SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział XXIV. Niepokój i strach. Part 311.

W pokoju hotelowym Nellie pomogła Sweeney’owi zdjąć z siebie ubranie wierzchni, marynarkę, jak i kamizelkę. A gdy mężczyzna usiadł na łóżku Nellie pomogła mu zdjąć buty i położyć się golibrodzie na łóżku. Widziała, że mężczyzna był wycieńczony, dlatego zaraz zagrzewała wody by dać mu się napić czegoś ciepłego, a że miała tu do tego możliwość, to tym lepiej, z początku milczeli, poza tym Sweeney praktycznie był już nieprzytomny. Ta droga tutaj z lochów wyczerpała go nawet przez jechanie dorożką, ale samo wyjście z zamku, było dla niego nie małym wyzwaniem. Kobieta zaraz przysiadła nieco na łóżku, odwrócona do mężczyzny i postawiła apteczkę na stoliczku, pogładziła mężczyznę po policzku i szepnęła zaraz rozpinając jego koszulę, tym bardziej, że widziała jak jego koszula była zabarwiona z boku na czerwono i musiała się pospieszyć z pomocą.
- Sweeney.. Kochanie..? Słyszysz mnie..? Sweeney..? – Mężczyzna nie odpowiadał, kobieta bała się o jego zdrowie, nie wiedziała, jakie dokładnie miał obrażenia, ale gdy lekko dotknęła jego brzucha drgnął się wiedziała, że był poturbowany i bała się, żeby nie miał krwotoku wewnętrznego. Zaraz też zajmowała się jego raną na boku, dopiero kiedy była na etapie przemywania i szykowała się do oczyszczenia jego rany Sweeney uchylił lekko powiekę i szepnął do kobiety.
- Nellie… a jeśli nie ma sensu to co robisz, w tej chwili dla mnie…? – Westchnął spoglądając na kobietę, która na chwilę wstrzymała swoje czynności, nie do końca rozumiała słowa Todd’a, dlatego mężczyzna odezwał się zaraz ciszej, zaraz po jej słowach.
- Słucham..? Jak to nie ma sensu… Kochanie.. wszystko ma sens.. a Ty wyzdrowiejesz obiecuje Ci to… - Pogładziła dłonią policzek mężczyzny z czułością.
- Nellie… ja nie mam siły. Nic nie piłem i nie jadłem praktycznie przez te dni… moje ciało jest jak worek mąki, który leży tam gdzie go rzucisz… Strasznie boli mnie brzuch, podbrzusze, sam już nie wiem co… - Sweeney po chwili zaczął kasłać, że nieco pochylił się na bok i zakrył usta dłonią, na której pojawiła się plama krwi. Nellie uchyliła lekko usta i przełknęła ślinę, gdy to ujrzała. Mężczyzna oparł głowę o poduszkę i Pani Lovett pogładziła jego dłoń, zaraz powstrzymując krwawienie z jego boku, bo nastąpił jakby przypływ nowej krwi. A do tego usłyszała ciche pukanie do drzwi i to znów był mężczyzna z recepcji hotelowej, kobieta nie chciała go teraz tutaj, a już na pewno właśnie nie teraz! Po chwili usłyszała głos za drzwiami i widząc stan ukochanego jednak może ten człowiek z hotelu mógłby jej jakoś pomóc.
- Doby wieczór Pani Lovett… Chciałem tylko spytać czy wszystko w porządku? – Nellie spojrzała na Sweeney’a, który już nie miał z nią kontaktu. Nellie podeszła szybko do drzwi i otworzyła je z zamka uchylając nieco i spojrzała na mężczyznę, który przyniósł jej dzbanek z gorącą herbatą.
- Dobry wieczór Panu… Ech, nie… Może mi Pan pomóc…? Zna Pan jakiegoś lekarza.. bądź czy szpital stąd jest daleko…? – Kobieta spoglądała na mężczyzne, który zmarszczył czoło widział krew na jej szyi i myślał, że właśnie w związku z tym potrzebowała pomocy.
- Och jest Pani ranna… oczywiście, że pomogę.. – Kobieta wpuściła go do pokoju, gdzie zaraz mężczyzna zobaczył Sweeney’a na łóżku, a Nellie odezwała się wyjaśniając.
- Potrzebuję lekarza.. najlepiej jakiegoś chirurga… Mój narzeczony jest ciężko ranny… Mnie nic nie jest, to nic poważnego.. ale Sweeney potrzebuje pomocy kogoś profesjonalnego… Podejrzewam, że ma krwotok wewnętrzny, błagam.. Proszę mi pomóc.. On nie może czekać… Przyjechałam tu bo miałam złe przeczucie rozumie Pan, za moim narzeczonym.. który był więziony, głodzony i torturowany, poprzez widzimisię jednego mężczyzny z Londynu… nie mogę dopuścić by mój ukochany zmarł..  Kocham go.. nie pozwolę na jego odejście, proszę mi pomóc.. każda chwila się liczy.. – Mężczyzna spoglądał na Sweeney’a i zaraz podszedł do drzwi, po czym szepnął do kobiety i złapał ją za dłoń lekko ściskając swoimi dłońmi. Cóż widział, że kobieta naprawdę nie przyjechała tu w celach turystycznych, a jej narzeczony był prawdziwy, także czynił niemal honory skłonienia się jej i rzekł.
- Zrobię wszystko by Pani pomóc.. znam jednego lekarza.. szpital jest niedaleko.. ale myślę, że najlepiej by było, gdy Pani narzeczony znalazł się tam… Pod opieką… Zresztą szkoda czasu na gadanie, załatwię co się da, proszę zrobić co Pani może dopóki nie wrócę, zyskam transport, zrobię co będę mógł i wrócę jak najszybciej, proszę dać mi piętnaście minut, zaraz będę..! – Mężczyzna niemal zaraz pobiegł na parter, słychać było jak wybiegł z budynku, Nellie przez okno widziała, jak szybko zakładał płaszcz w biegu i biegł w jednym kierunku, jak i kogoś wołał do siebie. Lecz nie miała teraz czasu na spoglądanie widoku za oknem, podeszła zaraz szybko do Sweeney’a i dotknęła jego policzków dłońmi, tego się obawiała, Sweeney już był rozpalony, na jej słowa nie reagował, krwi stracił jeszcze trochę. O ile dobrze obliczyła to litr krwi na pewno stracił jak nie więcej przez ten cały czas. Starała się zatamować krwawienie jak mogła więc chustą wiązała Sweeney’a w pasie, by zatamować krwawienie, oczywiście do rany przyłożyła sporą gazę nawet potrójną, by mu pomóc. Czekała na pomoc mężczyzny z hotelu, spojrzała na zegarek, nie było go już z dziesięć minut, a Sweeney pobladł na twarzy, Nellie dotknęła jego nadgarstka i czuła słaby puls mężczyzny. Zaraz przybliżyła się do niego na łóżku, obejmując dłońmi jego policzki i spoglądała na jego smutną twarz.
- Skarbie… bądź silny, tyle już wytrzymałeś… poradzisz sobie i z tym.. Zobaczysz, dasz sobie rade, a ja jestem z Tobą.. Sweeney.. Kochanie… mam nadzieję, że chociaż słyszysz co mówię. – Nellie miała łzy w oczach, cieszyła się, że udało się jej uwolnić Sweeney’a i wydostać z uścisków tych krwiożerczych dinozaurów, ale nie sądziła chyba, że teraz jest najgorszy czas. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że jej narzeczony jest na wycieńczeniu, ale nawet nie miała jak dać mu się coś napić, jak był nieprzytomny. Jednak Sweeney na chwilę ocknął się i uchylił jedno oko leciutko, przytulając się do dłoni kobiety, gdy dotykała jego policzków. Nic nie mówił, ale za to Nellie odezwała się do niego, gładząc go po głowie, policzkach, czesała jego włosy i szeptała.
- Kochanie.. pomoc nadchodzi, zabiorę Cię do szpitala.. Ale proszę Cię wytrzymaj jeszcze trochę, nie mam zamiaru wracać do Londynu, sama, wrócę z Tobą, albo wcale..! – Kobieta niemal prawie łkała podczas tych słów. Sweeney jedynie zamruczał do Nellie, a po chwili mężczyzna z hotelu wpadł do pokoju z dwoma Panami i noszami, co Nellie zaskoczyło i spojrzała na nich nieco zszokowana. A zaraz dwaj ratownicy położyli nosze na podłodze i spojrzeli na Nellie i leżącego na łóżku Sweeney’a, po czym jeden się odezwał.
- Zabieramy Pana tak..? Panią też… Pan Thompson nam wyjaśnił co nieco. Zabieramy go. – Nellie zeszła z łóżka jak Panowie powoli zabierali Sweeney’a z łóżka na nosze i związali go by im nie spadł, oraz przykryli go uprzednio kocem. Oczywiście Pan Thompson zabrał zaraz Nellie, która oczywiście nie opierała się, bo chciała być przy Sweeney’u, zatem wkrótce znaleźli się w medycznej dorożce, a niebawem dotarli do szpitala. Gdzie Sweeney został zabrany na jedną salę, gdzie zniknął z oczy Nellie, a do kobiety podeszła Pani doktor Green, która chciała zając się jej obrażeniami, poza tym szpital już dowiedział się o ich przybyciu.
- Dobry wieczór.. Proszę ze mną.. zajmę się tą raną… Proszę.. – Doktor zabrała Nellie do gabinetu zabiegowego, gdzie wskazała jej leżankę, by na niej się położyła, a gdy to zrobiła to doktor postarała się o nieco podniesienie łóżka, do wygodniej dla niej pozycji do pracy.
- Ale ja muszę być przy Sweeney’u… mnie nic nie będzie..! To tylko lekkie zranienie… Chcę wiedzieć co się tam dzieje… - Green pogładziła Nellie po ramieniu, kiedy po chwili zakładała rękawiczki i przysiadła na krzesełku przy niej, zaraz przysunęła do siebie stoliczek na kółkach  z narzędziami i odezwała się biorąc wacik i płyn do przemycia rany Nellie.
- Spokojnie, Pani narzeczony jest w dobrych rekach, zostaliśmy powiadomieni o tym przybyciu i proszę mi wierzyć, że Pani mężczyzną zajmie się świetny chirurg. Proszę leżeć spokojnie… Nie wiem za bardzo co się stało.. przynajmniej wiem powierzchownie, ale proszę być dobrej myśli. – Doktor opatrywała Nellie, która biła się z myślami co teraz dzieje się z jej ukochanym, choć w głowie, już nawet chciała wypowiedzieć słowo „narzeczonym” w duchu wierzyła, że kiedyś to się stanie. Ale zaraz zeszła na ziemię i zastanowiła się o czym pomyślała, przecież jej ukochany był w stanie wyczerpania i na pewno nie jest mu teraz lekko. Poza tym modliła się by przeżył, tym bardziej, że słyszała za drzwiami jakieś głosy, hałasy, przez co odczuwała niepokój, a Pani doktor właśnie szyła zranienie Nellie po podaniu jej dożylnego znieczulenia miejscowego.
W tym czasie Sweeney został przewieziony do innej Sali, niż Nellie myślała, w tej gdzie ostatni raz go widziała, był mężczyzna, który wpadł pod koła dorożki.
Sweeney był na stole operacyjnym, właśnie miał przeprowadzaną operacje na narządy wewnętrzne. Mężczyzna miał usuwaną śledzionę bez niej mógł żyć, bo tu właśnie stąd tworzył się krwotok wewnętrzny, Sweeney do tego miał podawaną krew zgodnie z jego zgodnością, jaki i inne minerały jakie były mu potrzebne, na szczęście medycyna nie była już na tak kiepskim poziomie, Truro było bardzo do przodu i tworzyło dobrą opiekę dla swoich pacjentów.
Kiedy wszystko szło zgodnie z planem chirurgów i zatamowali krwawienie, choć nie była to łatwa operacja, wtedy jeden z lekarzy zauważył, że właśnie tracili Sweeney’a i przystąpili do reanimacji. Robili wszystko by go uratować, właśnie wtedy Nellie była już wolna i doktor Green, którą poprosiła o pomoc, dowiedziała się, gdzie jest Sweeney i tutaj ją przyprowadziła na korytarz, gdzie dalej lekarze walczyli o życie mężczyzny.
- Doktorze… Kończymy, to nie ma sensu… - Główny chirurg nie miał zamiaru się poddać, ale gdy słyszał słowa swojego kolegi, zerknął na niego i dalej walczył o życie swojego pacjenta.
- No dalej… wróć do nas… masz dla kogo żyć… Ta kobieta to bohater, która o niego tak zawalczyła.. Sweeney… dalej, wróć do nas… - Lekarz wierzył że Sweeney powróci do żywych, poza tym przeżywał każdą nieudaną operacje, nie miał ich wiele na swoim koncie, ale jednak, nie zamierzał dziś wracać do domu, z kolejną kreską na koncie, że nie uratował kolejnego człowieka. Poza tym jego brat był w wieku Sweeney’a i nie chciał dopuścić by Todd dziś odszedł z tego świata. Walczył do końca nie poddawał się i miał nadzieje, że Sweeney czuje to samo, mimo że jego serce już nie biło.
- Panie doktorze.. to już naprawdę nic nie daje… On nie żyje… Przykro mi.. – Doktor Froges spojrzał na głównego chirurga, który dalej się nie poddawał i próbował wskrzesić pacjenta. Po chwili odezwał się do pielęgniarki, która wycierała mu pot z czoła chusteczką.
- Proszę Podać pacjentowi pół ampułki Fenolu… - Pielęgniarka spoglądała na lekarza z niedowierzaniem, że jeszcze chce podawać leki zmarłemu na stole. Stała tak przez chwilę jak zastygła, aż lekarz odparł.
- Siostro.. Proszę podać pół ampułki Fenolu pacjentowi..! Czy ja niewyraźnie mówię…! – Pielęgniarka ocknęła się i szukała zaraz Fenolu w gablocie stojącej przy ścianie, ale tam nie było, zatem doktor kazał jej szybko przynieść lek.
Nellie była zaniepokojona, bała się tym bardziej, że widziała jak jakaś pielęgniarka wybiegła z Sali w ubraniu szpitalnym, chciała jej się spytać co się dzieje, ale nie miała takiej możliwości. Todd dopiero po dwudziestu minutach powrócił do żywych, lekarze odetchnęli i zaraz dalej zajmowali się jego zdrowiem. Skończeniem operacji, zoperowaniem jego boku, zaszyciem i oczywiście oczyszczeniem. Pielęgniarka zajmowała się jego okiem, na które używała okładów, a w rezultacie maści i zakleiła mu oko, by pod antybiotykiem jego opuchlizna zeszła. Sweeney był zoperowany, opatrzony, obandażowany, oddychał choć bardzo płytko, jeszcze jego być, albo nie był nie zapadło, miały o tym decydować kolejne 24 godziny. Golibroda został przewieziony na sale pooperacyjną, gdzie był sam, była to tak zwana intensywna terapia, więc na takich salach znajdowali się pacjenci w krytycznych stanach zdrowia. Nellie chciała tam wejść i lekarz zezwolił na to choć nie powinien, dlatego zaraz po włożeniu przez Nellie fartucha ochronnego, znalazła się przy mężczyźnie i dotknęła lekko dłoni Sweeney’a szepcząc. Oczywiście pierw przeprowadziła wywiad z lekarzem, jak wyglądał stan jej ukochanego, była przygnębiona i modliła się by przez te kolejne godziny jego stan nie pogorszył się.
- Kochanie.. jestem przy Tobie. Poradzisz sobie.. Wyjdziesz z tego i wrócimy do Londynu… Odpoczniesz sobie… weźmiesz długi urlop, może wyjedziemy gdzieś, wynajmiemy jakiś domek i nacieszymy się spokojem.. A teraz Kochanie, musisz być silny, zawalczyć, wiem, że jesteś zmęczony, wiem to… ale Skarbie, nie wyobrażam sobie zostać sama.. Kocham Cię. I nie jesteś ani tchórzem, ani ofiarą, jesteś moim bohaterem, że przeżyłeś to wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.