SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 28 lutego 2016

Part 310.

Kobieta w dalszym ciągu przeszukiwała pęk kluczy w poszukiwaniu tego jednego, właściwego. Jednak była wstrząśnięta widokiem Sweeney'a w takim stanie i trzęsły jej się ręce, co utrudniało poszukiwania. W końcu schowała klucze do kieszeni i strzeliła w zamek rewolwerem, w wyniku czego cela została otwarta. Golibroda aż podskoczył na dźwięk broni, ale powoli zaczynało do niego dochodzić, że ratunek wreszcie nadszedł.
- Jestem tutaj Kochanie.. To nie sen, nie przywidzenia.. Wyjechałam do Truro od razu za Tobą.. Miałam zbyt złe przeczucia.. Sweeney, co oni z Tobą zrobili.. - Kobieta dotknęła jego policzka i z niepokojem przyjrzała się zranieniom na twarzy, pozostałej tam krwi czy opuchniętemu oku. Jednak bardziej martwiła ją rana na boku. Wciąż sączyła się z niej krew i wyglądało na to, że trzeba będzie ją zszyć by nie wdało się tam nic poważniejszego. Póki co nie mogła pozwolić na dalszy upływ krwi, więc po odsłonięciu ciała, umieściła w zranionym miejscu jałową gazę przyklejoną plastrami, by chociaż w jakimś stopniu zabezpieczyć ranę. - Musimy się stąd jak najszybciej wydostać.. do hotelu, tam mam wszystkie niezbędne rzeczy, które Ci pomogą.. Teraz żałuję, że nie przyszłam tu wcześniej..
- Kolejny raz mnie ratujesz.. Jak głupi chciałem tutaj jechać sam.. A gdybyś nie przyjechała Turpin pewnie wysłałby mnie pocztą w kawałkach.. Jestem beznadziejny, kolejny raz jak ostatnia ofiara.. - Sweeney zacisnął zęby, kiedy kobieta dotknęła okolic rany i wytężył zdrowe oko w spojrzeniu na ukochaną. Podziwiał ją za cały ten wysiłek, którego podjęła się dla niego.
- Nie opowiadaj mi tutaj takich bzdur Sweeney.. Nie wiedziałeś, że coś takiego będzie mieć miejsce.. Wszystko będzie dobrze, musimy się tylko stąd wydostać.. - Nellie pomagała podnieść się mężczyźnie, choć widząc jak ciężko mu to idzie zaczęła się zastanawiać nad wizytą w szpitalu. Określenie pobity było tutaj zdecydowanie zbyt małe, był skatowany. Wiedziała też, że muszą znaleźć jakiś transport do hotelu, bo na pewno nie przeszedł by takiego odcinka o własnych siłach. Todd wspomagał się przy wstawaniu rękoma o ścianę, a kiedy udało mu się stanąć całkowicie na nogi, Pani Lovett wyciągnęła z torby nóż i wręczyła go mu, na wypadek starcia z nieprzyjaciółmi.
- Widzę, że masz tutaj brzytwę, ale to jest ostrzejsze.. - Spojrzała w jego oczy, po czym zbliżyła się do ust mężczyzny, by złożyć na nich choć krótki pocałunek. Sweeney mniej zranioną ręką dotknął jej włosów. - Jestem tutaj i wspólnie damy radę.. - Niestety chwila czułości w tym ponurym miejscu została zakłócona przez Turpina i Bamforda, którzy wrócili by ostatecznie rozprawić się ze znienawidzonym golibrodą. Sędzia na sam widok otwartej celi zmrużył oczy, był zaszokowany tym widokiem, że ktoś najwyraźniej pomógł jego więźniowi. Kiedy zobaczył kto znajduje się w celi nie krył swego zdziwienia. Tej charakterystycznej burzy loków nie dało się pomylić z nikim innym.
- No, no, no..! Proszę, chwilę mnie nie było a tu już taka niespodzianka.. Gołąbeczki znów razem..? A może londyńska para dziwaków po przejściach.. W takim razie mamy kolejny kłopot, co zrobić z Panią Lovett.. przecież nie wypuścimy jej, kiedy zna tajemnicę, prawda Beadle? Choć pamiętam, że niedawno Ty chciałeś się nią zaopiekować.. Ja właściwie też mógłbym się do tego przyłączyć.. Mamy jakiś dziwny zwyczaj skłonności do partnerek Todda, nie sądzisz? - Bernard zwrócił się do swojego sługusa, który wyszczerzył żółte zęby w uśmieszku, którym stale obdarzał swego szefa jakby był to gest przyklejony do jego twarzy. Nie czekając na odpowiedź Bamforda, skinął do niego głową porozumiewawczo, po czym ten ruszył w kierunku kobiety. Nellie oczywiście była przygotowana na taką sytuację, pewnie mieliby zbyt wielkie szczęście gdyby nie pojawiła się tutaj ta para idiotów. Odwróciła się do zmierzającego w jej kierunku Bamforda, osłaniając golibrodę i wymierzyła w niego pistoletem.
- Jeszcze krok Bamford.. Nie będę żałować na ciebie kuli.. Spróbuj tylko drasnąć ciało Sweeney'ego.. a mocno pożałujesz.. - Wyglądała na dość pewną siebie, chociaż serce kobiety biło jak oszalałe przy świadomości zbliżającego się oddania strzału do człowieka, nawet takiego jak on.
- Co taka osoba jest w stanie mi zrobić.. Hm.. Kobieta.. Nie odważysz się nawet strzelić Lovett.. Widzę, że kręcą cię takie niebezpieczne sytuacje.. ale możemy to wykorzystać w zupełnie inny sposób.. Sędzia może pochwalić się ciekawą kolekcją zabawek, które na pewno ci się spodobają.. Fajnie się zabawimy w Londynie, zobaczysz.. - Mężczyzna jednak dość lekceważąco podszedł do słów Nellie i wciąż zbliżał się do niej, tylko nieco zwolnił. Turpin roześmiał się na słowa Beadle'a, a Sweeney szepnął na ucho kobiecie żeby nie krępowała się ze strzałem, chociaż było mu coraz gorzej i ledwo trzymał się na nogach.
- Albo ją dorwiesz, albo nie dostaniesz w tym miesiącu zapłaty Beadle..! - Wściekał się Sędzia na nieumiejętność podwładnego, któremu tutaj dał pole do popisu.
Golibroda czekał na odpowiedni moment by zbliżyć się do Bernarda i załatwić go tak, by mogli wreszcie wydostać się z mrocznego zamczyska.
Pani Lovett przeszła do czynu i zaskakując przeciwnika, uszkodziła mu udo, na co nieco go odrzuciło do tyłu i upadł chwytając się za zaczynające obficie krwawić miejsce. Kula ominęła tętnicę, choć było ku temu blisko.
- Dalej we mnie wątpisz obrzydliwy szczurze..? Pamiętasz jedną ze swoich wizyt w tutejszym sklepie? Całe szczęście byłam tam, słyszałam wszystko co mówisz.. I wiesz co, dziękuję ci za wszelkie niezbędne informacje, które mnie tutaj doprowadziły.. Ktoś jednak pokrzyżował wam plany.. - Nellie tym razem postawiła na własną siłę i energicznymi ruchami kopnęła Beadle'a w krocze i splot słoneczny, co wyłączyło go z gry na kilkanaście minut. Turpin tym razem nie wytrzymał i zamiast dalszego stania w miejscu, znalazł się przy kobiecie wraz ze swoim nożem, którym wcześniej ranił golibrodę i wykorzystując jej chwilowy brak skupienia szarpnął jej rękę i przyciągnął do siebie, przystawiając ostre narzędzie do szyi. Szepnął do ucha kobiety, a następnie zwrócił się do Sweeney'a.
- Jeden podejrzany ruch i poderżnę ci gardło.. I co teraz Todd? Co zrobisz nieudaczniku.. Nawet nie masz siły żeby ją ratować, co? Szkoda.. - Nellie syknęła na coraz bardziej dociskany do szyi nóż, a zaczęło być to bardziej niepokojące kiedy wyczuła przerwanie skóry. Zerknęła w kierunku Todd'a, który podniósł się z łóżka polowego, zbierając się do ataku.
- Skoro tak bardzo chcesz dorwać mnie to proszę nie angażuj w to kobiety.. Chyba, że stałeś się rodzajem takiego zera, które jest w stanie ją skrzywdzić.. Lecz wtedy obiecuję Ci, że nawet gdybym miał tutaj zginąć odwdzięczę się za jej każde zadrapanie.. - W jednej ręce miał swoją brzytwę, a w drugiej nóż. Zbliżył się w końcu do Turpina na tyle by szepnąć mu jeszcze do ucha. - Puść ją.
Bernard w końcu opuścił nóż i odepchnął Lovett od siebie, że aż prawie potknęła się o wciąż użalającego się nad sobą Beadle'a. Mężczyzna złapał ją za suknię i choć próbowała się wyrwać z tego uścisku, Bamford wykorzystał materiał by się dzięki niemu podnieść.
- Z tobą jeszcze nie skończyłem.. - Mężczyzna jednak nie był tak przygotowany na to co się tu wydarzy, na pewno nie jak Pani Lovett. Nie zabrał ze sobą nawet noża, wiedząc że to Bernard skończy z Todd'em. Miał więc do dyspozycji jedynie własną siłę - i tak już nieco pomniejszoną przez ból.
- Za to ja zaraz z tobą owszem.. - Odepchnęła go od siebie z całej siły na kraty celi, które były tak słabą konstrukcją, że poluzowały się i na ciężar otyłego Beadle'a poleciały do tyłu razem z nim, co zakończyło się jednym wielkim bolesnym upadkiem, być może łącznie ze złamaniem kości. Mężczyzna złapał się za głowę, choć i w nią mocno się uderzył. To było jak rewanż za krzywdy na golibrodzie. - I co? Boli? Ma boleć.. Dość mam tych seksistowskich tekstów.. - Tym razem użyła na nim pałki, wkładając dużo energii w okładanie go z każdej strony i trwało to kilka minut póki nie musiała zaczerpnąć większej ilości powietrza.
- Stop.. przestań..!- Bamford zasłaniał twarz w obawie przed kolejnym atakiem agresji kobiety, ale nic nie mogło mu naprawdę pomóc. Był tylko brudną, trzęsącą się kupą mięsa, do tego na utrzymaniu najbardziej zepsutego człowieka w Londynie.
- Nie przestanę, póki nie zadowoli mnie twój stan.. - Pani Lovett wkrótce miała już w rękach cegłę, którą uderzyła jego głowę by ogłuszyć go na dłużej. Po tym ukucnęła przy nim, odsłoniła prawy rękaw koszuli, wyciągnęła z torebki żyletkę, którą wycięła na przedramieniu mężczyzny napis "Gwałciciel". Starała się zrobić to jak najgłębiej, żeby zostały wyraźne ślady jej dzieła. Liczyła, że przy jakimkolwiek zbliżeniu z kobietą dostrzeże ona blizny i ocknie się, zanim stanie się jej krzywda. Brzydziła się krwi tego człowieka, ale chciała jej trochę z niego upuścić. Za wszelkie wyrządzone szkody.
W przypływie emocji nie czuła wciąż sączącej się krwi z własnej rany, ale i tak były to niewielkie ilości jak na to co mogło się tutaj przydarzyć. Zajęła się ponownie unicestwieniem Turpin'a i przez chwilę zastanawiała się jak do niego podejść, by zyskać chwilę czasu i pozbawić świadomości tak samo jak jego wiernego sługę. Panowie raz po raz zataczali naprzeciw siebie koło, atakując się póki co słownie, a głównie robił to Bernard.
- Więc to ma być nasz ostatni wspólny taniec, tak? Czekałem na to od wielu lat.. Zniknie mój największy problem, znikną kłamstwa wpajane Johannie.. Zniknie największy ponurak z Fleet Street.. Zakłóciłeś spory kawałek mojego życia.. teraz za to zapłacisz.. - Turpin splunął w okolice butów golibrody i z tą swoją wredną, niby sprytną miną wciąż zataczał koło szykując się do ataku.
- Kto tu zakłócał czyje życie.. Zgwałciłeś moją żonę, przez co popełniła samobójstwo.. zabrałeś mi córkę.. skazałeś mnie na wygnanie.. Zniszczyłeś moje życie..! Może jestem słaby dzięki twoim staraniom, ale starłbym ten wyraz z twarzy.. Plujesz? To takie.. rzeczywiście, na twoim poziomie.. Kto ci dał w ogóle tą posadkę, co? - Po tych słowach zaczęła się właściwa walka, Bernard rzucił się na Todd'a, próbując na zmianę poderżnąć mu gardło i wsadzić ostrze w brzuch. Todd jednak ze swoim refleksem był szybszy od Sędziego i kiedy tylko zyskiwał nad nim przewagę odpychał go od siebie. Ciągnące się lata nienawiści sprawiły, że nawet w podłym stanie bardzo wierzył w swoje siły w walce z wrogiem. Kolejną zaletą golibrody była doskonała znajomość anatomii człowieka, a w innych słowach ujmując - wiedział gdzie zranić by nie mieli tutaj trupa na miejscu, czego Sweeney nie chciał się dopuścić. Gdy stało się na odwrót i to Bernard zyskał przewagę, prawie pakując nóż w klatkę piersiową przeciwnika, rewolwer wystrzelił kolejny raz. Potem jeszcze kolejny. Turpin zaliczył dość bolesny upadek, zwłaszcza że celem tak jak w przypadku Beadle'a okazały się nogi.
- Chyba zapomniałeś o mnie kochany Sędzio.. - Nellie stanęła nad mężczyzną zwijającym się z bólu i uśmiechnęła się do ukochanego, który schował brzytwę do kieszeni i nie krył zadowolenia na zaistniały obrazek. - Co z nim dalej?
Sweeney obszedł przestrzeń wokół Turpina zastanawiając się co z nim dalej zrobić i ostatecznie zdecydował się zadać mu taki sam ból którego doświadczał przez ostatnie dni. Może z wyjątkiem sali tortur. Mężczyzna z całych sił kopał Sędziego, który już z braku sił przestał podejmować próby obrony. Dołączyła się do niego Nellie i tak para wyładowywała swoje negatywne uczucia na wrogu.
- To za Lucy, za Johannę.. Nellie.. i za mnie..! - Golibroda głównie skoncentrował się na brzuchu Bernarda, powodując liczne uszkodzenia w jamie brzusznej. Sędzia wkrótce w wyniku bólu stracił przytomność, dzięki czemu nie trzeba go było ogłuszać w inny sposób. Todd i Lovett usiedli na łóżku polowym, by chwilę odpocząć.
- Wszystko w porządku, Sweeney..? Znaczy.. nie zrobił Ci nic kiedy zajmowałam się Bamfordem? - Spojrzała na niego z troską, po czym wytarła swoje dłonie z cudzej krwi i dotknęła dłoni mężczyzny.
- Nie, nic mi nie zrobił..  Myślisz, że będzie żył? Pewnie wyliże się z tego o ile ktoś go tutaj znajdzie.. Głupi ma zawsze szczęście.. A teraz musimy uciekać, bo znów się ktoś napatoczy i będzie kolejny problem.. Nie ma czasu na dłuższy odpoczynek.. - Ścisnął lekko dłoń kobiety i zaczął się podnosić w czym mu pomogła. Zarzuciła jego prawą rękę na siebie, by miał podparcie w postaci jej osoby. Zabrali jeszcze torbę z własnościami golibrody i ruszyli powoli przed siebie, nie oglądając się zbytnio na nieprzytomnych przeciwników. Przemierzali dość w wolnym tempie lochy, niebawem schody wspinając się na wyższą kondygnację. To właśnie na nich stanęli oko w oko z Ernestem pędzącym przekazać informacje o wizycie policji Sędziemu i Bamfordowi.
- Todd?! Jakim cudem.. Ty.. tutaj.. To niemożliwe.. - Zastanawiało go to jakim cudem wydostał się z celi, do tego skąd wzięła się tutaj ta kobieta i co stało się z Bernardem skoro więzień uciekł.
- Pamiętasz te słowa.. Nie mam nic do ciebie, ale.. - Sweeney przystawił pistolet do piersi Ernesta, który uniósł ręce do góry. Na jego twarz wstępowała ogromna panika. - ale.. po co taka gnida ma dalej chodzić po tym i tak podłym świecie.. - Broń wystrzeliła prosto w serce mężczyzny, który upadł na schody przez co w dalszej drodze na górę musieli ominąć jego ciało. Golibroda z satysfakcją spojrzał po raz ostatni w oczy Ernesta, z których prędko uciekało życie. Tym samym bez kolejnych przeszkód na drodze nieco przyśpieszyli kroku. Znaleźli się na wyższym poziomie - dokładnie tam gdzie Nellie spotkała młodego chłopaka. Liczyła na jego spotkanie i pomoc, bo w końcu nie był po stronie Turpina. Razem z Todd'em weszli do spiżarni, skąd dochodziły odgłosy ustawiania słoików na półkach i porządkowania zawartości tego pomieszczenia. Młodzieniec znajdował się w środku, nieco wystraszył się na widok pary, ale była w jego oczach również ulga że jednak golibroda został uwolniony.
- Jeszcze raz potrzebuję twojej pomocy.. Turpin i Bamford leżą nieprzytomni w lochach, zabiliśmy kogoś po drodze.. kogoś kto był z nimi w spisku.. Teraz musimy dostać się do hotelu.. Na pewno są tu jakieś prywatne dorożki hrabiego.. Potrafiłbyś poprowadzić jedną z nich? Mogę zapłacić.. - Kobieta spojrzała błagalnym wzrokiem na młodego mężczyznę, a zaraz kazała opuścić Sweeney'owi broń, którą w niego mierzył. Dopiero wtedy chłopak nabrał większej pewności.
- Czy ja wiem.. Mój ojciec był woźnicą.. co nieco mi pokazywał.. Za 10 funtów jestem w stanie to zrobić.. o ile hotel nie znajduje się daleko.. - Widać było po nim wahanie, nie chciał zbytnio pakować się w kłopoty, ale też nie był taki egoistyczny by nie pomóc komuś, kto wyraźnie tego potrzebował. Kobieta zgodziła się na jego ofertę, a do tego poprosiła go by pomógł Todd'owi z drugiej strony, bo golibroda czuł się coraz gorzej. Głodówka, bicie i ostatnie wydarzenia teraz zaczynały mocno dawać o sobie znać. Szli przez mroczne korytarze, podtrzymując golibrodę, aż w końcu znaleźli się przy wyjściowych drzwiczkach, dzięki którym znaleźli się na zewnątrz. Chłopak pozostawił ich tam, a sam udał się do osobnego budynku gdzie zaprzągł konie do dorożki po czym podjechał dalej by zabrać swoich pasażerów. Nellie wspomogła Sweeney'a przy wejściu do środka, a gdy wreszcie ruszyli z miejsca odetchnęła. Policja wciąż była w środku, na co wskazywały ich pojazdy.
- Widzisz.. daliśmy radę, już po wszystkim.. Teraz tylko zajmiemy się Tobą i wracamy do domu Kochanie.. - Kobieta lekko wsparła głowę na ramieniu mężczyzny, a on oparł swoją głowę na niej. Był wykończony i potrzebował dłuższej rekonwalescencji, ale przynajmniej czerpał radość z tego, że Turpin nie wyszedł ze swojej gierki bez szwanku, a jeśli ktoś zdąży go uratować będzie skazany na kolejne kłamstwa przed Berta i Johanną. Cieszył się z obecności Nellie i choć może nie miał aktualnie zbyt dużo siły na okazanie jej swej wdzięczności wiedział, że to wkrótce nastąpi. W końcu zawdzięczał jej życie, bo mimo słów wypowiedzianych w lochach wcale nie zamierzał wybierać się na tamten świat. Pani Lovett również była dość zmęczona, ale mając przy sobie ukochanego przestała się denerwować, wreszcie zakończył się ten niepokój i zastąpił go wewnętrzny spokój.
Podróż nie trwała długo i po około dziesięciu minutach zatrzymali się już na miejscu, kobieta zapłaciła chłopakowi i podziękowała mu za wszelką pomoc, po czym para udała się do hotelowego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.