SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Part 348.

Lekarz zerknął na pacjenta i zaraz przeszukiwał torbę po czym wyciągnął z niej kilka buteleczek z jakimiś płynami, czy słoiczek z jakąś maścią. A zaraz poprawił rękawiczki na swoich dłoniach i spojrzał jeszcze raz na ranę Pana Todd'a i odparł. - Najważniejsze, że nie wdało się żadne zakażenie, ale boli Pana przede wszystkim kość... Bo jest stłuczona.. tak.. no ale postaram się coś na to zaradzić, ale to tak szybko nie minie.. Poza tym dobrze by było, gdyby Pan nie chodził daleko, a więcej odpoczywał... dopóki się to nie uspokoi...  a uprzedzam, że to potrwa... - Po chwili otworzył jeden specyfik i nakładał nieco na zranienie Todd'a, przy czym Sweeney nieco zasyczał, bo zaczęło go to piec. - Zaraz przestanie... Spokojnie... Chcę pomóc, nie zaszkodzić.. A to przede wszystkim działa na otarcie, ale też na ból, co przenika głębiej do skóry ciała... - Golibroda zmarszczył czoło, kiedy zranienie na nodze go piekło, owszem z czasem przestawało, ale lekarz sporo tego nałożył i jednak ten dyskomfort się powtarzał. - Co znaczy, że kość jest stłuczona..? To ile mnie to będzie bolało? - Spojrzał na medyka, który powoli kończył z nogą, ale zaraz szykował też duży opatrunek by założyć na to zranienie Todd'a, jak i szykował cienki bandaż, by przytrzymał opatrunek i żeby zabezpieczyło to otarcia o spodnie. - To znaczy, że ma Pan uszkodzone naczynia i nerwy, po prostu inaczej mówiąc kolejna warstwa pod skórą, czyli warstwa komórek została po prostu zgnieciona.. Tak najłatwiej mogę to wytłumaczyć, no i teraz musimy to naprawić.. To zamknięte uszkodzenie wewnętrznej struktury tkanki, na skutek urazu mechanicznego, jaki Pan doznał podczas upadku.. Poza tym ma Pan też wylew podskórny, co też dodatkowo boli, Musi Pan się oszczędzać... Poza tym noga jest dość mocno opuchnięta.... nie przykładał Pan do tego lodu..? - Todd pokręcił głową przecząco i zaraz wstał na prośbę lekarza, bo chciał zakładał mu opatrunek, kleił nieco plastrami i zaraz bandażował jego nogę.
Ojciec Johanny odezwał się, kiedy pomagał lekarzowi z bandażem. - Czyli niezbyt dobrze, że nie przykładałem do tego lód..? A to co Pan powiedział, nie brzmi za dobrze.. A poza oszczędzaniem się co mogę zrobić, by przyspieszyć gojenie się tego? Mogę coś zrobić? - Doktor zaraz powoli skończył no i w końcu Sweeney podciągnął spodnie i zaraz je zapiął poprawiając swoje ubranie, po czym uzyskał powoli odpowiedź. - Też lód może Pan do tego przyłożyć, ale oczywiście nie dotykać lodu na gołe ciało, tylko przez jakiś ręcznik... Dobrze? Bo raczej nie chcemy by tu jeszcze przysporzyło nam kłopotu odmrożenie, prawda? Ja wszystko Panu zapiszę.. Proszę teraz pokazać co jeszcze Pana boli i zdjąć ubranie.. Po to jestem by pomóc... A co jeszcze możemy na to zaradzić? Można na to przyłożyć zmielony owies... i przykładać poprzez ciepły ręcznik.. Pić herbatę z jesionu, wiązówki błotnej, bądź z wierzby białej. To pomoże. Ale oczywiście dam Panu też maść Escalar, tak się nazywa i będzie Pan smarował stłuczenie z trzy razy dziennie tym żelowym odpowiednikiem. - Pacjent pokiwał głową, badanie Pana Todd'a trwało jeszcze trochę czasu, nim mógł się ubrać i lekarz wyjął z torby leki, które mężczyzna miał używać, a także zapisywał na kartce stosowanie każdego z nich, a także wypisał dodatkową receptę na dwa leki.
Po czym Sweeney podziękował ściskając dłoń doktora i odezwał się do niego. - Dziękuję doktorze i proszę wybaczyć za te .. hm.. pokręcone okoliczności, a mogę wiedzieć, gdzie Pan pracuje, albo gdzie w razie czego mógłbym się do Pana zgłosić w razie potrzeby, tej czy innej, hm..? - Doktor uśmiechnął się do Sweeney'a i zamyślił się na moment mówiąc. - Nie ma za co i proszę się tym nie przejmować, kobiety bywają nadopiekuńcze, ale nie ma co się o to złościć, ja pomogłem Panu i powinno być lepiej... Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Tak, oczywiście, że tak! Mieszkam na Red Lion Street,55 taka podobna kamienica do tej... Trafi Pan tam łatwo, a pracuję w Great Ormond Street Hospital, o takiej samej nazwie jest ulica, kawałek spory stąd.. ale gdyby coś się działo, pogorszyło to najlepiej zapraszam do mojego gabinetu w domu... Co prawda jestem dopiero wieczorem, lecz gdyby było to ważne to szpital jak najbardziej.. proszę podać wtedy nazwisko pielęgniarce, a będę wiedział, że to chodzi o Pana.. dobrze? - Jest za co.. Tak, to wiem, doskonale.. heh. Dobrze, zapamiętam to, dziękuję. Mam nadzieję jednak, że szybko się nie spotkamy.. ale na jakąś kontrolę pewnie powinienem się pojawić..? - Doktor oczywiście, nie zaprzeczył i spojrzał zaraz w swój kalendarz, który wyjął z torby i spoglądał na daty w nim. Miał tam zapisane wszelkiego rodzaju notatki, spotkania, wizyty i tak dalej. - Tak, spotkajmy się za około dwa tygodnie, dobrze..? Ale gdyby po tygodniu nic się nie zmieniło, to proszę zajrzeć do szpitala, czy do mnie do domu... Mam nadzieję jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z tym co zapisałem.. aha a leki przeciwbólowe, to już obojętne, na pewno któreś na pana bardziej działają, zatem proszę zażyć pastylkę jeśli będzie Panu ból bardzo dokuczał.. - No i tak panowie rozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, poza tym Sweeney zapytał się ile kosztuje ta wizyta, na co doktor miał zaraz się odezwać, a a wtedy niczym jak całkiem przez przypadek "bez podsłuchiwania" pod drzwiami, zajrzała do gabinetu Johanna z lekkim uśmiechem i odezwała się prosząc doktora na dół, skoro było już po wizycie. Nie zamierzała ojca narażać na koszty, przecież to był jej pomysł z lekarzem i to ona poczuwała się do zapłaty, bo jakby to wyglądało, gdyby to on płacił za całkiem niespodziewaną wizytę lekarską. - Och widzę, że już po wizycie, Panie doktorze, dziękuję bardzo.. mam nadzieję, że z tat... z Panem Todd'em nie jest tak bardzo źle...? Ach co do rozliczenia się.. ja płacę, rozliczymy się na dole dobrze.? Chciałabym wiedzieć co dalej, co teraz? Nie jest potrzebna hospitalizacja..? - Sweeney pożegnał się z lekarzem, no i odprowadził wzrokiem jego jak i córkę do drzwi, kobieta nieśmiało spojrzała na ojca i zaraz zniknęła z lekarzem, udając się na korytarz.
Tam zaraz dopytywała o zdrowie ojca, oczywiście miała świadomość, że prawie powiedziała o nim "tata" ale jednak nie dokończyła, Sweeney, gdy przetrawił w głowie słowa córki, cicho uśmiechnął się, że jednak prawie przemogła się. Lecz wiedział, że było to po prostu też efektem zmartwienia jej, inaczej pewnie nie wydusiłaby z siebie tego słowa.
Kobieta rozliczyła się z lekarzem na parterze, dopytywała o zdrowie swojego ojca, chciała wszystko dokładnie wiedzieć. Lekarz oczywiście powiedział jej co się dzieje ze zdrowiem Sweeney'a, no i wkrótce opuścił kamienice, a gdy Johanna chciała udać się na górę, właśnie Sweeney powoli schodził na dół, po uprzednim oczywiście pożegnaniu się z wnuczusiem.Niósł też w jednej dłoni kilka specyfików od lekarza i receptę z notatką również.
Płeć piękna spojrzała na niego i pomogła mu zejść ze schodów przy ostatnich stopniach i odparł. - Dlatego mnie zatrzymałaś..? By zbadał mnie lekarz..? Nie musiałaś tego robi, a tym bardziej sam mogłem opłacić tą wizytę.. - Kobieta cicho westchnęła i miała nadzieję, że ojciec nie zezłości się na nią za to co zaplanowała z Bertą. - Tak. Bo nie mogłam patrzeć jak się męczysz.. Musiałam, przynajmniej wiem co Ci dolega i co może pomóc.. Już się zbierasz..? Myślałam, że chwilkę jeszcze zostaniesz.. - Todd zaraz podszedł do wieszaka, gdzie do swojego płaszcza schował leki jakie dostał i spojrzał na swoją córkę. - Nie mam Ci tego za złe, ale nie lepiej byłoby zrobić to jawnie..? Niż w taki sposób..? Poza tym czuję się winny za tą wizytę.. ile kosztowała..? Nie oszukasz mnie, z lekami na pewno sporo pieniędzy... ile jestem Ci winien..? I tak zbieram się, bo robi się powoli późno, a nie chcę by Nellie denerwowała się, że mnie nie ma tyle czasu... Wybacz, ale pora i byś Ty odpoczęła, jak i Berta.. hm..? Tommy śpi, to dobry czas na odpoczynek, kiedy przyjdzie czas na kąpiel dziecka.. ostatnio dużo przeżyłaś, a ja nie chcę obarczać Cię jeszcze sobą. Co nie znaczy, że jestem zachwycony tym planem przeciwko mnie z lekarzem... I naprawdę powinienem oddać Ci za to pieniądze. - Johanna pokręciła głową przecząco, nie chciała od ojca pieniędzy, nie mogłaby, poza tym mimo tego, że ciągle była na niego zła, to jak teraz wiedziała, że jej ojciec żyje, nie wybaczyłaby sobie tego, gdyby coś mu się stało, a co gorsza, jakby go straciła i to na zawsze. - Wybacz, ale jak pytałam o lekarza, to odmówiłeś, uznałam że jak będę nalegać, to po prostu wyjdziesz... Nic nie jesteś mi winny. Najważniejsze jest Twoje zdrowie. Dobrze, rozumiem.. może Cię odwiozę do domu? Wyjaśnię Pani Lovett czemu Cię na tyle czasu zatrzymałam, hm..? Och mną się nie przejmuj.. Ważne jest to byś to Ty się oszczędzał nim otworzysz swój zakład, najpierw wyzdrowiej, potem pomyśl o innych sprawach. Sweeney wpadłeś pod powóz, mogło Cię to zabić, nie mogłam tego zlekceważyć.. A pewnie i tak połowy nie powiedziałeś Nellie, czy mnie... zatem liczę, że lekarz wie wszystko i niczego przed nim nie ukryłeś, hm..? - Sweeney uśmiechnął się do kobiety lekko i odparł krótko. - Nie martw się, dotrę sam.. Ty odpocznij, ja wszystko wyjaśnię, poza tym jestem dorosły, nie muszę być co do minuty.. Ale już nazbyt się nasiedziałem.. Och Johanno, jesteś niczym Twoja matka.. - Szepnął ostatnie zdanie cicho by Berta nie słyszała, bo domyślał się, że nic nie wie o tym kim on jest dla Johanny. - Zawsze nadopiekuńcza, ale to dobra cecha, wierz mi. Dziękuje Ci w każdym bądź razie za pomoc i za tą wizytę, sam bym raczej do lekarza się nie wybrał. I nie ukryłem niczego przed lekarzem. - Sweeney powoli zakładał swoje wierzchnie ubranie i wkrótce pożegnał się z córką, jak i Bertą i niechętnie wypuściły go do domu.
Mężczyzna zaraz zagwizdał na jadącą pustą dorożkę i powoli wsiadł do niej z małym trudem co Johanna oglądała już z piętra domu i cicho westchnęła.
Sweeney ruszył zaraz pojazdem na Fleet Street, przymknął powieki, pokonując ten niezbyt długi odcinek drogi i kiedy dotarł na miejsce, zapłacił należne woźnicy i udał się do sklepu Pani Lovett.
Gdy kobieta zobaczyła go, zaraz na jej ustach pojawił się promienny uśmiech i tym bardziej czuła się pełna energii, gdy golibroda na nią spojrzał i puścił do niej oczko. Podchodząc pocałował jej policzek i szepnął cicho przy uchu. - Jak się masz? Wybacz, nie sądziłem, że tyle tam będę, ale potem Ci wszystko opowiem... A w sklepie widzę klientów nie ubywa, a raczej przybywa. - Nellie pogładziła policzek mężczyzny i cieszyła się, że w końcu go widziała. - Och w końcu jesteś Skarbie.. Ach troszeczkę już zmęczona jestem. Dobrze. Tak w sklepie jest sporo klientów, no ale jeszcze godzinka i zamykam sklep. Zrobić Ci coś do jedzenia czy picia? - Sweeney pokręcił głową przecząco, a kątem oka spoglądał na jedzących i dobrze się bawiących klientów jego partnerki. - Nie, nie. Dziękuję, ale póki co to jestem najedzony, a pić zrobię sobie sam. A może Ty czegoś byś się napiła czy Pani Hoffman hm? - Spojrzał na kobiety, kiedy akurat obie były koło niego, no i tak obie jednocześnie powiedziały, że napiłyby się herbaty z mlekiem, na co Todd zaśmiał się i przytaknął im, a zaraz udał się powoli do części mieszkalnej domu, gdzie został swoje okrycie wierzchnie i udał się do kuchni, zabierając i ze sobą leki jakie dostał od lekarza by je umieścić w koszyczku z lekami, jakie tu mieli.
A po chwili właśnie wlewał wodę to czajnika i zaraz woda powoli się gotowała, więc też wyjął mleko i dwie filiżanki na herbatę. po czym nucił sobie jakąś piosenkę pod nosem i powoli przeglądał etykiety leków jakie dostał i przysiadł na barowym krześle. Spoglądał tez na notatki lekarza na osobnej karteczce i gdy tylko woda się zagotowała zajął się napojami i dolał zaraz do herbaty, nieco mleka, posłodził by napoje były smaczniejsze i zaraz zaniósł kobietom na sklep, gdzie zaraz zjawił się pomiędzy nimi i podał im po ich napoju, w końcu akurat miały chwilę wolną. - Dziękuję bardzo Panie Todd. - Oznajmiła spokojnie i z wdziękiem Pani Hoffman, uginając lekko nogę, niczym by się skłoniła przed golibrodą. - Dziękuję Panie Todd. - Na co Sweeney uśmiechnął się do kobiety lekko i zaraz Nellie odezwała się do niego. - Sweetie, wszystko dobrze u Johanny? Tyle czasu tam byłeś? Pomyślałabym, że udałeś się jeszcze gdzieś, ale chyba tak dobrze się nie czujesz? Kochanie, może jednak wezwiemy lekarza? - Sweeney przewrócił oczami i zbliżył się do kobiety szepcząc jej przy uchu. A wtedy też do sklepu Pani Lovett przyszedł jeden ze studentów którzy byli już wcześniej na posiłku i właśnie Vincent podrywał kobietę. - Byś się zdziwiła, albo i nie, ale moja córka z Bertą uknuła spisek i wezwały lekarza do domu, by mnie zbadał i co miałem zrobić, krzyczeć, albo uciec... nie martw się mam leki, zbadał mnie i powinno być lepiej za jakiś czas... - Po chwili oboje się pocałowali i Vincent widząc Pana Todd'a zrobił niezadowoloną minę, a zaraz właśnie Nellie się odezwała. - Hm zapewne przyszedł Pan po teczkę, która została na stole, hm? - Vincent zrozumiał dopiero po chwili, co Nellie do niego powiedziała i z początkowym wahaniem odparł. - Tak, tak przyszedłem po teczkę... Dobrze, że tu została i nikt jej nie zabrał.. - Nellie po chwili podała mu teczkę z pod lady i uśmiechnęła się lekko, a mężczyzna nie był w swoim uśmiechu zbyt szczery, kiedy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Pana Todd'a, który spoglądał na niego neutralnie, zaś Vincent nieco bojowo. Po czym student odezwał się powoli wsuwając teczkę pod pachę. - Dziękuję i dziękuję za tę miłą pogawędkę dzisiaj.. Do zobaczenia. - Po chwili udał się do drzwi, niczym mistrz denerwowania innych, zaś Sweeney całkiem zignorował tego człowieka i zaśmiał się odzywając do kobiety. - No proszę, trochę mnie nie było, a już masz amanta. Ciekawe.. ciekawe..  Ale on śmieszny. Wiesz? Te nerwy... poza tym on tu przychodzi co jakiś czas i myśli, że ślepy jestem..? To co, ile jeszcze do zamknięcia zostało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.