SCM Music Player.

Bohaterowie.

piątek, 19 lutego 2016

Part 304.

Przede wszystkim żałowała, że nie zabrała ze sobą cieplejszych rzeczy i większej ilości lekarstw, lecz raczej nie spodziewała się aż takich niespodzianek pogodowych. Z drugiej strony nie mogła też być przygotowana na wszystko, skoro miała ze sobą zaledwie dwie torby spakowane dyskretnie, lecz i tak w obecności Sweeney'a. Mimo wszystko czuła, że całą tą wyprawę przyjdzie jej odchorować.
W siedzisku naprzeciw Nellie zaczęła pojawiać się woda, widocznie pojazd nie był tak szczelny jak powinien być i kobieta zastanawiała się nad tym ile jeszcze pozostało czasu na dotarcie do celu. Nie mogła raczej teraz zapytać o to woźnicy, bo pewnie wychylając głowę przez okno dostałaby w nią gałęzią albo czymkolwiek innym. Jedyne co mogła zrobić to uzbroić się w cierpliwość.
Po kolejnych trzech godzinach jazdy wreszcie dojechali do Truro, a woźnica zatrzymał się by spytać pasażerki gdzie dokładniej ma ją wysadzić z całym bagażem, bo takowych informacji jeszcze nie posiadał.
- Hm.. spokojnie.. może pani jeszcze trochę pospać, ale chciałbym dowiedzieć się gdzie kończymy trasę.. Wie pani, to dość specyficzne miasto i wolałbym dowieźć panią pod sam dom ciotki.. Bo nie chciałbym mieć nikogo potem na sumieniu. - Po mężczyźnie widać było że jest zmęczony i na pewno spędzi noc w mieście lub jego okolicach, a teraz chciał w miarę możliwości szybko zakończyć podróż. Nellie znów się zdrzemnęła, bo nocne warunki i ogólne znużenie zdecydowanie temu sprzyjały, więc chwila minęła zanim pomyślała co odpowiedzieć skoro żadnej ciotki tak naprawdę nie było.
- Poprosiłabym pana o dojazd w okolice zamku hrabiego.. niedaleko od tego miejsca mieszka moja rodzina. Dziękuję za troskę, ale znam to miasto i chyba sobie poradzę sama. Na miejscu się rozliczymy. To już niedaleko.. - Kobieta uśmiechnęła się do staruszka i nieco przetarła oczy będąc już konkretnie zmęczona jazdą. Na myśl, że musiała jeszcze znaleźć sobie nocleg w tym tajemniczym miejscu, jeszcze bardziej się wszystkiego odechciewało.
Gdy mężczyzna otrzymał potrzebne informacje, zamknął drzwiczki dorożki, zajął swoje miejsce i po chwili znów jechali. Pani Lovett zbierała do swej torebki wszystkie niezbędności, które znalazły się poza nią i nieco poprawiała swój wygląd, by w hotelu nikt się jej nie przeraził.
Po upływie około dwudziestu minut dorożka zatrzymała się, Pani Lovett zabrała wszystkie swoje rzeczy i wysiadła rozglądając się niezbyt pewnie po okolicy. Sięgnęła do portfela po drugą część zapłaty dla woźnicy po czym rozstała się z nim. Poczuła w tym momencie zarówno ulgę i niepokój. Było późno i spacerowała po pustym mieście, co nie sprzyjało zbyt pozytywnym emocjom. Całe szczęście niedaleko od miejsca w którym wysiadła, dostrzegała większy budynek a obok niego reklamę informującą, że ta oto budowla chętnie ugości każdego przybysza. Nellie zatem wzięła głęboki wdech i udała się w tym kierunku. Mimo, że ludzie już o tej porze nie spacerowali po ulicach, czuła się z każdej strony obserwowana. Może były to zwykłe urojenia i podświadomość, ale nie czuła się z tym dobrze.
Znajdując się wreszcie w rejonie hotelu, poczuła się nieco pewniej. Ulga przyszła kiedy znalazła się w środku i podeszła do recepcji. Przynajmniej nie czuła się teraz kompletnie sama na tym pustkowiu będącym końcem Truro. W dalszych krańcach można chyba było tylko znaleźć zamek tego podejrzanego człowieka.
- Dobry wieczór panu. Mam nadzieję, że są jeszcze wolne pokoje, hm? Przyjechałam z dość daleka.. Mam za sobą cały dzień podróży i liczę na odpoczynek.. - Lovett postawiła swój bagaż na podłodze i zwróciła się do mężczyzny w wieku średnim, zdającego się być jedyną osobą o tej porze - niedalekiej północy, czuwającą nad tym miejscem.
- Witamy panią serdecznie w hotelu Happy. Miejsca oczywiście są i czekają tutaj na nowych gości. Szczerze mówiąc nie ma tutaj zbyt wielu turystów aktualnie, to nie sezon by miejsc było brak.. Z daleka? A skąd? Muszę przyznać, że samotna kobieta o tej porze, w takim miasteczku jak to.. dość rzadki widok. Lecz zawsze miły dla oka. Na ile dni zamierza się pani tutaj zatrzymać? - Recepcjonista starał się zagadywać swoją klientkę, ożywił się na jej widok kiedy tylko zobaczył ją w drzwiach. Mówił niestety trochę za dużo, co było dość uciążliwe dla zmęczonego człowieka i Nellie chciała się go pozbyć jak najszybciej.
- To dobrze, cieszę się, że miejsca są. Nawet bardzo się cieszę. Przyjechałam z Londynu, to kawałek stąd.. Samotna? Och proszę nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Zresztą nieważne.. Chciałabym jak najszybciej się odświeżyć i iść spać.. Czy mogłabym poprosić klucz do pokoju? Właściwie wezmę taki z podwójnym łóżkiem, będzie mi się lepiej spało niż na pojedynczym. Mam coś podpisać? Zamierzam tutaj zostać dzień, dwa.. to wszystko jeszcze się wyklaruje. Gdyby też ktoś.. dołączył do mnie nie byłoby to problemem, skoro pokój jest dwuosobowy, prawda?
- No tak, rzeczywiście.. kawałek.. Już daję kluczyk, do jednego z naszych lepszych pokoi w prezencie za trudy długiej podróży. To prezent na powitanie. Proszę jedynie podpisać się w tym miejscu, a wszystkie inne formalności załatwimy jutro. Byłby to problem jedynie w wypadku jednoosobowego pokoju. Jednak skoro opłata pobierana jest za większy pokój, drugie miejsce jest do dyspozycji. - Nellie uniosła brew na słowa pracownika hotelu, na jego niebywałą uprzejmość, podyktowaną zapewne chęcią otrzymania napiwku za wysiłek. Podpisała swoim imieniem i nazwiskiem dowód zajęcia przez siebie pokoju i wreszcie otrzymała klucz. Kierowała się już do schodów, choć wtedy recepcjonistę natchnęło na bycie dżentelmenem i pomoc kobiecie we wniesieniu bagażu. Było to miłe, choć z pewnością wolałaby gdyby mówił mniej i nie oprowadzał jej po pokoju jakby był jakimś wielkim królewskim apartamentem.
- Dobrze.. już dziękuję za wszelką pomoc.. Wszystko zrozumiałam. Dobrej nocy panu życzę. - Niemal zamknęła mu drzwi przed nosem, po czym przekręciła klucz w zamku ciesząc się, że wreszcie po wszystkim i może w końcu zająć się sobą.
Po rozpakowaniu części zabranych rzeczy, wzięła gorącą kąpiel i oddała się rytuałom wieczornej toalety. Tego dnia mogła pozwolić sobie na dłuższe zajęcie się sobą, zwłaszcza że nie wiedziała dokładnie co przyniesie kolejny dzień, a kąpiel i choćby nakremowanie ciała były odprężającymi zajęciami. Przed snem obserwowała okolicę przez okna i choć było ciemno, miała wrażenie że w pewnym miejscu dostrzega budynek na kształt zamku. Całkiem możliwe, że to po prostu wyobraźnia płatała już figle o tej porze i zamierzała się przyjrzeć temu z rana.
- Sweeney, Sweeney.. mam nadzieję, że jesteś już w tym miejscu.. Choć sama nie jestem pewna czy chcę żebyś tam był, lecz chyba to lepsze niż kolejne godziny w tej ponurej dorożce.. Czuję skutki tej podróży we własnych kościach.. Mam nadzieję, że dotarłeś bezpiecznie.. i nie dzieje się tam nic okropnego.. jesteś cały i zdrowy.. Wierzę, że niebawem się zobaczymy.. inaczej naprawdę tutaj zwariuję..
Pani Lovett niemalże z bólem serca myślała co teraz może się dziać z jej mężczyzną. Pragnęła go wydostać z tego chorego interesu i już nigdy nie puszczać w takie miejsce. Obiecała sobie, że jeśli jeszcze raz pojawi się taka oferta wyjazdu i wykonania usługi dla jakiegoś starca, osobiście zabije wysłannika, który przyniesie o tym wieści. Osobiście, bronią którą kiedyś sama kupiła i która zresztą znajdowała się w torbie obok łóżka. Sweeney już więcej nie mógł pozwolić sobie na takie szantaże i dni pełne stresu przed nieznanym.
Póki co zażyła leki na odporność, lecz i ziołowe, które pozwoliły jej szybciej usnąć i dzięki temu zbierać siły na kolejny dzień.
W czasie gdy Lovett docierała do hotelu, Sweeney był już prawie na miejscu. Nieco przesunęło się jego dotarcie, z racji że zamek usytuowany był na dość sporym wzgórzu, a konie po tak długiej trasie nie były już pełne sił jak na samym początku podróży. Zanim zwierzęta wraz z ciężkim pojazdem wdrapały się na miejsce należało zrobić kilka przymusowych przystanków. Sweeney podczas pierwszego z nich wyszedł zirytowany z dorożki.
- Co do cholery znów się dzieje?! Dojedziemy tam dzisiaj, czy za miesiąc? Bo w tym tempie chyba za miesiąc. - Golibroda westchnął ciężko już nie wiedząc co począć w tej sytuacji. Zmęczenie, głód, strach też przyczyniały się do jego wyjątkowo złego nastroju i w pewnym momencie miał ochotę na własnych nogach dotrzeć do celu niż marnować kolejne minuty na postój, kiedy marzył jedynie o tym by położyć się i spać.
- Chyba widzi pan w jakim stanie są konie.. One też potrzebują odpoczynku. Samemu raczej nie radziłbym się wybierać.. Jeszcze się pan zgubi, a w lesie zamieszkują wilki i inne stworzenia żądne krwi.. - Woźnica patrzył na niego w dziwny sposób, z przewagą. Ewidentnie wiedział na temat tego miejsca, całej intrygi i tego co miało się zdarzyć Todd'owi dużo. Miał jakiś dziwny błysk w oku, który każdego mógłby przerazić.
- Tak czy inaczej jestem zmęczony.. i chciałbym wreszcie dotrzeć na miejsce.. jedziemy jakieś trzynaście godzin i każdy człowiek, nie jakiś mutant miałby tego dość.. - Sweeney wsiadł do środka rozdrażniony całą sytuacją i zachowaniem tego człowieka. Za kilka minut dorożka ruszyła, choć konie nie jechały tak dużą prędkością jak wcześniej. Zdarzył się jeszcze jeden postój, lecz zamek był już wyraźnie widoczny. Miejsce odizolowane od reszty miasta i niedostępne dla zwykłego mieszkańca. Pokonali wysoką bramę, po której zamknięciu człowiek czuł się jak złapany w pułapkę. Pojazd zatrzymał się wreszcie ostatecznie niedaleko wejściowych drzwi po których bokach zawieszone były płonące pochodnie. Todd rozejrzał się po całym tym obiekcie. Był lekko mówiąc przerażony, ale nie zamierzał tego okazywać, starał się być opanowany. Woźnica pomógł mu z bagażem i w końcu znaleźli się przed drzwiami, uderzając w nie kołatką by dać znać komuś wewnątrz o przybyciu gościa. Nie potrwało to długo, zanim drzwi otworzyły się i ukazał się w nich służący hrabiego widocznie przygotowany. Wymienił się porozumiewawczym spojrzeniem z woźnicą i wpuścił golibrodę do środka.
- Panie Todd! Nareszcie! Zapraszam! Jest coś czego sobie pan życzy na ten moment? Przede wszystkim zapraszam na późną obiadokolację..! Poproszę płaszcz.. i wszelki bagaż.. - Pomógł gościowi zdjąć odzież wierzchnią i zakręcił się gdzieś na chwilę z torbami. Sweeney z lekko otwartymi ustami spoglądał na wnętrze domu hrabiego. Było pełno obrazów w złotych ramach, zbędnych figurek, szabli, rekwizytów z polowań.. Wszystkiego było pełno, z wyjątkiem rzeczy, które naprawdę miałyby jakiś styl. Kiedy służący znów się zjawił, zaprowadził go do jadalni, gdzie czekał na niego dziwnie długi stół, z dwoma krzesłami po przeciwnych stronach. Tylko jedna była zastawiona, więc raczej miał jeść w samotności. Mężczyzna odsunął Todd'owi krzesło i dopasowywał je kiedy golibroda siadał. Jego kolejnym krokiem było zapewne udanie się do kuchni, bo na stole powoli zaczęły pojawiać się rozmaite potrawy. Sweeney przez chwilę pomyślał z obawą o całym tym jedzeniu, ale patrząc na to z drugiej strony nie mógł we wszystkim doszukiwać się podstępu. Został przywitany wybornymi daniami, jak na dalekiego gościa przystało. Służący jak na razie nie wydawał się kimś podejrzanym, a wręcz był na każde skinienie przybysza. Póki co nie dając po sobie poznać zamieszania w podły plan.
- Hrabia niestety już śpi, choć nie mógł się pana doczekać.. Ale jutro się pan z nim zobaczy.. z pewnością.. Po posiłku oprowadzę pana po zamku.. albo nie.. na pewno jest pan zmęczony, panie Todd.. Pokażę jedynie pokój, chyba że jeszcze będzie pan miał jakieś prośby.. Chętnie ich wysłucham. - Wpatrywał się w jedzącego Sweeney'a z dziwną intensywnością. Mimo iż myślał, że będzie jadł sam ten człowiek ciągle stał niedaleko jakby naprawdę czekał na rozkazy. Do tego ciągle o czymś mówił, że golibroda zaczynał odnosić wrażenie, że spełniłby różne jego zachcianki gdyby tylko czegoś sobie zażyczył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.