SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 14 marca 2016

Part 317.

- W takim razie postaramy się odizolować od ludzi.. Hm.. oby nie było ich tak wielu.. Nie to, że nie jestem jakiś nietowarzyski, ale sama wiesz.. Szkoda, że te drzwi w przedziałach nie zamykają się na klucz.. A więc chodźmy.. - Zabrali ze sobą wszelkie torby i udali się do wyjścia, akurat tego którym wychodziło się bezpośrednio na peron. Kelner ich obsługujący zauważył, że wychodzą i prędko podbiegł otworzyć drzwi przed Nellie, którą obdarzył kolejnym zalotnym spojrzeniem. Kobieta to zwyczajnie zignorowała, a Sweeney zmierzył się wzrokiem z kelnerem, który za chwilę jakby skurczył się w sobie pod morderczym spojrzeniem golibrody. Pociąg widocznie nie miał tutaj swojej początkowej stacji, więc nie było go jeszcze na miejscu, a parze pozostawało jedynie czekać. Inni pasażerowie też już zaczęli się pojawiać i peron coraz bardziej się zapełniał. Todd i Lovett umieścili póki co swoje bagaże na ławce, a sami wypatrywali pojawienia się środka transportu.
- Tak się cieszę, że to już koniec.. wiesz.. Kochanie..? To jest chwila na którą długo oczekiwałam.. powiedzmy szczęśliwe zakończenie.. Ta intryga zabrała nam około miesiąca normalnego funkcjonowania.. Kiedy jechałam tutaj za Tobą sama nie wiedziałam czego oczekiwać, to było jak koszmarny sen, a teraz tak się cieszę, że wreszcie się zakończy.. Jak tylko pociąg ruszy.. No niechże już przyjedzie.. - Nellie przytuliła się do mężczyzny, choć co jakiś czas wyglądała zza jego ramienia czy pociąg nadjeżdża. - Nie mogłabym chyba żyć w takim miasteczku.. Już nawet nie skupiając się na zachowaniu mężczyzn, ale tu panuje taka mentalność.. że każdy jest pod ostrzałem.. plotka goni plotkę.. istna małomiasteczkowość. Na Fleet Street też każdy zna każdego, ale nie mówią o jednej osobie w całym Londynie.. chyba, że sobie na to zasłuży..
- Za to dla mnie jakby kolejny znak, że być może ktoś tam na górze ma inne plany wobec mnie niż Turpin.. i dostałem właśnie szansę, chociaż w pewnym momencie zacząłem się już godzić z końcem.. Być może nie jest to jeszcze skończona sprawa, ale chyba dużo już osiągnęliśmy.. - Sweeney gładził plecy kobiety jednocześnie obserwując przybywających ludzi. Nie uśmiechało się mu stać tutaj długo i również marzył żeby znaleźć się już w przedziale, a najlepiej w domu, a to głównie przez stan jego zdrowia. Przez to umknęły mu nieco słowa kobiety i chwilę usilnie zastanawiał się nad tym, co powiedziała. - Hm.. tak, to prawda.. Najlepiej jest w naszym przytulnym gniazdku. - Nellie wysłuchała odpowiedzi mężczyzny, choć za chwilę pewien widok przyciągnął jej uwagę. Tym samym wychyliła się trochę zza ramienia Todd'a, choć ten stał tak samo jak przed chwilą. Widok tych postaci był znajomy, a jednak musiały one bardziej się zbliżyć, by zorientowała się kto to. Jedna z postaci była wyższa, choć już nie tak dumna, a naznaczona bólem i.. kuśtykająca? Druga postać zdecydowanie niższa, pulchna i podpierająca się na drewnianej laseczce. Gdy ta dość specyficzna dwójka panów pojawiła się w okolicach kasy biletowej, Nellie aż drgnęła rozpoznając kim byli. Turpin i Bamford jednak uszli z życiem, nie wykrwawili się w lochach zamku, a do tego najwyraźniej wybierali się tym samym pociągiem do Londynu. Kobieta pobladła, a na jej twarzy pojawił się wyraz zdumienia, ale i cień przerażenia. Przeniosła swoje spojrzenie na Sweeney'a z którym spotkała się wzrokiem, a on zaniepokoił się tą miną, jakby stało się coś strasznego, ale co takiego mogło zdarzyć się w tym miejscu?
- Kochanie.. co jest.. Czemu wyglądasz na taką.. wystraszoną..? - Zmarszczył czoło i rozejrzał się po dworcu jakby chciał znaleźć przyczynę niepokoju kobiety.
- To.. to Turpin.. z Bamfordem.. Za Tobą.. kupują bilety.. Nie wierzę.. po prostu nie wierzę, że muszą wyjeżdżać w tym samym czasie co my..! - Nellie zniżyła głos do szeptu w obawie, że jakimś cudem mężczyźni ją dosłyszą, chociaż byli jeszcze sporo metrów od nich. Szept jednak był gwałtowny i wcale nie przypominał tego, którym wyjawiało się tajemnice. Sweeney wziął głęboki oddech niczym jakby przymierzał się do kolejnego starcia i narzucił kaptur na głowę, to samo robiąc z kapturem Nellie. Wszystko dlatego, że Turpin na pewno doskonale kojarzył jego fryzurę, czy fryzurę niegdyś ulubionej piekarki. A sam Sweeney zbyt wyróżniał się spośród innych mężczyzn ze swoim siwym pasmem. Pani Lovett odwróciła się w inną stronę, żeby czasem nie skrzyżować spojrzeń z którymś z wrogów i starała zachować pozory spokoju, chociaż narastało w niej coś zupełnie przeciwne spokojowi. Tak minęło kolejne pięć minut, podczas których pociąg zdążył wjeżdżać na stację i para zaczęła obserwować ruchy przeciwnika, by wsiąść do środka jak najdalej od siebie.
Wtedy jednak wydarzyło się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Bernard i Beadle tym swoim chorobliwym krokiem (zawdzięczanym Nellie) zbliżali się do wejścia. W tym czasie na dworcu pojawiło się trzech policjantów. Wyglądali na dość stanowczych i na pewno nie odbywali patrolu w miejscu publicznym, a zmierzali by kogoś aresztować. Pani Lovett wydawało się, że kojarzyła tych mężczyzn, być może to właśnie przez nich była przesłuchiwana. Tłum podróżnych rozstąpił się, pozwalając na swobodne przejście funkcjonariuszom. Nagle na dworcu pojawiło się dwa razy więcej osób, nie wiadomo skąd, ale widocznie zapowiadał się kolejny skandal, którego chcieli zostać świadkami. Gdy wreszcie dotarli do Turpina i Bamforda już prawie pakujących się do środka, Sweeney prawie przetarł oczy ze zdumienia. Teraz przestał się obawiać i razem z Nellie zbliżyli się do tamtego miejsca. Przepchnęli się przez tłum i z coraz większą satysfakcją wysłuchiwali słów oficera.
- Pan Bernard Turpin? Oraz Pan.. Beadle Bamford? Tak? To dobrze się składa.. Obawiam się, że nie ma po co wchodzić do środka.. żadnej podróży nie będzie.. Są panowie aresztowani.. Pod zarzutem? Tortur i wielokrotnych morderstw w zamku hrabiego i Bóg raczy wiedzieć gdzie jeszcze.. Wciąż jesteśmy na tropie innych ciekawych występków.. Nie chciałem tutaj robić publicznej atrakcji, ale.. Drodzy państwo.. to słynny Sędzia Turpin z Londynu.. Obejmujący najwyższe stanowisko, sądzący ludzi, a wolnym czasie parszywy morderca..! Tak samo jak jego pracownik.. - Policjant wyraźnie czerpał radość ze złapania złoczyńców, dlatego i pozwolił sobie na oczernienie ich przed wieloma osobami. Kochał swój zawód i rzeczywiście wierzył w sprawiedliwość, a zajmowanie stanowiska sędziego go tu nie wzruszało. Za to Turpin z Bamfordem obrzucili się ogłupiałymi spojrzeniami, widać po nich było, że nie wiedzieli co zrobić. Nie mieli przecież innej ucieczki jak wsiąść do pociągu, chociaż nie wiedzieli, że wtedy ich los potoczy się jeszcze gorzej.
- Słucham?! Nie będzie żadnego aresztowania. - Próbował wybrnąć z sytuacji Turpin. - Jestem Sędzią.. cała władza sądownicza w stolicy podlega mnie.. Żaden marny policjant z małej wsi nie będzie mnie osądzał! Możecie sobie aresztować Beadle'a.. on jest nikim, ale nie mnie! - Spojrzenie jakim Bamford obrzucił swojego szefa było wręcz bezcenne. Bernard starał się zachować twarz, choć bardzo powoli zaczynało docierać do niego, że tylko pogarsza swoją sytuację i zaraz dorzucą mu kolejny zarzut. Jednak nie mógł tak po prostu stać i nie próbować się bronić.
- Hańba..! Ktoś taki ma nas sądzić..?! Skazać go na dożywocie! - oburzył się pewien mężczyzna z tłumu, który aż splunął w stronę sędziego.
- Za to tutaj mamy Truro.. w hrabstwie Kornwalii i nie widzę tutaj żadnego powiązania z Londynem. Proszę nie zasłaniać się swoją pozycją, bo nie jest Pan kimś kto stoi ponad prawem, Panie Turpin! Proszę tylko zauważyć, że każdy opór jeszcze bardziej działa na pańską niekorzyść.. Więc albo teraz się Pan podda, albo sytuacja stanie się jeszcze bardziej skomplikowana.. ale nie dla mnie.. - Oficer wciąż kontynuował, a Turpin chyba już coraz bardziej tracił grunt pod nogami. Wreszcie spróbował ucieczki i wbiegł do pociągu, choć było to dość głupie posunięcie. Za nim wbiegli dwaj policjanci, którzy wywlekli go już stamtąd w kajdankach, no i oczywiście mieli go na muszce by już nie wierzgał nogami próbując się jakoś oswobodzić. Bamford był bardziej uległy od sędziego, szybciej pojął, że sprzeciw zbyt wiele tu nie da i zaraz jak Bernard zniknął wewnątrz pojazdu, można powiedzieć bez oporu oddał się oficerowi.
- Jeszcze pożałujecie.. Wy wszyscy.. będziecie siedzieć za to, że mi nie pomogliście.. a Ty panie władzo.. będziesz najbardziej dotknięty.. zniszczę Ci życie.. Sam przekonasz się jak mszczę się na wrogach...! - W Turpinie pojawiła się taka agresja, że mimo wycelowanego w swoją głowę pistoletu starał się jeszcze wyrywać nogami, a nawet próbował kopnąć oficera. W jego oczach błyszczała wściekłość, strzelały z nich gromy na wszystkich tu obecnych. Nie wiedział jak wielkie pośmiewisko robi z siebie w tym momencie. Powoli zaczęto go już wyprowadzać z dworca, chociaż tłum dalej podążył za tym teatrzykiem. Sweeney i Nellie również dołączyli do tych ludzi, chociaż tylko na chwilkę, bo jednak czas ich naglił, pociąg i tak opóźnił się przez całą scenkę, ale za chwilę miał już definitywnie odjeżdżać, co sygnalizowały sygnały dźwiękowe. A poza tym musieli uważać na swoje bagaże, które w tym tłumie nie trudno było zgubić czy dać się okraść. Jednak zależało im tylko na jednym. Kolejny raz przepchnęli się przez zaintrygowanych widzów, znajdując się tuż przy aresztowanym, który wreszcie dostrzegł dwie znane sobie twarze. Prawie wytrzeszczył na nich oczy, do tego jego twarz nabrała niemalże bordowego zabarwienia. Nie wierzył własnym oczom, że Todd żyje, jest z nim Nellie i tym razem to on jest na bardzo przegranej pozycji, choć w gruncie rzeczy wciąż nie zdawał sobie sprawy, że stanowisko go nie uratuje. Sweeney uśmiechnął się jak najszerzej mógł, a Nellie rzekła:
- C'est la vie, c'est la vie.. Turpin.. - i puściła do niego oko, choć cała jej mimika również była złośliwa i triumfująca. Po tym właściwie zatrzymali się, pozwalając ludziom wyminąć siebie i odprowadzić policjantów wraz z aresztowanymi. Do pociągu udali się z jakąś nową energią, która wstąpiła w nich dzięki temu wydarzeniu. Zajęli miejsce w jednym z kilku ostatnich wolnych przedziałów i dosłownie po chwili pociąg ruszył. Sweeney jeszcze wyjrzał na korytarz, czy nikt nie szykuje się by dołączyć do ich przedziału, po czym znów wrócił do środka, dosunął drzwi i zsunął materiał na szybce, przez co nikt nie miał już podglądu do tego, co dzieje się w środku. Mężczyzna jakoś specyficznie się uśmiechał, przez to że wcale nie krył zadowolenia z zaistniałej sytuacji. Wreszcie czuł się na pozycji wyższej od Turpina. Wiedział, że pewnie za jakiś czas i tak mu się poszczęści i wyjdzie dzięki łapówce albo znajomościom, ale chociaż w tej chwili rozkoszował się tym, że sam wraca do domu, z osobą, którą mocno kocha, a on będzie gnił przez jakiś czas w celi. Pozycje się odwróciły i było to czymś pięknym. Todd zdjął swój płaszcz, zabrał również płaszcz Nellie i odwiesił go na specjalny uchwyt. Wspólnie wsadzili swoje bagaże na górną półkę, a gdy kobiecie zakręciło się przez to w głowie, Sweeney pośpieszył z pomocą, chwycił ją tak żeby się nie przewróciła, a zaraz posadził na swoich kolanach.
- Oj w porę mnie złapałeś.. Jakoś tak ostatnio mam.. Dziękuję..  Ale nie jestem za ciężka..? Nie chcę żebyś się tu źle prze mnie poczuł.. - Objęła go dłońmi za szyją i delikatnie się uśmiechnęła.
- Nellie, Nellie.. jeśli Ty jesteś ciężka to nie wiem co powiedzieć o sobie.. Nie przesadzaj, przecież nogi mam sprawne.. i nikt nie zabraniał mi robić tego, co sprawia mi przyjemność.. - Sweeney odwzajemnił uśmiech kącikiem ust, przelotnie spojrzał na jej dekolt znajdujący się teraz praktycznie na wysokości jego wzroku, ale było to chwilowe, a nie niegrzeczne i potem spojrzał w brązowe oczy kobiety. Dotknął również jej dłoni i delikatnie przesuwał po niej swymi palcami. - Szkoda było tylko tych chwilowych nerwów, ale z dalszego przebiegu jestem bardzo zadowolony.. Może jednak teraz będzie lepiej.. skoro Turpin będzie przez jakiś czas za kratkami to będzie lepiej, prawda? Teraz czuję się jakbym mógł wreszcie zacząć oddychać pełną piersią.. Jeśli jeszcze w domu wszystko będzie okej, chyba uznam ten dzień za szczęśliwy..
- Nie martw się na zapas Sweeney.. może być tylko lepiej.. a o tych złodziejach nie było już dawno żadnych wieści.. a wątpię żeby Turpin zdążył się w ogóle z kimś skontaktować by nas tam obrabowali.. Wszystko jest na miejscu i czeka na swoich właścicieli. A przede wszystkim mamy siebie, mamy własne wsparcie, pomyśl jak źle byłoby bez tego.. Ale już nie jesteśmy tylko znajomymi z piętra i parteru.. Wiesz, że cokolwiek by się działo, będziemy w tym razem.. zawsze.. - Nellie ścisnęła dłoń ukochanego i po chwili styknęła się z jego czołem. Moment siedzieli w ciszy, co sprawiło, że jej słowa naprawdę wybrzmiały. Miała wrażenie, że Sweeney się nieco zmienił, że trzeba było go teraz zapewniać o pewnych rzeczach, żeby był spokojniejszy.. ale z drugiej strony wcale się temu nie dziwiła patrząc na to co przeszedł.
- Wiem, wiem.. Ja tylko czasami czuję się taki niepewny czegokolwiek.. A w tych chwilach jedyne czego jestem pewien to my, inaczej pewnie moje złe prowadzenie się nie miałoby końca.. lecz zmieniłem się jak tylko mogłem.. - Kobieta poczuła radość w sercu na te słowa, właściwie ostatnio często odbywali takie rozmowy i Sweeney starał się jak mógł wyrażać swoje uczucia w słowach innych niż te dwa oczywiste i wszystkim znane. Czuła wręcz takie wewnętrzne ciepło, bo kiedyś nawet nie przyszłoby jej do głowy, że doczeka takich rozmów. W marzeniach tak, ale nie w rzeczywistości. Lecz teraz marzenia z przed kilku lat się spełniały przepełniając ją szczęściem i nie raz szybszym biciem serca.
Właśnie kiedy tak rozmawiali i okazywali drobne gesty bliskości, drzwi rozsunęły się i do środka wtargnął konduktor przerywając tą dość nastrojową chwilę. Pani Lovett prędko wyjęła ze swego portfela bilety, które wkrótce były już skasowane, a oni zostali znów sami, z czego cieszyli się, ponieważ nie potrzebowali w tym miejscu nikogo innego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.