SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 9 czerwca 2016

Part 342.

Nellie pracowała intensywnie w sklepie, piekąc i gotując wszystko, oczywiście też w między czasie starała się przygotować dla nich coś na obiad, poza tym kobiety przygotowywały też jedzenie na później, przynajmniej lepiły też pierogi z farszem, czy szykowały ciasto na paszteciki do czerwonego barszczu na popołudnie i to też Nellie chciała zrobić na ich obiad dzisiaj, czyli czerwony barszcz z pasztecikami.
Miała nadzieję, że Sweeney nie odczuwa dziś bardziej wczorajszego wypadku, gdyż domyślała się, że czuł się kiepsko, a pewnie nadrabiał dobrą miną, w końcu widziała, że każdy jego krok był nieco kulejący. Wczoraj jak jeszcze opatrywała mu nogę wiedziała, że będzie z tego wylew i boleć będzie na pewno, ale miała nadzieje, że teraz nic złego go nie spotka. Julia spoglądała czasem na Nellie, gdy gotowała zastanawiała się co się stało ostatnimi dniami, że partner Pani Lovett nie był teraz w formie, wcześniej może tez nie był, ale teraz do tego kulał? Lecz nie śmiała być wścibska by pytać, bo pewnie zostałoby to źle odebrane.
Pojawiło się małżeństwo w sklepie Pani Lovett i kobieta wybierała kilka bułeczek, pieczywo i jeszcze dwa rogale. A mężczyzna rozglądał się po sklepie, a zaraz nieco pochylił się nad ladą, gdy obsługiwała Julia i odparł spokojnym tonem głosu. – Przepraszam, ale nie wie Pani, kiedy zakład na piętrze będzie otwarty? U Pana Todd’a? Tam gdzie chodzę, ciągle mam podrażnioną skórę.. – Westchnął niezadowolony, a Julia nie wiedziała co odpowiedzieć na to pytanie i odezwała się zaraz. – Och nie wiem.. Ale może Pani Lovett będzie znała odpowiedź.. Pani Lovett… mogę na chwilkę..? – Nellie spojrzała na kobietę i zaraz włożyła kolejną porcie uformowanych ciast do dużego pieca i podeszła do lady. – O co chodzi..? – Nim Julia się odezwała to znów mężczyzna zadał pytanie o zakład Todd’a, a Nellie cicho westchnęła i odezwała się zaraz, jakby analizowała to z wypadkiem Todd. – Och o zakład chodzi.. Nie wiem, na pewno nie w tym tygodniu.. Pan Todd jest chory, uległ wypadkowi i nie czuje się najlepiej… A na skórę Pana hm… Niech Pan zajrzy tutaj za filar może Pan Todd siedzi w salonie.. może dałby Panu jakiś balsam na podrażnienia… Ja niestety nie pomogę, nie znam się na tym… - Kobieta zaraz z mężczyzną udała się nieco do salonu, gdzie nie było już Sweeney’a, zmarszczyła nieco czoło i kazała mężczyźnie zaczekać, ale Sweeney właśnie schodził z piętra swojego zakładu, w końcu przejście mieli i wewnątrz i zewnątrz domu, że golibroda w razie deszczu nie musiał przebiegać z piętra do ich domu mieszkalnego a zarazem do sklepu Pani Lovett.
Wycierał ręce w ścierkę i spojrzał na Nellie, gdy czekała na niego, niczym jakby coś przeskrobał, przynajmniej tak przez chwilę wyglądała, gdy podparła się dłońmi na biodrach, a zaraz zabrała głos. – Kochanie.. co Ty tam robisz..? – Sweeney schodził z ostatnich pięciu schodów i odezwał się do Nellie. – Takie tam, porządki.. Nudzę się siedząc bezczynnie.. może najlepiej się nie czuję, ale jednak coś robić muszę. Poza tym też muszę niebawem otworzyć zakład... chociaż jakieś 3 razy w tygodniu na początek pomyślałem, trochę takie pół etatu..? Ale zawsze jakiś zysk, a tak od tego cholernego Truro, same straty.. A co się stało..? - Piekarka słuchając Sweeney'a nie była zadowolona, że już palił sie do otworzenia zakładu, tym bardziej, że widziała jak chodził i jej zdaniem teraz po tym wypadku za szybko chciał podjąć taką pochopną decyzję.
Podeszła do niego bliżej, gdy zszedł po schodach i odezwała się gładząc go po klatce piersiowej, jakby poprawiała jego koszulę, czy sweter jaki miał dziś na sobie. - Sweeney... Ja wszystko rozumiem, że Cię to denerwuje, nosi... że obecnie jesteś w takiej sytuacji, ale pamiętaj, że to nie Twoja wina i ja nie mam do Ciebie pretensji o nic.. rozumiesz to..? Pół etatu dobrze.. ale nie w tym tygodniu.. najwcześniej, w kolejną środę.. teraz nie ma mowy.. bo sama zamknę Twój zakład.. jako właścicielka tego budynku.. tej części budynku.. Chcesz stać z tą nogą tyle godzin... Nie, nie, nie.. nie ma mowy.. Posprzątać sobie możesz.. bylebyś mi tam nic nie dźwigał... Ach.. Ach tak, przyszedł jakiś Pan i pytał się o Twój, zakład.. stwierdził, że tam, gdzie chodzi b y go ogolono ma podrażnioną skórę..więc może go poratujesz jakimś balsamem, nie wiem... Zabierz go na górę, czy porozmawiaj.. i nie przemęczaj mi się.. bo doigrasz się mojej kary, zobaczysz..! I nie spuszczaj go z oka, jakby schodził tędy, wolałabym by nic nam z salonu nie zniknęło.. nie ufam ludziom jak kiedyś.. A ja mój drogi muszę wracać na sklep, bo Julia sama być tam nie może.. a ruch jest... - Mężczyzna uniósł brew na wzburzenie Nellie, choć widział w tym, jej zmartwienie, ale nie chciał by ciągle martwiła się o jego zdrowie, poza tym chciał jej pomóc w rachunkach, bo skoro tylko jej sklep prosperował, a jego zakład nie, to mieli tylko zysk z parteru, a z piętra zysk wynosił zero.
Przytaknął jej na słowa i pogładził dłonią jej dłoń na swojej klatce piersiowej i odparł spokojnie unosząc brew i wychylając się i spoglądając na mężczyznę, którego rozpoznawał, to był Pan Rogers, jego stały klient. - Spokojnie Nellie.. nie wrócę już jutro do pracy, ale chce trochę przygotować zakład do używalności.. Dobrze, wracaj na sklep, ja się nim zajmę, znam go, to mój stały klient.. Ale Nellie skąd to wzburzenie.. Nerwmy o otwarcie sklepu..? Przecież idzie wszystko gładko jak po maśle, klienci nie zawodzą jak widzisz.. Ja się nim zajmę, możesz iść Kochanie na sklep.. inaczej Pani Hoffman nas przeklnie hehe.. A nim sie nie przejmuj, raczej właściciel zakładów krawieckich w tym mieście, nie ukradnie nam niczego z salonu.. inaczej będzie miał ze mną do czynienia..- Pocałował policzek Nellie i usta, by już się tak nie burzyła i uspokoiła, bo widział, że nieco stresował ją ten dzień otwarcia, a naprawdę nie miała czym się martwić. Przecież nikt nie narzekał na jej potrawy, czy wypieki. Odwzajemniła pocałunek mężczyzny i ostatnie przytulenie oderwało ich od tego by zaraz powrócić do obowiązków.
Pani Lovett udała się na sklep, a Todd podszedł zaraz spokojnie do swojego klienta i przywitał się z nim poprzez uścisk dłoni. - Witam Panie Rogers.. Uch... podrażnienie skóry widać na pierwszy rzut oka.. piecze..? Zapraszam na piętro, przejdziemy tędy... - Rogers uśmiechnął się lekko do Todd'a, cieszył się, że go widzi i zaraz przytaknął głową. - Dzień dobry Panie Todd, dawno Pana nie widziałem.. O tak, piecze.. spać nie mogę od tego.. wszystko mnie drażni.. nie wiem co się zadziało.. Dobrze, dobrze.. już idę.. - Obaj panowie udali się na piętro i gdzie Todd wpuścił Pana Rogers'a do swojego zakładu i zaraz kazał mu usiąść w fotelu, a sam podszedł do regału z różnymi specyfikami, które zakupił, jak i tez otrzymał jako zwycięzca konkursu na najlepszego golibrodę w mieście. - Hm.. a u kogo Pan się golił..? Pamięta Pan co użyte zostało na pańską twarz..? Podejrzewam, ze to podrażnienie przez uczulenie, ale chciałbym wykluczyć jakiś składnik, który może szkodzić pańskiej skórze.. Ogolenie wygląda ogólnie dobrze... - Todd spojrzał zaraz na mężczyznę, który chwilę się zastanawiał i odezwał na słowa Sweeney'a jakby z małym zastanowieniem. - Hm... chodzę do takiego nowego zakładu, ten zakład zwie się "U Benera" zakład fryzjerski, golibrodów trzech tam pracuje.. wygląda na renomowany zakład.. Chodziłem do Satan'a niedawno, ale zamknięte jest, Urlop, za dwa tygodnie wraca. A nie wiem co to był za specyfik, jakiś balsam na zmiękczenie zarostu.. moja żona narzeka na to, że kuje, więc chciałem jakoś to zmienić.. a wyszło coś takiego.. Już nawet zimna woda mi nie pomaga na to... czy jogurt zimny.. próbowałem wielu rzeczy... - Sweeney słuchając mężczyzny, co do niego mówił, westchnął i pomyślał w duchu, że kiedy go tu nie było, sporo się działo, skoro został otworzony jakiś zakład fryzjerko-balwierski. Czuł, że musiał wrócić szybciej do gry, by nie stracić klientów, no chociaż teraz jego największy
rywal był na urlopie, o ile to prawda? Co tez go zastanawiało, skąd nagle urlop u Satan'a, lecz nie wnikał, nikt nie musiał się tłumaczyć, czy to urlop rekreacyjny, czy sprawy nie cierpiące zwłoki, problemy rodzinne, czy inne niespodziewane historie.
Zaraz na półce wyszukał łagodnego balsamu, na podrażnienie Rogers'a i podszedł do niego nieco kulejąc, po czym jeszcze raz przyjrzał się jego twarzy. - Hm... cóż, nie wiem co to było.. Ale może czas skończyć z wodą kolońską, na bazie alkoholu, bo to zawsze podrażnia skórę.. czy inny balsam na bazie alkoholu.. Teraz niech Pan użyje tego.. to balsam, w którym jest kolagen.. Kolagen pomaga w problemach dermatologicznych, kobiety tego używają, tylko pod inną nieco nazwą, kiedy depilują nogi, części intymne, dobry jest na alergie i inne takie.. Nawet na stawy pomaga.. W tym nie ma alkoholu, zatem powinno pomóc.. Proszę nie oczekiwać efektów, po jednym dniu, ale kilka dni i powinno to minąć, a jeśli korzysta Pan w tym czasie z usług balwierskich, to proszę zabrać ze sobą ten balsam... by to on został nałożony na pańską twarz, brodę i szyję.. Niestety ten specyfik nie jest tani.. - Mruknął na koniec, po czym podał Rogers'owi pudełko z balsamem, które ten oglądał i był bardzo wdzięczny mężczyźnie za to co mu polecił już nawet cena nie grała roli, ale nie mógł już dłużej wytrzymać z tym pieczeniem i podrażnieniem. - Rozumiem.. dobrze. Hm, Pan to zawsze wszystko wie o tych kosmetykach, w Panu moja jedyna nadzieja..! Nieważne ile kosztuje, może to wypróbować..! Ile jestem winien..? - Klient Todd'a zaraz sięgał do kieszeni, a Todd założył rękawiczki na swoje dłonie i odparł zaraz do niego. - Niech Pan nie wstaje, zrobimy pierwszą kuracje.. o ile Pan zechce hm..? Policzę mniej.. to akurat nie jest drogą sprawa, niestety drogą sprawą, jest ten kolagen.. kosztuje 60 funtów... a kurację zrobimy za 20 hm..? Nie chce by Pan ode mnie wyszedł tylko z butelką.. Stosowanie, po każdym goleniu, wklepujemy balsam, Zostawiamy go, nie zmywamy niczym, nie powinno po tym być uczulenia, inaczej zmyje Pan to i odstaw.. To spróbujemy czegoś innego najwyżej hm..? - Rogers zgodził się na kuracje i Sweeney'a, nie był przecież biedny, ani też nie chciał być jakoś specjalnie traktowany, dlatego za usługę Todd'a zapłacił 30 funtów, no i za flakonik balsamu wydał dodatkowe 60 funtów, musiał przyznać, że kuracja Todd'a już działała, bo powoli podrażnienie po kilkunastu minutach zaczynało ustępować. No i tak panowie się pożegnali, Todd wypuścił mężczyznę tak samo jak dotarł z Panią Lovett i niebawem opuścił sklep, z czekającą na niego żoną, która już wzdychała od tego czekania, ale przynajmniej nie stała, tylko przez ten czas usiadła i nawet napiła się nieco herbaty, czy zjadła jednego rogala, nieco w towarzystwie Nellie, która z nią rozmawiała.
Todd przyglądał się chwilę pracy pań, które obsługiwały kolejnych klientów, a zaraz poszedł do salonu, gdzie z szuflady wyciągnął specjalny sztywny blankiet i napisał na nim pory otwarcia sklepu Pani Lovett, jak i to co wtedy będzie prosperować, by nie było nieporozumień, że po godzinie 16 nie będzie już możliwy do kupienia chleb, choćby, bo wtedy będzie prosperowała restauracja, a nie piekarnia. A, gdy skończył, zaraz poszedł na sklep i podszedł do Nellie pokazując jej to jaką zrobił jej reklamę łącznie z rysunkiem przy pierwszych godzinach, jak symbole, jajkiem w pojemniczku, na znak śniadania i narysował chleb, rogale, czy bułeczki, z makiem, a zaś jeśli chodził o godziny popołudniowe narysował talerz z widelcem i nożem. Na samej górze tez widniał napis, zmiany otwarcia sklepu i to chciał umieścić na drzwiach. Pani Lovett była nieco zaskoczona tym co robił dla niej Todd i spojrzała i na brulion jak i na Todd'a, którego zaraz ucałowała soczyście w usta i szepnęła nad uchem. - Co ja bym bez Ciebie zrobiła.. To jest śliczne.. nie wiedziałam, że masz zdolności plastyczne Sweetie.. jest idealny.. możesz to zawiesić.. zdejmij tylko tą drugą tablice z godzinami sklepu, by nie było problemów.. Poza tym wszystko dobrze z Twoim klientem..? Co prawda wyszedł w skowronkach, ale pytam z ciekawości.. Poza tym nie obrazisz się, że pożyczyłam kilka dni temu od Ciebie jeden balsam, jest też i dla kobiet.. a masz tam takie cudowności.. - Zaśmiała się i puściła oczko do Todd'a, gdy uniósł na nią brew i patrzył jak z niedowierzaniem, ale w zabawny i pełen humoru sposób. - To cieszę się, że jesteś z tego zadowolona, wiem, że mówiłaś, że ludzie się domyślą.. ale ja wolę te domysły ich mieć na papierze, niż wieczorem jakiegoś kaszalota awanturnika.. O to takie ilustracje by zapałali o co chodzi.. Poza tym moglibyśmy też puścić jakieś reklamy o tym.. choć znów to zakosztuje, na razie zobaczmy ile przez ten tydzień będziesz miała klientów.. Kradniesz z mojego zakładu? Uuu.. nieładnie sobie wróżysz.. w skowronkach..? Chyba w tym kolagenie jest jakieś zioło, bo też wydajesz mi się być w skowronkach, ale to dobrze, jeszcze niedawno, byłaś zła.. Ale ja nic nie mówiłem.. Dobrze, idę to powiesić.. - Przeprosił Nellie i Julię, gdy koło nich przechodził, nie było już czas i okazji na kolejny gest ich wzajemnej adoracji, poprzez natłok ludzi w sklepie. Julia właśnie pakowała ciasto w papier, a Nellie szykowała zamówienie dla kolejnego klienta. - Bułeczki z makiem.. jedną z serem.. i chleb tak..? - Pani Lovett kładła na blat zamówienie klientki, która chyba nie do końca była zdecydowana co chce. - Hm.. może jednak bez tej bułki z serem.. poproszę zamiast tego.. Hm.. babeczkę z wiórkami kokosowymi i jedną trufle... tego wcześniej nie widziałam.. To już na dobre prosperuje Pani sklep..? W końcu... Och piekarnia.. u Pana Parkera,, ostatnio przypaliła większość wypieków i musiałam skrobać z pieczywa tą spaleniznę.. Och... - Julia spojrzała na Panią Lovett, gdy ta poczuła się już lekko poirytowana tym zmienianiem zamówienia przez kobietę, ale póki co nic nie mówiła, nie chciała być nie miła, tym bardziej, kiedy była taka długa kolejka. - To w końcu co..? Pani wybaczy, ale inni też czekają.. Hm.. rozumiem, cóż zdarza się.. ale widać trudno taki zapas wypieków wyrzucić do kosza.. to ogromne traty. ale można wykorzystać takie pieczywo inaczej niż je sprzedać przypalone.. To babeczka i trufla, hm..? Trufle są od niedawna... przed moim zamknięciem sklepu, także jeszcze tu się pojawiły.. Julio... posprzątasz nieco ze stolików...? - Kobieta przytaknęła, a Nellie w końcu pozbyła się kobiety niezdecydowanej, potem pomagał kobiecie przy sprzedaży Todd, gdy Julia sprzątała ze stolików i odezwał się kiedy wydawał resztę jednemu mężczyźnie. - W czasie tej przerwy.. do tej 16-tej.. rozumiem, że nie będziesz gotować i mamy czas dla siebie a Pani Hoffman, również ma trochę wolnego hm..? Może wybierzemy się gdzieś..? Może nie tak daleko, bo trochę czuję się obolały.. ale może jakiś piknik..? Czy inne miejsce, ale też wypadałoby samemu coś zjeść, niż tylko obsługiwać innych.. Prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.