SCM Music Player.

Bohaterowie.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Part 332.

- Nadal nie wierzę w to co widziałam, gdy dotarłam, do lochów, gdzie przetrzymywany był Sweeney, byłam przerażona. Nie poznawał mnie, a przynajmniej nie wierzył, że to ja, że jestem. Następnie pojawił się Turpin z tym swoim sługą Bamfordem, tak samo zepsutym jak on sam... - Nellie dalej opowiadała co się działo, o Erneście wersję naciągnęła, że ich zaatakował i nie mieli wyjścia jak go zabić. Bała się, że policja mimo wszystko źle odebrałaby prawdę, a nieboszczyk teraz już i tak nie mógł się bronić. Sweeney słuchał Nellie choć nie wszystkiego, przed oczami miał swojego oprawcę i nawet jak w tej właśnie chwili coś huknęło, na dworze aż wzdrygnął się ze strachu. Jeden policjant to zauważył, ale przemilczał, domyślił się, że Sweeney cały czas na swój sposób przeżywał to co stało się w Truro. Nellie zaś kontynuowała swoją wersję wydarzeń. - Po operacji Sweeney'a i spędzeniu w szpitalu kilku tygodni, w końcu wyjechaliśmy... Na dworcu byliśmy świadkami, jak wielu ludzi, jak Turpin chciał uciec, wyjechać z Truro, ale policja aresztowała jego i jego sługę Bamforda. Powróciliśmy do Londynu, tutaj... Tutaj nikt nie ma pojęcia dlaczego wyjechaliśmy i gdzie... Jedynie córka Sweeney'a wie, że wyjazd był w celu zdrowotnym, znaczy wie, że Pan Todd miał operacje i to wszystko. - Oboje spoglądali na policjantów, którzy skrupulatnie zapisywali słowa kobiety i co jakiś czas przytakiwali głowami.
- A skąd Pani wiedziałam że Pan Todd, poprzez wyjazd, który miał być służbowy...  jest tak traktowany? To, że grozi mu niebezpieczeństwo..  - Inspektor spojrzał na kobietę, a Sweeney obracał filiżankę w dłoniach, wolał już nie wracać do tych wydarzeń.
- Miałam przeczucie jak wspomniałam, pojechałam za Sweeney'em i przede wszystkim w Truro słyszałam jak Bamford rozmawiał o tym, że przetrzymują Sweeney'a, że chcą go zabić.. Poza tym nikt normalny, że tak powiem, nie przychodzi do czyjegoś zakładu i nie mówi na początku o propozycji zarobienia dużej ilości pieniędzy, za ogolenie wujka, a kolejnym podejściem nie grozi śmiercią bliskich, prawda? Sweeney usłyszał groźby od tego człowieka o którym wcześniej wspomniałam, bał się, że zrobi mi ktoś krzywdę dlatego udał się w tą podróż... a wcale nie chciał tych pieniędzy, to nie tak... Zrobił to bo się bał o mnie! O siebie! - Nellie spojrzała na Sweeney'a który coś czuła, że długo tu nie usiedzi, poza tym zauważyła jak kilka kropel potu spływało po jego skroni. Widziała, że się denerwował, a przede wszystkim psychicznie był schorowany tymi wydarzeniami. Zaraz odezwała się do mężczyzny przy jego uchu. - Kochanie, dobrze się czujesz? - W odpowiedzi zauważyła to bolesne spojrzenie Todd'a, który wyglądał jakby chciał kogoś zabić, a z drugiej strony potrzebował spokoju.
- Panie Todd? - Johnson odezwał się do Sweeney'a widząc, że pobladł na twarzy i był zdenerwowany tym przesłuchaniem choć jeszcze, ani słowa o nim nie wydusił ze swojego gardła.
- Tak, możemy to trochę przyspieszyć, głowa mnie zaczyna boleć.... - Inspektor spoglądał na Todd'a jakby nieco podejrzliwie, ale też i ze współczuciem, że musiał przez to wszystko przechodzić, o czym świadczyły jego obrażenia, jak i psychika, co widać było doświadczył dość przykrych zdarzeń. Sullivano po chwili odezwał się i dotknął dłoni Todd'a na filiżance i odparł.
- Spokojnie Panie Todd, spokojnie... Zaraz skończymy... jeszcze tylko kilka pytań.. a że tak zapytam.. Korzystaliście państwo z pomocy psychologa..? Po tym wszystkim, powinniście otrzymać pomoc ze szpitala.. by oswoić się i przebrnąć przez to co złe.. by czuć się lepiej. Co prawda nie znam sie na tym do końca, ale takie sesje pomagają ludziom, by się już tak bardzo nie bać tego co stało się przeszłością. Ja rozumiem, że to trudne, ale państwu przydałaby się pomoc... - Sweeney spojrzał na policjanta i wycofał dłoń pod jego dotykiem, bo czuł się dziwnie, że mężczyzna go tak dotykał, a może był już przewrażliwiony, że i ten chce go skrzywdzić?
- Psychologa? A poco nam psycholog? Co to zmieni Panie inspektorze...? Stało się, poza tym teraz na psychologa to już nieco chyba za późno.. - Sweeney mruknął do inspektora, a ten pokręcił głową przecząco i odparł zaraz spokojnym tonem głosu. - Ależ nie, nie minęło od tego wszystkiego aż tyle czasu by miałby państwu psycholog nie pomóc.. Jeśli zgodzą się państwo.. to my postaramy się by ktoś do państwa zawitał.. bo jak rozumiem woleli by państwo chyba wizyty domowe, niż biegać do gabinetu gdzieś w centrum miasta, prawda? Ale póki co przejdźmy do tego co poco się tu znaleźliśmy.. Panie Todd.. proszę powiedzieć jak wyglądała Pana podróż... bo z tego co wiemy, jechał Pan podstawioną dorożką, podobno z Truro, tak..? Czy w jej czasie działo się coś dziwnego..? - Sweeney westchnął cicho na myśl o psychologu, a zaraz starał sobie przypomnieć jak wyglądała jego podróż w cyklon śmierci. Przymknął na chwilę oczy i jedną dłonią masował sobie skroń, a zaraz uchylił powieki i odparł do policjantów.
- Sam nie wiem.. jeden przystanek był dziwny... Nie pamiętam tego już dokładnie.. ale jakiś mężczyzna dobiegł do dorożki.. zaczął coś krzyczeć, chyba nie miał pieniędzy i o nie wołał, ale nic mu nie dałem. Było to dziwne.. dziwna okolica, te lasy tam.. nie wiem, takie to wszystko mroczne. Dorożkarz, nie był chyba jakimś dziwakiem, ale czasami miałem wrażenie, że jakby mógł to by podjechał na jakiś klif, rozpędził konie, bym tylko wpadł do morza i się zabił.. A tak to chyba nic dziwnego się nie działo. - Wzruszył ramionami, wsłuchując się w kolejne pytania policji, gdy dopytywali o jego pobyt w lochach. Poza tym inspektor wstał ze swojego miejsca i krążył po pokoju, zajrzał też na moment do sklepu Pani Lovett, przejrzał sobie menu, a wrócił kiedy Todd zaczął opowiadać o pobycie w zamku, w lochach konkretniej.
- Cóz, gdy przybyłem do tego zamku.. wszystko wyglądało w porządku, nawet zostałem ugoszczony kolacja, było to trochę dziwne, ale byłem głodny i jakoś nie mogłem tego odmówić... Może podświadomie myślałem, że potem z posiłkami będzie ciężko..? Ale mniejsza o to.. Poza tym cały czas towarzyszył mi ten Ernest, o którym wspomniała Nellie.. Otworzył drzwi zamku, jak lokaj, podawał kolacje, a potem rzekomo prowadził mnie do komnaty, gdzie miałem spać.. co okazało się celą w lochach.. Pobyt tam.. ych.. - Sweeney przełknął ślinę, wolał już do tego nie wracać, nie opowiadać o tym, a musiał i to przy Nellie, co też nie było dla niego to niczym przyjemnym, kiedy wychodził na kogoś naiwnego, że wierzył w tą prawdziwość tego wyjazdu.
- Pobyt tam był straszny.. Kiedy pojawił się tam Turpin, czy Bamford, wiedziałem, że nie wróży to nic dobrego.. tym bardziej gdy wyjawili mi wszystko, a kolorowo już nie było.. Byłem traktowany jak worek treningowy, trafiłem też do jakieś sali tortur, gdzie... naprawdę muszę to opowiadać? - Sweeney spojrzał na policjantów, jak i Nellie która odczuła to, że wstydził się przy niej o wszystkim mówić, miała nadzieje, że jednak po tym wszystkim nie ucieknie jej do zakładu na piętro i nie będzie dumał w fotelu w samotności, zastanawiając się nad sensem swojego życia. Kobieta pocałowała policzek Sweeney'a i odezwała sie spokojnie wstając powoli od stołu.
- Panowie wybaczą, na chwilkę ucieknę do kuchni... - Panowie w trójkę przytaknęli kobiecie, wstając na moment i przysiedli, gdy kobieta zniknęła. A zaraz Sullivano odezwał się do Sweeney'a pochylając nieco nad stołem, a Nellie tak naprawdę co nieco podsłuchiwała za ścianą, poszła tam, bo uznała, że Todd będzie czuł się bardziej komfortowo, gdy przez tę chwilę będzie sam.
- Panie Todd, proszę powiedzieć o tej sali tortur, był Pan tam...? Co się tam działo? - Sullivano, jak i porucznik Johnson przysłuchiwali się temu co opowiadał golibroda, nie byli bardzo zszokowani, bo przy swojej pracy spotkali się już z niejednym ludzkim okrucieństwem.
- Byłem. Posadzili mnie tam na jakimś krześle, Turpin bił mnie czymś co sprawiało, że moje serce drżało za każdym razem, a moje ciało przechodził dziwny prąd, im dłużejto trwało czułem się gorzej. Próbowali mnie też oparzyć co im się udało, ale to pewnie wiecie, że mam troche poparzoną klatke piersiową i przedramiona czy jedno ramię, na szczęście nie było to ogniem, inaczej dalej leżałbym w szpitalu i pewnie nie mógłbym powiedzieć słowa, gdyby zaatakowało to płuca. Zostałem tam też skatowany tego dnia, gdy Nellie się pojawiła, ale nie wiem jaka pora dnia to była... - Jeden  z policjantów zmarszczył czoło i dodał. - Co znaczy skatowany, bili Pana? - Todd przytaknął na te słowa i dodał. - Tak, Turpin uderzał we mnie pięściami, albo jakimś kijem, byłem przywiązany do jakiś lin, czy łańcuchów, potem nie wiem jak znalazłem się z powrotem w celi, ale po prostu tam byłem, znów ubrany, jakby chcieli zatuszować swoją zbrodnie... - Nellie słysząc to, aż przez chwilę złapała się blatu, bo poczuła się słabo na te słowa, za to wiedziała teraz dlaczego Sweeney był w tak okrutnym stanie, gdy się tam pojawiła. Wiedziała dlaczego Sweeney prawie umarł w szpitalu i ta operacja śledziony, aż zakryła twarz ustami by nie wydać z siebie żadnego jęku, jak jest jej przykro, że jej Ukochany musiał doświadczyć i odczuć takie traktowanie. Aż nie potrafiła pojąć, że to wszystko za sprawą Johanny. Policja przesłuchiwała jeszcze Todd'a kilka minut, ale powoli już kończyli to przesłuchanie, poza tym inspektor dostrzegł, że Todd był już tym zmęczony i ze względu na jego stan zdrowia, powoli kończyli przesłuchanie, wtedy też Nellie pojawiła się w salonie tuszując to, że wszystko słyszała.
- Dobrze, z naszej strony to na razie tyle... Ale nie powiem, że więcej się nie spotkamy... Proszę Państwa.. my nie jesteśmy policjantami, którzy naopowiadają bajek, że pomogą Państwu, żebyśmy się dobrze zrozumieli.. Turpin ma więcej za plecami niż nam się wydaje.. A my nie oddajemy w ręce Londynu tej sprawy i nie umywamy rąk... Nasz cel to, to by ten mężczyzna razem ze swoimi wspólnikami poszli do więzienia i tam spędzili resztę swojego żywota.. - Obaj powoli też pożegnali się z nimi wstając od stołu, dopili napoje, pochowali dokumenty w teczki i powoli udali się do wyjścia, żegnając z parą. Poza tym zaraz na jednego z policjantów wpadł jakiś furiat, który gonił niemal kobietę przed sobą, a policjant, go zatrzymał, gdy ten krzyczał w dość nieładny sposób na płeć piękną i policjant odparł.
- Hm.. a ładnie to tak odzywać się do kobiety..? Hm.. czy ja bym odczuwał od Pana alkohol...? Myślę, że pójdzie Pan z nami.. Panie inspektorze? Panie Todd.. Pani Lovett.. dziękujemy za gościnę i zapewniam, że jeszcze się zobaczymy.. do widzenia.. proszę odpocząć.. dziś już nachodzić nie będziemy.. - Oboje przytaknęli im, a zaraz policjanci pociągnęli ze sobą mężczyznę, który swoją żonę wyzywał od dziwek, a do tego był nieco podchmielony, przy czym szarpał się z policjantami i im odgrażał. Po policjantach było widać, że nie patyczkowali się z takimi i załatwiali wszystko raz dwa, oczywiście nie poszli obić ciała mężczyzny w jakiejś bramie, jak robiło to większość policji w Londynie, bo tak łatwiej, prościej i szybciej, tylko prowadzili go na posterunek, ale pod swoje skrzydła, a nie oddając w ręce policji z Londynu, która i tak nic pożytecznego by nie zrobiła.
Gdy Sweeney i Nellie zostali sami i Todd zamykał za nimi drzwi cicho westchnął, a zaraz Nellie podeszła do niego i przytuliła się do jego ciała cicho szepcząc. - Kochanie.. już poszli.. ja wiem, że to nie było przyjemne, ale widzisz.. Oni chcą nam pomóc.. Chodź odpoczniesz... może weźmiesz gorącą kąpiel, hm..? Teraz wieczór jest nasz.. nie myśl o tym co było... ważne jest teraz tu i teraz... może zjesz Kochanie kawałek jabłecznika? - Sweeney pokręcił głową, nie miał ochoty na jedzenie, kąpiel też go nie przekonywała, ale Nellie zabrała go za dłoń do łazienki i pogłaskała go pod brodą i po policzku szepcząc cichutko i pochylając się nad jego uchem.
- Kochanie.. ja wiem, że nie było to przyjemny wieczór... ale proszę Cię, nie uciekaj ode mnie.. tak miło było w restauracji... wiem, że policja trochę popsuła nasze szyki, ale teraz jesteśmy już sami... Wcześniej położyły się spać, hm..? Chodź, chyba kąpieli mi nie odmówisz, prawda..? Oczywiście jeśli masz ochotę... tylko kąpiel Sweetie... nie każe Ci przecież zmuszać się do czegoś czego nie chcesz.. - Sweeney wzruszył ramionami w łazience przysiadł na wannie, jakby znów wszedł w niego ten ponury Sweeney, który nie miał ochoty na nic poza zemstą na wszystkich ludziach, którzy zepsuli mu jakikolwiek dzień, miesiąc, rok, życie. Nellie zaraz napuszczała wody do ich dużej wanny blokując spływ, by woda im nie uciekała, pochyliła się do Sweeney'a, że przed oczami miał jej dekolt, że az spojrzał na nią wyraźniej jakby budząc się ze swojego amoku. Nellie oczywiście zrobiła to z premedytacją, wiedziała, że spojrzy na jej dekolt nie tak posępnie, jak spoglądał w podłogę. - Pomożesz mi z sukienką hm..? - Oczywiście, Sweeney nie odmówił kobietę, kiedy powoli rozpinał jej suknie i pocałował lekko jej szyję, nie wiedział nawet kiedy Nellie była już w bieliźnie tylko i zabierała się za zdjęcie ubrań z jego ciała, nie ukrywała tego, że miała chęć spojrzeć na jego nagie ciało, tym bardziej, gdy pozbyła się z niego kamizelki, krawatu jak i zaraz powoli rozpinała mu jego koszulę, jak i też pogłaskała go po jego brzuchu i powoli zabrała się za jego spodnie, które zsunęły się z jego bioder, nieco tkwiąc na jego udach, Sweeney zdjął z siebie koszulę i powoli pozbywał się z Nellie bielizny, jak i Nellie pozbywała się jego. Powolutku zsuwała z jego pośladków i podbrzusza jego bokserki, na co cichutko zamruczała, widząc jego intymną część ciała coraz bardziej, Wtedy pogłaskała go dłońmi po podbrzuszu i zsunęła dłonie na jego pośladki, a zaraz przytuliła się do niego i szepnęła mu na ucho. - Kochanie, widzisz to nie takie straszne... odprężysz się.. po to tu jestem... nie chcę byś mi tu zasnął i nie mogłabym przegapić tych chwil z Tobą... - Cichutko się zaśmiała i poczuła jak Sweeney zdejmował jej dolną część bielizny i spoglądał jej w oczy.
- Jesteś niedobra tak mnie tu zwabiając, wiesz... - Sam zaśmiał się cicho, ale smutno. Lecz Nellie robiła wszystko by zmienić jego ponure nastawienie, pomogła też pozbyć się swojej górnej części bielizny i Todd zaraz spojrzał na ciało kobiety w dość specyficzny sposób, a zaraz pomógł jej wejść do wanny, gdzie zakręcił już wodę bo było jej wystarczająco dużo. Todd zaraz tez pozbył się z siebie swoich spodni i bokserek, wrzucił nieco płatków kąpielowych do wanny, kiedy Nellie już usiadła w wannie i wlała nieco płynu do kąpieli by wanna spieniła się nad wodą i zakryła jej ciało. Spoglądała na Todd'a jak jeszcze szukał czegoś w szafce i zaraz wyciągnął dwie małe świeczki z zapałkami i zaraz je rozpalił by stworzyć romantyczny nastrój, przez co przyciemnił nieco światło w łazience. A Nellie cieszyła się widokiem Sweeney'a, kiedy tak chodził nagi po łazience i patrzyła na niego z uwielbieniem i odezwała zachęcająco. - Sweeetie... już starczy, bardzo ładnie zrobiłeś.. ale teraz potrzebuję Cię tutaj... chodź, bo woda wystygnie... Dziś i tak jestem z Ciebie bardzo dumna, kolejnym razem dopracujesz detale kąpieli jeśli będziesz chciał bym Ci towarzyszyła, ale teraz chodź, bo się niecierpliwię... - Sweeney spojrzał na kobietę i zaraz gdy tylko naszykował ręczniki, powoli wszedł do wanny i zaraz przysiadł naprzeciwko Nellie, która pod wodą pogładziła go po łydkach i powoli przysunęła się do niego, wodziła dłońmi po jego nogach, dotarła do jego ud i cicho mruknęła gdy Sweeney oparł się plecami o ścianę wanny, a rekami oparł o ranty i także mruknął. Wiedziała, że tym samym jego postawa oznaczała, że mogła zrobić co tylko chciała. Sama nie wiedziała co chciała, dotykać każdy fragment jego ciała, czy przytulić się do niego.
Na początek pozwoliła sobie na badanie jego ciała w każdym zakątku, oczywiście ominęła jego ranę, bo nie chciała by o tym teraz pamiętał, przesunęła powoli dłonią od jego szyi poprzez jego klatkę piersiową, splot słoneczny, brzuch i podbrzusze, a zaraz przysunęła się i odwróciła tyłem. Wtuliła się plecami w klatkę piersiową mężczyzny i poczuła jak powoli dotykał jej ciała na biodrach, nawet wyczuła jego męskość przy swojej skórze na pośladku i cichutko zachichotała na ten gest. Sweeney pochylił się do Nellie i lekko zaczął całować jej ramię wargami sprawiając jej tym przyjemność, aż poczuła dreszcz, gdy odgarnął jej włosy na bok. - Och Nellie.. gdyby nie Ty, już dawno popadłbym w depresje, nostalgie, coś okropnego i pewnie bym się stoczył, wylądował na bruku.. i chyba czekał na ostatni oddech.. albo coś w tym rodzaju.. Ale żeby tak kusić i zabierać do łazienki, do wspólnej kąpieli.. Ale choć przeżywam to z Tobą pierwszy raz... nie chce tego na nic innego zamieniać... Dlaczego tak chichoczesz.. coś Cię łaskoczę.. no wiesz co..! Jak możesz! - Zaśmiał się pod nosem i pocałował lekko Nellie przy jej uchu, które lekko złapał zębami, a zaraz czule ucałował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.