Sen trwał nieprzerwanie przez
całą noc, dopiero około 11 Nellie obudziła się po raz pierwszy, dzięki
promieniom słońca padającym jej na twarz. Chociaż póki co wcale nie chciało jej
się wstawać, tego dnia łóżko działało jak magnes i zupełnie nie chciało się go opuszczać.
Kobieta przekręciła się przodem do mężczyzny, choć robiła wszystko tak żeby go
przez przypadek nie obudzić. Przetarła powieki dłonią i przez chwilę spoglądała
na ukochanego. Przynajmniej podczas snu nie nękały go żadne z otaczających
problemów i smutków. wyraz spokoju dominował na jego twarzy. Podczas snu wyglądał
dla niej jak posąg, który mogłaby obserwować godzinami. Nawet jeśli tym razem
widać było po nim obraz ostatnich wydarzeń i chorobę.
Pani Lovett przysnęła jeszcze
na trochę, skoro Sweeney nie budził się to też pozwoliła sobie jeszcze na
drzemkę, by zregenerować siły. Właśnie w tym czasie kiedy para dalej odsypiała
podróż, Johanna zjawiła się u drzwi sklepu i próbowała jakoś dać gospodarzom
znak, że się w tym miejscu pojawiła. Pukała do drzwi, nawet uderzała w
dzwoneczek by wydać jakiś większy hałas. Nic jednak jej z tego nie
przychodziło, dlatego postanowiła pojawić się tu w późniejszych godzinach. Domyśliła
się, że gospodarze muszą być czymś zajęci i są po prostu nieosiągalni dla
innych, albo wyszli w jakimś celu do miasta. Godzina w końcu nie była już
najmłodsza. Johanna zaś miała do załatwienia jeszcze sporo spraw tego dnia i
jak na razie postanowiła się zająć nimi, skoro pierwszy plan nie wypalił.
Po upływie godziny to Sweeney
zaczął się budzić, powoli otwierał oczy, przez chwilę czuł się nawet źle przez
to nagłe obudzenie, ale i tak wiedział, że dziś będzie czuł się lepiej.
Spojrzał na swój zegarek, którego wczoraj już nie zdążył zdjąć, zorientował się
co do godziny i odłożył go na szafkę. Przykrył kołdrą Nellie, która się właśnie
rozkopała, a do tego objął ją ręką i sam powoli się rozbudzał.
- Dzień dobry Kochanie..
trochę sobie pospaliśmy dziś, ale należało nam się.. Myślę, że pójdę się teraz
wykąpać, a Ty możesz sobie jeszcze tu poleżeć, hm..? - Todd szeptał do ucha
kobiety, żeby nie zafundować jej takiej gwałtownej pobudki, przy czym jeszcze
musnął jego płatek. Będąc w takim położeniu czuł doskonale zapach jej ciała,
czy kąpielowych kosmetyków i wcześniej sam po sobie nie spodziewał się, że
będzie doceniał takie małe rzeczy. A jednak było to bardzo miłe, przepadał za
takimi właśnie miłymi, leniwymi porankami w jej towarzystwie.
- Która godzina..? Zresztą
nieważne.. dzisiaj nie musimy się liczyć z czasem.. i tak mamy tutaj wszystko
zamknięte.. Mmm.. tak, jeśli masz taką potrzebę.. Ale zostańmy jeszcze
chwilkę.. dobrze..? Jeszcze przez kilka minut Cię nie wypuszczam Sweetie.. -
Nellie uśmiechnęła się z małym zaspaniem na twarzy, ale już zaraz zdążyła
musnąć wargi mężczyzny na powitanie.
- Czyżbyś miała jakieś niecne
plany wobec mnie, hm..? Jak na razie nigdzie się nie wybieram.. - Sweeney
odwzajemniał wszystkie jej czułe gesty. Pogładził skórę kobiety w tych
odsłoniętych przez kołdrę miejscach, przyjrzał się niesfornemu ramiączku
koszuli nocnej, które jak zwykle lubiło spadać i poprawił je, a przy tym
zamruczał. Pani Lovett uśmiechnęła się na to i przesuwała palcami po widocznej
części torsu mężczyzny, bo cały czas spał jeszcze we wczorajszej koszuli,
której nie zdążył zdjąć. Poleżeli tak ze sobą jeszcze kilka chwil, aż w końcu
Sweeney wstał z łóżka, zabrał z szafki świeże ubrania, ale nim dotarł do
łazienki rozpiął i zdjął koszulę jeszcze w pokoju. Dzięki temu Nellie miała
okazję na chwilę przyjemnych dla oka widoków, nawet jeśli przed wyjazdem ciało
golibrody wyglądało nieco inaczej, to i tak po tych wszystkich przeżyciach i
szpitalu skóra była w dobrej kondycji, choć naznaczona bliznami i lekkimi siniakami.
I tak mężczyzna zniknął zaraz w łazience, ona zaś poleżała jeszcze chwilę, po
czym założyła szlafrok i zeszła na dół by przygotować śniadanie. W kolejnych
godzinach czekały ją zakupy, ale na pierwszy posiłek przygotowała naleśniki z
serem i rodzynkami oraz dżemem, bo akurat miała do nich wszelkie potrzebne
składniki. Za to inne zapasy należało uzupełnić. Naszykowała również leki dla
Sweeney'a i dla siebie, przetarła ścierką zakurzony stół i zaparzyła wodę na
kawę.
Mężczyzna pozwolił sobie na
dłuższą kąpiel, zresztą stęsknił się za własną łazienką i wanną. Właśnie w tym
czasie Nellie zdążyła prawie wszystko przygotować, szukał jej na górze kiedy
wyszedł, ale z dołu dochodziły go zapachy więc domyślił się, że właśnie tam się
znajduje. Zszedł na dół i objął Nellie od tyłu, kiedy stała przy blacie nalewając
kawy do filiżanek.
- No proszę, jak ze wszystkim
się wyrobiłaś.. A co jemy..? Kawka.. wszystko perfekcyjnie.. A już chciałem Cię
w tym dziś zastąpić i doręczyć śniadanie do łóżka.. A poza tym podoba mi się ta
koszula.. i ten szlafrok, zdecydowanie możesz tak chodzić częściej.. - Sweeney
rzekł to przy uchu Nellie, musnął jej policzek, choć uważał by jej nie
rozproszyć przez co mogła poparzyć się wrzątkiem.
- No widzisz Kochanie.. nie
można całego dnia jednak przeleżeć.. Tak..? To miłe, że właśnie tak
planowałeś.. Chociaż nie ma jak na razie szaleństwa z daniami, bo pora się
wybrać do sklepu, jednak trochę nas tu nie było, część rzeczy jest do
wyrzucenia, a część skończyła się jeszcze przed wyjazdem, choć wtedy nie było
czasu zaprzątać sobie głowy takimi błahostkami.. Do samego sklepu też trzeba
zrobić zakupy, ale teraz nie o tym.. Hmm.. za to na zewnątrz powinnam chodzić w
habicie, czyż nie? Hehe.. Oj cieszy mnie, że Ci się to podoba.. - Nellie
odwróciła się i puściła oko do mężczyzny. Przeniosła zaraz na stół talerzyki z
jedzeniem, a Sweeney zabrał filiżanki oraz małą szklaneczkę w której znajdowały
się przygotowane lekarstwa.
Ze śniadaniem nie spieszyli
się jakoś bardzo, dlatego zanim odeszli od stołu w normalnych warunkach była
już pora obiadowa, ale czas ten spędzili jeszcze na rozmowie o wyjeździe. Todd
choć może bardzo tego nie okazywał rozmyślał o Johannie, o tym co będzie jak
wreszcie dojdzie do ich spotkania po okresie dość długiej przerwy. Przecież na
pewno zaglądała na Fleet Street i zauważyła, że zarówno sklep i zakład były
zamknięte przez jakiś czas. Miał więc kłamać? Czy powiedzieć prawdę? Ani jedna,
ani druga opcja go nie przekonywała. Gdyby skłamał sprawa pewnie wyszłaby za
jakiś czas, w końcu Turpin też musiał wrócić kiedyś do Londynu, a gdyby wciąż
towarzyszyła mu policja.. Z drugiej strony powiedzieć prawdę? Nawet jeśli
domyśliła się jednego kłamstwa ojczyma, to czy była w stanie uwierzyć w
znacznie gorsze zbrodnie.. zwłaszcza komuś poznanemu jakiś czas temu.. W to
wątpił. Z racji tego bał się spotkania z córką i pytań które podczas niego z
pewnością padną.
Mimo zaangażowania w
wysłuchanie słów Nellie, czasami wyłączał się i jedynym znakiem oznaczającym,
że coś do niego mówiła były poruszające się usta kobiety. Poza tym znajdował
się w otchłani własnych myśli, od których w Truro był bardziej oddalony. Pani
Lovett w końcu straciła swoją cierpliwość i pomachała mu przed twarzą kilka
razy dłonią.
- Sweeney..! Halo.. Czemu
jesteś taki nieobecny.. Wiesz jak tego nie znoszę.. Jeśli coś Cię dręczy to
wystarczy mi powiedzieć, przynajmniej nie będę się tu na marne produkować i o
tym porozmawiamy.. - Kobieta wreszcie łapiąc wzrok Todd'a westchnęła i
spojrzała na niego badawczo. - Jeśli jednak nie chcesz jechać, zrozumiem to,
ale wolę żebyś mi o tym powiedział.. a nie zamykał się w sobie.
- To nie o to chodzi..
Nellie.. Przepraszam.. - Pokiwał przecząco głową, nie chciał jej przecież w
żaden sposób urazić, a jednak chyba do tego doszło. Jednak zawsze kiedy coś
intensywnie rozważał znajdował się w takim stanie, wręcz nie kontaktując. -
Wybacz mi.. Jak najbardziej chcę jechać, ale myślałem o Johannie.. jak się
potoczy nasze spotkanie.. Tak samo się cieszę, jak i obawiam.. Choć nie, chyba
jednak przeważa obawa.. Ech, na każdym kroku wieczne problemy.. - Dotknął dłoni
kobiety, jakby w geście przeprosin.
- Rozumiem Cię Kochanie,
wystarczyło mi powiedzieć, naprawdę.. Wolę żebyś dzielił się ze mną z tym co
Cię smuci.. chyba lepiej działać w drużynie niż w pojedynkę, prawda? Wiesz, że
ta sprawa nie jest mi obca.. - Nellie może była lekko przewrażliwiona na to
zamykanie się Todd'a w sobie. Wszystko wynikało z prostego faktu, a mianowicie
przeszłości. Jakoś zostało to w niej, nawet z tą świadomością, że teraz ją kochał,
wtedy nie - nie mogła wyzbyć się tej rysy na duszy. Choć w gruncie rzeczy dla
nikogo taka postawa rozmówcy nie była miła. - Sweeney.. niech tylko Turpina
przywiezie do Londynu policja.. czy zaczną tutaj na miejscu prowadzić
postępowanie.. Kiedyś zabraknie mu wymówek.. A teraz wiem, że może powinnam
zostawić Was samych podczas spotkania.. ale jeśli będziesz potrzebował pomocy i
wybrnięcia z tych kłopotliwych będę przy Tobie.. Cóż, mogę chyba uznać, że
Johanna nas polubiła.. do tego póki co nie mieszka tak daleko i prędzej czy
później się spotkamy.. - Ścisnęła dłoń mężczyzny pragnąc go zapewnić, że cały
czas będzie przy nim.
- Wiem, wiem.. Jednak
niektóre rzeczy bywają silniejsze ode mnie.. Myślisz, że to tak wszystko
pięknie się potoczy? Chciałbym, ale on zawsze znajdzie coś na swoją obronę. Tym
razem nie będzie inaczej. Johanna.. ech.. czasami zaczynam już tracić wiarę, że
kiedykolwiek zdobędę się na wyznanie prawdy.. Moje myśli nie przedstawiają się
zbyt optymistycznie.. nie ma co ukrywać.. Teraz znów się tu znajduję.. i
zupełnie nie jestem w stanie odciąć się od własnych demonów.. - Sweeney oparł
się łokciami o stół i ukrył twarz w dłoniach. - Męcząca jest ta gra Ja-Turpin-Johanna..
Zaczyna mnie to przerastać..
- Nie możesz od razu
zakładać, że on znowu wygra.. Sweeney, proszę, nawet tak nie myśl.. Ty
przynajmniej nie siedzisz teraz w areszcie i nie grozi Ci proces i kilka lat
odsiadki.. Ja wiem.. ale powinieneś nastawić się bardziej optymistycznie, to
też pomoże.. wiesz? Masz mnie i zawsze będę przy Tobie.. Sweeney kocham Cię i
nie pozwolę na to żeby ktoś znowu wyrządził Ci krzywdę.. i żebyś dalej chodził
tak przygnębiony życiem.. Tak nie może dalej być.. Coś wymyślimy.. - Nellie
zajęła miejsce obok mężczyzny, odciągnęła dłonie od jego twarzy, przez co zmieniła
pozę Todd'a i przytuliła się do niego. Próbowała go pocieszać, jak tylko mogła,
chociaż ta jego zarazem dezorientacja, smutek i przygnębienie udzielały się
także jej. Pragnęła tego by był szczęśliwy, więc i sama odczuwała wewnętrzną
porażkę, gdy tak się nie działo. Kiedy Sweeney już w miarę się uspokoił,
kobieta zostawiła go w domu ze swoimi myślami i własną przestrzenią, której
potrzebował każdy człowiek, a sama udała się na zakupy. On raczej nie miał do
tego nastroju, dlatego nie zamierzała go ciągnąć na siłę. Golibroda pojawił się
znów na swoim pięterku, próbował znaleźć dla siebie jakieś zajęcie by w
rezultacie odgonić od siebie wszelkie myśli i zajął się nieco sprzątaniem swego
zakładu. Pojawiło się tam sporo kurzu, kilka pajęczyn, a na pewno nie zamierzał
przyjmować klientów w takim otoczeniu. Co prawda nie zamierzał tak od zaraz
wracać do pracy, ale mając w sobie coś z perfekcjonisty musiał mieć tu wszystko
czyste i ułożone. W przerwach spoglądał przez duże zakładowe okno i obserwował
uliczne życie.
Pani Lovett oczywiście nie
wybrała się na jakieś wielkie zakupy, a jedynie do apteki i sklepu spożywczego
i mięsnego. W swojej aptece miała zaufanego farmaceutę, więc mogła się go
poradzić co do różnych witamin i specyfików wspomagających powrót do zdrowia. W
kolejnym miejscu właśnie sięgała po jabłka, kiedy usłyszała za plecami znajomy
głos kobiety dopytującej się pracownika o specjalny rodzaj mąki. Nellie
odwróciła się i dzięki długim, charakterystycznym włosom i śpiewnym tonie głosu
rozpoznała Johannę. Córka Sweeney'a po znalezieniu poszukiwanego artykułu
również udała się w kierunku owoców i napotkała jej spojrzenie.
- Pani Lovett.. Dzień dobry!
Jak miło wreszcie Panią widzieć.. Widziałam jak wczoraj Państwo wróciliście do
domu.. Byłam nawet dzisiaj na Fleet Street, ale chyba nie było nikogo w domu..
Mam pewną sprawę do pana Todd'a i gdyby była taka możliwość chciałabym się z
nim zobaczyć jak najszybciej.. może dziś..? Dostosuję się co do godziny.. -
Johanna aż rozpromieniła się na widok partnerki Todd'a, jakby zupełnie
zapomniała, że przyszła zrobić tu zakupy.
- Dzień dobry.. Dziękuję i
nawzajem.. Tak? Wróciliśmy z dłuższej podróży, musieliśmy niestety
niespodziewanie wyjechać.. ale już jesteśmy. U Pani wszystko w porządku? A jak
tam Tommy.. Sędzia..? Hm, w takim razie zapraszam. Sklep co prawda zamknięty
będzie jeszcze dzisiaj i możliwe, że nawet przez kilka dni.. ale może w
godzinach wieczornych chciałaby Pani nas odwiedzić..? Szósta, siódma.. Sweeney
na pewno się ucieszy. - Celowo zadała to pytanie o Turpina, by zbadać grunt, a
że Johanna była całkiem rozmowną osobą, to liczyła, że dowie się czegoś więcej
niż wymagało pytanie. Co do ostatniego nie kłamała, chociaż przewidywała, że
mężczyzna może i nie tak dobrze zareagować na tą wieść o gościu i w wyniku tego
zdecydowała się na późniejszą godzinę.
- Rozumiem.. dobrze, że już w
domu. Tak, przygotowania do ślubu idą pełną parą.. Tommy to taki mały urwis,
ale daje nam wiele radości.. A ojczym.. to mnie martwi.. Wyjechał ponad dwa
tygodnie temu, sama nie wiem dokładnie gdzie, wspominał coś o pracy, ale od
dawna już się nie odzywał.. nie wiem co się dzieje, trochę mnie to niepokoi
muszę przyznać.. W takim razie dobrze, zjawię się o tej porze.. - Johanna
uśmiechała się do piekarki, ale jednocześnie widać było po niej jakieś
zmartwienie, ten uśmiech niebawem przekształcił się w smutny, jak się domyśliła
Nellie. Dla niej przykre było jedynie to, że ta młoda kobieta nie miała pojęcia
o jakiego okrutnika się martwi. Johanna wsadziła tak samo jak jej towarzyszka kilka
owoców do koszyka i wyczekiwała dalszej kontynuacji rozmowy.
- Cieszę się, to grunt że
dziecko jest zdrowe. Hm.. niepokojące.. może warto to zgłosić na policję.. A
może sytuacja wyjaśni się w najbliższych dniach.. Mężczyźni czasem tak mają, że
lubią się odciąć od własnych obowiązków.. Lecz gdyby Sędziemu coś się stało,
chyba cały Londyn byłby poruszony. Więc jesteśmy umówione.. - Słowa dotyczące
Bernarda ledwie przeszły jej przez gardło, no ale coś powiedzieć musiała.
Zdawała sobie sprawę, że musiała to wszystko powtórzyć Sweeney'owi bo sama
zaczęła już tą małą gierkę z kłamstwem i teraz należało trzymać się jednej
wersji. Johanna odpowiedziała, że niestety nie da rady tego zgłosić skoro nie
wie gdzie ojczym dokładnie pojechał i wkrótce rozstały się. Pani Lovett
niebawem dotarła do domu, chciała też jak najszybciej podzielić się
wiadomościami z ukochanym.
- Zgadnij kogo spotkałam w
sklepie.. Johannę! Wspomniała, że ma do Ciebie sprawę.. i umówiłyśmy się, że
przyjdzie wieczorem.. - Nellie postawiła torby na podłodze, a Sweeney aż usiadł
z wrażenia. Również widocznie pobladł na twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.