SCM Music Player.

Bohaterowie.

sobota, 19 marca 2016

Rozdział XXV. Radość Johanny z powody powrotu, po długiej nieobecności Pani Lovett i Pana Todd'a w Londynie. Part 319.

Sen trwał nieprzerwanie przez całą noc, dopiero około 11 Nellie obudziła się po raz pierwszy, dzięki promieniom słońca padającym jej na twarz. Chociaż póki co wcale nie chciało jej się wstawać, tego dnia łóżko działało jak magnes i zupełnie nie chciało się go opuszczać. Kobieta przekręciła się przodem do mężczyzny, choć robiła wszystko tak żeby go przez przypadek nie obudzić. Przetarła powieki dłonią i przez chwilę spoglądała na ukochanego. Przynajmniej podczas snu nie nękały go żadne z otaczających problemów i smutków. wyraz spokoju dominował na jego twarzy. Podczas snu wyglądał dla niej jak posąg, który mogłaby obserwować godzinami. Nawet jeśli tym razem widać było po nim obraz ostatnich wydarzeń i chorobę.
Pani Lovett przysnęła jeszcze na trochę, skoro Sweeney nie budził się to też pozwoliła sobie jeszcze na drzemkę, by zregenerować siły. Właśnie w tym czasie kiedy para dalej odsypiała podróż, Johanna zjawiła się u drzwi sklepu i próbowała jakoś dać gospodarzom znak, że się w tym miejscu pojawiła. Pukała do drzwi, nawet uderzała w dzwoneczek by wydać jakiś większy hałas. Nic jednak jej z tego nie przychodziło, dlatego postanowiła pojawić się tu w późniejszych godzinach. Domyśliła się, że gospodarze muszą być czymś zajęci i są po prostu nieosiągalni dla innych, albo wyszli w jakimś celu do miasta. Godzina w końcu nie była już najmłodsza. Johanna zaś miała do załatwienia jeszcze sporo spraw tego dnia i jak na razie postanowiła się zająć nimi, skoro pierwszy plan nie wypalił.
Po upływie godziny to Sweeney zaczął się budzić, powoli otwierał oczy, przez chwilę czuł się nawet źle przez to nagłe obudzenie, ale i tak wiedział, że dziś będzie czuł się lepiej. Spojrzał na swój zegarek, którego wczoraj już nie zdążył zdjąć, zorientował się co do godziny i odłożył go na szafkę. Przykrył kołdrą Nellie, która się właśnie rozkopała, a do tego objął ją ręką i sam powoli się rozbudzał.
- Dzień dobry Kochanie.. trochę sobie pospaliśmy dziś, ale należało nam się.. Myślę, że pójdę się teraz wykąpać, a Ty możesz sobie jeszcze tu poleżeć, hm..? - Todd szeptał do ucha kobiety, żeby nie zafundować jej takiej gwałtownej pobudki, przy czym jeszcze musnął jego płatek. Będąc w takim położeniu czuł doskonale zapach jej ciała, czy kąpielowych kosmetyków i wcześniej sam po sobie nie spodziewał się, że będzie doceniał takie małe rzeczy. A jednak było to bardzo miłe, przepadał za takimi właśnie miłymi, leniwymi porankami w jej towarzystwie.
- Która godzina..? Zresztą nieważne.. dzisiaj nie musimy się liczyć z czasem.. i tak mamy tutaj wszystko zamknięte.. Mmm.. tak, jeśli masz taką potrzebę.. Ale zostańmy jeszcze chwilkę.. dobrze..? Jeszcze przez kilka minut Cię nie wypuszczam Sweetie.. - Nellie uśmiechnęła się z małym zaspaniem na twarzy, ale już zaraz zdążyła musnąć wargi mężczyzny na powitanie.
- Czyżbyś miała jakieś niecne plany wobec mnie, hm..? Jak na razie nigdzie się nie wybieram.. - Sweeney odwzajemniał wszystkie jej czułe gesty. Pogładził skórę kobiety w tych odsłoniętych przez kołdrę miejscach, przyjrzał się niesfornemu ramiączku koszuli nocnej, które jak zwykle lubiło spadać i poprawił je, a przy tym zamruczał. Pani Lovett uśmiechnęła się na to i przesuwała palcami po widocznej części torsu mężczyzny, bo cały czas spał jeszcze we wczorajszej koszuli, której nie zdążył zdjąć. Poleżeli tak ze sobą jeszcze kilka chwil, aż w końcu Sweeney wstał z łóżka, zabrał z szafki świeże ubrania, ale nim dotarł do łazienki rozpiął i zdjął koszulę jeszcze w pokoju. Dzięki temu Nellie miała okazję na chwilę przyjemnych dla oka widoków, nawet jeśli przed wyjazdem ciało golibrody wyglądało nieco inaczej, to i tak po tych wszystkich przeżyciach i szpitalu skóra była w dobrej kondycji, choć naznaczona bliznami i lekkimi siniakami. I tak mężczyzna zniknął zaraz w łazience, ona zaś poleżała jeszcze chwilę, po czym założyła szlafrok i zeszła na dół by przygotować śniadanie. W kolejnych godzinach czekały ją zakupy, ale na pierwszy posiłek przygotowała naleśniki z serem i rodzynkami oraz dżemem, bo akurat miała do nich wszelkie potrzebne składniki. Za to inne zapasy należało uzupełnić. Naszykowała również leki dla Sweeney'a i dla siebie, przetarła ścierką zakurzony stół i zaparzyła wodę na kawę.
Mężczyzna pozwolił sobie na dłuższą kąpiel, zresztą stęsknił się za własną łazienką i wanną. Właśnie w tym czasie Nellie zdążyła prawie wszystko przygotować, szukał jej na górze kiedy wyszedł, ale z dołu dochodziły go zapachy więc domyślił się, że właśnie tam się znajduje. Zszedł na dół i objął Nellie od tyłu, kiedy stała przy blacie nalewając kawy do filiżanek.
- No proszę, jak ze wszystkim się wyrobiłaś.. A co jemy..? Kawka.. wszystko perfekcyjnie.. A już chciałem Cię w tym dziś zastąpić i doręczyć śniadanie do łóżka.. A poza tym podoba mi się ta koszula.. i ten szlafrok, zdecydowanie możesz tak chodzić częściej.. - Sweeney rzekł to przy uchu Nellie, musnął jej policzek, choć uważał by jej nie rozproszyć przez co mogła poparzyć się wrzątkiem.
- No widzisz Kochanie.. nie można całego dnia jednak przeleżeć.. Tak..? To miłe, że właśnie tak planowałeś.. Chociaż nie ma jak na razie szaleństwa z daniami, bo pora się wybrać do sklepu, jednak trochę nas tu nie było, część rzeczy jest do wyrzucenia, a część skończyła się jeszcze przed wyjazdem, choć wtedy nie było czasu zaprzątać sobie głowy takimi błahostkami.. Do samego sklepu też trzeba zrobić zakupy, ale teraz nie o tym.. Hmm.. za to na zewnątrz powinnam chodzić w habicie, czyż nie? Hehe.. Oj cieszy mnie, że Ci się to podoba.. - Nellie odwróciła się i puściła oko do mężczyzny. Przeniosła zaraz na stół talerzyki z jedzeniem, a Sweeney zabrał filiżanki oraz małą szklaneczkę w której znajdowały się przygotowane lekarstwa.
Ze śniadaniem nie spieszyli się jakoś bardzo, dlatego zanim odeszli od stołu w normalnych warunkach była już pora obiadowa, ale czas ten spędzili jeszcze na rozmowie o wyjeździe. Todd choć może bardzo tego nie okazywał rozmyślał o Johannie, o tym co będzie jak wreszcie dojdzie do ich spotkania po okresie dość długiej przerwy. Przecież na pewno zaglądała na Fleet Street i zauważyła, że zarówno sklep i zakład były zamknięte przez jakiś czas. Miał więc kłamać? Czy powiedzieć prawdę? Ani jedna, ani druga opcja go nie przekonywała. Gdyby skłamał sprawa pewnie wyszłaby za jakiś czas, w końcu Turpin też musiał wrócić kiedyś do Londynu, a gdyby wciąż towarzyszyła mu policja.. Z drugiej strony powiedzieć prawdę? Nawet jeśli domyśliła się jednego kłamstwa ojczyma, to czy była w stanie uwierzyć w znacznie gorsze zbrodnie.. zwłaszcza komuś poznanemu jakiś czas temu.. W to wątpił. Z racji tego bał się spotkania z córką i pytań które podczas niego z pewnością padną.
Mimo zaangażowania w wysłuchanie słów Nellie, czasami wyłączał się i jedynym znakiem oznaczającym, że coś do niego mówiła były poruszające się usta kobiety. Poza tym znajdował się w otchłani własnych myśli, od których w Truro był bardziej oddalony. Pani Lovett w końcu straciła swoją cierpliwość i pomachała mu przed twarzą kilka razy dłonią.
- Sweeney..! Halo.. Czemu jesteś taki nieobecny.. Wiesz jak tego nie znoszę.. Jeśli coś Cię dręczy to wystarczy mi powiedzieć, przynajmniej nie będę się tu na marne produkować i o tym porozmawiamy.. - Kobieta wreszcie łapiąc wzrok Todd'a westchnęła i spojrzała na niego badawczo. - Jeśli jednak nie chcesz jechać, zrozumiem to, ale wolę żebyś mi o tym powiedział.. a nie zamykał się w sobie.
- To nie o to chodzi.. Nellie.. Przepraszam.. - Pokiwał przecząco głową, nie chciał jej przecież w żaden sposób urazić, a jednak chyba do tego doszło. Jednak zawsze kiedy coś intensywnie rozważał znajdował się w takim stanie, wręcz nie kontaktując. - Wybacz mi.. Jak najbardziej chcę jechać, ale myślałem o Johannie.. jak się potoczy nasze spotkanie.. Tak samo się cieszę, jak i obawiam.. Choć nie, chyba jednak przeważa obawa.. Ech, na każdym kroku wieczne problemy.. - Dotknął dłoni kobiety, jakby w geście przeprosin.
- Rozumiem Cię Kochanie, wystarczyło mi powiedzieć, naprawdę.. Wolę żebyś dzielił się ze mną z tym co Cię smuci.. chyba lepiej działać w drużynie niż w pojedynkę, prawda? Wiesz, że ta sprawa nie jest mi obca.. - Nellie może była lekko przewrażliwiona na to zamykanie się Todd'a w sobie. Wszystko wynikało z prostego faktu, a mianowicie przeszłości. Jakoś zostało to w niej, nawet z tą świadomością, że teraz ją kochał, wtedy nie - nie mogła wyzbyć się tej rysy na duszy. Choć w gruncie rzeczy dla nikogo taka postawa rozmówcy nie była miła. - Sweeney.. niech tylko Turpina przywiezie do Londynu policja.. czy zaczną tutaj na miejscu prowadzić postępowanie.. Kiedyś zabraknie mu wymówek.. A teraz wiem, że może powinnam zostawić Was samych podczas spotkania.. ale jeśli będziesz potrzebował pomocy i wybrnięcia z tych kłopotliwych będę przy Tobie.. Cóż, mogę chyba uznać, że Johanna nas polubiła.. do tego póki co nie mieszka tak daleko i prędzej czy później się spotkamy.. - Ścisnęła dłoń mężczyzny pragnąc go zapewnić, że cały czas będzie przy nim.
- Wiem, wiem.. Jednak niektóre rzeczy bywają silniejsze ode mnie.. Myślisz, że to tak wszystko pięknie się potoczy? Chciałbym, ale on zawsze znajdzie coś na swoją obronę. Tym razem nie będzie inaczej. Johanna.. ech.. czasami zaczynam już tracić wiarę, że kiedykolwiek zdobędę się na wyznanie prawdy.. Moje myśli nie przedstawiają się zbyt optymistycznie.. nie ma co ukrywać.. Teraz znów się tu znajduję.. i zupełnie nie jestem w stanie odciąć się od własnych demonów.. - Sweeney oparł się łokciami o stół i ukrył twarz w dłoniach. - Męcząca jest ta gra Ja-Turpin-Johanna.. Zaczyna mnie to przerastać..
- Nie możesz od razu zakładać, że on znowu wygra.. Sweeney, proszę, nawet tak nie myśl.. Ty przynajmniej nie siedzisz teraz w areszcie i nie grozi Ci proces i kilka lat odsiadki.. Ja wiem.. ale powinieneś nastawić się bardziej optymistycznie, to też pomoże.. wiesz? Masz mnie i zawsze będę przy Tobie.. Sweeney kocham Cię i nie pozwolę na to żeby ktoś znowu wyrządził Ci krzywdę.. i żebyś dalej chodził tak przygnębiony życiem.. Tak nie może dalej być.. Coś wymyślimy.. - Nellie zajęła miejsce obok mężczyzny, odciągnęła dłonie od jego twarzy, przez co zmieniła pozę Todd'a i przytuliła się do niego. Próbowała go pocieszać, jak tylko mogła, chociaż ta jego zarazem dezorientacja, smutek i przygnębienie udzielały się także jej. Pragnęła tego by był szczęśliwy, więc i sama odczuwała wewnętrzną porażkę, gdy tak się nie działo. Kiedy Sweeney już w miarę się uspokoił, kobieta zostawiła go w domu ze swoimi myślami i własną przestrzenią, której potrzebował każdy człowiek, a sama udała się na zakupy. On raczej nie miał do tego nastroju, dlatego nie zamierzała go ciągnąć na siłę. Golibroda pojawił się znów na swoim pięterku, próbował znaleźć dla siebie jakieś zajęcie by w rezultacie odgonić od siebie wszelkie myśli i zajął się nieco sprzątaniem swego zakładu. Pojawiło się tam sporo kurzu, kilka pajęczyn, a na pewno nie zamierzał przyjmować klientów w takim otoczeniu. Co prawda nie zamierzał tak od zaraz wracać do pracy, ale mając w sobie coś z perfekcjonisty musiał mieć tu wszystko czyste i ułożone. W przerwach spoglądał przez duże zakładowe okno i obserwował uliczne życie.
Pani Lovett oczywiście nie wybrała się na jakieś wielkie zakupy, a jedynie do apteki i sklepu spożywczego i mięsnego. W swojej aptece miała zaufanego farmaceutę, więc mogła się go poradzić co do różnych witamin i specyfików wspomagających powrót do zdrowia. W kolejnym miejscu właśnie sięgała po jabłka, kiedy usłyszała za plecami znajomy głos kobiety dopytującej się pracownika o specjalny rodzaj mąki. Nellie odwróciła się i dzięki długim, charakterystycznym włosom i śpiewnym tonie głosu rozpoznała Johannę. Córka Sweeney'a po znalezieniu poszukiwanego artykułu również udała się w kierunku owoców i napotkała jej spojrzenie.
- Pani Lovett.. Dzień dobry! Jak miło wreszcie Panią widzieć.. Widziałam jak wczoraj Państwo wróciliście do domu.. Byłam nawet dzisiaj na Fleet Street, ale chyba nie było nikogo w domu.. Mam pewną sprawę do pana Todd'a i gdyby była taka możliwość chciałabym się z nim zobaczyć jak najszybciej.. może dziś..? Dostosuję się co do godziny.. - Johanna aż rozpromieniła się na widok partnerki Todd'a, jakby zupełnie zapomniała, że przyszła zrobić tu zakupy.
- Dzień dobry.. Dziękuję i nawzajem.. Tak? Wróciliśmy z dłuższej podróży, musieliśmy niestety niespodziewanie wyjechać.. ale już jesteśmy. U Pani wszystko w porządku? A jak tam Tommy.. Sędzia..? Hm, w takim razie zapraszam. Sklep co prawda zamknięty będzie jeszcze dzisiaj i możliwe, że nawet przez kilka dni.. ale może w godzinach wieczornych chciałaby Pani nas odwiedzić..? Szósta, siódma.. Sweeney na pewno się ucieszy. - Celowo zadała to pytanie o Turpina, by zbadać grunt, a że Johanna była całkiem rozmowną osobą, to liczyła, że dowie się czegoś więcej niż wymagało pytanie. Co do ostatniego nie kłamała, chociaż przewidywała, że mężczyzna może i nie tak dobrze zareagować na tą wieść o gościu i w wyniku tego zdecydowała się na późniejszą godzinę.
- Rozumiem.. dobrze, że już w domu. Tak, przygotowania do ślubu idą pełną parą.. Tommy to taki mały urwis, ale daje nam wiele radości.. A ojczym.. to mnie martwi.. Wyjechał ponad dwa tygodnie temu, sama nie wiem dokładnie gdzie, wspominał coś o pracy, ale od dawna już się nie odzywał.. nie wiem co się dzieje, trochę mnie to niepokoi muszę przyznać.. W takim razie dobrze, zjawię się o tej porze.. - Johanna uśmiechała się do piekarki, ale jednocześnie widać było po niej jakieś zmartwienie, ten uśmiech niebawem przekształcił się w smutny, jak się domyśliła Nellie. Dla niej przykre było jedynie to, że ta młoda kobieta nie miała pojęcia o jakiego okrutnika się martwi. Johanna wsadziła tak samo jak jej towarzyszka kilka owoców do koszyka i wyczekiwała dalszej kontynuacji rozmowy.
- Cieszę się, to grunt że dziecko jest zdrowe. Hm.. niepokojące.. może warto to zgłosić na policję.. A może sytuacja wyjaśni się w najbliższych dniach.. Mężczyźni czasem tak mają, że lubią się odciąć od własnych obowiązków.. Lecz gdyby Sędziemu coś się stało, chyba cały Londyn byłby poruszony. Więc jesteśmy umówione.. - Słowa dotyczące Bernarda ledwie przeszły jej przez gardło, no ale coś powiedzieć musiała. Zdawała sobie sprawę, że musiała to wszystko powtórzyć Sweeney'owi bo sama zaczęła już tą małą gierkę z kłamstwem i teraz należało trzymać się jednej wersji. Johanna odpowiedziała, że niestety nie da rady tego zgłosić skoro nie wie gdzie ojczym dokładnie pojechał i wkrótce rozstały się. Pani Lovett niebawem dotarła do domu, chciała też jak najszybciej podzielić się wiadomościami z ukochanym.
- Zgadnij kogo spotkałam w sklepie.. Johannę! Wspomniała, że ma do Ciebie sprawę.. i umówiłyśmy się, że przyjdzie wieczorem.. - Nellie postawiła torby na podłodze, a Sweeney aż usiadł z wrażenia. Również widocznie pobladł na twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.