SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 7 marca 2016

Part 314.

Nadinspektor zrobił nieco zamyśloną minę, jakby sam zastanawiał się czy dobre pytanie zadał kobiecie, no jako osoba prywatna nie chciał być wścibski w ludzkie intrygi, ale jako policjant musiał wiedzieć co spowodowało, że Sweeney znalazł się w poważnych opałach. Nellie zaraz sama zastanawiała się co odpowiedzieć mężczyźnie i dodała.
- Panie Nadinspektorze, to najlepiej, gdyby powiedział Panu Pan Todd.. Ja uważam, że sędzia Turpin chciał mieć część żony Pana Todd’a przy sobie, kiedy ta kobieta odeszła.. a córka Pana Todd’a jest podobna do swojej matki.. Poza tym to zemsta za to, że Sweeney nie był dla sędziego łatwym orzechem do zgryzienia, może nie wygląda na takiego, ale ma swoją strategię postępowania z takimi jak ktoś jest mu wrogiem.. Oczywiście nie mówię, że Sweeney zrobił komuś krzywdę, nie.. nie..! Po prostu Sweeney nie posuwa się do czynów, woli rozwiązywać problemy słownie.. Inaczej mówiąc, Sweeney’owi Turpin odebrał zonę i córkę, Sweeney stara się wyjawić córce prawdę, oczywiście boi się jej odrzucenia.. Więc podchodzi do tego na razie poprzez poznanie jej i zaprzyjaźnienie się z nią.. Lecz ostatnio sędzia popsuł tą relacje golibrody z córką, przez kłamstwo. Ech… tyle co wiem… A w zamku dokładnie nie wiem co się działo.. ale Sweeney miał obrażenia wewnętrzne i zewnętrzne, w nocy miał operacje i mam nadzieję, że mimo tych najgorszy godzin, które już minęły nic nie zmieni się na gorsze.. – Nellie westchnęła, była wszystkim zaniepokojona, a mężczyzna z policji wszystko notował co uważał za słuszne, przytaknął kobiecie na ostatnie słowa i odezwał po chwili.
- No dobrze to jedno, a Pani..? Czy Pani też ten człowiek zagraża? Czy ma Pani kłopoty z jego powodu… może też Pani kogoś odebrał..? Nie znam go, ale poznam i dostanie mu się za swoje.. Po prostu muszę to wiedzieć.. – Kończył już to przesłuchiwanie Nellie, bo widział, że kobieta miała już tego dość, ale też chciała by prowodyr tych wszystkich złych lat, poszedł w końcu do więzienia i dostał za swoje.
- Ja? Mnie nie, choć nie raz słyszałam jakieś pogróżki na mój temat.. jego sługa Bamford też nie jest bez winy… zapewne pogwałcenia kobiet też nie jest mu daleko, skoro już mi „obiecał” co mógłby zrobić ze mną.. To jego prawa ręka, na niego też bym uważała.. Ja nie mam kłopotów.. Kocham Pana Todd’a i nie chcę by ktoś jego mi odebrał. Rozumie Pan? Dlatego tu jestem bo go kocham.. bo czułam, że za tym wyjazdem stoi coś złego.. żałuję, że nie udało mi się zabrać Sweeney’a stamtąd wcześniej, może nie byłoby w tak złym stanie jak teraz… Ech.. – Kobieta zamyśliła się na chwilę, a policjant pogładził ja po dłoni i zaraz wstał ze swojego krzesła. Nie zamierzał dłużej już jej męczyć, poza tym już przez szybę groziła mu Pani doktor Green, która zaraz miała tu przyjść.
- Rozumiem Pani niepokój, myślę że wiem wszystko co powinienem. Nie będę już dłużej Pani męczyć poza tym czas zacząć śledztwo.. Zamek jest i tak przeszukiwany przez policję, także proszę się nie obawiać, nikt nie ucieknie z niego. Dowiemy się co z tym wszystkim wspólnego ma też Hrabia Vermont.. – Mężczyzna pożegnał się z kobietą z małym uśmiechem na ustach i powoli opuścił jej sale, gdzie Nellie została sama, lecz nie na długo, bo zaraz doktor ją odwiedziła i zaraz podała jej kubek z ziołami, jak i tez postawiła na stoliczku mus jabłkowo-marchewkowy do zjedzenia.
- Zioła jak mówiłam, proszę je wypić. Może nie są najsmaczniejsze ale pomogą na poranne dolegliwości. Przyniosłam też mus do zjedzenia, trochę witamin nie zaszkodzi. Poza tym pielęgniarka zaraz przyjdzie, także podłączę Panią do kroplówki.. dobrze..? Podamy witaminy isole mineralne.. Wzmocnienie jest potrzebne… Mam nadzieję, że nie wymęczył Panią nadinspektor.. Och on bywa czasem nazbyt drobiazgowy… ale na szczęście już poszedł razem ze swoim przełożonym.. Teraz zalecam odpoczynek.. Jutro zrobimy badania z samego rana.. Dobrze..? – Doktor pomogła też Nellie z poduszką pod głową, zaraz pojawiła się i pielęgniarka, gdy Nellie rozmawiała z doktor greek.
- Dobrze, dziękuję Pani doktor. Mus? Och poczuję się jak dziecko. Dobrze, chyba jedyne co mogę zrobić, to godzić się na wszystko, prawda..? Hm.. jakoś poradziłam sobie, przynajmniej koniec przesłuchań, przynajmniej mam taką nadzieje… - Uśmiechnęła się lekko do Pani doktor, która zaraz z pielęgniarką zakładały jej kroplówkę z witaminami i nie tylko. Potem obie wróciły do swoich obowiązków i kobieta została sama. Tego dnia też jeszcze odwiedził Panią Lovett mężczyzna z hotelu i przyniósł jej rzeczy o które  go prosiła, jak i postarał się też o szlafroki. Kobieta była mu za to bardzo wdzięczna, poza tym po południu już czuła się trochę lepiej. Odwiedziła jeszcze Sweeney’a pod wieczór, bo wcześniej lekarze jej nie pozwalali opuszczać łóżka.
Sweeney z Nellie wieczorem zamienił parę zdań, nawet postarali się o milsze tematy, niż tylko te, które ich otaczały. Co prawda rozmowa ze Sweeney’em nie trwała zbyt długo, bo lekarz już nie pozwalał Nellie być dziś dłużej niż pół godziny, ale dobre było i to. Nellie zostawiła w Sali mężczyzny jego rzeczy, łącznie ze szlafrokiem, który znalazł się przy łóżku, na oparciu, by miał go pod ręką. Dziękował kobiecie za to co dla niego robiła i tak mijał im w szpitalu tydzień, po którym mężczyzna czuł się już lepiej, Nellie także, choć jeszcze w szpitalu zostawała, z powodu osłabienia i odwodnienia, nie zagrażało to jej zdrowiu już, ale doktor wolała ją wypuścić za jakieś trzy dni, albo cztery, nim wszystko będzie jak zawsze.
Śledztwo w sprawie Turpina oczywiście trwało, w końcu pojawiły się pierwszy fakt w gazetach potwierdzony przez śledczych, że groźny i nieznany wszystkim Hrabia Vermont, nie żył już około 2-3 lat. W posiadłości hrabiego odnaleziono także złoto, które zabezpieczyła policja, ale o tym głośno nie mówiono, ale plotki rozchodziły się szybko, że nawet dotarły do szpitala. Na terenie zamku znaleziono wecuj szczątków i to ludzkich ciał, przeprowadzano dogłębne badania zamku, w lochach czego było wiadomo, że miały tam miejsce koszmarne sceny i historie, które kończyły się właśnie w ziemi. Spore ilości krwi znaleziono na zamku w podziemiach, Ernest był jako jeden znaleziony nieboszczyk, Turpina i Bamforda, nie znaleziono i do tej pory nie aresztowano, bo Nellie nie pocieszało, bo bała się, że wrócą do Londynu choćby jak ostatnie ofiary przemocy i podpala jej i Todd’a dobytek i para nie będzie miała poco wracać, a wiedziała, że przecież tam Sweeney trzymał pieniądze.
(…)
Nellie właśnie leżała na swoim szpitalnym łóżku jak do szpitala przyszedł Turpin ze swoim szczurem służalczym. Widziała ich jak weszli do jej Sali i zaczęli mówić do niej niezbyt miłe rzeczy, a byli zbyt pruderyjni, ale z sarkazmem wypisanym na twarzach, że to ją gorszyło. Do tej jeden z nich wskazywał na salę Todd’a, gdzie był Ernest i wbijał nóż w ciało Sweeney’a, że było widać wszędzie krew, cała pościel i golibroda już bez życia. Nellie krzyczała wzywała pomocy i chciała pójść do Sweeney’a, ale coś ją blokowało, nie mogła tego zrobić. Poczuła w którejś chwili rękę na swoim nadgarstku i zaraz kobieta zobaczyła przed sobą swojego ukochanego, który siedział przy jej łóżku na wózku inwalidzkim, gdzie były dwa wieszaczki i i odezwał się do Nellie.
- Witaj Kochanie… Chyba coś niezbyt przyjemnego Ci się śniło hm..? Dziś ja Cię odwiedzam.. to chyba miło prawda..? W końcu mogłem na chwilę wstać, ale ta pielęgniarka, co wygląda jak moja ciotka z Kentucky… nie chciała mnie tu puścić bez tego wózka… I z tymi napojami w woreczkach.. trochę dziwny posmak mam w ustach, chyba już od tych leków.. ale nic z tym chyba zrobić się nie da.. a jak Ty się czujesz? – Sweeney gładził kobietę po dłoni, gdy powoli doszła do siebie i spoglądała w jego oczy, a po chwili zaraz zbliżyła się do niego i przytuliła go do siebie jak tylko mogła. Cieszyła się, że to był tylko zły sen, a Sweeney czuł się już lepiej i nawet był w jej Sali, właśnie teraz, kiedy go potrzebowała.
- Och Misiu… Masz rację, miałam koszmar.. Jak dobrze, że jesteś.. Chyba obudziłabym się z krzykiem. Nie mówmy o tym, nie chcę.. To co się dzieje, działo przyprawia mnie o koszmary… Właśnie widzę, ale to dla Twojego dobra, jesteś jeszcze słaby… ale już niedługo wyjdziesz stąd i pojedziemy do domu. Dobrze? A ja dobrze się czuję, po prostu nudno tak, gdy siedzę sama, Ty leżysz, albo śpisz, ale bardzo cieszy mnie Twój widok, tym bardziej tutaj… Cieszę się, że jesteś tu nawet z woreczkami, nawet na tym wózku, ale jesteś.. to najważniejsze.. – Uśmiechnęła się do mężczyzny i obejmowała jego twarz, gładziła go po policzkach i złożyła pocałunek na jego suchych wargach, co delikatnie odwzajemnił i przytulił Nellie jak mógł mimo też tych przewodzików, które połączone były z jego rękami.
- Jestem tu, teraz nic nie może Ci się złego śnić.. Dziękuję Ci za ubrania, szlafrok.. ale skąd go masz..? Szlafroka przecież nie brałem ze sobą, nie przypominam sobie bym posiadał taki hm..? Ty też widzę, że masz coś nowego… Ech, nieważne, najważniejsze, że niebawem stąd wyjdziemy. Prawda? – Spoglądał na kobietę i uśmiechnął się do niej, wyglądał już lepiej niż tydzień temu, może jeszcze nie dobrze, ale przynajmniej był przytomny i mógł poruszać się chociaż na wózku, co mogło tylko świadczyć o tym, że wraca powoli do zdrowia. Dotknął dłonią palce u dłoni Nellie i odparł do niego, gdy patrzył na jej rękę.
- Nie złapali ich, prawda? Wybacz, że o tym mówię… ale tu ludzie o tym na okrągło mówią, nawet pielęgniarki, które zmieniały mi opatrunek… Przeżyli to? Czy ktoś się ich pozbył i gdzieś ukrył ich ciała? Głupi zawsze mają szczęście. – Pokręcił głową, a Nellie zaraz objęła policzki Sweeney’a dłońmi i spoglądając mu w oczy szepnęła/
- Nie, Sweeney. Są pewnie gdzieś na wolności, ukrywają się. A myślałam, że wykrwawią się, chociaż może mimo wydostania się, nie uciekli tak daleko i gdzieś wydali ostatnie tchnienie? Martwi mnie to, przecież obaj nie trzymali się na nogach z tego co pamiętam… - Pogładził Nellie po jej dłoniach i zaraz w obie ją pocałował uśmiechając się do niej, choć na jego twarzy było małe zaniepokojenie.
- Rozumiem, ale pocieszmy się faktem, że kiedyś i oni będą musieli odejść i mam nadzieję, że to będzie przed nami. A ja nie będę już jakimś głupim golibrodą, który rzekomo zgwałcił jej przyszywaną macochę. Ta sprawa ciągle nie daje mi spokoju. - Westchnął i pocałował Nellie w jej nos i pomiział ją zaraz swoim nosem mrucząc cicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.