- Za to ja myślę.. Może
nawiedził mnie zbyt wielki optymizm w tej chwili.. Ale skoro policja tak mocno
zaangażowała się w tą sprawę.. coś się jednak zaczęło dziać się w tym
miasteczku.. każdy o tym mówi.. Poszukują Turpina.. i Bamforda też.. i raczej
mają przeciwko nim kilka zarzutów.. Pomyśl, że jeśli by ich dorwali..
aresztowali.. Co pomyślałaby Johanna i Berta.. Kto tutaj wyszedłby na
przewagę..? - Nellie rozmyślała nad finałem tej sprawy, która może w tym
stopniu mogła odbić się pozytywnie i spojrzała z wyrazem triumfu nad
przeciwnikiem w oczy mężczyzny. - Kochanie.. jeśli aresztują Turpina.. sprawa
rozejdzie się po całej Anglii.. ludzie zbuntują się, że ktoś taki zajmował się
ich osądzaniem.. Jego kariera będzie zrujnowana.. Pójdzie na dno.. - Dotknęła
dłoni Sweeney'a, przesuwając po niej kciukiem.
- Gdyby tylko tak wszystko
się skończyło.. Ale sam już nie wiem co myśleć.. Turpin ma znajomości w
Londynie, nawet jeśli go aresztują, za kilka dni wyjdzie i wszyscy jego koledzy
będą tuszować tą sprawę.. Być może jeszcze ją przekręcą i co najgorsze wszystko
obróci się przeciwko nam.. Tego się jedynie obawiam.. Ale i może powinienem
myśleć tak jak Ty.. już nie pierwszy raz powinienem tak zrobić.. Lecz teraz
może porozmawiajmy o czym innym, już samo to miejsce nieustannie przypomina
dlaczego i przez kogo się tu znaleźliśmy.. - Sweeney zdobył się na uśmiech,
starał się odgonić od siebie te wszystkie niepokojące myśli, choć tak naprawdę
wciąż go nie opuszczały. Jednak nie chciał wywoływać u Nellie kolejnych
stresujących dni i wolał zmienić temat. - Mówiłaś coś o wyjeździe.. Racja,
powinniśmy się gdzieś wybrać, choć myślałem bardziej o lecie, ale skoro wyszło
nieco inaczej.. Zasługujemy na choćby tydzień odpoczynku od rzeczywistości,
prawda? Niby teraz nie pracujemy, ale tego raczej wczasami nie można nazwać.. I
nie martw się, nie myślę tu o wyjeździe do Newcastle.. Oczywiście rodziców też
wypada odwiedzić za jakiś czas.. może na święta..? Chciałbym po prostu wybrać
się gdzieś by być tam tylko z Tobą Nellie.. Nigdy jeszcze nie mieliśmy takiej
okazji, albo Ty musiałaś wyjechać do ciotki, albo ja tutaj..
- Ja jedynie liczę na to, że
zła passa w końcu przestanie nas prześladować i chociaż jedna rzecz wyjdzie
tutaj pozytywnie.. Oby tak było.. Tak, uznałam, że w powrocie do zdrowia przyda
Ci się nieco innego klimatu.. i wyjazd to chyba wcale nie najgorszy pomysł..
Pogoda może nie jest zachwycająca, ale z każdym dniem będzie przecież ładniej..
Oj nawet gdybyśmy mieli jechać do Newcastle nie byłabym zła, Twoi rodzice są
bardzo sympatycznymi ludźmi i dali nam do zrozumienia żebyśmy ich odwiedzali..
Ale tak.. bardziej chodziło mi o nasz wspólny wyjazd.. Stęskniłam się za Tobą
Skarbie.. Już nie mówię o tym nieszczęsnym wyjeździe, ale i o codziennych
dniach, w których pochłaniała nas jedynie praca i nie mieliśmy nawet czasu dla
siebie.. - Przytuliła się do Sweeney'a. Cieszyła się jego obecnością, tym że
wreszcie znów mogą być razem. Pragnęła nadrobić ten stracony czas, dlatego na
słowa mężczyzny bardzo się ucieszyła, zwłaszcza że nie był obojętny na jej
propozycję i sam poruszył ten temat. Rozłąka sprawiła, że stali się sobie
jeszcze bliżsi. Sweeney pocałował ukochaną, a Nellie czule odwzajemniła
pocałunek i przedłużyła go. Oboje potrzebowali tej czułości i chwili
zapomnienia. Właśnie wtedy do sali zamierzały wejść dwie pielęgniarki, po
jednej do każdego pacjenta. Jednak zatrzymały się przed wejściem na widok
okazującej sobie czułość pary. A raczej jedna przekonywała drugą żeby tam nie
wchodziła.
- Stój Dorothy..! Chyba nie
zamierzasz im teraz przeszkadzać. Dużo przeszli.. zasługują na chwilę
prywatności.. - Theresa zatrzymała swoją koleżankę ręką i cofnęła się z nią
kilka kroków w tył.
- Och no już dobrze, dobrze..
Oj nie zazdrościsz nim? Popatrz.. to nie żadne kłamstwo, że są razem.. Tacy
zakochani.. Mój Harold nigdy się tak nie zachowywał.. Ech.. - Ubolewała starsza
pielęgniarka. Jednak miło było popatrzeć na ludzi tak pałających do siebie
uczuciem, będących definicją wsparcia dla siebie w tych gorszych momentach.
Dorothy spoglądała na nich z rozmarzonym uśmiechem, jakby również chciała
znaleźć się na ich miejscu i odjąć sobie lat, a Theresa pokręciła głową prawie
śmiejąc się z koleżanki i wreszcie cofnęły się do głównego korytarza, choć ich
głosy były jeszcze słyszalne w sali. Nie dało się ukryć, że para pacjentów była
chyba atrakcją tego miesiąca w szpitalu.
Pan Todd i Pani Lovett
oczywiście dostrzegli obecność podglądaczy, ale i tak niczego sobie z tego nie
robili i po prostu cieszyli się sobą. Tego dnia spędzili wspólnie wiele godzin,
nawet jedząc obiad, potem nieco odpoczęli poprzez sen i wieczorem to Nellie
odwiedziła Sweeney'a.
Tak minęły kolejne cztery dni
w szpitalu, a pojawił się tam również mężczyzna z recepcji, by sprawdzić czy
wszystko w porządku u pary, której okazał swoją pomoc. Golibroda z piekarką
nudzili się już w szpitalu, ale spędzając wspólnie czas i tak pobyt minął
szybciej niż gdyby nie mogli się ze sobą widywać. Stan Nellie znacznie się
poprawił, głównie dzięki wszystkim kroplówkom, solom mineralnym i witaminom
jakie wnikały do jej żył. Zaś stan Todd'a był już stabilny, choć oczywiście
dostał receptę pełną różnych lekarstw i maści wraz z zaleceniami doktora, by
jeszcze przez najbliższe tygodnie się oszczędzał i nie nadwyrężał sił. Nie
obyło się bez podziękowań dla personelu, po czym Nellie i Sweeney opuścili
szpital.
- Hm.. już nie mogłem się
doczekać wyjścia.. A teraz, hm.. Prosto do hotelu, czy chcesz się jeszcze
gdzieś wybrać Nellie..? - Sweeney poprawił swoją torbę na ramieniu i wziął
Nellie pod rękę i jak na razie ruszyli przed siebie.
- Teraz już czeka nas tylko
podróż do domu.. Właściwie to myślałam żeby wybrać się na dworzec i tam
sprawdzić godziny odjazdu pociągów do Londynu.. Dałbyś radę jeszcze trochę się
przejść..? Zawsze możemy wziąć dorożkę.. Chyba byłabym nawet dzisiaj gotowa
stąd wyjechać. A do apteki..? Mam przy sobie pieniądze więc od razu moglibyśmy
wykupić leki.. - Sweeney z aprobatą pokiwał głową co do apteki, choć nie
zamierzał zmieniać decyzji, co do sposobu przemieszczania się.
- Nie rób ze mnie kaleki
Kochanie.. Nie jest może jeszcze tak jak powinno być, ale muszę się też ruszać
żeby się poprawiło.. Więc teraz przejdziemy się na dworzec, a potem do apteki,
hm?
- Martwię się.. chcę żebyś
czuł się już dobrze, dlatego pojedziemy jeśli tylko się zmęczysz.. Tak, a potem
wrócimy do hotelu. - Chwyciła mężczyznę za dłoń i tak w umiarkowanym tempie
posuwali się na przód. Za około dwadzieścia minut dotarli na dworzec, choć
niestety na miejscu nie było takich dobrych wieści na jakie oczekiwali. Ostatni
pociąg odjechał godzinę temu. Ostatni bo na trasie trwały prace remontowe i
ilość połączeń była ograniczona. Poza tym nie było też zbyt wielu połączeń, bo
Truro wcale nie należało do popularniejszych miast w Zjednoczonym Królestwie,
co wiązało się z mało rozwiniętą siecią komunikacji. Za to kolejnego dnia
najwcześniejszy pociąg odjeżdżał o 11 i już dzisiaj para nabyła bilety na
podróż. Kolejnym przystankiem był zakup lekarstw, po czym wreszcie znaleźli się
w hotelu i Nellie zamówiła obiad do pokoju (miał zostać dostarczony za
godzinę). Kobieta odebrała klucz do pokoju i zaraz się tam znaleźli. Sweeney
rozejrzał się po pokoju, bo nie pamiętał jego wyglądu z nocy kiedy się tutaj
znalazł, otworzył okno, odwiesił płaszcz na wieszak i usiadł na łóżku.
- Podoba mi się tutaj..
Podwójne łóżko.. miałaś wszystko tak dobrze zaplanowane, wiedziałaś, że dasz
radę mnie odbić.. Nellie.. zawsze będę Cię podziwiać za to, co zrobiłaś..
Jeszcze nikt nigdy się tak dla mnie nie poświęcił.. Jestem pewien, że nawet
część mężczyzn by stchórzyła, za to Ty.. jak zwykle zachowałaś zimną krew..
Pokazałaś, że jesteś silniejsza.. - Sweeney'a często teraz nachodziła taka chęć
wyznawania jak bardzo ją podziwia, doceniał ją jeszcze bardziej niż wcześniej.
Tak samo było z okazywaniem uczuć. Położył się na łóżku. Niesamowite było
uczucie wygody jakie go ogarnęło, dopiero po tylu dniach ciało mężczyzny mogło
naprawdę odpocząć - nie śpiąc na łóżku polowym, czy szpitalnym. Choć pełnią
komfortu było łóżko na Fleet Street, lecz i do tego było już coraz bliżej.
Pani Lovett również pozbyła
się swego płaszcza, lecz od razu zabrała się do rozszyfrowania kartki z rozpiską
leków siedząc po drugiej stronie łóżka. Wyjęła wszystkie opakowania na szafkę
nocną i starała się ustalić ich kolejność. Sweeney przekręcił się na łóżku,
przybliżył do kobiety i położył rękę na jej biodrze.
- Możesz to na razie zostawić,
Słońce..? Chodź tutaj.. Przecież nie będziesz przez resztę dnia porządkować
moich leków.. Potem się tym zajmę.. - Nellie uśmiechnęła się pod nosem i
odwróciła do mężczyzny, który na twarzy miał wypisaną prośbę żeby się koło
niego położyła. Zdjęła więc buty i wylądowała na boku obok niego.
- Sweeney.. ja nie czuję się
jak bohaterka.. Słyszałam jak w szpitalu tak mówili.. a teraz Ty robisz to
samo, tylko w innych słowach.. Ale ja.. zrobiłabym to co każdy kto kogoś mocno
kocha by zrobił.. To nic nadzwyczajnego.. Na moim miejscu zrobiłbyś to samo..
Dobrze, może nie każda przypadkowa osoba z ulicy odważyłaby się.. Jednak dla
mnie myśl, że mogę stracić kogoś takiego jak Ty.. kogoś najważniejszego w moim
życiu, jest w stanie popchnąć do wszystkiego.. dosłownie. - Nellie spojrzała
głęboko w oczy Sweeney'a, po czym wtuliła się w niego, mocno a zarazem
delikatnie by nie spowodować bólu na wciąż istniejących ranach. Mężczyzna
zamknął wokół niej swe ramiona. Przez moment trwali tak w ciszy, wsłuchując się
jedynie w odgłos bicia swych serc.
- Bez względu na to, co
powiesz.. moją bohaterką będziesz.. jakkolwiek by to określić.. bo jesteś godna
podziwu.. Kocham Cię.. i już nie mogę doczekać się naszej wycieczki.. choćby
miała nastąpić dopiero za dwa miesiące.. A dzisiaj też mamy jeszcze trochę dnia
i możemy się sobą nacieszyć.. - Musnął czoło kobiety, a prawą dłonią przesunął
z pleców na jej włosy i przeczesywał je palcami.
- Ja Ciebie też bardzo mocno kocham.. i Ty tak samo jesteś dla mnie
kimś niesamowicie dzielnym.. Hm.. a co proponujesz..? Mmm.. tak jest milutko..
- Nellie odprężyła się dzięki mężczyźnie, wreszcie czuła taką wewnętrzną ulgę,
że jest po wszystkim i większość negatywnych emocji opadła. A Sweeney doskonale
znał jej słabości jak właśnie mizianie włosów, czy pocałunki w szyję.
- Gorąca kąpiel..? Czego
sobie tylko zażyczysz.. - Odpowiedział tuż przy jej uchu, a kobieta uniosła
brew zastanawiając się co on jest w stanie jeszcze wymyślić. W najmniej
odpowiednim momencie rozległo się pukanie do drzwi, Sweeney powstrzymał Nellie
od sprawdzenia kto to i sam podjął się tego zadania. Może zrobił to wolniej, bo
nie był jeszcze tak bardzo sprawny, ale chociaż w tym chciał kobietę wyręczyć.
Przybył wózek z ich obiadem i zabrali się do jedzenia, wreszcie smakując
czegoś, co było prawdziwym jedzeniem, a nie czymś w rodzaju paćki przyrządzonej
odpowiednikami właściwych składników. Potem golibroda rzeczywiście spełnił
swoje wcześniejsze słowa i zniknął w łazience na dłuższy czas, w czasie którego
przygotowywał kąpiel dla Nellie. Dodał do wody różnych pianotwórczych
wynalazków, a nawet w szafce znalazł płatki róż, takich właśnie przeznaczonych
dla nastrojowych kąpieli. Zastanowiło go to, lecz wytłumaczył sobie ten fakt w
sposób, że skoro pokój jest raczej przeznaczony dla par, to i łazienkę
zaopatrzono w różne gadżety. Tak czy inaczej była to dla niej bardzo przyjemna
niespodzianka, bo nie domyślała się, że Sweeney spędza tam tyle czasu tylko po
to by zrobić jej przyjemność.
Wieczór rzeczywiście należał
do tych milszych, tematem który omijali stał się Turpin i całokształt wyjazdu.
Robili wszystko, co możliwe by oderwać się od tych dręczących myśli, zmienić
klimat i chociaż ostatnie godziny w Truro zapamiętać dobrze. Skupili się
wreszcie na sobie, z czego oboje byli zadowoleni.
Ze zmęczenia Sweeney i Nellie
położyli się dość wcześnie, a poza tym musieli mieć jeszcze zapas czasu na
spakowanie toreb, chociaż wcale nie było ich aż tak szalenie dużo. Po
dziewiątej udało się im opuścić pokój, na dole uregulowali wszelkie rachunki.
Opłata i tak była niższa niż Nellie się spodziewała, a to wszystko dzięki
Michael'owi, który z szefostwem uzgodnił zdecydowanie niższą opłatę za czas
kiedy goście przebywali w szpitalu. Pani Lovett po raz kolejny dziękowała
mężczyźnie i zapraszała go do siebie na słynne paszteciki. Jedynie to była w
stanie mu zaoferować skoro nie chciał żadnych innych podziękowań. Jednakże
należało przyznać, że gdyby nie ten człowiek, sprawy mogłyby skończyć się nie
do końca pomyślnie i pozostawała dla niego wiecznym dłużnikiem. Gdy wreszcie
nastąpił koniec pożegnań, wyszli z hotelu Happy i zauważając, że mają jeszcze
sporo czasu, udali się na spacer po centrum miasteczka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.