SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 26 marca 2016

Part 322.

Todd nie udawał nawet, że jakoś cieszy go ślub córki, bo wcale go to nie cieszyło. Poza tym sądził, że Charlie nie jest szczery z kobietą i ją wykorzystuje, tym bardziej poprzez zamożność Turpina, który prowadził tu funkcje niczym ojca zastępczego, a że miał duże środki na koncie, to narzeczony Johanny nie potrafił z niej zrezygnować, nawet jakby Johanne przestał kochać. O ile w ogóle prawił do niej jakieś uczucia. Sweeney jednak nie wytrzymał i odezwał się marszcząc nieco czoło, równocześnie w tym czasie łapiąc za naczynie z herbatą.
- Hm… Pan Charlie aż taki zapracowany jest, że go nie ma? – Miał powiedzieć coś jeszcze, ale przecież nie chciał by ten ślub się odbył tak naprawdę, więc na tym skończył swoje pytanie. Westchnął, gdy Johanna przytaknęła mu na jego słowa, choć nie zrobiła tego do końca pewnie, ale za to przyjrzała się nieco poprzez ten czas ich dwójce. Zauważyła na Todd’a dłoni wylew, Nellie także jedną dłoń miała nieco siną, na co Johanna zmarszczyła nieco czoło i nałożyła nieco ciasta na widelczyk.
- Tak, zapracowany, teraz tym bardziej przed ślubem stara się zarobić jak najwięcej… Więc większość dnia jest w pracy. Ale mam nadzieję, że teraz kiedy powoli musimy oglądać wszystko razem, a wręcz powinniśmy będzie mi towarzyszył. A teraz, proszę mi wybaczyć to pytanie.. ale nie daje mi to spokoju.. oczywiście nie muszą Państwo odpowiadać… Ale, nie było tu Państwa chyba z miesiąc, co się takiego stało? Mieliście Państwo jakiś wypadek..? -
Spojrzała na nich z niepokojem, a zaraz Nellie spojrzała na kobietę i westchnęła cicho, a zaraz dotknęła lekko dłoni Sweeney’a i gładziła go po niej.
- Miejmy nadzieję, że tak będzie w końcu wszystkie sprawy weselne, nie może Pani załatwiać sama… Wypadek? Nie. Sweeney ostatnio źle się czuł, że musieliśmy wyjechać, no i nie obyło się bez hospitalizacji, prawda Kochanie..? – Sweeney przytaknął głową i spojrzał na swoją córkę i jej przejętą twarz. – Pan Todd miał operacje, ja byłam tym zestresowana, że sama się rozchorowałam.. że oboje byliśmy pacjentami szpitala... Przez to, nasz czas się tam przedłużył, teraz już jest lepiej, ale ze względu na ten okres hospitalizacji, oboje jesteśmy trochę osłabieni, poza tym planujemy też troszkę wyjechać w ramach rekonwalescencji. Prawda Kochanie? - Nellie uśmiechnęła się do Sweeney'a i złapała jego dłoń, na co Sweeney przyciągną rękę kobiety do ust i pocałował ją czule. W końcu to jej był wdzięczny za to co dla niego zrobiła, w końcu uratowała go od śmierci.
- Tak, prawda. Na razie sklep, jak i mój zakład są zamknięte i póki co tak zostanie. Także na wypieki Pani Lovett, to już chyba teraz tylko prywatnie, hm? - Sweeney popatrzył na Nellie i uśmiechnął się delikatnie, kiedy kobieta zaśmiała się na jego słowa i napiła się nieco herbaty, jak i też próbowała ciasto, tylko Sweeney póki co ciasta nie jadł, bo czuł się, że ma gulę w gardle. Johanna spoglądała na ich dwójkę, nie śmiała pytać co się stało, że Pan Todd miał operację, w końcu nie musiała o tym wiedzieć, lecz domyślała się, że na pewno był w dość złym stanie zdrowia skoro nie ominęła go operacja i nie dało się nic zrobić nieinwazyjnie.
- Rozumiem, w każdym razie bardzo mi przykro, że spotkało Państwa w ostatnim czasie tyle złego, a przede wszystkim zdrowie nie dopisało... Ale teraz jest już lepiej, prawda? Czy jeszcze jakieś zabiegi będą wykonywane? Nie śmiem pytać co się działo, ale mam nadzieję, że teraz będzie dobrze. - Upiła łyk napoju i miała cicha nadzieję, że ich nie uraziła swoimi słowami. Sweeney czuł się dalej nieco zagubiony, najchętniej powiedziałby Johannie, że jest jej ojcem, ale to nie był najlepszy moment, poza tym nie chciał psuć tego wieczoru, o ile nie popsułby na wieki kontaktu z córką, gdyby go odrzuciła, a pewnie Pani Lovett znalazłaby się na linii ognia i też zostałaby odtrącona, poprzez to że doskonale o tym wiedziała. Mimo to golibroda, zamierzał zrobić cokolwiek, by do ślubu córki z Charlie'm, nie trawił tego mężczyzny, może na początku Sweeney miał do niego neutralne podejście, ale teraz już tak nie było.
- Tak, tak teraz jest już lepiej. Raczej, żadne inne operacje się nie zapowiadają, zatem możemy chyba być spokojni. Starczy teraz trochę odpoczynku i brak stresu. Teraz może być już tylko lepiej... Nie było nas dość długo, ale zdrowie przede wszystkim. Poza tym jeszcze ta słabość trochę jest w nas, prawda Skarbie..? Dziś też przydał się sen, po szpitalu człowiek jest taki mało dotleniony i nie ma chęci na wiele rzeczy. Ach co to robią łózka szpitalne z człowiekiem.. - Córka Todd'a przytaknęła na słowa Pani Lovett, nieco z nią rozmawiała na ten temat, kiedy też do drzwi sklepu Pani Lovett ktoś pukał niemiłosiernie, że Sweeney poszedł to sprawdzić. Co prawda był to jakiś klient, do którego Sweeney na moment wyszedł i rozmawiał z nim na zewnątrz, był to klient golibrody, no ale że Sweeney na razie nikogo nie przyjmował, tak mężczyzna był niepocieszony, że odszedł z kwitkiem. Nim Sweeney wszedł z powrotem do sklepu, jeszcze zaczepił go jeden starszy Pan, który także korzystał z jego usług. Oczywiście Todd zauważył, że poprzedni mężczyzna, jak i ten w wieku 70 lat stojący przed nim nie wyglądali najlepiej z zarostem od jakiś kilku tygodni, owszem obaj chodzili, gdzieś do zakładu, ale chyba nie byli zbyt pocieszeni wynikiem przed lustrem i w ogóle. Sweeney jedynie poinformował swojego klienta, że na razie zakład jest zamknięty, z powodu jego powrotu ze szpitala i obecnie nie jest na siłach przyjmować klientów. Choć starzec chciał mu nawet zapłacić za prywatną wizytę, Todd na początku się nie zgadzał, no ale w końcu uległ, by Pan Crofford przyszedł do niego jutro w południe, ale zaznaczył by nikomu o tym nie mówił, bo Todd w dalszym ciągu w p-racy był nieobecny. Po tej rozmowie z klientem i pożegnaniu Todd powrócił do sklepu, do salonu, gdzie siedziały kobiety i na niego spojrzały w ciszy.
Nagle Johanna też zmieniła temat, bo zapadła na moment niezręczna cisza, a Sweeney też na moment wstał od stołu i podszedł do gramofonu, gdzie zaraz wyjął jedną z płyt z muzyk-ooteki Pani Lovett i zaraz włożył jedną płytę, po czym opuścił na nią igłę i niebawem usłyszeli muzykę w tle.
- Tak, dokładnie. A Pan, Panie Todd wygląda na zamyślonego, coś Pana gnębi? Ja wiem, że mój ojczym nie popisał się ostatnio, do tego teraz sprawy ślubne i wesele, a on wyjechał i nie do końca wiem, co tak naprawdę się dzieje. Co parę dni pisał do nas depesze, a teraz milczy. - Sweeney spojrzał obojętnie w stronę córki, nie obchodziło go to co dzieje się z Turpinem, miał nadzieję, że zgnije w więzieniu. Nellie widząc na twarzy Todda frustracje zaraz też uśmiechnęła się do Johanny i odezwała spokojnym głosem.
- Och Johanno, Sweeney jest zmęczony, w końcu wczoraj przyjechaliśmy, praktycznie prosto ze szpitala... Może sałatki, sama robiłam, hm? Oj na pewno się odezwie, albo jedzie z powrotem do Londynu i nie miał już czasu niczego wysyłać, ani list, ani depesza nic. - Zaraz też zajmowała się obsłużeniem ich gościa, Sweeney też podał Johannie chleb, czy dolał z dzbanka ciepłego napoju kobietom.
- Hm, tak w końcu wczoraj przybyliśmy, ale jutro już jednego klienta przyjmę, bo spokoju nie da. Ja nie wiem, gdzie Ci ludzie chodzą do zakładów, ale jak miałby uznać, to przecież moją konkurencją jest zakład Satan'a, a to golenie wygląda dość tak na łapu capu.. Chyba, że klienci sami próbują się golić.. Ja nie rozumiem, że mężczyźni sami tego nie potrafią zrobić na tyle równo na ile można..  Ale skoro mi Pan Crofford już zapłaci więcej, to niech płaci.. Skoro chce, ja nie nalegam. A co do Pani ojczyma... myślę, że wkrótce sam to wyjaśni, albo się to jakkolwiek wyjaśni, dlaczego się nie odzywa i dlaczego zniknął na tyle czasu... Innej opcji nie widzę. Zresztą chyba nie uciekł z Londynu prawda? Poza tym ostatnio Panią nieco rozczarował... Czy to trochę nie złości, te kłamstwa..? Zazwyczaj, gdy ludzie są sobie bliscy nie chcą się okłamywać, bo nie jest to przyjemne, ani miłe. - Wzruszył ramionami, poza rozmową oczywiście pozwolili sobie na zjedzenie kolacji, kiedy na stole pojawiła się wędlina, nieco warzyw, ser żółty w plastrach, czy twarożek, którzy Sweeney jeszcze dokańczał i przyprawiał w kuchni.
- Może jednak nie powinien Pan się przemęczać, by przyjmować kogokolwiek... Ja wiem, że jest Pan wspaniałym golibroda, ale ludzie też powinni zrozumieć, że każdy ma prawo być chory. Tak wiem o tym, ma Pan rację, Berta na przykład jest zadowolona z tego obrotu sprawy, oczywiście nieco się niepokoi, ale ech... sama nie wiem co o tym myśleć.. I dziękuję bardzo za kolacje, ale nie muszą Państwo naprawdę, Na pewno jesteście zmęczeni, a ja nie chcę nadużywać gościnności. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni... A Pani Lovett... miałabym prośbę, zdradziłaby mi Pani swój przepis na szarlotkę, czy jabłecznik? Chciałabym sama upiec... nigdy nie piekłam i chciałabym, by mi za pierwszym razem wyszła i nie był to jakiś zakalec. Choć nigdy nie wiem czym różnią się od siebie te ciasta, oba przecież z jabłkami, prawda? - Uśmiechnęła się kobieta wesoło, oczywiście próbowała jedzenia i na pozór dobrze spędzali czas, może kobiety faktycznie, lecz Todd ciągle wydawał się być czymś zaniepokojony, bo bił się z myślami, że w tym okresie, kiedy nie ma Turpina ma taką niesamowitą szanse wyjawić swojej córce kim jest, że aż było to niesamowite. Lecz czy wykorzysta to? To nie było pewne, Sweeney nie zamierzał tego robić teraz, uznał że chyba powinien wtedy być z córką sam, a poza tym nie chciał narażać Nellie na przykrości, czy brak zaufania Johanny, poprzez wyjawienie prawdy przez Todd'a. Nie chciał ją w to mieszać, chciał by była czysta od podejrzeń, że to wie, że spiskowała z nim, bo tak mogłaby pomyśleć Johanna. Zaraz też kiedy Johanny rękaw od jej sukni nieco się podwinął Nellie zauważyła na jej nadgarstku bransoletkę i zaraz odezwała się lekko jej dotykając, domyślała się, że nie była zbyt tania.
- Mogę? Bardzo ładna bransoletka. Zapewne od Charlie'go, hm? - Spoglądała na Johannę, a Todd aż zakasłał pijąc swoją herbatę i wolał tego jednak nie wiedzieć od kogo ta bransoletka, poza tym jak na jego oko wyglądała na starą, zatem pewnie jakaś pamiątka, albo coś w tym rodzaju.
- Och bransoletka... tak, podobała mi się jedna u jubilera, ale niestety nie dostałam jej.. Charlie ni zarabia zbyt dużo, więc wręczył mi tą, którą nosiła jego babcia, dostała ją od dziadka.. To miły prezent, kiedy nie można mieć tego, czego się chce. - Zamyśliła się na moment, a wtedy Todd zabrał głos, gdy przełknął to co miał w ustach.
- Mimo to, niezbyt wydaje mi się przyjemne to, że niektóre sprawy związane z waszym zawarciem małżeństwa, załatwia Pani sama, takie rzeczy załatwia się razem..Proszę wybaczyć, ale wydaje mi się, że jako narzeczeni spędzacie mało tego czasu... a Pan Charlie jak pracuje, od rana..? Co on teraz właściwie robi..? Jeżeli wolno spytać.. - Zmarszczył czoło i spoglądał na córkę, choć czuł jak Nellie pod stołem lekko szturchnęła go w nogę, na co zerknął na nią z uniesioną brwią udając, że nie ma pojęcia o co jej chodzi.
- Tak, tak.. mało czasu spędzamy razem, ale pracować też trzeba.. Charlie pracuje przy winach, od szóstej do czternastej. Pracuje jako i dostawca i zapakowuje wino do skrzynek, potem na powóz i z jeszcze jedną osobą rozwozi, albo sam.. Rozwozi wino po sklepach... Bądź robi coś na magazynie, kiedy ma zmianę popołudniową. Ale mimo to po pracy Charlie załatwia jeszcze jakieś sprawy... i pod wieczór się widzimy.. - Todd czuł pismo nosem, że Charlie okłamywał jego córkę i pewnie ten czas na te "swoje sprawy" spędzał nie na załatwianiu czegoś co tego wymagało, a pewnie spotykał się z jakąś kobietą, albo kobietami. Kolejny Turpin, tylko z innego miotu matki i ojca.
- A co to za sprawy po pracy? Po pracy to albo ma się obowiązki, których przez pracę, godziny w pracy nie dało się wykonać, albo wraca do domu, gdzie jest się z bliskimi i o obowiązkach już nie wspomnę... A Charlie, ma rodzeństwo? Siostrę, brata? - Todd spojrzał na kobietę zastanawiając się, czy Charlie jest jedynakiem, że ma się za człowieka któremu wszystko wolno? Gdyż podejrzewał, że tak właśnie jest, skoro czas poświęcony rodzinie jest gdzieś indziej, a nawet nie chciał myśleć, że spotyka się za plecami narzeczonej z jakąś kobietą i ma z nią romans. Gdyby zobaczył go gdzieś na ulicy z kobietą, w dość dziwnej sytuacji, to nie ręczyłby za siebie i nie pozwolił by przyszły rzekomo, choć oby nie.. mąż tak traktował jego córkę. Johanna poczuła się zaskoczona słowami Todd'a, ale nie ze względu, że tak zapytał, ale na wzgląd tego, że naprawdę nie miała pojęca co to są za sprawy po pracy, skoro nie są związane ze ślubem, weselem, ich domem, tylko są po prostu jakieś i należą tylko do tych o których wie sam Charlie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.