SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 3 marca 2016

Part 312.

Ręka mężczyzny drgnęła nawet przez chwilę i chociaż był to raczej mimowolny ruch bo Sweeney był pod wpływem silnych leków i póki co bez większego kontaktu, Nellie cieszyła się na ten gest i ścisnęła jego dłoń nieco mocniej. Jednocześnie przestawała radzić sobie z opanowaniem własnych emocji i zwyczajnie płakała patrząc na mężczyznę.
- Oby Turpin też nie miał zbyt lekko.. Jeśli wróci do władzy.. zrobię wszystko żeby jego grzechy zostały ukazane światu.. Razem to zrobimy Kochanie.. Jeszcze wszystko na nowo się ułoży.. zobaczysz.. Ech, czemu nie poszłam tam wcześniej.. może bardziej zapobiegłabym tej tragedii.. - Po chwili usłyszała pukanie w szybę, która była widokiem do wnętrza sali dla lekarzy. Była to doktor Green wzywająca ją do siebie. Poprzedni lekarz widocznie zniknął już przy pomocy kolejnemu człowiekowi. Kobieta zatem ucałowała czoło Sweeney'a i popatrzyła na niego z obawą i nadzieją jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym opuściła niechętnie salę.
- Wzywała mnie Pani..? Jakieś nowe wieści względem mojego narzeczonego? - Nellie spoglądała na panią doktor przy czym wycierała dłonią łzy z twarzy.
- Względem Pana Todd'a nie.. na razie wszystko pozostaje bez zmian.. potrzeba czasu.. Ale względem Pani.. - Kobieta podała jej chusteczki. - Nie jest to oczywiście prywatna klinika gdzie ma wejście każdy, ale razem z resztą personelu postanowiliśmy zrobić mały wyjątek.. w obliczu całej tej sytuacji.. Podobno zatrzymała się Pani w hotelu, nie wiem czy jest sens wracania tam dzisiaj.. Obawiam się, że w wyniku tych wszystkich emocji może stracić Pani przytomność.. tak się czasami dzieje.. na wynik stresu.. a co gdyby pomoc nadeszła za późno.. Poza tym chce Pani zostać jak najbliżej narzeczonego.. a to jedyna opcja.. zostać na tą decydującą noc w szpitalu jako pacjentka.. Znalazłaby się na pewno jakaś sala niedaleko stąd.. A my moglibyśmy też podratować zdrowie, które pewnie ucierpiało w ostatnich dniach.. Niech się Pani nie obrazi, ale ta bladość.. podkrążone oczy.. to nie wygląda dobrze, może świadczyć o anemii.. Pani też ma dla kogo żyć..
Nellie wyraźnie zastanawiała się nad propozycją kobiety względem jej pobytu w szpitalu. Cóż, z jednej strony płaciła za kolejną dobę w hotelu, ale i nie chciała oddalać się zbytnio od Todd'a, dla którego kolejne godziny miały okazać się tymi sądnymi. W tym momencie nie myślała raczej o zadbaniu o swoje zdrowie, chociaż prawdę mówiąc powinna.
- Nie wiem, co mam powiedzieć.. proszę dać mi jeszcze trochę czasu.. dobrze..? Poza tym.. będę mogła wejść jeszcze do sali, prawda..? - Pani Lovett mówiła łamiącym się głosem, co wywoływało w drugiej kobiecie współczucie. Nellie zaraz skorzystała z chusteczek, które dostała.
- Oczywiście, proszę się zastanowić.. a jeśli podejmie Pani decyzję, zajmę się wszystkim.. Do środka..? Tak.. ale proszę nikomu innemu nie wspominać o tych odwiedzinach, ponieważ jest to wbrew zasadom.. - Green przeniosła wzrok na leżącego za szybą pacjenta. Była tak naprawdę bardzo zainteresowana tym, co doprowadziło mężczyznę do takiego stanu, ale zachowywała profesjonalizm i już o to nie wypytywała. Między paniami na kilka chwil zapadła cisza. Nellie rozważała swój pobyt w szpitalu, aż w końcu podjęła decyzję.
- Zostanę.. - zwróciła się do lekarki. - ale jeszcze spędzę tutaj trochę czasu.. - Doktor Green uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.
- Gdyby czegoś Pani potrzebowała proszę zwrócić się do mnie. Każę przygotować pielęgniarkom salę i nieco leków dzięki którym lepiej się Pani poczuje.. - Dotknęła jej ramienia. - Proszę być w dobrej myśli.. Gdyby coś.. jestem w gabinecie. - Green zrobiła kilka kroków do wyjścia, po czym jeszcze zatrzymała się bo coś jej się przypomniało. - Podejrzewam, że jutro może zjawić się tutaj policja. Być może będą chcieli z Panią porozmawiać.. Ale proszę się nie martwić na zapas.. Wszyscy tutaj są po Waszej stronie, bez względu na to co się stało na miejscu.
- Dziękuję.. za wszystko. - Pani Lovett posłała lekki uśmiech lekarce, bo tylko na taki w danym momencie było ją stać. Była wszystkim tutaj bardzo wdzięczna za pomoc i życzliwość. Po chwili została sama w tym dużym pomieszczeniu ze specjalną salką Sweeney'a za drzwiami.
Ponownie włożyła wszelką odzież ochronną, którą posiadała i znów weszła do środka. Zajęła miejsce na stołku obok szpitalnego łóżka i splotła swoje palce z palcami mężczyzny.
- Zostaję tutaj, wiesz.. Będę w pobliżu cały czas.. może tylko kilka ścian dalej.. Jestem pozytywnie zaskoczona, że tutejsi ludzie są tacy dobrzy dla nas.. Czy tylko w Londynie panuje taka znieczulica? Najwyraźniej.. Ale cieszę się, że tutaj jest jak jest.. a nie inaczej.. Jutro chyba zjawi się tutaj policja.. będę prawdopodobnie zeznawać przeciwko Turpinowi. Z nim jeszcze się kiedyś rozprawimy.. Teraz najważniejsze byś zdrowiał i nic poza tym.. - Obejrzała się czy nikt jej nie obserwuje zza szyby i usiadła na skrawku łóżka. - Ty jesteś moim sensem.. Nie wyobrażam sobie swojego istnienia bez Ciebie, wiesz? Ludzie orientują się co tracą dopiero kiedy jest już za późno.. Robiąc teraz rachunek sumienia nie zaliczam się do nich.. bo doceniam każdy dzień, do którego wnosisz mi tyle szczęścia.. Nie żałuję nawet tych gorszych dni między nami, bo były powolną choć skuteczną drogą do tego co mamy teraz.. Jednak dzisiaj? Dzisiaj dotarło do mnie, że nie poradziłabym sobie będąc sama.. Gdybyś odszedł.. zrobiłabym dokładnie to samo.. Ale nie zrobisz mi tego, prawda? Jeszcze zbyt wiele pięknych, wspólnych chwil przed nami byśmy mieli to stracić.. - Spoglądała na niego z troską, miłością i jednocześnie obawą. Był taki bezbronny, a jednak wierzyła, że ukrywa się w nim siła, która da radę to wszystko przezwyciężyć. Nellie dotknęła z czułością policzka mężczyzny, choć każdy jej gest był bardzo delikatny zupełnie jak gdyby bała się, że przez nieuwagę wyrządzi mu krzywdę. Dotykała również włosów Sweeney'a, jakoś miała wrażenie, że jego siwe pasmo jeszcze powiększy się przez zaistniałą sytuację. Nie to żeby w jakikolwiek sposób to kobiecie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie bo odróżniało go to od wszystkich innych panów, ale zawsze zastanawiała się skąd u właściwie jeszcze młodego człowieka siwe włosy zwłaszcza w tak charakterystycznym ułożeniu. Dopiero teraz miała dobrą okazję przyjrzeć się sylwetce Sweeney'a, która tak zmieniła się od kiedy opuścił dom. Nie mówiąc już wyłącznie o ranach, wyglądał jakby zamienił się miejscem z własnym cieniem. Nawet gdyby zebrać wszystkie wypadki, które mu się przytrafiły i dodać do tego jego dość zaniedbany wygląd kiedy wróciła do Londynu z McCartney'em, nie złożyłoby się to na obecny stan. Wagę najbardziej chyba uwydatniały kości policzkowe wraz z pozostałą częścią formującą szkielet, która już tak bardzo nie skrywała się pod skórą. Stał się bardziej zbliżony gabarytami do Nellie, która w ostatnim czasie też nie przybrała na wadze.
Została tam jeszcze przez ponad godzinę, choć też zaczynało dopadać ją takie zmęczenie, że
praktycznie zaczynała usypiać, była już w końcu późna noc. Po tym dłuższym czasie w pomieszczeniu pojawiła się pielęgniarka wysłana przez doktor Green. Doprowadziła ją do sali przeznaczonej specjalnie dla Pani Lovett, z osobnym łóżkiem i łazienką. Do tego dostała szpitalną koszulę nocną, by czasem nie spać tam w sukni i gorsecie, które wiele dzisiejszego dnia już zobaczyły. Po krótkim czasie został jej założony wenflon. Z początku protestowała, ale pielęgniarka była przygotowana na takie zachowanie i szybko zdołała przekonać Nellie, że jest to tylko i wyłącznie dla jej dobra. Badania kontrolne miały zostać wykonane kolejnego dnia.
Kobieta ułożyła się w łóżku, w najwygodniejszej pozycją jaką mogła tutaj osiągnąć i zanim ogarnęła ją senność, spoglądała jak do jej krwi wędrują rozmaite substancje odżywcze, kroplówka, a na uspokojenie dostała tutaj osobny zastrzyk. Kiedy ostatni raz była w szpitalu dla siebie, nie pamiętała ale zanim jeszcze zdążyła usnąć już wcale nie żałowała decyzji pozostania w tym miejscu, z doświadczenia wiedząc, że w hotelu czekałaby ją kolejna ciężka noc pełna niepewności. W ten sposób skończył się ponury dzień naznaczony wieloma przykrymi przeżyciami.
Nellie spała dość długo, z racji późnego pójścia spać i wspomagaczy jakie krążyły w jej żyłach. Choć obudziło ją raczej to, że źle się poczuła niż cokolwiek innego. Wyglądało na to, że organizm kobiety dość miał już tych wszystkich lekarstw z ostatnich dni, bez względu na to czy w formie stałej czy ciekłej i niestety poranek spędziła w łazience na wymiotowaniu, po czym zrobiło jej się zdecydowanie lepiej. Niebawem do sali zawitała pielęgniarka niosąca uwolnienie od rurek przyczepionych do wenflonu, a zaraz przy okazji pobrała krew, zmierzyła ciśnienie i wykonała EKG.
- Wszystko w porządku? Mogę już opuścić salę i udać się do narzeczonego? - Nellie niecierpliwiła się, zwłaszcza chciała dowiedzieć się czegoś o stanie zdrowia Sweeney'a, a najchętniej usłyszeć o poprawie.
- Wyniki krwi pewnie będą jutro.. ciśnienie w normie, praca serca ma co prawda jeszcze trochę do ideału, ale nie jest najgorzej.. Ależ proszę się nigdzie nie spieszyć, teraz pora na śniadanie.. Doktor kazała dopilnować żeby się Pani dobrze odżywiała, Pani Lovett.. A Panu Todd'owi nie dzieje się nic złego, proszę zachować spokój.. Po posiłku może go Pani odwiedzić.. - Na salę wkrótce wjechała z wózkiem roznosząca śniadanie pracownica i podała nowej pacjentce talerz z jajecznicą i kromką chleba posmarowaną masłem, a do tego herbatą.
- Ale.. Chyba sama decyduję kiedy będę jeść.. i stąd wychodzić.. Chyba nie znalazłam się w więzieniu.. - Na twarzy Nellie malował się wyraz niezrozumienia. Wiedziała, że w takich instytucjach są jasno określone pory jedzenia, ale chyba nikt nie zamierzał jej do tego przymuszać i dyktować kiedy ma to dokładnie robić?
- Ja tylko wykonuję swoją pracę.. Nikt tutaj nie chce źle dla Pani.. - Pielęgniarka przyglądała się Lovett jeszcze przez chwilę, jakby miała przez to coś wskórać, po czym wyszła zostawiając ją samą. A Nellie była po prostu w niezbyt stabilnym stanie emocjonalnym i na każdego była gotowa nakrzyczeć. Poza tym nie zamierzała grzecznie wykonywać poleceń i jeść pod czyjąś obserwacją. Spróbowała jajecznicy, która jak się spodziewała smakowała niezbyt dobrze, więc głównie skupiła się na zjedzeniu chleba i wypiciu herbaty. Prowadząc własny lokal i gotując duże ilości jedzenia praktycznie codziennie, miała dość określony smak, wiedziała czego w potrawach brakuje, na pewno nie chodziło tutaj o wybrzydzanie. Ale jeśli miało być tak dalej to chyba wolała być podłączona do kroplówki.
Niedaleko po śniadaniu, w sali zjawił się recepcjonista z hotelu, pierw upewniając się czy może wejść do środka.
- Pani Lovett..? Można..? - Nellie przykryła się nieco bardziej kołdrą, bo zwyczajnie krępowała się będąc tu jedynie w szpitalnej koszuli. Po tym zaprosiła gościa do środka. - Pomyślałem, że wpadnę skoro nie wróciła Pani na noc do hotelu.. chociaż zastanawiałem się czy całą noc spędziła Pani przy panu Todd'zie.. Potem dowiedziałem się, że znajdę Panią tutaj.. - Mężczyzna wszedł do środka i zajął miejsce na stołku obok łóżka.
- Dzień dobry.. Miałam wrócić, ale chyba zbytnio bym tego nie zniosła.. musiałam być blisko.. Nie wiem jak mam się odwdzięczyć za wczorajszy dzień.. gdyby nie Pan.. być może zostałabym.. powiedzmy.. wdową.. chociaż i tutaj było do tego blisko, ale gdyby nie sprowadziłby Pan tych ratowników.. - Pokręciła lekko głową wyobrażając sobie najgorsze, chociaż szybko odrzuciła od siebie te straszne myśli i wróciła na ziemię. - Przepraszam za te wcześniejsze niezbyt miłe słowa, ale byłam.. jestem ostatnio kłębkiem nerwów..
- Ale wszystko w porządku z Panią.. raczej wygląda to na bycie prawdziwym pacjentem szpitala.. a nie tylko czekaniem na powrót do zdrowia narzeczonego.. - Michael spojrzał uważnie na dłoń kobiety, gdzie znajdował się wenflon, po czym posłał jej pytające spojrzenie. - Robiłem co mogłem, chyba to normalny odruch w takiej sytuacji, prawda? I gdybym jeszcze był w stanie coś zrobić to proszę się nie krępować i poprosić..
- Zaproponowano mi badania kontrolne.. podobno rzuca się w oczy, że moje zdrowie nie jest w najlepszej kondycji.. ale na razie nie martwi mnie akurat moje zdrowie, chociaż wiem że niezbyt mądrze to brzmi.. I w innym wypadku pewnie nie miałabym tak dobrze z odwiedzaniem Sweeney'a.. Cóż.. jestem w stanie znieść wiele, byle tylko z nim było dobrze.. Tak czy inaczej jestem dozgonnie wdzięczna i gdybym tylko mogła coś zrobić.. -  Nellie spoglądała na mężczyznę z naprawdę dużą wdzięcznością w oczach, aż czasem miała wrażenie że go to zawstydzało przez własną skromność. - Jest mi głupio, ale co prawda miałabym jeszcze jedną prośbę.. W moim pokoju gdzieś na łóżku znajduje się portfel, gdyby mógł Pan kupić mi dwa szlafroki.. jeden damski, drugi męski.. bez względu na wygląd, po prostu nie chcę tutaj chodzić w tym marnym kawałku materiału.. i to samo ze Sweeney'm, kiedy już się wybudzi.. Dodatkowo poprosiłabym o zabranie moich kosmetyków z łazienki.. i rzuconej torby, która leży gdzieś w pobliżu drzwi.. I to by było chyba na tyle..
I tak oboje rozmawiali ze sobą jeszcze przez jakiś czas, ale niezbyt długo bo mężczyzna wyruszył ze swoją misją, a Pani Lovett na salę intensywnej terapii, choć nie czuła się ani trochę komfortowo w swoim obecnym ubraniu. Zbliżała się 13, a więc i tym samym mijało około 12 godzin od operacji. Gdy znalazła się przed bezpośrednimi już drzwiami wejściowymi dostrzegła, że przy łóżku zebrało się kilku lekarzy, najwyraźniej oceniających stan pacjenta. Kobieta chyba próbowała z każdej możliwej strony zobaczyć przez szybę co się tam dzieje, bo na razie nie mogła wejść do środka. Trochę zaniepokoił ją ten widok, ale skoro nie wyczyniali tam takich cudów jak ponowne przywracanie go do życia, nie mogło być źle. Dopiero za jakieś 5 minut z sali wyszedł lekarz obecny podczas nocnej operacji i odezwał się do niej dość oszczędnie w słowach.
- Wszystko wygląda na to, że będzie w porządku.. Możliwe, że Pan Todd niebawem się obudzi, więc jak najbardziej proszę mu przy tym towarzyszyć.. - Doktor zniknął zaraz z tego miejsca, wracając do innych obowiązków, a Pani Lovett niezmiernie ucieszyła się na te wieści, założyła ochronny fartuch i weszła do środka gdy sala się opróżniła. Usiadła oczywiście tam gdzie zwykle i dotknęła dłoni ukochanego. Rzeczywiście nie minęło wiele czasu zanim zaczął dawać oznaki budzenia się. Stopniowo otworzył oczy, bo z drugiego oka miał już zdjęty opatrunek, jako że antybiotyk zdążył zadziałać przez noc.
- Sweeney.. Skarbie.. nareszcie.. tak nie mogłam się tego doczekać.. - Zaraz stanęła, nieco pochylając się nad mężczyzną, by ją dostrzegł, choć oczywiście wiele od niego w tej chwili nie wymagała.
- Nellie..? - Z gardła golibrody wydobył się mocno zachrypnięty głos, który potem przekształcił się w szept. - Więc to jak.. kolejny nowy początek w moim życiu.. - Zerknął na kobietę, choć póki co nie miał tak dobrej ostrości wzroku. Jednak wiedział, że cały czas czuwała przy nim jak anioł stróż. Jeszcze kilkanaście godzin temu nie podejrzewał, że przeżyje, ale i widocznie tym razem los dał mu od siebie kolejną szansę. I choć na razie ten początek był dość bolesny - głęboko wierzył, że i przez to da radę przebrnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.