SCM Music Player.

Bohaterowie.

środa, 16 marca 2016

Part 318.

- To chociaż konduktora mamy z głowy… ale nim dotrzemy do kolejnej stacji to trochę czasu minie. Prawda? – Sweeney uniósł spojrzenie na Nellie i obejmował ją dłońmi na biodrach, kiedy dalej siedziała na jego udach. Kobieta dotknęła nieco jego włosów i spojrzała w jego oczy, kiedy zaraz Sweeney pocałował Panią Lovett w usta. Kiedy Sweeney pozwolił sobie na małe czułości i całował Nellie po jej szyi czy dekolcie, kobieta czuła się jak w siódmym niebie, było jej miło, że Sweeney wychodził pierwszy z jakąś czułą inicjatywą jak teraz. Kobieta dotykała jego włosów i gdy mężczyzna spojrzał w jej oczy uśmiechnęła się czule do niego obejmując jego twarz dłońmi.
- Mój Sweeney. Jesteś Kochany. A do kolejnej stacji na pewno nie jest tak bardzo blisko… Masz takie siwe pasmo włosów, ciągle się nad tym zastanawiam jak to jest, że tak ułożyło się ono tutaj.. Ale to dodaje Ci uroku, wiesz..? Masz idealne włosy, zawsze lubiłam u mężczyzn bujne włosy, a już najbardziej u Ciebie mój drogi.. – Nellie spoglądała na włosy mężczyzny i dotknęła nieco jego siwego pasma, ale zauważyła też, że z jednej strony bak Sweeney’a właśnie posiadł kilka siwych włosów, zatem czy to znaczyło, że ostatni stres na niego tak wpłynął? A może wcześniej tego nie dostrzegła, ale wiedziała, że to jakoś dodawało mu uroku, lecz wolałaby jednak szybko nie zsiwiał. Mężczyzna westchnął i zamruczał przez chwilę, a zaraz zabrał głos.
- Siwe włosy? Hm.. mój pradziadek miał takie pasmo, może to gdzieś w genach przeszło na mnie, mój ojciec też ma trochę takie włosy, choć teraz już praktycznie są siwe.. szpakowate po całości. Nie wiem od czego to zależy, takie już mam, kiedy wygnał mnie Turpin z Londynu wtedy właśnie powoli moje włosy tutaj zaczynały siwieć. Pewnie za ileś lat wszystkie będę miał siwe, ale chyba tak bardzo źle z tym teraz nie wyglądam, hm? – Spojrzał na Nellie i uśmiechnął się do niej lekko, taka była widocznie jego natura stresu, czy starzenia się, że właśnie jego siwe włosy nie rozłożyły się po jego głowie, a umiejscowiły w jednym miejscu. Takie ułożenie siwych włosów, sugerowało też chorobę, co nazywało się Zespołem Waardenburga, ale na to musiałyby się składać inne czynniku, u Sweeney’a było to po prostu jego urodą doświadczeń życiowych, że tak działał jego organizm. Nellie słuchała mężczyzny i spoglądała na jego włosy, przeczesywała mu je, spoglądała od czasu do czasu w oczy mężczyzny i ucałowała jego wargi.
- Rozumiem. Ależ Kochanie, mnie się taki podobasz. Wiem, stres i doświadczenia mogą tak działać na nasze ciało, na Twoje działa właśnie tak.. ale dodaje Ci to pewnego rodzaju mroczności, charyzmy i tajemniczości, wyglądasz tak idealnie przystojnie. – Puściła oczko do niego, kiedy Sweeney połaskotał kobietę po bokach, gdy mu tak słodziła. Tak naprawdę nikt nie zakłócał im podróży, choćby przez większość ich podróży, że Nellie spała na udach Sweeney’a przez jakiś czas, bo siedzieli po jednej stronie przedziału, a mężczyzna w tym czasie albo spoglądał na widoki za oknem, albo przeglądał dzisiejsza prasę z Truro, którą jeszcze zakupili przed odjazdem, bądź Sweeney też nieco przysypiał, ale jego sen był bardziej tylko przymknięciem powiek, bo czuwał za każdym razem, gdy w pobliżu ktoś się kręcił po wagonie.
Czas mijał jakby bardzo powoli, nawet wtedy, gdy poszli do wagonu przeznaczonego na posiłki i tam zasiedli przy jednym stoliku by zjeść obiad. Już spożywali posiłek przy którym rozmawiali ze sobą. Sweeney’a nieco bolała głowa, chyba już z wrażenia tego dnia, aresztowania Turpina i jego sługi, jak i powrotu do domu, gdzie tu czekał go kolejny dylemat związany z Johanną, w końcu przez ostatni czas nie myślał nad kontaktem z nią w jakiś szczególny sposób. Czuł się po prostu powoli zagubiony znów, jakby mgła Londynu zbliżała się do niego i znów zaczynał odczuwać to kolejne przygnębiające odczucie. Nie odczuł też jak Nellie dotknęła jego dłoni bo mówiła do niego od dłuższego czasu.
- Kochanie, mówię do Ciebie.. słuchasz mnie..? –Sweeney dopiero uniósł spojrzenie na kobietę i zaraz odezwał się przepraszająco.
- Wybacz, zamyśliłem się.. a co mówiłaś, możesz powtórzyć? – Uśmiechnął się spokojnie do Nellie i napił się herbaty z filiżanki.
- Och Kochanie, mówiłam że wracamy do domu i w końcu będziemy mogli wygodnie się wyspać.. a potem pomyślimy nad naszą wycieczką, hm..? Kochanie… zamyślony mi się zdajesz.. – Golibroda przyciągnął dłoń kobiety do swojej twarzy i umieścił ja na swoim policzku, a po chwili zaraz pocałował jej dłoń i odparł.
- Tak, to prawda.. Nad wyjazdem też pomyślimy… Hm.. bo troszkę zastanawiam się co nas czeka po powrocie do domu, a tym bardziej mnie.. Znów ogarnia mnie ta londyńska chandra i niezadowolenie.. a jak pomyślę o Johannie, to coś mnie w żołądku ściska.. Pewnie dalej ma o mnie zdanie, jak o łajdaku.. nie wiem.. Myślisz, że Berta podczas nieobecności Turpina zaprzeczyła temu co wcześniej wyszło na moją niekorzyść..? – Nellie właśnie ugryzła kawałek marchewki z widelca i zaraz spoglądała na Sweeney’a, gdy oparł się plecami bardziej o kanapę, na której siedział i zaczął bawić się serwetką w dłoni.
- Sweetie.. Nie zamartwiaj się tym, nie przejmuj, teraz poprzez to aresztowanie na pewno dojdzie jakaś depesza, albo i Turpin trafi tutaj do Londynu do więzienia, nie przejmuj się tym.. Johanna dowie się, że Bernard, nie jest taki na jakiego niby wygląda, czy za jakiego się podaje.. A Berta myślę, że przyznała się Johannie, że to pod wpływem sędziego skłamała o Tobie i na pewno jest jej teraz głupio, że tak się stało.. Ty musiałeś skłamać, ona tez, a Turpin ze wszystkim stał i Ciebie zmusił do kłamstwa.. Poza tym pomyśl.. Nie zainteresowałaby się przez ten czas z ciekawości, że nas nie ma, że Ciebie nie ma.. Na Twoich jak i moich drzwiach sklepu, czy zakładu jest kartka.. „Zamknięte. Wracam za kilka dni” czy cos w tym rodzaju.. minął już miesiąc, to nie były trzy dni, tydzień, to już miesiąc, a to brzmi niepokojąco, nie sądzisz..? – Mężczyzna zastanawiał się nad słowami Nellie i zamruczał przez chwilę, ale zaraz przytaknął, miała racje. Lecz jeśli Berta nie przyznała się Johannie, to nie było chyba zbyt dobrze. Lecz wolał już tego tematu nie rozwijać i po prostu pomyśleć dziś tylko o własnym łóżku, gdzie zaśnie razem z Nellie i odpoczną, bez wstawania jutro o wczesnej porze, że trzeba iść do pracy.
W końcu Sweeney nie był jeszcze w dobrej formie, nieco schudł przez ten ostatni czas, a Nellie była nieco wyczerpana tym, co ostatni czas dał im obojgu przejść. Niczym jakby to była jakaś próba z którą musieli się zmierzyć, wygrać ją, jak właśnie się stało i teraz wrócić do domu, by ochłonąć po tych niezbyt przyjemnych przygodach.
Niebawem Sweeney zapłacił za ich zjedzony posiłek, choć jeszcze kupili w Warsie dwie butelki wody sodowej, by móc napić się po prostu, kiedy dopadnie ich pragnienie.
Resztę podróży spędzili w swoim przedziale, choć każdy z nich nieco wychodził na korytarz, by rozprostować nogi, czy skorzystać z toalety. Dzień mijał im w pociągu, już około osiemnastej byli znużeni i zmęczeni. Sweeney coraz częściej patrzył na zegarek, jak i wyglądał na korytarz, gdy dobijali do kolejnej stacji by wiedzieć, gdzie są i jak daleko im do Londynu. Dopiero około dwudziestej dotarli do Londynu, kiedy wysiedli w końcu z pociągu, oboje odetchnęli, że już ich podróż miała swój kres.
Todd zaraz zagwizdał na dorożkarza, gdy opuścili dworzec i znaleźli się bliżej postoju dorożek, wtem podjechała do nich dorożka z woźnicą zaprzężona w dwa konie i po chwili wsiedli, uprzednio Sweeney podał adres. W dorożce oboje już cieszyli się, że przybyli do swojej miejscowości. Mężczyzna objął ramieniem kobietę i szepnął jej na ucho.
- Zmęczona? Zaraz będziemy w domu i w końcu odpoczniemy, teraz już o niczym innym nie marze jak o tym by położyć się na łóżku i zasnąć.. To był szalenie długi dzień, a nam należy xię odpoczynek. – Pani Lovett pocałowała Sweeney’a w policzek i przytaknęła na jego słowa cicho odpowiadając, gdy nieco spojrzała przez okno, jak Sweeney odsłonił zasłonkę z okienka.
- Tak, zmęczona. Och, tak jeszcze tylko kąpiel i błogi sen. Tylko to nam dziś zostało.. Daleko jeszcze? Mogłabym tu usnąć, gdyby nie Ty, taka cisza, tylko stukot końskich kopyt i nic poza tym.. – Sweeney przymknął powieki i rozmawiał z Nellie jeszcze przez jakieś kilkanaście minut, póki nie dojechali do celu. Przed sklepem Pani Lovett zatrzymała się dorożka, z której pierwszy wysiadł Todd, a za nim Nellie, której pomagał wysiąść, zabrał też z wnętrza ich torby i zapłacił woźnicy za ten przejazd. Powoli dorożkarz, odjechał, a oni skierowali się z bagażami do domu, nieświadomi tego, że niedaleko była Johanna, którą ucieszyło w pewnym stopniu to, że ich widzi. Właściwie stała ze znajomą, z którą wyszła na wieczorny spacer, tylko we dwie.
Choć kiedy przyglądała się ich dwójce odczuła pewien niepokój. Kiedy Sweeney stanął bardziej przy świetle kobieta zauważyła to, że mężczyzna wyglądał na nieco zmizerniałego? Zaskoczyło ją to, bo co prawda nie wiedziała, gdzie się podziewał z Panią Lovett tyle czasu, ale sądziła, że byli na jakimś urlopie, ale raczej nie zachowywali się tak jakby spędzili tygodnie upojne w same przyjemności. A gdy zobaczyła Panią Lovett, gdy już otwierała drzwi, także kobieta nie wyglądała na zbyt ucieszoną, choć oboje uśmiechali się do siebie, ale z myślą o odpoczynku. Zaraz Nellie weszła do środka i zapaliła światło, a Sweeney wprowadził ich walizki i po chwili powoli ciągnął drzwi do zamknięcia, rozglądając się nieco po okolicy, ale jego twarz raczej przejawiała smutek, poza tym Johanna zauważyła na dłoni Sweeney’a siną skórę, albo pomyślała, że to cień padający na niego, aż cicho szepnęła do koleżanki.
- Pna Todd i Pani Lovett wrócili… nie uważasz, że dość długo ich nie było..? - Zastanawiała się co robili przez ten czas nieobecności ich tutaj, ale nie miała pojęcia. Za to nawet o tym nie wiedzieli, ale zaglądała co jakiś czas, w ich okolice i ciągle widziała oba miejsca pracy zamknięte. Znajoma Johanny spojrzała w stronę sklepu Pani Lovett i zabrała głos po chwili.
- Wiesz, może mieli coś ważnego do załatwienia… a czemu akurat o nich wspominasz..? Choć zatęskniłam za wypiekami Pani Lovett, nikt nie piecze takich bułeczek jak ona.. – Eleonor uśmiechnęła się do Johanny, a zaraz kobiety powoli ruszył w kierunku domu córki Todd’a.
- Ach tak po prostu, poza tym jestem winna Panu Todd’owi w pewnym sensie przeprosiny… Doszło do pewnego nieporozumienia, które wywołał Bernard, mój ojczym i Pan Todd na pewno źle się z tym czuje, że doszło do tego incydentu i został niesłusznie o coś posądzony.. Poza tym sędziego też już długo nie ma.. Ech, miał przyjechać dzisiaj, pisał do nas telegram, a do tej pory go nie ma, chyba że pojawił się teraz, kiedy ja jestem tu z Tobą… Ach.. jutro może zajrzę tutaj na Fleet Street. Wydaje mi się, że Pan Todd schudł, ale może to już nie ta pora i wieczorne sztuczne światło sprawia takie wrażenie.. Wracajmy, wracajmy… - Kobiety nieco przyspieszyły kroku, choć Johanna, jeszcze oglądała się za siebie kierunku sklepu Pani Lovett, gdzie zaraz zgasło światło, w końcu Pan Todd z Pania Lovett udali się do ich sypialni na piętrze, gdzie tam zapaliło się delikatne światło i Todd podszedł do okna zaraz zasłaniając okno zasłonami i położył się na łóżku opadając na nie i wziął chwilowo ręce za głowę.
- Mnie już nie ma, mogę tak spać… Ta podróż była męcząca… Ale w końcu dotarliśmy...W końcu w domu... – Nellie spojrzała na leżącego Todd’a na łóżku i uśmiechnęła się rozczulająco odzywając do niego właśnie sięgała z komody swoja koszulę nocną.
- Tak, w końcu jesteśmy… Odpocznij Kochanie, a ja pójdę wziąć kąpiel, dobrze..? – Kiedy kobieta zaraz zniknęła za drzwiami łazienki, mężczyzna zaraz zdjął buty, marynarkę i kamizelkę z siebie, to znów opadł na łóżko i dużo nie trzeba było do tego, że jego powieki zamknęły się i zasnął głębszym snem.
Po około pół godziny Nellie pojawiła się w sypialni, widziała Todda śpiącego na łóżku, nie zamierzała go budzić, a wręcz przeciwnie. Okryła go kołdrą, a zaraz sama znalazła się obok niego gasząc światła i przytuliła się do mężczyzny. Rozczulał ją ten widok, gdy tak leżał na boku i spał wtulony głową w poduszkę. Sama wtuliła się w jego ramiona, jedną jego dłonią otuliła swoje ciało i cicho zamruczała, gdy Sweeney się poprawił i objął przez sen kobietę, cichutko zamruczał i spał nieprzerwanie. Nellie zaś czuła sie bezpiecznie mając Sweeney'a przy sobie i odetchnęła z ulgą, że wrócili do Londynu, może i wszędzie było dobrze, choćby na pozór, pomijając ich ostatni miesiąc, lecz w domu było najlepiej. Przynajmniej tu znali okolice, ludzi, chociaż co do Turpina i niektórych innych ludzi, nie można byłoby tego powiedzieć, choćby znało się ich od urodzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.