SCM Music Player.

Bohaterowie.

czwartek, 8 września 2016

Part 353.

- Martwi mnie to co się wydarzyło Nellie. Jesteś poszkodowana, poraniona, to nic dobrego, a my powinniśmy zgłosić to na policję co się stało, byłby to kolejny dowód w sprawie. Ja wiem, że te inicjały mogą oznaczać więcej ludzi, ale to co tam jest napisane, świadczy tylko o Turpinie, a nie kimś innym, przecież z nikim nie drzemy kotów. A Charles to inna sprawa, poza tym nie podpisałby się inicjałami Turpina, bo i tak wie tyle co nic o tej sprawie. - Sweeney troszkę zachowywał się tak, jakby chciał przeprowadzić własne śledztwo w tej sprawie.
Nellie się to podobało, byle tylko Sweeney naprawdę nie chciał zagłębić się w tą sprawę, uważała, że powinni zostawić to odpowiednim władzom, a zgłoszenie tego wydarzenia na policję, obawiała się że jest już za późno.
Lecz nim chciała coś powiedzieć to znów mężczyzna ją wyprzedził. - Szyba wstawiona, ech.. szkoda, że nie udało się tego załatwić po przybyciu policji bo teraz będzie troszkę kłopotu z tym, a policja jest taka ufna obywatelom, że mnie to denerwuje... A może ja jutro podejdę na komisariat i znajdę tego policjanta co przyniósł wezwanie na rozprawę? On prowadzi przecież w jakimś stopniu tą sprawę, prawda? Może zatem nam pomoże? - Kobieta spojrzała na mężczyznę, mimo że już panowała ciemność i pogłaskała jego policzek delikatnie, kiedy zbliżył się do niej i lekko musnął jej policzek i usta.
- Skarbie.. Teraz już nic na to nie poradzimy, a ja nie mogłam zostawić sklep z wybitą szybą, wiesz..? Dla złodzieja byłaby to nie mała zachęta tak naprawdę. Poza tym liczę, że wszystko co ma związek z Bernardem Turpinem szybko się skończy wraz z jego wylądowaniem na wieczność za kratkami. Choć po tym co było w liście coś czuję, że nie osiądzie i nie przestanie opłacać ludzi dopóki się nas nie pozbędzie. A my nie możemy na to pozwolić.. Ale o tym porozmawiamy jutro dobrze? Jestem już trochę zmęczona i moje plecy niestety też.. Chodź spać. Potrzebuje trochę Twoich czułości, inaczej nie usnę spokojnie.. - Mówiła te słowa całkiem spontanicznie potrzebowała na noc oderwać się od złych myśli i problemów. Sweeney zaraz przytulił delikatnie kobietę do siebie i szepnął jej na ucho. -
A jak się czujesz Kochanie? Może potrzebujesz czegoś? - Pogładził policzek kobiety i kiedy powoli położyła głowę na jego ramieniu, to po chwili jej dłoń znalazła się na jego brzuchu, po którym go delikatnie głaskała i odparła. - Z Tobą dobrze się czuje. Potrzebuję tylko Ciebie... Tylko Ty jesteś mi teraz potrzebny, chodźmy spać.. późno już, a jutro znów nowy dzień. - Jeszcze kilka chwil oboje rozmawiali ze sobą, ale niebawem oboje zasnęli i spali do rana, a przynajmniej żadne specjalnie nie budziło się w nocy.
(...)
Rano, kiedy Sweeney już powoli wstał i przygotowywał się do dnia, a nawet mu się nie chciało, bo od rana za oknem było deszczowo i grzmiało, była burza i nie zapowiadało się na to by to miało się zmienić. Właśnie kończył swoje golenie, kiedy słyszał jak ktoś dobijał się do drzwi i warknął pod nosem. - Nie widać do cholery kartki, że sklep zamknięty przecież była wczoraj przewieszona tablica.. Ych.. -Sweeney zaraz założył na siebie koszulę i zapiął ją jak i założył na siebie kamizelkę i wycierał jeszcze twarz, zatem przewiesił ręcznik na ramieniu i z brzytwą w ręku poszedł otworzyć drzwi i sprawdzić co to za niecierpliwy nieznajomy.
Po chwili ruszył z łazienki poprzez hol, potem i powoli poprzez salon i przeszedł zaraz na część sklepu i podszedł do drzwi, patrząc przez szybę na kilkoro ludzi, jak stali przemoczeni. Choć szyby były pokryte materiałem przez którym nie było wszystkiego dokładnie widać, ale ilość sylwetek owszem nie dało się optycznie pomnożyć. Po chwili otworzył drzwi i spojrzał na ludzi odzywając się. - Witam. Słucham.. z góry mówię, że dziś sklep jest zamknięty. - Oczywiście kilkoro ludzi, było klientami i chcieli dziś kupić pieczywo czy inne smakowitości u Pani Lovett, ale kiedy usłyszeli, że dziś sklep zamknięty, nie byli zadowoleni, a zaraz jedna kobieta dodała. - Zamknięty? A dlaczego? - Sweeney po chwili westchnął i odparł znów. - Z tego względu, że właścicielka źle się czuje. Dlatego zapraszam w połowie tygodnia dopiero. Pani Lovett miała wypadek i potrzebuje odpoczynku i bardzo proszę nie dobijać się do sklepu.. jest jeszcze wcześniej, a Pani Lovett śpi. Jeszcze coś? - Osoby zainteresowane tylko zakupami powoli rozeszli się na ulicy do innych sklepów, cóż nie mieli wyjścia jak dziś zjeść pieczywo, czy inne ciasta. Zaś za nimi stała Pani Hoffman, która teraz była na widoku, z jakimś mężczyzną, przy czym Sweeney spojrzał na nich pytająco.
- Dzień dobry Panie Todd... przyszłam spytać, czy mogę jakoś pomóc Pani Lovett, jak ona się czuje..?Wiem, że dziś sklep zamknięty, ale ja mogłabym przyjść od poniedziałku i na przykład zając się samą piekarnią, a obiady mogłyby powrócić kiedy Pani Lovett poczuje się lepiej.. - Sweeney zastanowił się chwilę, ale nie zamierzał niczego planować bez Pani Lovett przecież to był jej sklep i po chwili odezwał się spokojnie. - Witam. Pani Hoffman, ja powiem po prostu tak.. nie chcę decydować za Panią Lovett czegokolwiek co ma związek z jej sklepem. Aktualnie Nellie jeszcze śpi. Dlatego jeśli mogłaby Pani podejść tu w południe to myślę, że będziecie mogłyby sobie o tym porozmawiać. - Spoglądał na kobietę, a zaraz spojrzał na mężczyznę stojącego obok niej który widać było, że potrzebował wizyty u golibrody, czyli u niego. - Ach to mój mąż Panie Todd... Robert Hoffman. - Dzień dobry.. Widzę, że Pan jest zajęty teraz, to może ja wpadnę razem z żoną..? Mogę oczywiście..? - Mężczyzna wskazał na swój zarost, a Sweeney zastanowił się chwilę i uznał, że w południe mogliby faktycznie przyjść razem, może spędziliby z nimi chwilę czasu, a Nellie nie miałaby chyba nic przeciwko, on by się wszystkim zajął, łącznie z ugoszczeniem ich gości. - Hm.. mnie to obojętne, mogę Pana przyjąć i zaraz.. Tak może Pan, tylko proszę nie wychylać się na ulicy, że czasem kogoś przyjmuje mimo zamkniętego zakładu. W przyszłym tygodniu i tak otwieram.. Lecz jeśli Państwo chcecie przyjść razem to zapraszam w południe na kawę i ciasto, hm? Może jakiś obiadek.. Z
arostem Pana też się zajmę, a Panie sobie porozmawiacie co do sklepu, ja w sklep Pani Lovett się nie wpycham. - Dobrze, to przyjdziemy w południe. Dziękujemy.. - Sweeney jeszcze zamienił kilka słów z para i zamknął sklep. A zaraz w salonie z szuflady wyjął tabliczkę sklepową i zaraz na niej napisał wyraźnie "Zamknięte z powodu choroby do odwołania", no i powiesił tą tabliczkę powyżej tej, która już tam wisiała. A zaraz dokończył swoje czynności w łazience i zaczął robić śniadanie. Lecz nim skończył nakładać jajecznice i grzanki na talerzyki, to Pani Lovett powolnymi krokami w szlafroku pojawiła się w kuchni i podeszła do Sweeney'a od tyłu i spoglądała mu przez ramię co robił i odparła cicho mrucząc.
- Och Kochanie.. dzień dobry.. Robisz śniadanie. Długo spałam? Och czuję się nieco lepiej. Ale nadal obolała, uprzedzam gdybyś chciał zapytać Misiu.. Jajecznica.. a właśnie na to miałam ochotę.. I grzanki i dżem widzę.. Ale już nie musisz nieść do sypialni, zjem z Tobą w salonie może hm..? Będę mogła się tam oprzeć. - Sweeney czując dotyk Nellie uśmiechnął się kącikiem ust i mruknął na jej słowa.
Cieszył się, że Nellie wstała i najgorzej się nie miała, choć zastanawiam się dlaczego tak szybko wypisali ją ze szpitala. Lecz skoro lekarze uznali to za dobre, to co mógł więcej zrobić? Teraz pomóc jej, zająć się jej zdrowiem, by mogła powoli wrócić do pełnej formy. - Witaj Nellie. Hm.. aż tak długo to nie. Ciesze się w takim razie, że lepiej się czujesz. To trafiłem ze śniadaniem. Dobrze, zaraz tam wszystko zaniosę. - Odwrócił się do Nellie spoglądając jej w oczy i pocałował czule jej policzek. - Była tu Pani Hoffman, ze swoim mężem.. Pytała o Ciebie.. Powiedziała, że kiedy nie będziesz mogła wrócić do pracy, to ona może zając się piekarnią, a obiady przywrócić jak już będziesz. Ale stwierdziłem, że zostawię to Tobie i ma się tu pojawić w południe, z mężem.. Jego ogolę. Zatem zaprosiłem ich na kawę i ciastko.. albo obiad, zależy ile tu posiedzą. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - Kobieta uniosła lekko brew i zaraz sama szykowała dla nich napoje, gdy Sweeney jeszcze przygotowywał ziemniaki na obiad, ale przerwał bo inaczej wystygłaby jajecznica i już nie smakowała jak wtedy, gdy jest ciepła.
- Hm.. no proszę kobieta pracująca... Wiesz myślę, że albo jest bardzo pracowita, albo czuje, że nie zapłacę jej za te kilka dni wolnego i dlatego tez chce tu przyjść pracować. Oczywiście, że sama by tu wszystkiego nie pociągnęła za sznurki, bo nie ma jeszcze takiej wprawy, poza tym to nazbyt dużo pracy, wiem to po sobie.. Cóż jak przyjdzie to z nią porozmawiam.
Czyli dziś mamy małych gości, dobrze.. nie, nie ja się nie gniewam, to miłe.. może troszkę poznamy ich z innej strony. Lecz teraz chodźmy już zjeść, tak się naszykowałeś, że szkoda by to wystygło.. - Oboje po chwili przenieśli się do salonu, gdzie na stole znalazły się talerze z jedzeniem, Nellie powoli przyniosła napoje i przysiedli, jeszcze Sweeney miał poranną gazetę, bo rano już leżała pod drzwiami.Usiedli obok siebie i oboje powoli zabrali się za śniadanie, Sweeney przeglądał poranną gazetę, a Nellie czasopismo, w którym oglądała najnowsze szyki mody kobiecej, dodatki, buty i nie tylko. Była tam tez bielizna, ale to chciała obejrzeć sobie potem, poza tym żałowała, że wczoraj jej bliskość z Panem Todd'em popsuł wypadek, ale nie miała na to wpływu, oboje nie mieli.
Lecz Pan Todd chciał porozmawiać z kobietą niż tylko czytać gazetę przy śniadaniu. - To co przejść mam się na komisariat dzisiaj, Nellie..? Może dokupiłbym w aptece trochę opatrunków, bo chyba w apteczce nie ma tego tak dużo.. Poza tym kupiłbym coś do jedzenia... Jajek już prawie nie ma, wszystko poszło na sklep i dziś na śniadanie... - Spojrzał na kobietę jakby zszokowany, kiedy maczała grzankę w gorącej kawie i spojrzała na niego unosząc brew. - Och Sweetie.. nigdy nie jadłeś grzanki namoczonej kawą..? Spróbuj.. - Zbliżyła pieczywo do ust mężczyzny i kontynuowała, gdy ugryzł kawałek. - Sama nie wiem co to da.. poza tym jeśli to zgłosimy to dziś chyba gości nie przyjmiemy, gdy zwali nam się tu posterunkowy.. wiesz..? Sama nie wiem.. Och zakupy zdąży się zrobić, poza tym odpocznij i Ty.. bo widzę, że noga Cię boli.. Zakupy nie uciekną... Jedynie tylko te jajka można by kupić, ciasto jest, ziemniaki widzę obrałeś.. usmażymy filety z kurczaka, hm.. albo opieczemy.. sałatkę się zrobi i bez problemu przyjmiemy gości... Jak będę bardziej sprawniejsza, ze względu na ruchy, to zajmiemy się sprzątaniem dobrze..? A teraz delektuj się śniadaniem.. Sweetie.. potem brzuszek Cię będzie bolał, gdy będziesz szybko jadł i już chcesz mi uciekać.. wczoraj nie skończyliśmy, a nawet trudno powiedzieć, że zaczęliśmy coś miłego.. Och... teraz oboje jesteśmy troszkę uszkodzeni, ale daj mi się nacieszyć tym, że jesteś przy mnie. - Zbliżyła się do mężczyzny i zaraz powoli ucałowała jego usta i przyciągnęła lekko bardziej na kanapę i wtuliła się w bok jego ciała, gdy mężczyzna pił kakao, a ona miała kawę i chleb z dżemem po chwili w drugiej dłoni, bo zabrała kromkę z dłoni Sweetie'go i zachichotała cicho. Sweeney jednak odebrał co jego zbliżając się do kawałka chlebka i ugryzł. Spędzili tak ten poranek.
Sweeney pomógł Nellie z poranną higieną czy ubraniem się choć Nellie dziś nie zakładała sukni z gorsetem bo jej poranione plecy by tego nie wytrzymały. Nellie potem spokojnie zajmowała się dokończeniem obiadu, a golibroda wyszedł załatwić kilka spraw. Doszedł też do komisariatu, wahał się tam wejść, lecz w końcu zrobił to i opowiedział dyżurnemu co się wczoraj stało, a nawet w papierowej torbie pokazał co przyniósł czyli dowód na to, że sędzia Turpin im groził. Co zaraz wywołało dyskusje na posterunku i jeden z policjantów podszedł do Todd'a pytając. - Stało się to wczoraj i dzisiaj Pan do nas przychodzi.. szyba już wstawiona.. Truro... wie Pan, to brzmi troszkę dziwnie. - Sweeney westchnął siedząc z boku biurka i odparł po chwili. - Dziwnie? Bo ważniejsze było dla mnie pomóc Pani Lovett niż zgłosić to wam? Szyba została wstawiona, ze względu bezpieczeństwa sklepu, poza tym chyba nikt nie lubi mieć uszkodzonej szyby, prawda? Złodziei by to kusiło.
Zresztą mogę podać adres szklarza, który tą szybkę wczoraj wstawił. Poza tym chyba wszyscy wiedzą o wydarzeniach z Truro... ja nie mam nic do ukrycia i chcę czuć się tu bezpiecznie. Turpin ma tu wielu swoich "Łebskich Harry'ch", a ja nie chcę, by kolejny ruch Turpina zrobił nieodwracalne szkody, przez myśl przeszło mi podpalenie sklepu, czy potrącenie dorożką, a to ostatnio przeżyłem już, nie chcę powtórki. - Policjant zastanawiał się co zrobić z tą sprawą, lecz oczywiście spisywał zeznania Todd'a, ale chciał udać się na miejsce, gdzie doszło do tego wypadku, a zarazem zamachu na Panią Lovett. - Mundurowy siadając z kawą przy biurku, którą sobie właśnie zrobił spojrzał jakby podejrzliwie na Sweeney'a, którego chyba z góry nie lubił, nie widzieć czemu. - Panie.. Panie.. - Todd. - Właśnie, Panie Todd... Nie no, ja rozumiem chciał Pan pomóc kobiecie, w porządku. Ale ze szkodami się państwo bardzo pospieszyli, teraz prowadzenie śledztwa na tym etapie, jest nieco zatarte, przez wasze ślady, czy ślady szklarza. Oczywiście sprawdzę to.. Tu ma Pan kartkę, pióro.. proszę zapisać adres szklarza.. Pani Lovett sklep wiem, gdzie się znajduje, tu adresu nie potrzebuję. Truro, wiem.. Tak to chyba już cała Anglia o tym wie, no może przesadziłem.. Turpin, to musimy sprawdzić, oczywiście wiem, że to człowiek dość mocno skorumpowany. - Mimo słów policjanta, które wydawały się mu jakoś pomóc, Sweeney zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił, że tu przyszedł, może to ten gliniarz był skorumpowany? Tak dziwnie się zachowywał, podchodzić do tej sprawy z taką niechęcią, że Pan Todd miał ochotę opuścić budynek w trybie natychmiastowym, lecz wolał pozostać do złożenia zeznań, wyjść stąd i najchętniej zapomnieć, że tu przywiódł go rozum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.