Nellie cały czas przytulała
się do Sweeney'a, a on do niej i moment drzemki minął w dość szybkim tempie. Za
około dwie godziny kolejny raz w ciągu tego dnia, z tych samych rąk co
wcześniej rozległ się dźwięk dzwonka. Sweeney zerwał się z łóżka, a Pani Lovett
zaraz za nim. Mężczyzna nerwowo poprawiał swoje ubranie kiedy schodzili na dół,
a potem byli już coraz bliżej drzwi. Był zestresowany, tego nie dało się ukryć.
W pewnej chwili, przeszła mu przez głowę myśl aby uciec z domu i od tej
rozmowy, chociaż i to nie miało sensu, nie wchodziło w grę.
Nellie otworzyła drzwi nieco
już zniecierpliwionej Johannie, która jednak świetnie to ukrywała i kobieta
weszła do środka
- Dobry wieczór.. Panie Todd,
miło wreszcie Pana widzieć.. Wszystko w porządku..? Chyba nieco Pan zbladł.. -
rzuciła nieco śmielsze spojrzenie na ojca. Rzeczywiście wyglądał jakby coś go
dręczyło, ale nie zamierzała od razu go katapultować pytaniami.
- Dzień dobry.. dobry
wieczór.. I nawzajem.. Tak, tak.. wszystko w porządku.. A jak się Pani miewa? -
Sweeney przejął od kobiety jej płaszcz i powiesił go na wieszaku, a Nellie
pokierowała Johannę do salonu i jednocześnie jadalni, gdzie na stole znajdowała
się już część poczęstunku. Todd był podenerwowany, stąd wynikała jego pomyłka,
a kiedy szedł za kobietami wziął głęboki wdech i przełknął ślinę. Pani Lovett
kiedy miała do tego okazję spotkała się z jego spojrzeniem, jakby chciała mu
powiedzieć: zachowuj się naturalnie.
- Nie narzekam.. chociaż jest
jedna sprawa, która mnie niepokoi.. ale teraz nie o tym.. Kiedy wychodziłam
Tommy uciął sobie drzemkę, został z Bertą.. Charlie wciąż jest w pracy.. Ja
chodzę od miejsca do miejsca i załatwiam co mogę.. związanego ze ślubem i z
weselem.. Ale chciałam Państwa odwiedzić w bardziej delikatnej sprawie..
właściwie przymierzałam się do tego od kilku dni, ale nie mogłam nikogo zastać
w domu.. - Johanna spoglądała raz na Nellie, raz na Todd'a którzy również już
siedzieli przy stole. Para popatrzyła na siebie, nie wiedząc czego oczekiwać w
stosunku do tej 'delikatnej sprawy' i pytająco spojrzeli na swego gościa. -
Chodzi mi dokładnie o koniec wieczoru.. koniec balu mojego ojczyma.. Sprawy
zaszły wtedy zdecydowanie dalej niż powinny..
- Hm.. Może w takim razie
skoro mamy rozmawiać o tej sytuacji, napije się Pani herbaty.. kawy..? Poza tym
zrobiłam ciasto, jabłecznik.. proszę się częstować.. - Pani Lovett uśmiechnęła
się do Johanny, a Todd'a dotknęła pod stołem stopą w nogę żeby przestał być
taki nieobecny.
- Poproszę o kawę, jeśli nie
będzie to problemem.. Ciasto wygląda pysznie, spróbuję.. na pewno spróbuję.. -
Johanna odwzajemniła uśmiech, a po chwili została sama z mężczyzną, kiedy to
pani gospodarz poszła do kuchni zaparzyć wodę na herbatę. - Właściwie to
chciałam Pana w pewnym sensie.. przeprosić.. za zachowanie mojego ojczyma.. Te
oskarżenia nie powinny mieć miejsca..
- Moje relacje z sędzią nigdy
nie były nawet lekko zbliżone do przyjaźni.. tak po prostu wyszło.. Znamy się
od dawna, a mam wrażenie że ten człowiek wciąż próbuje wejść mi w drogę i coś
popsuć.. Przepraszam za bezpośredniość, ale kiedy on jest w pobliżu.. zwłaszcza
przed Panią, pozuje na to jakby miał mnie za dobrego kolegę, tak nie jest.. a
ja nie chcę dalej tego ukrywać.. Poza tym nie powinna mnie Pani przepraszać za
czyjeś błędy.. - Sweeney nalał sobie soku pomarańczowego do szklanki, chciał
chyba czymś po prostu zająć ręce. Jednocześnie zastanawiał się czy nie mówi
zbyt dużo podejrzanych rzeczy, ale właściwie było mu już wszystko jedno. - Bez
względu na to czy wierzy Pani w moją niewinność co do tych podłych oskarżeń..
czy nie.. Nie skrzywdziłem Berty.. jestem szczęśliwy z Panią Lovett, jestem jej
wierny i dlaczego miałbym zbliżać się do innego kobiety.. tym bardziej do jego
kobiety.. i w taki sposób.. To jakiś chory absurd..!
-
Nie oczekuję żadnych wyjaśnień.. wierzę w Pańską niewinność.. mam do tego wiele
podstaw.. Proszę niech się Pan tak nie unosi, Panie Todd.. - Johanna pokręciła
głową i dotknęła dłoni mężczyzny przez chwilę, przez co spojrzał na nią
uważniej. - Naprawdę, wierzę Panu.. Może się to teoretycznie wydawać dziwne,
ale wierzę.. - Zaraz w pomieszczeniu pojawiła się Nellie z tacką z gorącymi
napojami, wszystkiego starała się wysłuchać z kuchni, a nie było to trudne,
dlatego w tyle nie była. Postawiła przed każdym herbatę i znów zajęła swoje krzesło.
-
Właśnie mówiłam Panu Todd'owi odnośnie tego, co wydarzyło się u nas w domu,
podczas tego pamiętnego wieczoru.. Pani Lovett również jest powodem dla którego
uwierzyłam, że mój ojczym z jakiegoś powodu skłamał.. Nie jestem wtajemniczona
w to co było kiedyś, ale.. co do tego akurat jestem przekonana.. - Kobieta
posłodziła herbatę jedną łyżeczką cukru i dalej kontynuowała swoją wypowiedź. -
Kiedy Państwo wyszli.. przez okno widziałam jak przytula Pani Pana Todd'a.. ja
raczej nie zachowałabym się tak.. trzeba mieć ogromne zaufanie do drugiej
osoby, wiedzieć że na pewno tego nie zrobiła.. Raczej nikt nie chciałby się
przytulić do gwałciciela.. Ojczym zachowywał się potem dziwnie, chciał
odizolować się od wszystkich, przynajmniej przez resztę wieczoru.. a kiedy
udało mi się z nim zobaczyć za bardzo gubił się w tym co mówił, bym mu
uwierzyła.. chociaż pozwoliłam mu tak myśleć, pozwoliłam mu uważać, że mnie
oszukał.. Berta.. słyszałam jej rozmowę z Bernardem.. choć nie do końca
zrozumiałam wszystko, to na pewno tyle że jeśli zaprzeczy temu co powiedział,
wyrzuci ją z domu.. Była zastraszona, długo nie chciała o tym ze mną rozmawiać,
a kiedy ostatecznie to zrobiła, może niejednoznacznie.. ale przyznała że nic
takiego nie miało miejsca i współczuje Panu.. Poza tym jakim cudem miałby się
dostać Pan do tego domu? Na każdym kroku napotyka się na służbę.. A Berta nie
wychodzi raczej z domu, robi to bardzo rzadko.. no i zawsze w czyimś
towarzystwie.. Więc gdzie niby miałby ją Pan skrzywdzić? Jestem przekonana, że
to okropne kłamstwo ze strony mojego ojczyma.. nie wiem, co leży u jego
podstaw.. ale dowiem się tego.. może uważa mnie za głupią.. ale zaskoczę go..
Bardzo dużo stracił w moich oczach od tej pory.. do tego to zniknięcie? Mam
wrażenie, że coś przed nami ukrywa.. i że jego wyjazdy nie mają nic wspólnego z
pracą.. Gdyby tylko moi rodzice żyli.. pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej,
nie musiałabym być skazana na niego przez tyle lat.. - Johanna była przekonana
do tego, co mówiła, wyraźnie było to po niej widać. Choć kiedy zorientowała
się, że ostatnie zdanie wypowiedziała na głos przy obcych osobach czuła, że niezbyt
dobrze postąpiła.. bo mimo wszystko nie chciała się tak otwierać, a to była
sprawa prywatna. Przeniosła swój wzrok na szklankę z której upiła kilka łyków,
a potem nałożyła sobie kawałek jabłecznika na talerz. Zapadła chwila ciszy,
którą przerwał Sweeney pod spojrzeniem Nellie.
-
Szczerze mówiąc.. jestem pozytywnie zaskoczony.. Spodziewałem się czegoś
innego, a nie tego że uwierzy Pani we mnie, a nie w Turpina.. Cieszę się, że
chociaż w tym aspekcie sprawa dobrze się zakończyła.. i że nie będę postrzegany
jako zwyrodnialec.. A teraz musicie mi na chwilę wybaczyć, ale zaraz wracam.. -
Sweeney wstał od stołu i skierował się do łazienki. Chciał na chwilę zostać
sam, ze względu na wszystkie emocje, które rozdzierały go wewnętrznie. W
łazience zamknął drzwi na klucz i oparł się dłońmi o umywalkę. Czuł się trochę
jak w amoku, nie wiedział co ma dalej mówić kiedy już tam wróci skoro już
wcześniej rozmowa mu nie szła, nie był w stanie z siebie wydusić kilku słów i
gdyby nie Nellie siedziałby tam pewnie przez cały czas jak mruk.
-
Weź się w garść Todd..! Gdyby Twoi rodzice żyli, Johanno? Tak się zdaje, że
Twój ojciec żyje, siedzi tuż obok Ciebie od prawie godziny, ale jest zbyt
wielkim tchórzem by wyznać Ci prawdę! Może nawet nigdy się nie odważy..?!
Kiedyś zabijałem ludzi.. jednego po drugim.. a teraz nie potrafię przyznać się
do bycia ojcem.. Jestem żałosny.. - Uderzył pięścią w ścianę, a zaraz aż syknął
na to z bólu i przysiadł na krawędzi wanny. - To taka idealna okazja.. Turpina
nie ma w mieście.. a ja dalej nie potrafię.. Nellie miała rację.. powinno się
to stać dzisiaj.. Lecz chyba ona ma więcej odwagi niż ja i prędzej jej to
powie.. - Znów wstał i przemył twarz zimną wodą, po czym spojrzał w swoje
lustrzane odbicie. - Przecież nie mogę tak żyć wiecznie.. jeśli na to mnie nie
stać to i nie stać mnie na wiele innych rzeczy.. - Sweeney wytarł ręcznikiem
mokrą twarz, spojrzał jeszcze na siebie jakby chciał wygonić tego wewnętrznego
tchórza i już wracał do salonu, gdzie Pani Lovett rozmawiała z jego córką, a
rozmowa wreszcie przestała być tak sztuczna jak na początku. Zauważyły jego ponowne
pojawienie się, ale nie urwały swego tematu.
-
Więc gdzie konkretnie odbędzie się ślub..? A wesele..? Jeśli mogłabym w czymś
pomóc to jestem do dyspozycji.. Swego czasu też załatwiałam różne sprawy
związane ze ślubem.. który co prawda nie doszedł do skutku, ale troszeczkę się
w tym orientuję.. - Nellie zaoferowała swą pomoc, bo naprawdę mogła się przez
to zbliżyć do Johanny, trochę ją poznać i wszystko przekazywać ukochanemu. Były
to raczej kobiece sprawy, ale zawsze wynikała z tego jakaś korzyść i dla Sweeney'a.
Mężczyzna postanowił już nie być taki obojętny na ich rozmowę, bardziej się
przysłuchiwał a kiedy kobieta wspomniała o swoim ślubie z McCartney'em aż go
zakuło w sercu. Mogło być to na skutek wspomnienia złych czasów i tego można
powiedzieć miłosnego trójkąta, ale i musiał przyznać, że William nawet z całym
swoim podłym charakterem odważył się na oświadczyny, podczas gdy Todd wciąż
miał problem z wyrażaniem własnych odczuć w stosunku do niej i nie tylko do
niej. Podejrzewał, że Nellie właśnie o tym wszystkim marzy.. o narzeczeństwie,
ślubie.. może i o dziecku i mocno uderzyło go to, że sam nawet poważniej nie
zastanawiał się nad tym. Tego dnia czuł się wyjątkowo źle psychicznie, jak małe
nieporadne dziecko, które nie potrafi sobie z niczym dać rady.
-
Ślub odbędzie się w Katedrze Św. Pawła.. to niedaleko stąd.. A wesele, no
właśnie.. z tym jest większy problem, bo nagle kiedy sala jest potrzebna kwitną
wszelkie imprezy i ciężko znaleźć miejsce, które nie jest od kilku miesięcy
zarezerwowane.. A też staramy się, żeby wesele nie odbyło się zbyt daleko od
domu czy kościoła.. bo jednak goście i my musimy tam dotrzeć.. Zaprosiliśmy już
rodzinę, teraz powoli myślimy nad strategią zapraszania kolejnych osób..
Zabiera to nieco czasu, a ten leci nieubłaganie.. Naprawdę..? To bardzo miłe..
A ten jabłecznik jest wyśmienity, tęskniłam za Pani wypiekami.. - Johanna jadła
już drugi kawałek, ale nikt jej przecież nie żałował. Nellie cieszyła się, że
jej smakuje, a zwłaszcza ucieszyła się na tą pochwałę.
-
Znam kogoś, kto mógłby pomóc w kwestii sali.. jutro mogę się skontaktować, to
moja koleżanka.. i może po znajomości udałoby się coś załatwić, na pewno sala
nie jest daleko od katedry.. A sama katedra jest pięknym miejscem, te wymiary i
wystrój.. Coś zachwycającego, prawda Sweeney..? - Nellie miała na myśli
koleżankę jej przyjaciółki Isabel, która zajmowała się tym biznesem i całkiem
dobrze jej szło. Spojrzała na ukochanego i trochę zaniepokoiła się jego wyrazem
twarzy, który ciężko było rozszyfrować, a nie oznaczało to nic innego jak
intensywne rozmyślanie nad czymś.
-
Mhm, to jedna z piękniejszych świątyń w Londynie.. Mówisz o Catherine i
Jamesie? Tak, prowadzą dość dobry biznes, myślę że bez obaw można tam urządzić
wesele i być zadowolonym.. Kiedy dokładnie ten wielki dzień, hm..? - Sweeney
dopił herbatę i zwrócił się z pytaniem do córki, jakby zaraz miał poznać
zapadający wyrok.
- W
takim razie.. będziemy się kontaktować.. byłabym naprawdę wdzięczna gdyby to
wypaliło, chociaż oczywiście najpierw musielibyśmy obejrzeć to miejsce wspólnie
z Charlie'm.. Dokładnie 28 maja, więc to jeszcze trochę.. ale zleci szybko..
Właściwie to chcieliśmy umówić się już oficjalnie z Państwem, kiedy możemy
przyjść z zaproszeniem, jednak póki co nie miałam z nim czasu o tym
porozmawiać.. - Johanna była cała rozpromieniona, kiedy mówiła o ślubie czy
wspominała o swoim narzeczonym, którego jednak ciągle przy niej nie było.
Wyglądało to na historię dość podobną do McCartney'a, który przed ślubem też
wiecznie znikał i było to trochę niepokojące dla Todd'a i Lovett, że Johanna
nie ma wobec niego żadnych podejrzeń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.