SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 23 maja 2016

Part 340.

Sweeney spojrzał na Nellie, gdy pojawiła się w drzwiach i skinął głową by weszła do środka salonu. Zaraz widząc osłabienie Johanny odezwała się podchodząc bliżej i odezwała spokojnie. - Johanno, wszystko dobrze? Może potrzebujesz kropli? Jadłaś coś dzisiaj? - Nellie zmartwiła się widząc pobladłą córkę Todd'a i chciała jakoś pomóc, poza tym, to osłabienie mogło by być nie tylko przyczyną stresu jaki przeżywała. - Tak, tak już mi dobrze, proszę się nie martwić. Nie, nie potrzeba mi kropli.Tak jadłam, proszę się nie kłopotać. - Uśmiechnęła się lekko i Spojrzała na Todd'a, który również miał zmartwiony wyraz twarzy. Po chwili jednak dodała.
- Proszę mi to wytłumaczyć, Panie Todd... znaczy... proszę mi powiedzieć co się stało, że nie powiedziałeś tego wszystkiego wcześniej, chcę to wiedzieć.. Poza tym uknuliście dziś to co się stało, wiedzieliście, że Charles jest taki? ...Że mnie zdradza? - Westchnęła i popatrzyła na ich oboje, jakby nieco z wyrzutem. Wtedy Sweeney powoli i niepewnie zaczął mówić. - Szukałem Cię, gdy wróciłem do Londynu chciałem tylko zemsty na Sędzim, dalej tego chcę... a Twój niby ojczym obecnie przebywa w areszcie w Truro, przepraszam, że to ukrywałem, ukrywaliśmy, uznaliśmy że tak lepiej... że nikt nam nie uwierzy, z pozycją Turpina trudno powiedzieć, że to on czemuś jest winny. Nie powiedziałem Ci wcześniej tego, kim jestem, bo tchórzyłem, bałem się, że mnie znienawidzisz, że uciekniesz i wolałem, mieć Cię niedaleko, jako Sweeney Todd, niż najdalej jako ojciec, Benjamin Barker. Ech... Bernard odebrał mi Ciebie, gdy skazał na wygnanie z miasta... Nie wiedziałem pojawiając się jak wyglądasz, ale wiedziałem, że odziedziczysz urodę po matce. A gdy Cię poznałem, nie mogłem uwierzyć, że to Ty.. a ile razy chciałem powiedzieć Ci prawdę, albo nie potrafiłem, albo Bernard stawał mi na drodze, nadal by to robił, gdyby nie aresztowanie w Truro, choć gdyby nie Nellie, nie dowiedziałabyś się o moim istnieniu.. - Sweeney złapał za dłoń siedzącą niedaleko Nellie, która uśmiechnęła się do niego znacznie. - Mama tak naprawdę była Panią domu, tym się zajmowała... domem, doskonale gotowała, ja pracowałem, od dawna jestem golibrodą, tym się zajmuję to nie kłamstwa... -Westchnął cicho i dodał dalej. - ... Masz też dziadków, moich rodziców, rodzice Twojej mamy co z tego wiem, rozeszli się i jedno z nich mieszka w Szwecji, a drugie gdzieś pod Londynem, ale urwał się ten kontakt, odkąd zostałem wygnany z Europy. - Spojrzał na córkę, która uważnie się w niego wpatrywała i ciągle nie wierzyła w to, że naprawdę poznała swojego ojca. - Czemu dom Turpina? Nienawidził mnie za to, że Lucy wybrała mnie, a nie jego, zazdrościł mi, a kiedy umarła i stało się to tak w krótkim czasie, odebrał mi Ciebie, skazując na prace w Australii choćby... Odebrał mi Ciebie, bo sądził zapewne, że zastąpisz mu Lucy jak dorośniesz... ych, plugawy typ! Nie wiem jakie miał do tego zamiary, zaadoptował Cię wychowując jak córkę, nie narzekałaś.. poza tym nie widziałem, byś była nieszczęśliwa w jego domu, aż tak bardzo.. Miałaś, masz tam wszystko czego Ci trzeba... Tommy tak samo. A ja gdyby nie Pani Lovett, mieszkałbym pewnie w jakiejś kawalerce, mimo pieniędzy z tego konkursu... Bo większą ich część ulokowałem na koncie dla Tommy'ego.. na jego naukę, wydatki, cokolwiek.. O ile się zgodzisz je przyjąć... A Turpin...w każdym razie ile razy coś nie knuje, chce się mnie pozbyć raz na zawsze. Teraz w Truro, byłem po tym wszystkim w zamku w szpitalu z Nellie, miałem operacje, a Nellie była na skraju przemęczenia, prawda Nellie? - Nellie skromnie przytaknęła głową, a Todd mówił dalej.
Zaś piekarka na chwilę ich zostawiła postanowiła jednak przygotować jakiś deser chociaż, coś by trochę przybyło Johannie cukru, poza tym uznała, że przy czymś słodkim będzie im się lepiej rozmawiało, o ile Johanna szybko ich nie opuści. Lecz miała nadzieję, że kobieta nie przyszła tu tylko po to by poznać prawdę, ale i po to by choć w najmniejszym stopniu zrozumieć swojego ojca i jego postępowanie.
Johanna słuchając słów Pana Todd'a poczuła zmieszanie kolejny raz, zaskoczenie i z jednej strony dalej żywiła do niego urazę, co oczywiście nie było czymś jak dmuchawiec latawiec, że zdmuchnie się przekwitający mlecz i problemy znikną. W życiu nic nie znikało, problemy same się nie rozwiążą, trzeba było im pomóc. Gdy usłyszała o pieniądzach, jakie Todd chciał przekazać wnukowi, pokręciła głową jakby nie zgadzając się. - Panie Todd... znaczy... Sweeney.. Benjamin.. Ech.. wybacz, ale nie potrafię powiedzieć do Ciebie.. "Tato"... To co robisz, wiem.. nie dało się tego oszukać na konkursie, jesteś w tym mistrzem. Ale wygrana.. nie wiem, to Twoje pieniądze, zasłużyłeś na nie, ja ich nie przyjmę, poza tym skoro jesteś dziadkiem Tommy'ego.. Nie powinnam się do tego może mieszać, ale jestem jego matką. Nie rozmawiajmy o pieniądzach... ja dopiero dowiedziałam się, że... że mój ojciec żyje, że to Ty... To nie czas na to.. A moi dziadkowie... Co robią..? - Spojrzała na Todd'a, gdy uniósł na nią spojrzenie, rozumiał że trudno było jej mówić mu "Tato.." i na pewno to szybko nie nastąpi, o ile w ogóle, bo pewnie zostanie z golibrodą po imieniu, bo w tej sytuacji, było to najprostsze i najbardziej bezpieczne. Zaś nie wiedziała, jak ma się do niego zwracać? Sweeney czy Benjamin. Choć pewnie to pierwsze z samego faktu, że Todd, Barker, był znany tu pod pseudonimem Sweeney Todd, o Benjaminie Barkerze już tutaj nikt nie pamiętał. - Rozumiem. Ja niczego przecież nie narzucam.. O pieniądzach po prostu wspomniałem.. Rozumiem, że to trudno, z dnia na dzień, nie będę idealnym ojcem, a może w ogóle ojcem... Mam nadzieję, że choć odrobinę mnie zrozumiesz... że to nie były wybory mojego życia, nigdy bym Cię nie oddał w czyjeś ręce, ani kogoś kogo znam, ani obcego... - Gdy Sweeney chciał powiedzieć o swoich rodzicach, wtedy weszła do salonu Nellie z tacą na której były filiżanki z ciepłymi napojami, jak i też ciasto, ciasteczka i czekoladki.
Mężczyzna pomógł Nellie z ustawieniem wszystkiego na stole, a Johanna odezwała się do Pani Lovett spokojnym tonem głosy. - Och naprawdę nie musiała Pani.. nic szykować.. i tak zaraz się zbieram, Berta została z Tommy'm i nie chce nadużywać jej dobroci... - Nellie uśmiechnęła się lekko i przysiadła, gdy resztą zajął się mężczyzna i pokręciła głową przecząco. - Och, ale to żaden problem.. Nie chcesz obiadu, to chociaż może skusisz się na kawałek ciasta. - Sweeney w tym czasie, gdy kobiety zaczęły rozmawiać tak naprawdę o dzisiejszych zakupach, zaniósł tacę do kuchni i postawił ją na miejscu.
A zaraz udał się na chwilę do łazienki, by przemyć twarz i spojrzeć na to wszystko nieco trzeźwiej.Oparł się dłońmi o umywalkę i przymknął oczy, stojąc tak przez kilka chwil. Po czym przemył twarz wodą, sięgnął też po ręcznik, ale że sięgając po niego zwieszaka spadł, nie zdążył go podnieść, więc schylił się po niego i syknął, bo poczuł ból w okolicach lewego uda i lewego boku. Zmarszczył czoło, bo zastanawiał się od czego, go tak boli, ale skojarzył w tym, że wpadł pod powóz i chyba właśnie teraz jego ciało zaczęło odczuwać skutki tego wypadku. Kiedy mężczyzna podniósł ręcznik i wytarł twarz, poczuł też ból w lewym łokciu.
Westchnął cicho uchylając usta i zdjął z siebie marynarkę, którą miał na sobie, a zaraz kiedy zobaczył krew na swojej koszuli, na rękawie nie pocieszyło go to. Zaraz też i rozpiął swoją kamizelkę i jedną dłonią dotknął się boku, gdzie zaraz na swojej dłoni zobaczył nieco krwi i poczuł pieczenie skóry. Odczuwał to i tak już od godziny, ale myślał, że po prostu mu się to wydaje, bo czasami tak człowiek coś odczuwał, choć nic się mu nie działo.
Miał nadzieję, że chociaż nogę ma całą, dlatego na razie nie sprawdzał tego. Tak naprawdę nie sądził, że to wepchnięcie pod powóz wyrządzi mu coś takiego. Bok jednak najbardziej mu dokuczał i chyba noga, bo czuł troszkę taki obrzęk, łokieć niestety też był obrzęknięty, ale chyba wolał to ukryć niż się do tego przyznawać.
Nellie spojrzała na zegarek już, bo Todd długo się już nie pojawiał w salonie, miała nadzieję, że nie uciekł na piętro. Johanna napiła się herbaty i zjadła kawałek ciasta zabierając głos, bo też zastanawiał ją brak Sweeney'a. - A Pan Todd.. znaczy Sweeney... otwiera swój zakład jutro, że zniknął.. Przygotowuje go..? -Nellie spojrzała na Johanne marszcząc czoło i sama zastanawiała się nad słowami kobiety, odpowiadając niepewnie. - Nie... Przynajmniej mnie nic na ten temat nie wiadomo..  - Po chwili Nelle spojrzała w stronę Kuchni powiedziała głośniej. - Sweeney...? Gdzie się podziałeś..? Jesteś tam..? - Lecz nie usłyszały kobiety odzewu, Pani Lovett zmarszczyła czoło, no przecież Sweeney nie wyszedł z domu, więc gdzie był? - Już miała wstawać, kiedy Sweeney z ręcznikiem na ramieniu pojawił się w drzwiach salonu i odparł do Nellie, ale nie miał zbyt zachwyconej miny, a kobiecie nie uszło to wzrokiem, Johanna także patrzyła na niego nieco zatroskana, bo wydawało się jej, że ojciec nieco pobladł na twarzy. - Jestem.. Nellie mogę Cię na chwilę porwać..? Johanno, wybacz.. ale to chyba nie może czekać.. - Pani Lovett jednak chciała wiedzieć o co chodzi najpierw, jakby zamyśliła się, a Johanna przytaknęła lekko głową. - Coś się stało..? - Sweeney wywrócił oczami i kiwnął głową na Nellie by z nim poszła. Todd zakasłał i mruknął do kobiety. - Nellie... Proszę.. - Kobieta zaraz wstała i zaraz jak oprzytomniała poszła za mężczyzną przepraszając na chwilę Johannę, a gdy zaraz doganiała Sweeney'a kierującego się do łazienki i dostrzegła krew na jego koszuli, co wcale nie wyglądało jakby przez ten czas nieobecności, kogoś zamordował, a sam uległ wypadkowi i aż krzyknęła głośniej. - Matko Boska.. Sweeney..! -Todd odwrócił się do kobiety i odparł ciszej. - Nellie.. ciszej... Chyba nie chcesz obudzić połowy miasta, hm..? - Zaraz oboje zmierzali do łazienki, ale nim tam weszli pojawiła się w holu Johanna, miała nadzieję, że nic się nie stało, ale słysząc krzyk Nellie, nie mogła usiedzieć w miejscu. Nellie dotknęła boku Todd'a i już miała coś powiedzieć, kiedy Johanna zbliżyła się nieco, zauważyła, że Todd i rękaw koszuli ma we krwi. Już miała się spytać co się mu stało, ale domyśliła się jak i Nellie, że to przez to, że Charles wepchnął Sweeney'a pod powóz. Nellie pociągnęła Sweeney'a zaraz do łazienki, zajrzała tam niepewnie i Johanna i odezwała się z niepokojem w głowie. - To przez dzisiejsze wydarzenie prawda, przez ten powóz..? Wybaczcie, ale ja nie mogę tak stać i przyglądać się temu.. - Sweeney zmarszczył czoło, bo nie rozumiał słów córki, ale gdy zaraz weszła do łazienki i z Nellie zaczęły rozpinać mu koszulę, a Sweeney czuł się w tej sytuacji beznadziejnie, czuł się skrępowany, a kobiety rozmawiały. - Boże.. Sweeney, czemu wcześniej nic nie mówiłeś, że się źle czujesz.. Jak Ty wyglądasz.. Sweetie... - Pani Lovett pogładziła Todd'a po policzku, gdy przymknął oczy i odparł, przy czym i syknął, gdy kobiety pomogły mu zdjąć koszulę. - Ał... Ał.... Bo wcześniej mnie nie bolało... Poczułem to niedawno.. boli mnie jeszcze noga... - Johanna przemywała zaraz łokieć Sweeney'a wodą, kiedy moczyła ręcznik, a Nellie zajmowała się bokiem mężczyzny, który bardziej krwawił. Obie spojrzały na siebie przejęte, mimo tego co się stało, co dziś wszyscy przeżyli ta chwila była niesamowitym ich zbliżeniem, może nie było to coś idealnego, wspaniałego i przyjemnego. Sweeney lekko dygotał z tych emocji, również z tego, że była tu jego córka. Nellie czuła jak golibroda drżał lekko, może nie było to tak bardzo wyczuwalne, ale jednak. Piekarka pogłaskała policzek mężczyzny i pocałowała jego czoło, czemu przyjrzała się Johanna, widziała, że oboje byli ze sobą szczęśliwi, a ona była cicho szczęśliwa razem z nimi. Po chwili Johanna odezwała się, kiedy oczyściła rękę mężczyzny. - Może wygodniej byłoby w salonie..? Zabierzemy tam wszystko.. tam się położysz.. i odpoczniesz.. może masz coś złamane..? - Nellie również spojrzała na Sweeney'a pytająco, a on przytaknął, ale pokręcił głową na to, że ma coś złamane. Chyba wyobrażali sobie inaczej spędzić ten wieczór, no ale Nellie nagle poczuła się winna, że zignorowała to całkiem, że Sweeney dziś wpadł pod powóz, oczywiście przeraziła się tym, ale potem nie pytała i nie sprawdzała, czy jest zraniony. - Dobrze... to przejdźmy tam.. Nie, nie mam nic złamane, inaczej nie wytrzymałbym już z bólu zaraz po wypadku... Nellie, dasz mi coś przeciwbólowe..? Ech strasznie mnie to piecze... - Syknął kiedy Nellie przemywała mu już specyfikiem ranę na boku ciała, a po niedługiej chwili przenieśli się do salonu, kobiety pozabierały co potrzeba do salonu, gdzie Sweeney przysiadł i przymknął powieki, a obolały łokieć położył na ręczniku, który przyniosła Johanna, choć zaraz Nellie wskazała, że by Sweeney położył się tam na boku, poprawiła mu poduszki i na chwilę zniknęła, bo poszła po czyste dla niego ubranie do snu. Martwiła się zdrowiem mężczyzny, w sypialni zły jej popłynęły po policzkach i gdy wyciągała z szuflady czyste ubranie mężczyzny, zbliżyła je do siebie i przytuliła. Bała się, że coś mu się stanie, poza tym dochodził do siebie jeszcze po Truro, a tu kolejny wypadek i to przez tego zdrajcę Charles'a, którego rozszarpałaby teraz jak lwica mięso.
Johanna pogładziła policzek mężczyzny, nie chciała tkwić tak w ciszy więc, odezwała się. Poza tym widziała, że cierpiał po naruszeniu tych otartych i rannych miejsc. Mimo ubrań, nie obyło się bez tego, poza tym widziała, że Todd jest już zmęczony. - Będzie dobrze.. jeszcze zobaczymy nogę hm..? Też boli lewa strona..? To moja wina... gdybym nie zareagowała tak, nie musiałbyś pojedynkować się z Charles'em... Poza tym jak on mógł podnieść na Ciebie rękę! Nawet nie wiesz jak mi przykro... gdy pchnął Cię pod koła wozu, słów mi zabrakło.. Byłam i jestem na Ciebie wściekła.. Ale nie potrafiłabym odejść obojętnie, kiedy coś Ci się dzieje.. Choć nie mam pojęcia jak wytrzymałeś tyle godzin, z tymi obrażeniami... I nie ukrywaj z Panią Lovett przede mną tego co Ci jest, dość kłamstw i sama już nie wiem czego... - Na razie córka golibrody nie potrafiła zwracać się do niego jakoś konkretnie, po imieniu chyba najbardziej pasowało, ale nie przechodziło jej przez gardło słowo "Tato", po prostu nie potrafiła, a poza tym było za wcześniej na taki gest. Znacznie za wcześnie. Opatrywała łokieć mężczyzny siedząc nieco na kanapie i pogładziła go po dłoni, przez myśl przeszło jej, że dziś mogła go stracić, kiedy wpadł pod kopyta koni, aż oczy jej się zaszkliły na tą myśl. A po chwili przemówił golibroda. - Johanno, to nie Twoja wina, wiem że trudno to zaakceptować, co się wydarzyło, chodzi mi o nas... Ale nie wiń się za coś, czego nie zrobiłaś. Przepraszam, ale nie chciałem Cię dziś jeszcze bardziej sobą zadręczać- Lecz zaraz wyrwała się z tego, kiedy pojawiła się Nellie i położyła ubranie na oparciu kanapy i zaraz nalała z dzbanka herbaty do filiżanki i podawała ją Todd'owi jak i lek przeciwbólowy. - Sweeney... połknij to.. ból trochę po tym uśmierzy... Herbata już przestygła trochę... Johanno wybacz na momencik.. - Sweeney zaraz powoli podniósł się na kanapie do pozycji siedzącej i wziął od Nellie i filiżankę napoju i pastylkę, którą zaraz połknął, popijając.
Pani Lovett w tym czasie przygotowywała, opatrunki, leki na rany i zadrapania, ale też pochyliła się do Sweeney'a i dotknęła jego czoła sprawdzając, czy ma temperaturę, był ciepły, ale chyba z tych dzisiejszych wrażeń. Kobiety znów spojrzały na siebie, obie nie miały pretensji do mężczyzny, że miał w pewnym sensie sparing z Charles'em. Nellie zaraz sięgnęła po maści i żele, Sweeney nie potrzebował szycia na boku czy łokciu, ale był mocno pokaleczony. - Dobrze Sweeney, teraz powoli posmarujemy rany... Ech jak to zrobić by Cię to nie bolało.. - Johanna również się zastanawiała, a zaraz sięgnęła po wacik, czy patyczki do uszu i spojrzała pytająco na Panią Lovett. - Może coś z tego wybierzemy hm..? - Mężczyzna zaraz odezwał się, gdy odstawił filiżankę na stół. - Nie jestem dzieckiem.. po prostu to zróbcie.. - Obie Panie przesunęły spojrzeniem po ciele mężczyzny, na co Sweeney okrył się koszulą, jakąś sięgnął z oparcia, bo czuł się dziwnie nieswojo, tym bardziej, gdy patrzyła na niego córka. - Popatrzyłyście sobie..? To teraz czas na te maści, żele i inne bajery... -Sweeney starał się podtrzymać dobrą atmosferę, mimo tego co się stało, a gdy Panie ocknęły się na jego słowa cicho uśmiechnęły i zaraz obie się nim zajęły, lecz Nellie stwierdziła, że lepiej będzie jak nałoży rękawiczkę na dłoń, lateksową i tak opatrzy Sweeney'a specyfikiem, bo nie chciała mu w tej wacie, czy waciku, dodać dodatkowej infekcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.