SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 20 lutego 2016

Part 306.

Noc wcale nie należała do tych przyjemnych. Mimo zdecydowanie większego komfortu w porównaniu do Sweeney'ego, Nellie budziła się kilka razy w nocy przez senne koszmary. Śniło się jej, że Todd ma kłopoty i to dość poważne. Nawet biorąc pod uwagę, że były to tylko sny, czuła że coś jest na rzeczy i obudziła się z większą motywacją do działania, ale i zarazem z większymi nerwami. Kiedy była już gotowa, zeszła na dół, do hotelowej jadalni. Po dość szybkim śniadaniu, postanowiła zasięgnąć nieco informacji u pracowników hotelu, a właściwie tego samego mężczyzny, który wczoraj ją przyjął. Gdy do niego podeszła wydawał się być zajęty, pił kawę, lecz akurat dla tej klientki hotelu był gotów znaleźć czas.
- Witam pana.. Nie ukrywam, że mam kilka pytań i nie do końca dotyczą one hotelu. Bardzo liczę na pańską pomoc, a nie znam tutaj nikogo.. Za to jeśli pan mieszka w Truro, mogłabym dowiedzieć się dość sporo.. - Nellie rozejrzała się czy nikt ich nie podsłuchuje i przybliżyła się nieco do mężczyzny nad ladą recepcyjnego mebla. - Potrzebuję informacji o słynnym tutaj hrabim.. i o zamku, który zamieszkuje.. To dość dziwna sprawa, której nie chcę teraz rozwijać.. Ale wspomnę, że informacje te mogą komuś uratować życie, osobie bardzo mi drogiej.. Muszę działać szybko. - Na twarzy kobiety rysował się wyraz troski, nie dało się tego ukryć. Michael, czyli recepcjonista nie mógł zaprzeczyć, że widzi przed sobą kobietę, której wyjątkowo zależało na czasie i rzec
zywiście wyglądała na zmartwioną.
- Dzień dobry. Pani prośba brzmi dość poważnie.. Ale postaram się pomóc.. Mieszkam tu choć nie jestem największym pasjonatem plotek i różnych historii krążących po tym mieście.. Najlepiej będzie jeśli porozmawia pani z moim wujkiem, Barnabasem. Z tego co wiem mieszka w okolicach zamku, po zwolnieniu przez hrabiego wciąż zajmuje domek w którym mieszkał kiedy pracował. Z pewnością zna tajemnice tej mrocznej budowli i jej właściciela. Należy tam jedynie dojechać, mogę pojechać z panią. tylko muszę załatwić sobie zastępstwo. - Michael zmarszczył czoło zastanawiając się kto mógłby zająć jego miejsce na godzinę lub dwie. Przerzucił na swym biurku stertę papierów, pod którą znalazł kartkę z rozplanowanymi zmianami. Miała zastąpić go starsza kobieta, Norma, która teraz zajmowała się sprzątaniem. To zajęcie jednak mogło poczekać, skoro gości nie było zbyt wielu.
Niebawem znajdowali się już w dorożce w kierunku zamku choć nie dosłownie tam. Nellie miała z tego miejsca dobry widok na zamczysko i tym bardziej zachodziła w głowę co zrobić żeby się tam dostać. Miejsce wyglądało raczej jak forteca człowieka nie tylko chcącego pokazać swą wyższość nad resztą mieszkańców Truro, lecz miejsce w którym hrabia odizolował się od ludzi, nie musząc się z nimi konfrontować.
Gdy wreszcie dotarli do drewnianego domku wujka Michael'a, trochę to potrwało zanim mężczyzna otworzył im drzwi, lecz w końcu wpuścił ich do środka. Pokrótce wyjaśnili cel swej wizyty i Barnabas przeszedł do swej opowieści.
- Hrabia istnieje, to nie jest miejscowa legenda.. Pracowałem u niego dwadzieścia lat, potem niestety mieliśmy ze sobą mały konflikt i zostałem na lodzie.. Byłem najbliższym doradcą hrabiego, jednak w czasach jego młodości. Kiedy się zestarzał podobno przestał wychodzić ze swych komnat i stał się męczący dla służby. Jego raczej nie należy się obawiać.. - Mężczyzna zerknął w zastanowieniu przez okno z widokiem na tylną część zamku jakby konstruował w głowie informacje, które zamierzał przekazać. - Nie da się tam wejść od tak jeśli nie posiada się zaproszenia.. Znam kilka bocznych wejść, lecz chyba musiałbym wszystko rozrysować żeby miało to jakiś sens. - Barnabas sięgnął po zeszyt z którego środka wyrwał kartki. Lovett przyglądała się temu z zainteresowaniem,  licząc że naprawdę jej pomoże, choć jej myśli bezustannie kierowały się ku golibrodzie. Nie raz spoglądała przez okno równocześnie ze starszym panem.
- Hm.. byłabym wdzięczna gdyby przedstawiłby to pan graficznie.. Każde możliwe wejście, choć zależy mi najbardziej na takim gdzie nie zostanę szybko przyłapana.. Mam przy sobie broń, lecz raczej nie stawię czoła zbyt wielu osobom.. Mam jeszcze jedno ważne pytanie.. co robi się w zamku z ludźmi, którzy nie spodobali się hrabiemu?
- Z reguły zostają uwięzieni w lochach, potem wszystko zależy od wagi przewinienia. - Barnabas powoli szkicował ołówkiem, a Nellie pobladła na to co usłyszała. Czy Sweeney mógł teraz znajdować się w lochu? Nie, wolała tak nie myśleć. Przez co miałby tam trafić? Za karę zacięcia twarzy staruszka? Zacięcia się mu nie zdarzały więc wątpiła, że jej Ukochanego mogą trzymać teraz w zamknięciu choćby z tak błahych powodów. Tak czy inaczej zamierzała zajrzeć i w to miejsce. Pani Lovett obserwowała pojawiający się rysunek i słuchała instrukcji do niego.
- Pierwsze dość ryzykowne wejście znajduje się obok głównych drzwi. Jest, a przynajmniej kiedyś było bardzo dobrze zakamuflowane, wyglądało prawie jak mury zamku i trzeba było być bardzo spostrzegawczym by je zobaczyć. Korytarzami prowadzi do poziomu służby, jest skrótem dla wtajemniczonych pracowników, więc nie polecam bo szybko można zostać przyłapanym. Drugie wejście.. o tutaj.. prowadzi do piwnicy, w której znajdują się lochy, spiżarnia i sala tortur.. Łatwo można tam zabłądzić, ale za to dostać się do lochów najszybciej.. - Tu przerwał by pokazać kobiecie taki rozkład podziemi jaki pamiętał. Cele i tak stanowiły zdecydowaną część tego poziomu zamku, więc nie łatwo było tam zabłądzić. - Trzecia opcja to przejście podziemne.. Co do tego jednak jest ryzyko, nie wiem czy dalej go używają.. I to właściwie tyle, co wiem.. Minęło już wiele lat od kiedy tam nie pracuję, ale liczę że na coś jednak się przydałem..
- Oczywiście, że pan pomógł. Przynajmniej wiem jak dostać się do zamku, choć nie wiem właściwie dokąd mam zmierzać.. Coś muszę wymyślić.. Czym mogę się panu odwdzięczyć za to wszystko? - Nellie pakowała do swej torby kartki ze szkicami, a w międzyczasie starała się wymyślić jakieś podziękowanie dla tego człowieka.
- Nie potrzebuję podziękowań i honorów.. Chciałem pomóc.. Wystarczy, że będzie pani na siebie uważać i nie da się złapać. Ja osobiście będę trzymać kciuki i w razie potrzeby możecie się tutaj skryć.. - Barnabas uśmiechnął się do kobiety, a ta ucałowała jego policzek przynajmniej w ten sposób okazując swoją wdzięczność. Dzięki niemu nie miała takiej pustki w głowie jak jeszcze godzinę temu.
Zdecydowała się, że przejdzie drugim z wymienionych przez mężczyznę przejść. Warto było zacząć z tamtej strony skoro miała przeczucia, że Sweeney może się tam znajdować.
W drodze powrotnej postanowiła rozstać się z Michael'em i dorożką i udać się na małe zakupy do sklepu spożywczego. Nie musiała przecież polegać jedynie na hotelowych posiłkach. Właśnie wkładała do koszyka owoce, kiedy zza pleców usłyszała znajomy głos. Wytężyła swój słuch, nie mając zamiaru zbliżać się do tej osoby, a to co usłyszała zmroziło jej krew w żyłach i jednocześnie sprawiło, że upuściła trzymaną w dłoni pomarańczę.
- Jak tam gość z Londynu? Dobrze się sprawuje..? Wydaje mi się, że pora niebawem skończyć sprawę tego.. jak mu tam.. Todd'a.. Sędzia dobrze postąpił, że wysłał go tutaj by ostatecznie się go pozbyć.. Najlepszy golibroda w Londynie... Przecież to wszystko jedna wielka intryga.. Bernard jak zwykle górą.. - Odezwał się jeden z nich, jakby dość zadowolony z całej sytuacji w którą był wtajemniczony.
- Dobrze.. hehe..! Siedzi w celi i niezbyt wiele ma do powiedzenia.. Jeszcze kilka dni i będzie po nim.. Nareszcie, po tylu latach Turpin nie będzie musiał żyć w strachu, że Johanna dowie się prawdy.. A kiedy Todd zakończy swój marny żywot to ja zajmę się jego kuszącą Lovett.. Wreszcie będzie ją miał prawdziwy mężczyzna, a nie taka ofiara! - W głosie drugiego rozmówcy rozpoznała.. wiernego sługusa Turpina, czyli Bamforda. Była w szoku i po chwili wszystko zaczęło układać się jej w głowie. Na słowa dotyczące samej siebie powstrzymała odruch wymiotny, po czym schyliła się po owoc leżący na podłodze i założyła kaptur na głowę wiedząc, że jeśli ktoś taki jak Beadle ją rozpozna, cały plan ewakuacji Sweeney'a legnie w gruzach. Uzyskała ważne, choć podłe informacje. Od tej chwili musiała pospieszyć się ze wszystkim, inaczej skończy się to tragedią.
Dziwiło ją, że mężczyźni po prostu spotkali się by porozmawiać w takim miejscu jak sklep i wcale się z tym nie kryli. Stali nieopodal Nellie, przy regałach z kosmetykami i zupełnie nie krępowali się tematu swojej rozmowy. Kobiecie zrobiło się trochę słabo, była przytłoczona tym co usłyszała, ale nie mogła pozwolić sobie by tutaj zemdleć. Dalej robiła zakupy, choć pilnowała by nie odwrócić się twarzą do Beadle'a. Trochę to potrwało zanim gadatliwa dwójka opuściła sklep i dopiero wtedy Pani Lovett przestała chodzić ukrywając się przed nimi, zrzuciła kaptur i udała się w stronę działu z rzeczami przydatnymi w kuchni. Nie zamierzała oczywiście gotować w swoim pokoju, a kupić nóż, który miał być po prostu bronią. Wybrała również wielofunkcyjny scyzoryk, który na pewno mógł pomóc w otwieraniu celi. Liczyła, że te dwie rzeczy łącznie z pistoletem będą pomocne i upewniając się, że ma już wszystko czego potrzebuje, udała się do kasy. Do hotelu miała z tego miejsca niedaleko. Dotarła w sam raz na porę obiadową, lecz póki co nie miała apetytu. Nie po tym wszystkim co usłyszała. Towarzyszyło jej zbyt wiele emocji by skupiać się teraz na sobie.
Nellie przysiadła na łóżku i złapała się rękoma za głowę, jakby nie chciała uwierzyć że to wszystko dzieje się naprawdę, nie jest jakimś strasznym snem z którego niebawem się oboje obudzą.
- Czemu musieliśmy wpakować się w takie tarapaty.. eh.. Jak mam Cię stamtąd wydostać i nie dać się złapać.. Muszę to wszystko dokładnie przemyśleć, a może poprosić Michael'a o pomoc.. Nie, on i tak już wiele dla mnie zrobił.. Dzisiaj pozostaje mi wszystko dopracować.. potem zacząć działać.. Chciałabym móc się z Tobą skontaktować Sweeney.. Lecz jak? Nie mam pojęcia..
Gdy Nellie zastanawiała się w jaki sposób odbić mężczyznę z zamku, bez popadania w większe tarapaty on niestety nie miał innego zajęcia oprócz leżenia na łóżku polowym i rozmyślania jakim cudem może wydostać się z tego miejsca oraz żałowania, że nie zabił wysłannika Turpina w Londynie. Nie mógł sobie wybaczyć, że tak łatwo dał się złapać w pułapkę sędziego kiedy powinien uważać na każdą zasadzkę z jego strony. Na każde podejrzane działania. Poprzedniego dnia nie zdawał sobie całkowicie sprawy z beznadziejności swego położenia, ale dziś.. to zupełnie co innego. Noc w tym zimnym, ponurym lochu doskonale go uświadomiła. Był sam na jakimś podejrzanym odludziu, nikt nie spieszył mu na pomoc, a Turpin już pewnie wydał na niego wyrok śmierci.
Do zamkowego więzienia wkrótce wkroczył Ernest, niosąc Todd'owi chleb i wodę, co miało utrzymać go przy życiu.
- Skończyły się niestety wytrawne dania.. Ja nic do Ciebie nie mam, Todd.. Wykonuję tylko rozkazy.. Niedługo pojawi się tu Beadle.. - Mężczyzna wsunął przez kraty przyniesione przez siebie rzeczy i przyglądał się więźniowi ze złośliwym uśmiechem.
- Dość mam tego gadania, że nic do mnie nie masz.. Skończ z tym pieprzeniem, bo kiedy stąd wyjdę też nie będę właściwie nic do Ciebie mieć, ale przy okazji poderżnę Ci gardło.. Ty łasa na pieniądze Turpina szumowino..! - Golibroda migiem podniósł się i wyciągnął rękę do Ernesta przez kraty, próbując dosięgnąć jego szyi. Tamten jednak był szybszy i odsunął się do tyłu, ratując się tym samym przed złością więźnia.
- Radzę uważać na słowa.. Każdy Twój ruch jest obserwowany.. Aha.. nie licz, że się stąd wydostaniesz. Pogódź się z myślą, że zgnijesz w tym miejscu. - Służący zaraz opuścił lochy, a zamiast niego pojawił się wspomniany Bamford. Sweeney starał się ignorować jego słowa. Nawet całkiem dobrze mu to wychodziło, do momentu kiedy Beadle zaczął wspominać o Pani Lovett.
- Witam naszego szanownego gościa w tym pięknym dniu..! Jak się trzymasz Todd? Liczyłeś pewnie na inne wygody, ale tymi też powinieneś się cieszyć.. Właściwie powinieneś się cieszyć, że jeszcze żyjesz.. Ciągle coś ci się przytrafia.. biedny Sweeney.. Dlatego może skrócenie Twoich ciągłych porażek nie będzie aż tak straszne, co? Nie martw się, zajmę się Panią Lovett.. Pewnie na początku, po Twojej śmierci będzie potrzebowała pocieszenia.. Spokojnie, znajdzie je u mnie.. - Bamford chciał trochę podrażnić Todd'a i wyraźnie udawało mu się to.
- Przymknij ten obrzydliwy ryj człowieku.. A do Nellie się nie zbliżysz.. nie wiesz, że ona tobą gardzi? Tak samo jak Turpinem? Jest tysiąc razy sprytniejsza od ciebie idioto.. To nie twoja półka, jesteś dla niej zerem.. Nie radzę nawet zbliżać ci się do jej sklepu.. - Sweeney mierzył się z tym idiotą o groteskowej posturze. Gdyby nie te kraty załatwiłby go na miejscu.
- Zabronisz mi? Nie obronisz jej kochaneczku będąc tutaj.. Tak samo jak nic nie poradziłeś kiedy zajęliśmy się Twoją żoną.. a Nellie jest jak kuszący cukiereczek.. Wyobrażam sobie jak dobra musi być w łóżku.. - Beadle wyszczerzył swoją twarz w uśmieszku, ukazując wszystkie popsute zęby, lecz długo on nie potrwał. Bamford był tak skupiony na rozdrażnieniu golibrody, że jego refleks gdzieś zniknął i jego szyja została zamknięta w uścisku dłoni rozwścieczonego Todd'a.
- Jak śmiesz.. Ty obrzydliwy zboczeńcu.. Wara ci od Nellie.. i mówienia o Lucy.. Zabiję cię jak tylko wyjdę z tego cholernego lochu.. przekonasz się..! - Ścisnął jego szyję tak mocno, że Beadle zrobił się czerwony na twarzy i z trudem łapał oddech. Przytrzymał go tak dłuższy moment, by poczuł ból za wszystkie swoje fantazje. Kiedy puścił, odsunął się do wnętrza celi.
- Pożałujesz tego.. Zobaczysz..! - Bamford po chwili zniknął z lochów, dotykając szyi, a Sweeney przechodził się po swojej celi opanowując złość jaka w niego wstąpiła. Jego przyszłość w tym miejscu nie malowała się dobrze, póki co szanse ucieczki były zerowe, a on pozostawiony samemu sobie zaczynał coraz bardziej wariować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.