SCM Music Player.

Bohaterowie.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Part 345.

W parku spędzili jeszcze jeszcze jakieś pół godziny, w końcu Nellie miała większość dań już ugotowanych i nie musiała się tak spieszyć. Wolnym spacerem wracali do domu, lecz zanim dotarli na Fleet Street, wstąpili do niedaleko położonego sklepu z zabawkami i ogólnie rzeczami dla maluchów, by kupić Tommy'emu drobiazg. Sweeney przeszedł obok koszyka z pluszakami, stwierdził że nie ma sensu kupować kolejnej takiej zabawki i skierował się dalej w kierunku klocków. Zaś Pani Lovett znalazła się w dziale ciuszków dla dzieci, gdzie podziwiała małe urocze ubranka. Wtedy zaczepiła ją sprzedawczyni, która najwyraźniej chciała jej coś bardzo wcisnąć.
- Dzień dobry pani! Może pomóc.? Czego konkretnie pani szuka? Dla dziecka.. dziewczynki proponuję ten rodzaj sukieneczki.. będzie wyglądać w niej uroczo.. Tylko jaki kolor, hm..? - Kobieta zaczęła przed Nellie prezentować różne warianty owej sukienki, aż wreszcie piekarka pokręciła głową i odparła.
- Dzień dobry.. Ale chciałam się tylko rozejrzeć.. Nie mam takiej potrzeby, by kupować.. czy nawet na prezent komuś dać.. Może kiedyś tutaj zajrzę w tym celu, ale póki co tylko patrzę.. - Nellie uśmiechnęła się lekko do pracownicy, po czym odwróciła w stronę Sweetie'go i zwróciła się do niego trochę głośniej, ponieważ nie był w zasięgu jej wzroku i nie wiedziała dokładnie gdzie może się znajdować. Sklep był dość sporych rozmiarów. - Kochanie wybrałeś już coś..?
- Chyba tak.. Choć możesz mi jeszcze doradzić.. - I po chwili Todd pojawił się z zakupowym koszykiem, w którym znajdowały się różne zabawki, widocznie nie mógł się zdecydować na coś konkretnego. W środku znajdował się mały bębenek, na którym można było grać, książeczka edukacyjna, kolorowy bączek i zwierzątka do ciągnięcia za pomocą linki. - Rozglądałaś się za ciuszkami..? Też nad tym myślałem, ale nie znamy wymiarów Tommy'ego, a nie ma sensu kupować tak na chybił trafił.. Więc co powinienem wybrać..? - Podszedł do kobiety, która wzięła do ręki prawie każdą rzecz z koszyka i chwilę zastanowiła się nad tym, na co powinien paść wybór. Zastanowiła się też nad słowami mężczyzny. No cóż, właściwie nie oglądała tych ubranek myśląc o jego wnuczku, ale już mu o tym nie wspominała.
- Może ta książka.. i.. te pingwiny na kółkach..? - Uśmiechnęła się do niego, trzymając obie zabawki w dłoniach. W tej chwili wtrąciła się również pracownica. - Na państwa miejscu wybrałabym wszystkie zabawki.. pomogą dziecku się rozwinąć.. - Pani Lovett przewróciła na to oczami i pokręciła głową do mężczyzny.  Odezwała się do niego ciszej, by tamta jej nie usłyszała. - Oczywiście, że wszystkie rzeczy wyglądają fajnie i możesz je wziąć, by dać za jakiś czas małemu, ale.. Johanna będzie czuła się głupio gdy nagle wyskoczysz z czterema zabawkami po tym, co jej powiedziałeś.. Pomyśli, że chcesz ją poniekąd przekupić tymi podarunkami.. A poza tym zbierajmy się już stąd.. mam dosyć tej naciągaczki.. - Golibroda ostatecznie zdecydował się na rzeczy, które wymieniła jego ukochana. Uznał, że kupować na zapas nie ma sensu, zresztą wolał kupić coś co uznałby po dzisiejsze wizycie przydatne jego córce i swojemu wnukowi. Kasjerka zapakowała prezenty w specjalny papier i po dokonaniu zapłaty mogli udać się już prosto do domu. Do otwarcia sklepu została jeszcze godzina. W tym czasie Nellie dopracowywała niektóre dania i podgrzała dla nich barszcz, bo przecież coś ciepłego też wypadało zjeść. Przed czasem zjawiła się Pani Hoffman, która pomagała kobiecie choćby w dekoracji stołów.
- Poleciłam swoim znajomym sklep i restaurację.. Mam nadzieję, że dzisiaj pojawią się na otwarciu i nie będzie to ich jedyna wizyta.. Tak naprawdę spodziewam się wielu osób.. Zastanawiałam się nad tym, czy będzie chciała Pani wystawić stoliki do ogródka..? - Julia zerknęła w kierunku szefowej, kiedy ustawiała wazonik z kwiatami na jednym ze stołów.
- To miłe, dziękuję.. właśnie kogoś takiego szukałam.. to miejsce potrzebuje reklamy. Dziękuję Julio.. Czy otworzę ogródek..? Na pewno tak, lecz to jeszcze za jakiś czas.. musi zrobić się cieplej, żeby goście mi się potem nie pochorowali.. Stoły trzeba przygotować, rozłożyć.. a do tego trzeba mężczyzny, nie da się ukryć.. a Sweeney'a nie chcę na razie o to prosić.. Tak czy inaczej jeśli będzie taka potrzeba, poradzimy sobie.. - Nellie mieszała łyżką w garnku pełnym zupy i zerkała na zegarek, którego wskazówki coraz bardziej zbliżały się do godziny otwarcia. Sweeney nie chciał już paniom przeszkadzać, dlatego zniknął w części domowej, gdzie przygotowywał się do wyjścia, a gdy już był gotowy - pożegnał się z Panią Lovett i wyszedł, by zatrzymać dorożkę, którą miał dostać się do willi Turpina. Nie znosił tego miejsca ze względu na właściciela, jego niemiłą służbę i każdy ponury kąt zaprojektowany przez sędziego. Na samą myśl, że pewnie spędzi tam jakiś czas miał dość mieszane uczucia. Zmieniał je fakt, że zobaczy się z córką i jej synkiem, za którym już zdążył się stęsknić. Droga nie trwała długo, Sweeney zapłacił woźnicy i już wkrótce znalazł się u masywnych drzwi wejściowych. Zapukał kołatką, ale i zadzwonił dzwonkiem bo nie miał pewności, że ktoś w tym dużym budynku usłyszał stukanie o drzwi. Po upływie kilku chwil, w drzwiach pojawiła się Berta, jak zwykle w swoim kuchennym fartuszku.
- Pan Todd.. Dzień dobry, proszę wejść.. I proszę wybaczyć, że tak późno się pojawiłam, ale od kiedy Bernarda nie ma.. ograniczyłyśmy z Johanną ilość służby.. Zapraszam. - Kobieta przepuściła golibrodę w drzwiach, a wyglądała tak jakby sama chciała go przeprosić za zachowanie Turpina, kiedy oskarżył go o gwałt.
- Dzień dobry. W porządku, nic się nie stało.. Właściwie chciałem zobaczyć się z Johanną, jest w domu..? - Golibroda powiesił swój płaszcz na wieszaku i gospodynią udał się po schodach, do pokoju jego córki.
- Jest, oczywiście.. Chociaż nie ukrywam, że jest dzisiaj w złym humorze.. Po ostatniej rozmowie, kłótni z Charles'em.. nie czuje się najlepiej.. Wolałam pana o tym uprzedzić, chociaż wiem, że dużo pan wie o jego zdradzie.. Zabrał wszystkie swoje rzeczy, choć musiałyśmy go szantażować policją by do tego doszło.. Zastanawiam się kiedy zajrzy do Tommy'ego.. i czy w ogóle to zrobi.. ech.. - Kobieta prowadziła Todd'a przez kilka korytarzy. Ten dom był na tyle duży, że sam dziwił się jak jego mieszkańcy się w nim nie gubili. Sam nie był pewien czy zdołałby odnaleźć powrotną drogę do wejściowego holu. - Może napije się pan czegoś.. kawy, herbaty..? Och.. przepraszam, że tak pędzę.. mogłam poprosić Johannę by zeszła na dół, kuleje pan.. to wszystko przez ten wypadek..
- Rozumiem.. czyli nie ma go już tutaj, ciekawe gdzie się podział.. Mam nadzieję, że nie będzie nachodził tego domu, by prosić Johannę o wybaczenie.. Tommy to jego syn i jeśli od tak porzuci go dla swojego "nowego" życia.. okaże się kompletnym zerem.. Ten ślub przydałby się choćby dla pieniędzy, które byłby zobowiązany płacić na Tommy'ego.. a teraz została z niczym.. - Sweeney cicho westchnął, aż sam się obawiał nastroju córki. Może wtedy kiedy przyszła do ich domu była pod wpływem wielu emocji, które sprawiły, że tak mocno nie odczuwała rozstania. W dużej mierze na pewno dotknęła jej też prawda o ojcu. Lecz teraz? Naprawdę odczuła, że ta bajka, w której żyła jakiś czas na dobre się skończyła i mężczyzna, którego uznawała za swojego jedynego, wielokrotnie ją zdradził. Co więcej, był ojcem jej dziecka, więc tak naprawdę nie mogła go wykreślić całkowicie ze swojego życia. - Napiłbym się herbaty.. Spokojnie, daję radę.. Muszę się ruszać, inaczej będzie gorzej.. - Choć w rzeczywistości marzył o tym, by usiąść. Po prostu nie chciał martwić sobą kolejnej kobiety, już i bez tego czuł się jak ofiara, którą stale ktoś musi się opiekować, a należy przyznać, że nienawidził tego uczucia. Wreszcie doszli do drzwi, właściwie części domu w której mieszkała Johanna, Tommy i do niedawna Charles. Berta zapukała do drzwi, a po chwili je otworzyła.
- Johanno..? Masz gościa. To Pan Todd. - Kobieta weszła do środka, a Sweeney kroczył za nią. Córka golibrody siedziała w oknie, widać było po niej, że nie emanuje szczęściem jak zwykle, a wręcz przeciwnie. Spojrzała w stronę ojca i przez chwilę nawet miał wrażenie, że jej oczy rozjaśniły się na jego widok. A może było to tylko wrażenie?
- Ach.. Pan Todd.. W porządku.. Berto, mogłabyś zrobić mi jeszcze tej herbaty z melisą..? Dobrze na mnie działa.. - Berta oczywiście zgodziła się i zaraz zniknęła z pokoju, wtedy atmosfera się rozluźniła. Johanna oczywiście nie powiedziała jej o tym, że golibroda jest jej prawdziwym ojcem, dlatego w obecności kobiety należało się pilnować. Była pewna, że kiedyś na pewno to nastąpi, jednak.. w tej chwili dzięki Turpinowi, który jakby nie było był mężem Berty, miała dach nad głową. Bez względu na to jakim był człowiekiem i gdzie się teraz znajdował, zapewniał utrzymanie dla niej i dla Tommy'ego. Był właściwie jedynym źródłem pieniędzy, skoro teraz zabrakło jej narzeczonego. Od Todd'a nie zamierzała się prosić o żadne pieniądze, a tym bardziej o zamieszkanie pod dachem Pani Lovett, nawet jeśli była pewna, że w razie czego udzieliliby jej pomocy. Ale na razie prawda zwyczajnie nie mogła wyjść na jaw w szerszych kręgach. - Jak się czujesz..?
- Witaj. Mam coś dla Tommy'ego.. śpi? A Tobie chciałem oddać torebkę, którą Nellie wzięła kiedy ją zostawiłaś.. W środku jest rachunek, możesz jeszcze odzyskać swoje pieniądze.. Ja.. cóż, mogłoby być lepiej, nie ukrywam.. ale nie jest tragicznie.. - Postawił dużą torbę z prezentem dla wnuczka na podłodze, a torebkę zostawił na stoliku do kawy. Johanna zeszła z parapetu i usiadła w fotelu, wskazując ojcu miejsce na drugi. Sweeney zaraz usiadł i przyjrzał się córce, martwił go jej wygląd i tak smutna twarz.
- Tak, Tommy śpi.. choć pewnie niebawem się obudzi.. bo to jego pora na obiad..  Hm, dziękuję.. choć nie wiem, czy chce ją w ogóle teraz widzieć na oczy.. Dziękuję, ale nie musiałeś.. ciągle mu coś kupujesz.. - Zerknęła na postawioną torbę z prezentem, lecz wiedziała, że akurat prezentu dla jej syna nie może mu odmówić. W końcu był jego dziadkiem. - Oprócz Charles'a.. Ciebie.. jest jeszcze Bernard.. to co napisali o nim w dzisiejszej gazecie.. ech.. Całe szczęście, że zdążyłam ją ukryć zanim Berta ją odnalazła, nie chcę by dowiedziała się w taki sposób.. chociaż też nie powinnam ukrywać, że wiem co się stało.. Tylko z zewnątrz wygląda tak pogodnie, tak naprawdę jest załamana..
- Dziadkowie są chyba od tego żeby wnuków rozpieszczać, prawda..? Przecież to tylko drobiazgi, nie wydałem fortuny.. - Golibroda wysłuchał słów córki i delikatnie dotknął jej dłoni, na co uniosła swoje spojrzenie na niego. Zdziwił się, że Berta jeszcze nic nie wiedziała, myślał że do domu dotarła chociaż krótka wiadomość o zatrzymaniu Turpina? Najwyraźniej sam nie chciał żeby do tego doszło, nie chciał popsuć swojej opinii w oczach przybranej córki i żony, więc pewnie wciąż liczył na to, że uda mu się wyjść z tych tarapatów i tak po prostu wrócić do domu z jakimś marnym tłumaczeniem. - Johanno.. owszem, że nie jest dobrze dowiedzieć się o czymś takim z gazety.. ale nie uważasz, że wreszcie trzeba jej o tym powiedzieć..? A co jeśli wkroczy tu policja, powiedzmy żeby.. przeszukać dom.. Berta nie będzie wiedziała co się dzieje.. tak nagły szok może się dla niej źle skończyć, a nie zasługuje na to.. - Do pokoju ponownie weszła Berta, z tacką na której miała gorące napoje, ciasteczka, podgrzaną zupkę i miseczkę z gorącą wodą dzięki której można było ocieplić zupkę na wypadek gdyby Tommy obudził się później. Kobieta wyszła dość szybko, nie chciała przeszkadzać im w rozmowie i wtedy Johanna mogła odpowiedzieć ojcu.
- Jednak chyba sama sobie tego nie wyobrażam.. Wiem, że jeśli pojawi się tu policja, lepiej będzie gdy udam zaskoczenie.. inaczej dużo stracę w jej oczach.. choć już czuję się źle.. - Po chwili z pokoiku obok zaczęły dochodzić odgłosy świadczące o tym, że mały już się obudził. Johanna przeprosiła Todd'a i udała się tam. - Zaraz wracam.. - Sweeney odprowadził ją wzrokiem, po czym sięgnął po kubek z herbatą i rozejrzał się po pomieszczeniu. Na pewno było bardziej pogodne niż cała reszta innych, widać że to jego córka miała duży wpływ na dekorację ścian i wybór mebli. Zresztą miejsce, w którym znajdowało się dziecko nie mogło być ponure. Johanna zmieniła malcowi pieluchę i zaraz z dzieckiem na rękach pojawiła się z powrotem na kanapie. - Tommy.. powiedz Sweeney.. dziadek jeszcze nie powiesz, to za trudne.. - Chłopiec na widok mężczyzny uśmiechnął się, a kiedy wysłuchał powtarzanego imienia swojego dziadka sam wreszcie zdecydował się na próbę jego wymówienia. - Swee.. Swee...y.. - Sweetie na to zachichotał, wziął wnuczka na kolana i pocałował go w policzek. Sięgnął też po torbę, którą przyniósł i wypakował z niej bączek, który zakręcił na podłodze. Tommy chwilę przyglądał się nowej zabawce, a z każdym nowym wprawieniem jej ruch, był coraz bardziej roześmiany, że aż udzielało się to jego mamie i dziadkowi. Później zobaczył drugą zabawkę, z którą chodził po pokoju, a kiedy oboje udawali, że go gonią, wszystkim również towarzyszył wesoły nastrój.
- Na razie koniec.. pora zjeść obiadek.. Może podasz mu zupkę, hm..? - Johanna z trudem oderwała synka od nowej zabawki i wsadziła go do specjalnego fotelika, który przeniosła obok kanapy. Zerknęła na ojca z pytaniem, w końcu nie widziała żadnych przeciwwskazań by tak się nie stało.
- Oczywiście, tylko.. Nie wiem czy tak dobrze dam sobie radę.. Bardzo dawno tego nie robiłem.. - Spojrzał z dozą niepewności na miseczkę, która wylądowała w jego dłoniach i nabrał na łyżeczkę zupy, po czym skierował ją do ust Tommy'ego. - Proszę.. Za mamusię.. - Chłopca jednak nie trzeba było jakoś bardzo namawiać do jedzenia, nawet nie narzekał na to, że karmi go ktoś inny niż zwykle.
- Och bez przesady.. To nic trudnego.. Widzisz jak świetnie
sobie radzisz.. - Kobieta spoglądała z uśmiechem na ten obrazek. Chyba zwyczajnie cieszyła się na to, że jej synek ma dziadka, prawdziwego dziadka i to jeszcze bardzo młodego i w formie. Sweeney'owi wcale nie szło karmienie dziecka źle, po chwili rozgrzewki robił to jakby miał z takimi malcami do czynienia codziennie. Sama była pod wrażeniem jak świetnie mu to idzie. Johanna wytarła zabrudzoną buzię małego i podeszła do okna, tak jak miała w zwyczaju ostatnio robić. Nie spodziewała się zobaczyć tam czegoś interesującego, jednak kiedy tak obserwowała ulicę, spostrzegła mężczyznę, który dla niej wyróżniał się z tłumu. Nie wyglądał jakoś muskularnie, bardziej jak artysta, co sugerowała również dłuższa fryzura. Przemierzał ulicę wolno, nie spieszył się, rozglądał - bardziej jak turysta niż mieszkaniec. Ich oczy w pewnej chwili się spotkały. Mężczyzna zatrzymał się prawie wpadając na idącą przed nim kobietę i wpatrywał się w Johannę stojącą w oknie. Miał ochotę wejść do środka tego domu i dowiedzieć się kim jest. Blondynka jednak nawet mając na względzie to, że ten tajemniczy nieznajomy jakoś ją sobą zaintrygował, odwróciła się obiecując sobie, że nie będzie szukała teraz romansów i opuściła okno, by znów przysiąść obok golibrody i syna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.