SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 13 marca 2016

Part 315.

- Za to ja myślę.. Może nawiedził mnie zbyt wielki optymizm w tej chwili.. Ale skoro policja tak mocno zaangażowała się w tą sprawę.. coś się jednak zaczęło dziać się w tym miasteczku.. każdy o tym mówi.. Poszukują Turpina.. i Bamforda też.. i raczej mają przeciwko nim kilka zarzutów.. Pomyśl, że jeśli by ich dorwali.. aresztowali.. Co pomyślałaby Johanna i Berta.. Kto tutaj wyszedłby na przewagę..? - Nellie rozmyślała nad finałem tej sprawy, która może w tym stopniu mogła odbić się pozytywnie i spojrzała z wyrazem triumfu nad przeciwnikiem w oczy mężczyzny. - Kochanie.. jeśli aresztują Turpina.. sprawa rozejdzie się po całej Anglii.. ludzie zbuntują się, że ktoś taki zajmował się ich osądzaniem.. Jego kariera będzie zrujnowana.. Pójdzie na dno.. - Dotknęła dłoni Sweeney'a, przesuwając po niej kciukiem.
- Gdyby tylko tak wszystko się skończyło.. Ale sam już nie wiem co myśleć.. Turpin ma znajomości w Londynie, nawet jeśli go aresztują, za kilka dni wyjdzie i wszyscy jego koledzy będą tuszować tą sprawę.. Być może jeszcze ją przekręcą i co najgorsze wszystko obróci się przeciwko nam.. Tego się jedynie obawiam.. Ale i może powinienem myśleć tak jak Ty.. już nie pierwszy raz powinienem tak zrobić.. Lecz teraz może porozmawiajmy o czym innym, już samo to miejsce nieustannie przypomina dlaczego i przez kogo się tu znaleźliśmy.. - Sweeney zdobył się na uśmiech, starał się odgonić od siebie te wszystkie niepokojące myśli, choć tak naprawdę wciąż go nie opuszczały. Jednak nie chciał wywoływać u Nellie kolejnych stresujących dni i wolał zmienić temat. - Mówiłaś coś o wyjeździe.. Racja, powinniśmy się gdzieś wybrać, choć myślałem bardziej o lecie, ale skoro wyszło nieco inaczej.. Zasługujemy na choćby tydzień odpoczynku od rzeczywistości, prawda? Niby teraz nie pracujemy, ale tego raczej wczasami nie można nazwać.. I nie martw się, nie myślę tu o wyjeździe do Newcastle.. Oczywiście rodziców też wypada odwiedzić za jakiś czas.. może na święta..? Chciałbym po prostu wybrać się gdzieś by być tam tylko z Tobą Nellie.. Nigdy jeszcze nie mieliśmy takiej okazji, albo Ty musiałaś wyjechać do ciotki, albo ja tutaj..
- Ja jedynie liczę na to, że zła passa w końcu przestanie nas prześladować i chociaż jedna rzecz wyjdzie tutaj pozytywnie.. Oby tak było.. Tak, uznałam, że w powrocie do zdrowia przyda Ci się nieco innego klimatu.. i wyjazd to chyba wcale nie najgorszy pomysł.. Pogoda może nie jest zachwycająca, ale z każdym dniem będzie przecież ładniej.. Oj nawet gdybyśmy mieli jechać do Newcastle nie byłabym zła, Twoi rodzice są bardzo sympatycznymi ludźmi i dali nam do zrozumienia żebyśmy ich odwiedzali.. Ale tak.. bardziej chodziło mi o nasz wspólny wyjazd.. Stęskniłam się za Tobą Skarbie.. Już nie mówię o tym nieszczęsnym wyjeździe, ale i o codziennych dniach, w których pochłaniała nas jedynie praca i nie mieliśmy nawet czasu dla siebie.. - Przytuliła się do Sweeney'a. Cieszyła się jego obecnością, tym że wreszcie znów mogą być razem. Pragnęła nadrobić ten stracony czas, dlatego na słowa mężczyzny bardzo się ucieszyła, zwłaszcza że nie był obojętny na jej propozycję i sam poruszył ten temat. Rozłąka sprawiła, że stali się sobie jeszcze bliżsi. Sweeney pocałował ukochaną, a Nellie czule odwzajemniła pocałunek i przedłużyła go. Oboje potrzebowali tej czułości i chwili zapomnienia. Właśnie wtedy do sali zamierzały wejść dwie pielęgniarki, po jednej do każdego pacjenta. Jednak zatrzymały się przed wejściem na widok okazującej sobie czułość pary. A raczej jedna przekonywała drugą żeby tam nie wchodziła.
- Stój Dorothy..! Chyba nie zamierzasz im teraz przeszkadzać. Dużo przeszli.. zasługują na chwilę prywatności.. - Theresa zatrzymała swoją koleżankę ręką i cofnęła się z nią kilka kroków w tył.
- Och no już dobrze, dobrze.. Oj nie zazdrościsz nim? Popatrz.. to nie żadne kłamstwo, że są razem.. Tacy zakochani.. Mój Harold nigdy się tak nie zachowywał.. Ech.. - Ubolewała starsza pielęgniarka. Jednak miło było popatrzeć na ludzi tak pałających do siebie uczuciem, będących definicją wsparcia dla siebie w tych gorszych momentach. Dorothy spoglądała na nich z rozmarzonym uśmiechem, jakby również chciała znaleźć się na ich miejscu i odjąć sobie lat, a Theresa pokręciła głową prawie śmiejąc się z koleżanki i wreszcie cofnęły się do głównego korytarza, choć ich głosy były jeszcze słyszalne w sali. Nie dało się ukryć, że para pacjentów była chyba atrakcją tego miesiąca w szpitalu.
Pan Todd i Pani Lovett oczywiście dostrzegli obecność podglądaczy, ale i tak niczego sobie z tego nie robili i po prostu cieszyli się sobą. Tego dnia spędzili wspólnie wiele godzin, nawet jedząc obiad, potem nieco odpoczęli poprzez sen i wieczorem to Nellie odwiedziła Sweeney'a.
Tak minęły kolejne cztery dni w szpitalu, a pojawił się tam również mężczyzna z recepcji, by sprawdzić czy wszystko w porządku u pary, której okazał swoją pomoc. Golibroda z piekarką nudzili się już w szpitalu, ale spędzając wspólnie czas i tak pobyt minął szybciej niż gdyby nie mogli się ze sobą widywać. Stan Nellie znacznie się poprawił, głównie dzięki wszystkim kroplówkom, solom mineralnym i witaminom jakie wnikały do jej żył. Zaś stan Todd'a był już stabilny, choć oczywiście dostał receptę pełną różnych lekarstw i maści wraz z zaleceniami doktora, by jeszcze przez najbliższe tygodnie się oszczędzał i nie nadwyrężał sił. Nie obyło się bez podziękowań dla personelu, po czym Nellie i Sweeney opuścili szpital.
- Hm.. już nie mogłem się doczekać wyjścia.. A teraz, hm.. Prosto do hotelu, czy chcesz się jeszcze gdzieś wybrać Nellie..? - Sweeney poprawił swoją torbę na ramieniu i wziął Nellie pod rękę i jak na razie ruszyli przed siebie.
- Teraz już czeka nas tylko podróż do domu.. Właściwie to myślałam żeby wybrać się na dworzec i tam sprawdzić godziny odjazdu pociągów do Londynu.. Dałbyś radę jeszcze trochę się przejść..? Zawsze możemy wziąć dorożkę.. Chyba byłabym nawet dzisiaj gotowa stąd wyjechać. A do apteki..? Mam przy sobie pieniądze więc od razu moglibyśmy wykupić leki.. - Sweeney z aprobatą pokiwał głową co do apteki, choć nie zamierzał zmieniać decyzji, co do sposobu przemieszczania się.
- Nie rób ze mnie kaleki Kochanie.. Nie jest może jeszcze tak jak powinno być, ale muszę się też ruszać żeby się poprawiło.. Więc teraz przejdziemy się na dworzec, a potem do apteki, hm?
- Martwię się.. chcę żebyś czuł się już dobrze, dlatego pojedziemy jeśli tylko się zmęczysz.. Tak, a potem wrócimy do hotelu. - Chwyciła mężczyznę za dłoń i tak w umiarkowanym tempie posuwali się na przód. Za około dwadzieścia minut dotarli na dworzec, choć niestety na miejscu nie było takich dobrych wieści na jakie oczekiwali. Ostatni pociąg odjechał godzinę temu. Ostatni bo na trasie trwały prace remontowe i ilość połączeń była ograniczona. Poza tym nie było też zbyt wielu połączeń, bo Truro wcale nie należało do popularniejszych miast w Zjednoczonym Królestwie, co wiązało się z mało rozwiniętą siecią komunikacji. Za to kolejnego dnia najwcześniejszy pociąg odjeżdżał o 11 i już dzisiaj para nabyła bilety na podróż. Kolejnym przystankiem był zakup lekarstw, po czym wreszcie znaleźli się w hotelu i Nellie zamówiła obiad do pokoju (miał zostać dostarczony za godzinę). Kobieta odebrała klucz do pokoju i zaraz się tam znaleźli. Sweeney rozejrzał się po pokoju, bo nie pamiętał jego wyglądu z nocy kiedy się tutaj znalazł, otworzył okno, odwiesił płaszcz na wieszak i usiadł na łóżku.
- Podoba mi się tutaj.. Podwójne łóżko.. miałaś wszystko tak dobrze zaplanowane, wiedziałaś, że dasz radę mnie odbić.. Nellie.. zawsze będę Cię podziwiać za to, co zrobiłaś.. Jeszcze nikt nigdy się tak dla mnie nie poświęcił.. Jestem pewien, że nawet część mężczyzn by stchórzyła, za to Ty.. jak zwykle zachowałaś zimną krew.. Pokazałaś, że jesteś silniejsza.. - Sweeney'a często teraz nachodziła taka chęć wyznawania jak bardzo ją podziwia, doceniał ją jeszcze bardziej niż wcześniej. Tak samo było z okazywaniem uczuć. Położył się na łóżku. Niesamowite było uczucie wygody jakie go ogarnęło, dopiero po tylu dniach ciało mężczyzny mogło naprawdę odpocząć - nie śpiąc na łóżku polowym, czy szpitalnym. Choć pełnią komfortu było łóżko na Fleet Street, lecz i do tego było już coraz bliżej.
Pani Lovett również pozbyła się swego płaszcza, lecz od razu zabrała się do rozszyfrowania kartki z rozpiską leków siedząc po drugiej stronie łóżka. Wyjęła wszystkie opakowania na szafkę nocną i starała się ustalić ich kolejność. Sweeney przekręcił się na łóżku, przybliżył do kobiety i położył rękę na jej biodrze.
- Możesz to na razie zostawić, Słońce..? Chodź tutaj.. Przecież nie będziesz przez resztę dnia porządkować moich leków.. Potem się tym zajmę.. - Nellie uśmiechnęła się pod nosem i odwróciła do mężczyzny, który na twarzy miał wypisaną prośbę żeby się koło niego położyła. Zdjęła więc buty i wylądowała na boku obok niego.
- Sweeney.. ja nie czuję się jak bohaterka.. Słyszałam jak w szpitalu tak mówili.. a teraz Ty robisz to samo, tylko w innych słowach.. Ale ja.. zrobiłabym to co każdy kto kogoś mocno kocha by zrobił.. To nic nadzwyczajnego.. Na moim miejscu zrobiłbyś to samo.. Dobrze, może nie każda przypadkowa osoba z ulicy odważyłaby się.. Jednak dla mnie myśl, że mogę stracić kogoś takiego jak Ty.. kogoś najważniejszego w moim życiu, jest w stanie popchnąć do wszystkiego.. dosłownie. - Nellie spojrzała głęboko w oczy Sweeney'a, po czym wtuliła się w niego, mocno a zarazem delikatnie by nie spowodować bólu na wciąż istniejących ranach. Mężczyzna zamknął wokół niej swe ramiona. Przez moment trwali tak w ciszy, wsłuchując się jedynie w odgłos bicia swych serc.
- Bez względu na to, co powiesz.. moją bohaterką będziesz.. jakkolwiek by to określić.. bo jesteś godna podziwu.. Kocham Cię.. i już nie mogę doczekać się naszej wycieczki.. choćby miała nastąpić dopiero za dwa miesiące.. A dzisiaj też mamy jeszcze trochę dnia i możemy się sobą nacieszyć.. - Musnął czoło kobiety, a prawą dłonią przesunął z pleców na jej włosy i przeczesywał je palcami.
- Ja Ciebie też bardzo  mocno kocham.. i Ty tak samo jesteś dla mnie kimś niesamowicie dzielnym.. Hm.. a co proponujesz..? Mmm.. tak jest milutko.. - Nellie odprężyła się dzięki mężczyźnie, wreszcie czuła taką wewnętrzną ulgę, że jest po wszystkim i większość negatywnych emocji opadła. A Sweeney doskonale znał jej słabości jak właśnie mizianie włosów, czy pocałunki w szyję.
- Gorąca kąpiel..? Czego sobie tylko zażyczysz.. - Odpowiedział tuż przy jej uchu, a kobieta uniosła brew zastanawiając się co on jest w stanie jeszcze wymyślić. W najmniej odpowiednim momencie rozległo się pukanie do drzwi, Sweeney powstrzymał Nellie od sprawdzenia kto to i sam podjął się tego zadania. Może zrobił to wolniej, bo nie był jeszcze tak bardzo sprawny, ale chociaż w tym chciał kobietę wyręczyć. Przybył wózek z ich obiadem i zabrali się do jedzenia, wreszcie smakując czegoś, co było prawdziwym jedzeniem, a nie czymś w rodzaju paćki przyrządzonej odpowiednikami właściwych składników. Potem golibroda rzeczywiście spełnił swoje wcześniejsze słowa i zniknął w łazience na dłuższy czas, w czasie którego przygotowywał kąpiel dla Nellie. Dodał do wody różnych pianotwórczych wynalazków, a nawet w szafce znalazł płatki róż, takich właśnie przeznaczonych dla nastrojowych kąpieli. Zastanowiło go to, lecz wytłumaczył sobie ten fakt w sposób, że skoro pokój jest raczej przeznaczony dla par, to i łazienkę zaopatrzono w różne gadżety. Tak czy inaczej była to dla niej bardzo przyjemna niespodzianka, bo nie domyślała się, że Sweeney spędza tam tyle czasu tylko po to by zrobić jej przyjemność.
Wieczór rzeczywiście należał do tych milszych, tematem który omijali stał się Turpin i całokształt wyjazdu. Robili wszystko, co możliwe by oderwać się od tych dręczących myśli, zmienić klimat i chociaż ostatnie godziny w Truro zapamiętać dobrze. Skupili się wreszcie na sobie, z czego oboje byli zadowoleni.
Ze zmęczenia Sweeney i Nellie położyli się dość wcześnie, a poza tym musieli mieć jeszcze zapas czasu na spakowanie toreb, chociaż wcale nie było ich aż tak szalenie dużo. Po dziewiątej udało się im opuścić pokój, na dole uregulowali wszelkie rachunki. Opłata i tak była niższa niż Nellie się spodziewała, a to wszystko dzięki Michael'owi, który z szefostwem uzgodnił zdecydowanie niższą opłatę za czas kiedy goście przebywali w szpitalu. Pani Lovett po raz kolejny dziękowała mężczyźnie i zapraszała go do siebie na słynne paszteciki. Jedynie to była w stanie mu zaoferować skoro nie chciał żadnych innych podziękowań. Jednakże należało przyznać, że gdyby nie ten człowiek, sprawy mogłyby skończyć się nie do końca pomyślnie i pozostawała dla niego wiecznym dłużnikiem. Gdy wreszcie nastąpił koniec pożegnań, wyszli z hotelu Happy i zauważając, że mają jeszcze sporo czasu, udali się na spacer po centrum miasteczka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.