SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 14 marca 2016

Part 316.

Oczywiście nie szli, gdzieś bardzo daleko na spacer, bo mieli ze sobą bagaże i nie było to wygodne, ale za to wstąpili sobie powoli do sklepu z pamiątkami, gdzie Sweeney oglądał pamiątki, a Nellie jakieś szkatułki na biżuterie, czy inne kobiece drobiazgi. Sweeney wybrał z dwie pocztówki, potem przeglądał jakieś mapki, książeczki, otwieracze do butelek, czy kubki, zatem znalazł się niedaleko Nellie i spojrzał na nią, kiedy dalej wybierała sobie szkatułki.
- Zjemy obiad w pociągu, prawda? W końcu ma wagon z Warsem, więc chyba nie będzie problemu.. dopiero wieczorem będziemy na miejscu w Londynie.. Podobają Ci się te szkatułki? Jeśli chcesz to weź przecież zapłacę. – Zaśmiał się nad uchem kobiety i pogładził ją po ramieniu swoją dłonią, po czym Sweeney poszedł dalej oglądać inne drobiazgi.
- Tak, obiad zjemy raczej już w pociągu Sweeney, a głodny już jesteś? Wiem, wiem, niestety czeka nas długa podróż, ale ja mam Ciebie i nie będę samotna, ani Ty nie będziesz samotny. Tak, oodobają mi się, ale nie mogę się na nic zdecydować.. och mam dylematy, czy tą kupić, a może taką? - Sweeney słuchał Nellie, na to czy jest głodny pokręcił przecząco głową, a na sztatułki spojrzał i wskazał na jedną, która w miarę mu się podobała. W tym czasie do sklepu weszły dwie damy, które także nie wyglądały na tutejsze, bo raczej mieszkańcy rzadko odwiedzali takie sklepy jak ten. Kobiety oglądały zaraz jakieś bibeloty na wieszakach, potem jakieś koszule męskie, czy inne gadżety, aż ku ich oczom ukazał się Sweeney, którego podglądały z regałów naprzeciwko, bo nie miały ścianek i doskonale mogły go zauważyć. Mężczyzna oglądał kubki, właśnie jeden trzymał w dłoni, ale zaraz odstawił go na miejsce i przeszedł dalej, że kobietom zniknął z oczu, ale gdy omal na niego nie wpadły, już chciały do niego zagadać. Nellie oglądała też torebki z zapachami, wąchała je i ze dwie zaraz włożyła do ich zakupowego koszyka.
- Och przepraszamy Pana.. przepraszamy.. – Zaśmiały się jakby nieśmiało onieśmielone, a Sweeney burknął, że nic się nie stało i przeszedł dalej, co powoli zauważyła Nellie bo akurat wszystko miała na widoku. Kobiety więc kręciły się zaraz koło golibrody, który w dłoń wziął scyzoryk z różnymi końcówkami, otwieraczem, korkociągiem, to był rzadki widok, dlatego Sweeney chciał go kupić, a gdy tak dotykał opuszkami palców ostrość nożyka, kobiety jeszcze bardziej poczuły się nim zaintrygowane. Nellie już miała podejść i zabrać stamtąd nic nie przeczuwającego Todd’a, ale on sam ruszył dalej i podszedł zaraz do Nellie uśmiechając się do niej i pocałował jej policzek, a że w sklepie jakoś w momencie zapanowała dziwna cisza, to było tylko słychać słowa Todd’a, choć głośno ich nie wypowiadał.
- To co Kochanie.. stoisz tak przy tych szkatułkach.. wybrałaś coś, hm..? Zobacz, scyzoryk.. mógłby mi się czasem przydać.. To co mamy, pocztówki, teraz scyzoryk.. torebki zapachowe do szafy..? Hm.. a szkatułka..? Może kupimy coś do picia hm..? Ale może jak już będziemy na stacji, wejdziemy do kawiarni? Trochę zaschło mi w gardle.. jakoś tak ciepło się zrobiło.. przynajmniej ładną mamy dziś pogodę, jak na powrót do domu... - Uśmiechnął się do Nellie i zamruczał jej cicho nad uchem, a zaraz kobieta ucałowała jego policzek i szepnęła mu na ucho, chowając do koszyka jedną wybraną szkatułkę.
- Kocham Cię. Och już wybrałam. Dobrze, skoro jest dobry możemy go kupić. Nawet widzę, że butelki otwiera, mnie by się to jedno cudo przydało w mojej kuchni. Dobrze, zaraz stąd pójdziemy na stacje, to się napijemy, chodźmy już nim te dwie kokietki zjedzą Cię wzrokiem, a ja wydrapię im oczy. Chodźmy.. - Kobieta zaraz pociągnęłaTodd'a bliżek kasy, gdzue zaraz kasjer liczył ich zakupy, Sweeney wyciągnął portfel i ukradkiem spojrzał na te kokietki, które tak rzekomo na niego wnikliwie spoglądały. Zmarszczył czoło i powrócił spojrzeniem na kasjera, poza tym nid obchodziły go obce kobiety tylko Nellie, którą kochał, może nie był wylewny w uczuciach, lecz wiedział jedno, żadna z tych dwóch kobiet by nie zrobiła dla niego tyle co Pani Lovett. Zaraz zapłacił za ich suweniry i dostali pakunek z tymi pierdułkami papierowej torbie, co zaraz Sweeney schował do swojej torby.
No i po chwili oboje udali się ze sklepu na stację kolejową spacerem, Sweeney czuł się nieco słabo po tym czasie spędzonym w szpitalu i po prostu szukał już miejsca, by usiąść już, choć nie przyznawał się do tego kobiecie, że potrzebował już odpoczynku.
Gdy dotarli na stację kolejową zaraz udali się do tamtejszej kawiarni i w końcu mogli odpocząć, Sweeney wyciągnąl chusteczkę, gdy usiedli przy stoliku, zaraz starł z czoła pot. Nellie zerknęła na ukochanego i dotknęła jego policzka sprawdzając czy aby na pewno nie ma niespodziewanej temperatury. Sama też odczuwała lekkie zmęczenie, bo bezczynność w szpitalu i brak dotlenienia poprzez jakiś spacer robił swoje.
- Sweeney troszkę ciepły jesteś, dobrze się czujesz? Czeka nas długa droga do domu... żebyś mi się tylko nie rozchorował. - Nellie spojrzała na mężczyznę, który pogładził ją po dłoni, a kiedy podszedł do nich kelner zamówił dwie herbaty z cytryną. A gdy zostali sami Sweeney pochylił się nad uchem kobiety i szepnął.
- Kochanie, po prostu jestem już zmęczony, to osłabienie, poza tym i Ty widzę, że jesteś, więc nie zganiaj tego na mnie, ale jak będziemy wracać w Lindynie do domu, to weźmiemy dorożkę, dobrze? Do domu ze stacji mamy jednak kawałek, a teraz napijemy się herbaty. Chyba, że chcesz jeszcze coś zjeść, hm? Nie mam gorączki, Nellie... to po prostu takie odczucie po długim siedzeniu w szpitalu, ale chyba już wyglądam jak człowiek, a nie jak więzień lochu? Bo Ty wyglądasz cudownie... - Sweeney zaraz nieco poprawił szal kobiety na ramionach i nieco bardziej zakrył jej dekolt zbliżając się do jej ust w które ją pocałował i cicho odparł.
- Wiem, że jesteś seksowną i pociągającą kobietą, ale bez tego szala możesz chodzić w domu, tutaj nie, bo zaraz włoże temu człekopodobnemu orangutanowi łyżkę od herbaty w oko, tak na Ciebie patrzy... jak nie dzikie spojrzenia na mnie, choć tego akurat nigdy nie zrozumiem, to na Ciebie... - Pogładził Nellie po policzku i patrzył w jej oczy przez chwilę, a potem przesunął opuszkami palców po jej dłoni i uśmiechnął się do niej delikatnie. Zaczepiał Nellie po jej szyi dłonią przez chwilę i musnął jej policzek. Po chwili też kelner przyniósł ich herbatę, a gdy odszedł w końcu głos zabrała kobieta.
- Oj jaki Ty rozkoszny jesteś i lubisz tak tuszować co mnie niepokoi.. łyżkę w oko? Och Ty mój kochany złośniku, a już sądziłam, że ta zazdrość występuje tylko po mojej stronie. I masz mi mówić, jak źle się czujesz inaczej będę bardzo zła, zrozumiano Sweetie? - Zaśmiała się na to zabawne zmienienie imienia ukochanego, ale tak słodko brzmiało, że już wcześniej miała tak go nazwać, ale ciągle nie było okazji, albo uznawała, że to brzmi dość dziwnie.
- Sweetie? No wiesz co, zaraz będę bardziej słodki niż jakbym włożył te wszystkie kostki cukru z cukiernicy do filiżanki herbaty... No wiesz, nie pozwolę by jakiś Guliwer, bo ten gbur tak wygląda by tak na Ciebie patrzył poza tym, nie szyją bardziej zakrytych sukni w rejonie dekoltu? - Nellie zaśmiała się na słowa golibrody i  powoli napili się herbaty rozmawiając ze sobą o powrocie do domu. Oczywiście też liczyli na to, że w ich przedziale nie będą siedzieć z kimś dziwnym, a najlepiej jakby mogli być sami przez całą podróż, lecz nie będą tego pewni aż do Londynu.
- Chciałbym być już w domu, wiesz? Myślami chyba już tam jestem... Zjadłbym pasztecik, Tęsknie za Twoimi wypiekami.. to szpitalne jedzenie, było dość mdłe, nijakie i takie.. takie bez smaku.. A która jest godzina..? - Nellie już spoglądała na zegar na ścianie zaś Sweeney patrzył na swój zegarek i widział, że niecała godzina im została do odjazdu, więc niebawem musieli udać się na peron.
- Och jeszcze troszeczkę mamy czasu.. Chciałbyś bym nosiła zabudowane ubrania? Och Kochanie, przecież kocham Ciebie, a inni mężczyźni właśnie mogą sobie tylko popatrzeć.. Paszteciki? Zrobię jak wrócimy do domu, ale myślę, że przyda nam się kilka dni odpoczynku, jeśli teraz już po powrocie niczego nie uda nam się załatwić, wyjazdu.. a już na pewno Ty mój drogi potrzebujesz teraz odpoczynku, a nie pracy.. Zresztą ja także.. Ale przed nami podróż dopiero.. Ale odpoczniemy, hm? Co nam zostanie, siedzieć w przedziale, jeśli będziesz chciał, a będziemy sami, można się na troszkę zdrzemnąć. - Sweeney przytaknął kobiecie na jej słowa unosząc lekko brew, kiedy napił się herbaty, po czym zakasłał z dwa razy, bo nieco herbata wpadła mu tam gdzie nie powinna. Odstawił filiżankę na podstawek i spojrzał po kawiarni, jak ludzie jedli, czy pili jakies niewielkie ilości jedzenia, czy napojów.
- To miasto ma swój klimat, ale nie chciałbym tu wiecej przyjeżdżać, to nie miejsce dla nas. Tym bardziej mężczyźni mnie tu denerwują, patrzą na Ciebie, czy inne kobiety, jak wygłodniałe sępy! Naprawdę! Tak, mam ochotę na Twoje paszteciki, Twoje jedzenie, nie to co tu można dostać, nie mówiąc już o szpitalnym.. Hm.. tak, odpoczynek. Hm.. to nie mamy miejsc z łózkami? To straszne hehe.. spokojnie, przeżyjemy i to, byle byśmy mieli czym oddychać i żeby nikt nie chciał nas zagadać na śmierć.. Sen na pewno by się przydał, ale chyba zostaje spać na raty, znaczy na zmianę, raczej nie ufam ludziom i nie chce się budzić bez naszych walizek.. i z pustymi kieszeniami.. Złodzieje są zdolni i zabrać bilety, a ja nie chcę mieć kolejnych problemów.. Może przesadzam, ale chcę dotrzeć do domu już taki jaki jestem tutaj, a nie bez funta w kieszeni. Nie lituj się nad biednymi chłopcami w pociągu co czasem wsiadając na stacji, gdzie pociąg stoi dłużej, hm..? Oni są cwani często podstawiani i nie chcę by przyszło nam mierzyć się z chuliganami, którzy pracują dla kogoś... okradną nas, oni będą zadowoleni, a my znów z kolejnym dołującym faktem wrócimy do domu.. Poza tym mam nadzieję, że tam się nic nie stało.. Bo przechodzi przeze mnie dziwny dreszcz, że coś jest nie tak.. - Sweeney zrobił nieco zamyśloną minę ale i zaniepokojoną, może już wariował? Chyba był przewrażliwiony po tutejszych wydarzeniach, że w Londynie mogłoby coś się zadziać niepokojącego z ich posiadłością domowo-sklepowo-zakładową. Pani Lovett wolała już nie myśleć czy coś zadziało się w Londynie podczas ich nieobecności, inaczej chyba przyprawiłoby to ją o zawał. Wolała odpocząć, poza tym Sweeney potrzebował spokoju i odpoczynku.
- Kochanie popadasz w paranoje, ależ ja nie mam zamiaru dawać niczego dzieciom, wiem jak jest wiem.. Poza tym możemy chyba zamknąć przedział, zasłonić zasłonami i udać, że przedział jest zajęty i zamknięty, przecież nie ma nikt na bilecie napisane, że konkretne miejsce jest jego prawda.. jedziemy lepszym pociągiem z przedziałami inaczej byśmy przez te wszystkie godziny siedzieli z innymi... Kochanie, nie przejmuj się.. zbierajmy się już powoli, hm..? Bo jeszcze okaże się, że żaden przedział nie będzie wolny i nici z naszego spania i mojego planu... Heh... - Uśmiechnęła się nieco do mężczyzny, gdy zaraz Sweeney poprosił kelnerka, który był niedaleko i zapłacił za ich herbaty, po czym powoli zbierali się już na peron. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.