- W takim razie postaramy się
odizolować od ludzi.. Hm.. oby nie było ich tak wielu.. Nie to, że nie jestem
jakiś nietowarzyski, ale sama wiesz.. Szkoda, że te drzwi w przedziałach nie
zamykają się na klucz.. A więc chodźmy.. - Zabrali ze sobą wszelkie torby i
udali się do wyjścia, akurat tego którym wychodziło się bezpośrednio na peron. Kelner
ich obsługujący zauważył, że wychodzą i prędko podbiegł otworzyć drzwi przed
Nellie, którą obdarzył kolejnym zalotnym spojrzeniem. Kobieta to zwyczajnie
zignorowała, a Sweeney zmierzył się wzrokiem z kelnerem, który za chwilę jakby
skurczył się w sobie pod morderczym spojrzeniem golibrody. Pociąg widocznie nie
miał tutaj swojej początkowej stacji, więc nie było go jeszcze na miejscu, a
parze pozostawało jedynie czekać. Inni pasażerowie też już zaczęli się pojawiać
i peron coraz bardziej się zapełniał. Todd i Lovett umieścili póki co swoje
bagaże na ławce, a sami wypatrywali pojawienia się środka transportu.
- Tak się cieszę, że to już
koniec.. wiesz.. Kochanie..? To jest chwila na którą długo oczekiwałam..
powiedzmy szczęśliwe zakończenie.. Ta intryga zabrała nam około miesiąca
normalnego funkcjonowania.. Kiedy jechałam tutaj za Tobą sama nie wiedziałam
czego oczekiwać, to było jak koszmarny sen, a teraz tak się cieszę, że wreszcie
się zakończy.. Jak tylko pociąg ruszy.. No niechże już przyjedzie.. - Nellie
przytuliła się do mężczyzny, choć co jakiś czas wyglądała zza jego ramienia czy
pociąg nadjeżdża. - Nie mogłabym chyba żyć w takim miasteczku.. Już nawet nie
skupiając się na zachowaniu mężczyzn, ale tu panuje taka mentalność.. że każdy
jest pod ostrzałem.. plotka goni plotkę.. istna małomiasteczkowość. Na Fleet
Street też każdy zna każdego, ale nie mówią o jednej osobie w całym Londynie..
chyba, że sobie na to zasłuży..
- Za to dla mnie jakby
kolejny znak, że być może ktoś tam na górze ma inne plany wobec mnie niż
Turpin.. i dostałem właśnie szansę, chociaż w pewnym momencie zacząłem się już
godzić z końcem.. Być może nie jest to jeszcze skończona sprawa, ale chyba dużo
już osiągnęliśmy.. - Sweeney gładził plecy kobiety jednocześnie obserwując
przybywających ludzi. Nie uśmiechało się mu stać tutaj długo i również marzył
żeby znaleźć się już w przedziale, a najlepiej w domu, a to głównie przez stan
jego zdrowia. Przez to umknęły mu nieco słowa kobiety i chwilę usilnie
zastanawiał się nad tym, co powiedziała. - Hm.. tak, to prawda.. Najlepiej jest
w naszym przytulnym gniazdku. - Nellie wysłuchała odpowiedzi mężczyzny, choć za
chwilę pewien widok przyciągnął jej uwagę. Tym samym wychyliła się trochę zza
ramienia Todd'a, choć ten stał tak samo jak przed chwilą. Widok tych postaci
był znajomy, a jednak musiały one bardziej się zbliżyć, by zorientowała się kto
to. Jedna z postaci była wyższa, choć już nie tak dumna, a naznaczona bólem i..
kuśtykająca? Druga postać zdecydowanie niższa, pulchna i podpierająca się na
drewnianej laseczce. Gdy ta dość specyficzna dwójka panów pojawiła się w
okolicach kasy biletowej, Nellie aż drgnęła rozpoznając kim byli. Turpin i
Bamford jednak uszli z życiem, nie wykrwawili się w lochach zamku, a do tego
najwyraźniej wybierali się tym samym pociągiem do Londynu. Kobieta pobladła, a
na jej twarzy pojawił się wyraz zdumienia, ale i cień przerażenia. Przeniosła
swoje spojrzenie na Sweeney'a z którym spotkała się wzrokiem, a on zaniepokoił
się tą miną, jakby stało się coś strasznego, ale co takiego mogło zdarzyć się w
tym miejscu?
- Kochanie.. co jest.. Czemu
wyglądasz na taką.. wystraszoną..? - Zmarszczył czoło i rozejrzał się po dworcu
jakby chciał znaleźć przyczynę niepokoju kobiety.
- To.. to Turpin.. z
Bamfordem.. Za Tobą.. kupują bilety.. Nie wierzę.. po prostu nie wierzę, że
muszą wyjeżdżać w tym samym czasie co my..! - Nellie zniżyła głos do szeptu w
obawie, że jakimś cudem mężczyźni ją dosłyszą, chociaż byli jeszcze sporo
metrów od nich. Szept jednak był gwałtowny i wcale nie przypominał tego, którym
wyjawiało się tajemnice. Sweeney wziął głęboki oddech niczym jakby przymierzał
się do kolejnego starcia i narzucił kaptur na głowę, to samo robiąc z kapturem
Nellie. Wszystko dlatego, że Turpin na pewno doskonale kojarzył jego fryzurę,
czy fryzurę niegdyś ulubionej piekarki. A sam Sweeney zbyt wyróżniał się
spośród innych mężczyzn ze swoim siwym pasmem. Pani Lovett odwróciła się w inną
stronę, żeby czasem nie skrzyżować spojrzeń z którymś z wrogów i starała
zachować pozory spokoju, chociaż narastało w niej coś zupełnie przeciwne
spokojowi. Tak minęło kolejne pięć minut, podczas których pociąg zdążył
wjeżdżać na stację i para zaczęła obserwować ruchy przeciwnika, by wsiąść do
środka jak najdalej od siebie.
Wtedy jednak wydarzyło się
coś, czego nikt by się nie spodziewał. Bernard i Beadle tym swoim chorobliwym
krokiem (zawdzięczanym Nellie) zbliżali się do wejścia. W tym czasie na dworcu
pojawiło się trzech policjantów. Wyglądali na dość stanowczych i na pewno nie
odbywali patrolu w miejscu publicznym, a zmierzali by kogoś aresztować. Pani
Lovett wydawało się, że kojarzyła tych mężczyzn, być może to właśnie przez nich
była przesłuchiwana. Tłum podróżnych rozstąpił się, pozwalając na swobodne
przejście funkcjonariuszom. Nagle na dworcu pojawiło się dwa razy więcej osób,
nie wiadomo skąd, ale widocznie zapowiadał się kolejny skandal, którego chcieli
zostać świadkami. Gdy wreszcie dotarli do Turpina i Bamforda już prawie
pakujących się do środka, Sweeney prawie przetarł oczy ze zdumienia. Teraz
przestał się obawiać i razem z Nellie zbliżyli się do tamtego miejsca.
Przepchnęli się przez tłum i z coraz większą satysfakcją wysłuchiwali słów
oficera.
- Pan Bernard Turpin? Oraz
Pan.. Beadle Bamford? Tak? To dobrze się składa.. Obawiam się, że nie ma po co
wchodzić do środka.. żadnej podróży nie będzie.. Są panowie aresztowani.. Pod
zarzutem? Tortur i wielokrotnych morderstw w zamku hrabiego i Bóg raczy
wiedzieć gdzie jeszcze.. Wciąż jesteśmy na tropie innych ciekawych występków..
Nie chciałem tutaj robić publicznej atrakcji, ale.. Drodzy państwo.. to słynny
Sędzia Turpin z Londynu.. Obejmujący najwyższe stanowisko, sądzący ludzi, a
wolnym czasie parszywy morderca..! Tak samo jak jego pracownik.. - Policjant
wyraźnie czerpał radość ze złapania złoczyńców, dlatego i pozwolił sobie na
oczernienie ich przed wieloma osobami. Kochał swój zawód i rzeczywiście wierzył
w sprawiedliwość, a zajmowanie stanowiska sędziego go tu nie wzruszało. Za to
Turpin z Bamfordem obrzucili się ogłupiałymi spojrzeniami, widać po nich było,
że nie wiedzieli co zrobić. Nie mieli przecież innej ucieczki jak wsiąść do
pociągu, chociaż nie wiedzieli, że wtedy ich los potoczy się jeszcze gorzej.
- Słucham?! Nie będzie
żadnego aresztowania. - Próbował wybrnąć z sytuacji Turpin. - Jestem Sędzią..
cała władza sądownicza w stolicy podlega mnie.. Żaden marny policjant z małej
wsi nie będzie mnie osądzał! Możecie sobie aresztować Beadle'a.. on jest nikim,
ale nie mnie! - Spojrzenie jakim Bamford obrzucił swojego szefa było wręcz
bezcenne. Bernard starał się zachować twarz, choć bardzo powoli zaczynało
docierać do niego, że tylko pogarsza swoją sytuację i zaraz dorzucą mu kolejny
zarzut. Jednak nie mógł tak po prostu stać i nie próbować się bronić.
- Hańba..! Ktoś taki ma nas
sądzić..?! Skazać go na dożywocie! - oburzył się pewien mężczyzna z tłumu,
który aż splunął w stronę sędziego.
- Za to tutaj mamy Truro.. w
hrabstwie Kornwalii i nie widzę tutaj żadnego powiązania z Londynem. Proszę nie
zasłaniać się swoją pozycją, bo nie jest Pan kimś kto stoi ponad prawem, Panie
Turpin! Proszę tylko zauważyć, że każdy opór jeszcze bardziej działa na pańską
niekorzyść.. Więc albo teraz się Pan podda, albo sytuacja stanie się jeszcze
bardziej skomplikowana.. ale nie dla mnie.. - Oficer wciąż kontynuował, a
Turpin chyba już coraz bardziej tracił grunt pod nogami. Wreszcie spróbował
ucieczki i wbiegł do pociągu, choć było to dość głupie posunięcie. Za nim
wbiegli dwaj policjanci, którzy wywlekli go już stamtąd w kajdankach, no i
oczywiście mieli go na muszce by już nie wierzgał nogami próbując się jakoś
oswobodzić. Bamford był bardziej uległy od sędziego, szybciej pojął, że
sprzeciw zbyt wiele tu nie da i zaraz jak Bernard zniknął wewnątrz pojazdu,
można powiedzieć bez oporu oddał się oficerowi.
- Jeszcze pożałujecie.. Wy
wszyscy.. będziecie siedzieć za to, że mi nie pomogliście.. a Ty panie władzo..
będziesz najbardziej dotknięty.. zniszczę Ci życie.. Sam przekonasz się jak
mszczę się na wrogach...! - W Turpinie pojawiła się taka agresja, że mimo
wycelowanego w swoją głowę pistoletu starał się jeszcze wyrywać nogami, a nawet
próbował kopnąć oficera. W jego oczach błyszczała wściekłość, strzelały z nich
gromy na wszystkich tu obecnych. Nie wiedział jak wielkie pośmiewisko robi z
siebie w tym momencie. Powoli zaczęto go już wyprowadzać z dworca, chociaż tłum
dalej podążył za tym teatrzykiem. Sweeney i Nellie również dołączyli do tych
ludzi, chociaż tylko na chwilkę, bo jednak czas ich naglił, pociąg i tak
opóźnił się przez całą scenkę, ale za chwilę miał już definitywnie odjeżdżać,
co sygnalizowały sygnały dźwiękowe. A poza tym musieli uważać na swoje bagaże,
które w tym tłumie nie trudno było zgubić czy dać się okraść. Jednak zależało
im tylko na jednym. Kolejny raz przepchnęli się przez zaintrygowanych widzów,
znajdując się tuż przy aresztowanym, który wreszcie dostrzegł dwie znane sobie
twarze. Prawie wytrzeszczył na nich oczy, do tego jego twarz nabrała niemalże
bordowego zabarwienia. Nie wierzył własnym oczom, że Todd żyje, jest z nim
Nellie i tym razem to on jest na bardzo przegranej pozycji, choć w gruncie
rzeczy wciąż nie zdawał sobie sprawy, że stanowisko go nie uratuje. Sweeney
uśmiechnął się jak najszerzej mógł, a Nellie rzekła:
- C'est la vie, c'est la
vie.. Turpin.. - i puściła do niego oko, choć cała jej mimika również była
złośliwa i triumfująca. Po tym właściwie zatrzymali się, pozwalając ludziom
wyminąć siebie i odprowadzić policjantów wraz z aresztowanymi. Do pociągu udali
się z jakąś nową energią, która wstąpiła w nich dzięki temu wydarzeniu. Zajęli
miejsce w jednym z kilku ostatnich wolnych przedziałów i dosłownie po chwili
pociąg ruszył. Sweeney jeszcze wyjrzał na korytarz, czy nikt nie szykuje się by
dołączyć do ich przedziału, po czym znów wrócił do środka, dosunął drzwi i
zsunął materiał na szybce, przez co nikt nie miał już podglądu do tego, co
dzieje się w środku. Mężczyzna jakoś specyficznie się uśmiechał, przez to że
wcale nie krył zadowolenia z zaistniałej sytuacji. Wreszcie czuł się na pozycji
wyższej od Turpina. Wiedział, że pewnie za jakiś czas i tak mu się poszczęści i
wyjdzie dzięki łapówce albo znajomościom, ale chociaż w tej chwili rozkoszował
się tym, że sam wraca do domu, z osobą, którą mocno kocha, a on będzie gnił
przez jakiś czas w celi. Pozycje się odwróciły i było to czymś pięknym. Todd
zdjął swój płaszcz, zabrał również płaszcz Nellie i odwiesił go na specjalny
uchwyt. Wspólnie wsadzili swoje bagaże na górną półkę, a gdy kobiecie zakręciło
się przez to w głowie, Sweeney pośpieszył z pomocą, chwycił ją tak żeby się nie
przewróciła, a zaraz posadził na swoich kolanach.
- Oj w porę mnie złapałeś..
Jakoś tak ostatnio mam.. Dziękuję.. Ale
nie jestem za ciężka..? Nie chcę żebyś się tu źle prze mnie poczuł.. - Objęła
go dłońmi za szyją i delikatnie się uśmiechnęła.
- Nellie, Nellie.. jeśli Ty
jesteś ciężka to nie wiem co powiedzieć o sobie.. Nie przesadzaj, przecież nogi
mam sprawne.. i nikt nie zabraniał mi robić tego, co sprawia mi przyjemność.. -
Sweeney odwzajemnił uśmiech kącikiem ust, przelotnie spojrzał na jej dekolt
znajdujący się teraz praktycznie na wysokości jego wzroku, ale było to
chwilowe, a nie niegrzeczne i potem spojrzał w brązowe oczy kobiety. Dotknął
również jej dłoni i delikatnie przesuwał po niej swymi palcami. - Szkoda było
tylko tych chwilowych nerwów, ale z dalszego przebiegu jestem bardzo
zadowolony.. Może jednak teraz będzie lepiej.. skoro Turpin będzie przez jakiś
czas za kratkami to będzie lepiej, prawda? Teraz czuję się jakbym mógł wreszcie
zacząć oddychać pełną piersią.. Jeśli jeszcze w domu wszystko będzie okej,
chyba uznam ten dzień za szczęśliwy..
- Nie martw się na zapas
Sweeney.. może być tylko lepiej.. a o tych złodziejach nie było już dawno
żadnych wieści.. a wątpię żeby Turpin zdążył się w ogóle z kimś skontaktować by
nas tam obrabowali.. Wszystko jest na miejscu i czeka na swoich właścicieli. A
przede wszystkim mamy siebie, mamy własne wsparcie, pomyśl jak źle byłoby bez
tego.. Ale już nie jesteśmy tylko znajomymi z piętra i parteru.. Wiesz, że
cokolwiek by się działo, będziemy w tym razem.. zawsze.. - Nellie ścisnęła dłoń
ukochanego i po chwili styknęła się z jego czołem. Moment siedzieli w ciszy, co
sprawiło, że jej słowa naprawdę wybrzmiały. Miała wrażenie, że Sweeney się
nieco zmienił, że trzeba było go teraz zapewniać o pewnych rzeczach, żeby był
spokojniejszy.. ale z drugiej strony wcale się temu nie dziwiła patrząc na to
co przeszedł.
- Wiem, wiem.. Ja tylko
czasami czuję się taki niepewny czegokolwiek.. A w tych chwilach jedyne czego
jestem pewien to my, inaczej pewnie moje złe prowadzenie się nie miałoby
końca.. lecz zmieniłem się jak tylko mogłem.. - Kobieta poczuła radość w sercu
na te słowa, właściwie ostatnio często odbywali takie rozmowy i Sweeney starał
się jak mógł wyrażać swoje uczucia w słowach innych niż te dwa oczywiste i
wszystkim znane. Czuła wręcz takie wewnętrzne ciepło, bo kiedyś nawet nie
przyszłoby jej do głowy, że doczeka takich rozmów. W marzeniach tak, ale nie w
rzeczywistości. Lecz teraz marzenia z przed kilku lat się spełniały
przepełniając ją szczęściem i nie raz szybszym biciem serca.
Właśnie kiedy tak rozmawiali
i okazywali drobne gesty bliskości, drzwi rozsunęły się i do środka wtargnął
konduktor przerywając tą dość nastrojową chwilę. Pani Lovett prędko wyjęła ze
swego portfela bilety, które wkrótce były już skasowane, a oni zostali znów
sami, z czego cieszyli się, ponieważ nie potrzebowali w tym miejscu nikogo
innego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.