, kto na nią czekał. A potem słyszała już cichy stukot kopyt koni i dorożkę, którą zapewne ten człowiek odjechał w ten deszczowy i dość depresyjny wieczór. Zastanawiała się kto to był i czego chciał od Sweeney’a.
Todd powoli sprzątał na piętrze, właśnie sprzątał swoje stanowisko pracy i mył powoli podłogę. Zastanawiał się skąd ten zakapturzony mężczyzna się wziął, czemu przyjechał aż do Londynu, by to jego prosić o przysługę? Jaki miał w tym cel? Golenie było aż tak ważne? Równie dobrze mógł to zrobić miejscowy. Sweeney nie był łakomy na pieniądze i zamierzał odmówić jutro mężczyźnie tą propozycję wyjazdu do Truro. Powoli kiedy Sweeney skończył sprzątanie na piętrze i jeszcze sprawdził czy wszystko pozamykał, tak powoli zszedł na parter do Nellie, która właśnie szykowała dla nich kolację, kiedy uprzątnęła nieco sklep, by mogli zająć się już swoim prywatnym życiem, niż sklepem. Gdy zobaczyła Sweeney’a gdy zszedł do kuchni, gdzie kobieta robiła naleśniki z mięsem, a przynajmniej powoli zaczynała. Sweeney dał jej całusa i zaraz odparł choć kobieta sama chciała zadać mu pytanie o tym, o czym zaczął właśnie mówić.
- Wszystko dobrze Nelie..? Zamknęłaś już sklep hm..? – spojrzał na kobietę, gdy z uśmiechem przytaknęła mu na słowa i właśnie smażył się pierwszy naleśnik.
- Miałem dziwnego „klienta”, nie chciał bym go ogolił, a chcę bym pojechał Truro… Gdzie mieszka rzekomo jego wujek, jakiś hrabia.. który właśnie będzie miał setne urodziny i z tej okazji.. ja jako.. ehm.. najlepszy golibroda w Londynie, mam go ogolić, taka propozycja.. za cenę, która nie gra roli i zapłaci ile tylko zechce.. – Sweeney powoli szykował nakrycie w ich małej jadalni by mogli zjeść kolację i mówił cały czas do Nellie.
- Nie mam zamiaru się na to godzić.. nie jestem materialistą… Wolę zarobić mniej, ale tu.. a to brzmi troszkę dziwnie..? Poza tym ten mężczyzna, nie widziałem nawet jego twarzy, nie wiem kto to.. Ale nie chcę mi się wlec przez cały Londyn inne miasta, cały dzień, albo i dłużej by dotrzeć do tej miejscowości, gdzie nigdy nie byłem.. Poza tym zobacz co mi dał.. – Mężczyzna zaraz podszedł do Nellie i podał jej kartkę, którą wyjął z kieszeni. Przejął inicjatywę nad naleśnikami, a Nellie spojrzała na zawartość kartki, i ten dziwny druk na co zmarszczyła czoło i odezwała zaraz.
- Widziałam tą osobę jak wchodziła do Ciebie, a potem wychodziła… Dość dziwna postać, miałam wrażenie, że ktoś na nią czekał na dole, a potem odjechała dorożką. Hm.. co to za rodowód, z nietoperzem..? Hrabia, naprawdę? Cóż, nie sądziłam, że ktoś taki zawita do nas, a do tego byś golił jakiegoś staruszka na jego urodziny… Sweeney zrobisz co uważasz, mimo to co do zapłaty, to niech nie będzie taki cwany i połowę zapłaci Ci nim wyruszyłbyś.. O ile się na to zgodzisz.. a jak nie, to po kłopocie. Dziwny człowiek.. Nie pokazał swojej twarzy..? Może nie lubi kiedy ktoś na niego patrzy, ludzie są różni Sweeney…  - Mężczyzna lał ciasto na patelnie, by zrobić kolejnego naleśnika, a Nellie zaraz zajmowała się nadzieniem i układała farsz na naleśniki, a potem zwijała je w koperty.
- Nie zamierzam tam jechać… Nie chcę, poza tym nie chcę Cię tu zostawiać. Zresztą nikt mnie do tego nie zmusi. Jak nie awanturnik, to jakiś dziwak, który ma się za nie wiem kogo i uważa, że pobiegnę za każdego dolara golić jego wuja… To tak banalnie brzmi… Jakby nie mógł zrobić to ktoś miejscowy.. Przychodzi jak jakiś upiór.. nie wiedziałem, czego chce i nagle mówi o goleniu wuja.. to takie dziwne. – Niebawem oboje przysiedli do kolacji, kiedy skończyli przygotowania naleśników, Sweeney jeszcze naszykował wino, które wlał do obu kieliszków. Powoli jedli kolację i rozmawiali ze sobą o dzisiejszym spędzonym dniu, śmiali się, dobrze wieczór spędzali, nawet późniejszym wieczorem pozwolili sobie na wolne tańce by rozluźnić się przed snem.
(…)
Wieczór kolejnego dnia, Todd pracował na swoim piętrze. Brakowało jeszcze pół godziny na zegarze do ukończenia pracy, w duchu chciał by koszmarny nieznajomy z wczoraj nie pojawił się tutaj już. Nellie zaś na dole pracowała, ale o dziwo dziś miała już tylko dwóch klientów na dole, którzy jedli u niej kolacje złożoną z pasztecików i szarlotki.
Tym czasem Todd powoli sprzątał swój zakład, bo o tej porze już rzadko kto przychodził i nawet zamierzał zamykać zakład godzinę wcześniej. Właśnie szykował powoli wiadro i szczotkę na kiju, by umyć podłogę, a wtedy do zakładu zawitał mężczyzna, z którym wczoraj widział się Sweeney. Todd zerknął na przybysza, gdy się odwrócił i skrzywił się widząc tą dziwną postać, która zaraz zrobiła kilka kroków do przodu i stanął naprzeciwko Sweeney’a.
- Witam Panie Todd.. Pamięta mnie Pan? Byłem tu wczoraj w sprawie, ogolenia mojego wuja w jego posiadłości.. Liczę, że rozpatrzył Pan pozytywnie moją propozycję hm? Jaka jest Pana odpowiedź. – Sweeney spojrzał na mężczyznę i wytarł zaraz dłonie w ścierkę, którą miał zaczepioną o swój pasek z narzędziami do pracy, oczywiście w pobliżu dłoni miał brzytwy, gdyż ten człowiek wydawał mu się mało przyjazny.
- Dobry wieczór Panu. Tak, pamiętam. Lecz rozczaruję Pana.. Proszę mi wybaczyć, ale nie pojadę wykonać usługi do Pana wuja… Nie jestem materialistą, nie zależy mi aż do tego stopnia na pieniądzach, bym miał.. proszę mi wybaczyć, ale robić z około 2-3 dni przerwy od moich obowiązków tutaj.. by za przeproszeniem ogolić jednego staruszka… - Odparł z pełną powagą do mężczyzny, który nie był zadowolony z odpowiedzi Sweeney’a i warknął na niego, po czym odsunął się tak jakby myślał nad czymś intensywnie i wtedy odparł choć był odwrócony tyłem do golibrody.
- Hm… rozumiem, że może to nie jest takie proste.. ale wie Pan.. Panie Todd… - Mężczyzna odwrócił się do Todd’a podszedł do niego gwałtownie i popchnął go na ścianę łapiąc za szyję i ściskając. Golibroda nie spodziewał się tego i dłonią sięgał powoli za brzytwę, ale ten zaraz odparł.
- Mój wuj, nie lubi sprzeciwu, wybrałem Pana i to Pan pojedzie ogolić mojego wuja, czy się to Panu podoba czy nie… To dobry układ, dobra przysługa. Wujowi już wiele czasu nie pozostało, a ja chcę go uszczęśliwić i robię wszystko by te cholerne ostatnie, miesiące, tygodnie żył jak należy.. I nie radzę sięgać po brzytwę Panie Todd… chyba, że chce mieć ją Pan w swoim ciele.. Hm? – Sweeney przełknął ślinę, kiedy mógł i cały czas na jego twarzy był grymas i złości i bólu jednocześnie.
- Niech Pan mnie puści.. nie jestem niczyim sługą, bym miał wypełniać czyjeś polecenia, a tym bardziej kogoś takiego jak Pan..! – Warknął, wtedy mężczyzna spojrzał na Sweeney’a i zbliżył się do jego ucha szepcząc, a na koniec uderzył go w przeponę, co spowodowało, że Sweeney zgiął się w pół i jęknął z bólu, pozostając w tej pozycji.
- Chyba, źle się zrozumieliśmy… Zrobi Pan co mówię i pojedzie do wuja.. ja tylko chcę go zadowolić, nie zadowoliłby Pan swojego, dziadka, ojca, wujka, pradziadka czy kogoś z rodziny, wiedząc, że to ostatni czas jego na ziemi? Słuchaj golibrodo.. jeśli nie pojedziesz do Truro, sprawie że na zawsze stracisz zdolność wykonywania tego zawodu.. A rączki by się przydały, prawda..? – Sweeney spoglądał na mężczyznę, teraz bardziej widział jego twarz, wyglądał mało przychylnie, a do tego jeszcze raz uderzył Todd’a, niczym jakby wpadł w jakiś szał, bo pobił Sweeney’a kolejnymi ciosami, że Sweeney w rezultacie siadł przy ścianie, opierając się plecami o mur. Nawet nie miał okazji i szansy się obronić.
- Tak Pan rozwiązuje problemy? Jeśli ktoś na coś się nie zgadza zostaje pobity i zmuszony do wykonania czegoś? – Zakasłał i powoli próbował wstać, mimo że czuł się obolały i przychodziło mu to z niemały trudem, a po chwili dodał.
- Jeśli uderzy mnie Pan kolejny raz, to wtedy już nie będzie to zależało od Pana gróźb czy pojadę, czy nie, ale ode mnie, bo nie będę w stanie. – Te głosy i wcześniejszy rumor słyszała stłumione Nellie, zastanawiała się co się dzieje na górze, ale nie mogła od tak pójść na górę, kiedy jeszcze nie wyszli ostatni klienci, na szczęście szykowali się do wyjścia.
A tym czasem przybysz zbliżył się do Todd’a podniósł, a zaraz popchnął na fotel pracowniczy Todd’a i znalazł się za nim, gdzie groził Todd’owi nożem od listów? Tak widział, niczym jak Turpin, który go zranił takim nożem.
- Tutaj to nie Pan rządzi, może w swoim fachu, ale nie kiedy tu jestem. Jasne? Pojedzie Pan do mojego wuja, czy się to Panu podoba czy nie, tak trudno spełnić prośbę starca, który niemal stoi nad grobem? To mój kochany wujek, a Pan nie popsuje ostatnich dni jego życia. – Todd zastanawiał się co tak zależało mężczyźnie na tym goleniu wujka? Wujek nie potrafił jak i jego siostrzeniec przyjąć do wiadomości odmowy? Nie rozumiał tego. A do tego Nellie już zamknęła sklep i spoglądała nieco na schody, którymi zawsze schodził do niej Todd, po chwili podeszła do schodów i zawołała mężczyznę, ale z takim zapytaniem.
- Sweeney? Kochanie..? Wszystko w porządku? – Zmarszczyła czoło i westchnęła pod nosem, zamierzała jeszcze tylko sprzątnąć tu kilka stolików i zajrzeć na górę do mężczyzny, gdyż odpowiedzi nie dostała, co ją nieco zaniepokoiło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.