SCM Music Player.

Bohaterowie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Part 352.

Nellie jeszcze chwilę przytulała się do mężczyzny, po czym znów zerknęła na bukiecik, jaki dostała od ukochanego i zanurzyła nos w kwiatach, by dać się otulić pięknemu zapachowi. - Dziękuję Kochanie.. nawet nie wiesz jak mnie zaskoczyłeś.. - Wspięła się na palcach, by jeszcze raz musnąć wargi Sweeney'a, a zaraz sięgnęła do szafki po wazonik aby nalać do niego wody i wsadzić tam róże. Do zamknięcia sklepu pozostało nie więcej niż piętnaście minut, a skoro ruch był mniejszy, Pani Lovett mogła pozostać w kuchni, choć obserwowała sytuację za ladą, ponieważ dzisiaj akurat była tam mniej obecna i można by rzec, że Pani Hoffman została wpuszczona na głęboką wodę.
- Otworzysz to pudełeczko, hm..? Chciałbym wiedzieć, czy trafiłem.. z czymś.. - Sweeney puścił oczko kobiecie i usiadł przy kuchennym stoliku, noga już dawała mu o sobie znać. W tym czasie o szyby zaczęły rozbijać się krople deszczu, przez co atmosfera dnia stała się dość ponura. Kobieta usiadła po przeciwnej stronie i zajrzała do środka pakunku. Pierwszą rzeczą, która rzuciła jej się w oczy były elegancko zapakowane perfumy. Rozpoznała w nich znajome pudełko, choć może trochę odnowione. Były to właściwie jej ulubione perfumy, choć używała ich kilka lat temu. Sama była więc naprawdę zaskoczona, że golibroda tak dobrze trafił. Przecież kiedyś na pewno nie interesował się takimi rzeczami, jak to czym jego partnerka w biznesie się perfumuje.
- Tak idealnie trafiłeś.. to jedne z moich ulubionych.. Poza tym moje już się kończą.. - Nellie dotknęła dłoni Sweeney'a, a on uniósł kącik ust w spojrzeniu na kobietę i radość, którą jej sprawił tym prezentem. Tym lepiej, że tak idealnie trafił z perfumami. Pani Lovett zajrzała jeszcze raz do środka i wyciągnęła ozdobne mydełko i gąbkę. Na jej twarzy wciąż widniał mimowolny uśmiech, a czuła się zupełnie tak, jak wtedy gdy dostała od niego naszyjnik w restauracji. Jeszcze nie wiedziała jak mu się odwdzięczyć, ale tym miłym gestem była poruszona tak samo, jak ostatnio. Pan Todd przysunął dłoń kobiety do swoich ust i pocałował ją, po czym odezwał się. - Nellie.. to Tylko drobiazgi.. i w pełni na nie zasługujesz. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze. - Kobieta spoglądała na niego z czułością, a nawet lekko zarumieniła się na słowa Todd'a. Za chwilę znów znalazła się w jego ramionach i cieszyła się, że nikt nie przerywa im tej chwili przepełnionej bliskością.
Julia miała w tym czasie problem z klientem, który uparł się na zakup dawno już wyprzedanego pieczywa. Już chciała poprosić o pomoc swoją szefową, ale kiedy przez kuchenne drzwi zauważyła scenę pomiędzy Panią Lovett, a Panem Todd'em, postanowiła im nie przeszkadzać i uporać się jakoś z irytującym klientem. Poczuła też w sercu lekkie ukłucie zazdrości na ten widok, bo mimo tego, że sama była w związku, czar który miała w tej chwili przed swoimi oczami - między nią i jej mężem już prysł. Byli razem szczęśliwi, ale nie było pomiędzy nimi tak idealnie, co uprzytomnił jej właśnie ten widok.
- Kocham Cię.  Teraz muszę zamknąć sklep, ale zaraz wrócę do Ciebie, Sweetie. - Nellie puściła oczko do mężczyzny i niechętnie odeszła od niego, by zaraz z Panią Hoffman posprzątać po pierwszym otwarciu i zamknąć lokal. Tak naprawdę chciała już zostać sam na sam z ukochanym. - To tyle na poranne otwarcie, prawda..? Julio.. gdybyś mogła jeszcze przed wyjściem przetrzeć stoły na popołudnie.. to znacznie mi pomoże. Ja zajmę się resztą, wybacz że tak dzisiaj znikałam, ale..
- Spokojnie, nic się nie stało.. Poranki są dość intensywne i chyba muszę się jeszcze przyzwyczaić do tego tempa.. ale cieszę się na to duże zainteresowanie klientów. - Kobieta wraz ze ścierką udała się do czyszczenia stołów i po kilku chwilach była już wolna, dziś mało ludzi decydowało się na śniadanie, większość raczej w biegu chciała robić zakupy, dzięki czemu tak brudno nie było. Hoffman wreszcie opuściła sklep na Fleet Street, a jej szefowa zamknęła drzwi na klucz. Nellie wyjrzała jeszcze przez okno, a zaraz zabrała się do sprzątania pozostałych w ladach okruszków, czy zmywaniu naczyń. Todd zniknął z kuchni w celu odniesienia do łazienki zakupionej przez niego chemii i został tam jeszcze na chwilkę. Dopiero później zjawił się w kuchni, gdzie kobieta kończyła już zmywanie ostatnich talerzy. Sweeney podszedł do niej, obejmując ją od tyłu i odparł przy jej uchu.
- Pogoda jest dziś brzydka, nie wyjdziemy już nigdzie na spacer.. Lepiej zostać w domu.. Ale za sprzątanie weźmiemy się już jutro, dobrze..? W końcu dziś piątek, możemy wreszcie odpocząć po całym tygodniu.. jutro wyspać się, a potem zrobić większe pranie.. Obiecasz mi, że już po tych talerzach nie weźmiesz się za kolejną pracę..? Poświęcisz trochę czasu swojemu Sweetie'mu..? - Musnął płatek ucha kobiety i spoglądał na to jak coraz bardziej traciła skupienie poświęcone ostatniemu naczyniu, na rzecz niego.
- Lepiej dziś nie wychodzić z domu, to prawda.. dobrze, że nie musimy już dzisiaj nic załatwiać.. Pranie może poczekać, skoro już tyle czeka.. Mmm.. Z chęcią zajmę się moim Sweetie'm. - Kobieta włożyła do suszarki pozostałe umyte naczynia i odwróciła się w kierunku ukochanego, patrząc na niego uwodzicielsko. - Co proponujesz..? - Uniosła brew w spojrzeniu na mężczyznę i przyciągnęła go do siebie za koszulę. Sweeney podsadził kobietę, sadzając ją na kuchennym blacie. Swoje dłonie najpierw umieścił na biodrach Nellie, lecz po chwili przesunął je na jej uda. Pani Lovett zamruczała i oplotła nogami biodra mężczyzny. Nie ukrywała, że podoba jej się to, co mężczyzna robi. Zresztą doceniała każdą tak czułą inicjatywę z jego strony - przecież kiedyś nie mógł się do tego w ogóle przemóc. Teraz - bliskość była im potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, w tych trudnych chwilach związanych z Turpinem i zbliżających się rozprawach mogli liczyć jedynie  na wzajemne wsparcie, dlatego nie zamierzali szczędzić sobie tych czułych momentów. Ich usta złączyły się znów w namiętnym pocałunku, Sweeney oddał się temu całkowicie, a Nellie rozpięła nawet guzik od jego koszuli i zahaczyła dłonią o pasek od jego spodni. W końcu w domu byli sami i mogli robić tam to, co tylko chcieli. Niespodziewanie jednak w kuchni rozległ się trzask, a kobieta poczuła chłód i jednocześnie ból, choć była tym wszystkim zbyt oszołomiona, by zrozumieć co się stało. Mężczyzna szybko zabrał ją z tego miejsca i zdumiony spojrzał na wybite kuchenne okno. Kawałki szyby były porozrzucane w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała kobieta. Można było powiedzieć, że sobą zasłoniła ciało golibrody i to właśnie jej się porządnie dostało. Todd przez chwilę nie miał pojęcia za co się zabrać - pomóc kobiecie, ścigać tego, kto to zrobił czy przeczytać papier zawinięty wokół kamienia. Martwił się, że jeśli zostawi Nellie samą, stanie się coś złego.
- Nellie.. nie wyjmuj szkła, bo będzie jeszcze gorzej.. Kochanie.. wszystko będzie dobrze.. Ale z Tobą musimy jechać do szpitala.. Może pobiegnę szybko do Isabel, by z Tobą została, a sam zorganizuję karetkę..? - Pomógł kobiecie usiąść na stołku i spojrzał na nią, choć była w szoku przez to, co się wydarzyło i trudno było się z nią porozumieć.
- Dam radę.. idź po Isabel, a do szpitala weź dorożkę.. Wytrzymam Sweeney.. nie martw się, nie takie rzeczy już przetrwałam.. - Piekarka syknęła z bólu, kiedy golibroda zniknął z kuchni. Przez kulejącą nogę nie był w stanie poruszać się tak szybko jakby chciał, dlatego droga do przyjaciółki jego ukochanej bardzo mu się dłużyła. Do tego obawiał się, że ktoś jeszcze czai się wokół domu, a Pani Lovett nie będzie się w stanie obronić. Jeszcze nie rozmyślał nad tym, kto mógł zrobić coś takiego, lecz z pewnością działanie nie było przypadkowe i oczywiście spowodowane przez ich wroga. Gdy dotarł wreszcie do domu Isabel, krótko wytłumaczył jej co się wydarzyło i gdy kobieta rzucając wszystko wyszła z domu, on udał się do szpitala, łapiąc pierwszą lepszą dorożkę.
Nellie w tym czasie zeszła ze stołka, choć było to dla niej dość trudną sprawą ze szkłem w plecach i nie tylko. Nie mogła jednak powstrzymać swojej ciekawości i sięgnęła po przedmiot, który wyrządził tyle krzywdy. Odwinęła z kamienia papier i odczytała jego treść.
"Drogie gołąbeczki.. Tęskniliście..? Być może z Truro udało się wam uciec. PRZYPADKIEM! Za to teraz znów jesteśmy blisko, a ja nie pozwolę na traktowanie siebie tak, jak traktowano mnie do tej pory. Tu mam władzę, znajomości i masę pieniędzy, która uwolni mnie i załatwi was. Mam wszystko, czego wy jesteście pozbawieni. To nie koniec koszmaru. To dopiero jego początek.  Do zobaczenia na rozprawie. Udanego tygodnia... (o ile przetrwacie go w całości). BT."
Kobieta przeczytała list kilka razy i poczuła, jak powoli traci kontakt z rzeczywistością. Nim upadła na podłogę, usłyszała jedynie grzmot z nieba, jakby dopełniający to, co właśnie przeczytała. Ostatnią jej myślą był Sweeney, a dokładnie to, jak sobie poradził i czy nic mu się nie stało.
Przytomność odzyskała dopiero w nieznajomym miejscu. Kiedy otworzyła oczy, rozejrzała się po pomieszczeniu, a na swojej dłoni poczuła dłoń ukochanego.
- Co ja tutaj robię.. - Zmarszczyła czoło i podniosła się nieco wyżej na łóżku, choć było to dla niej dość bolesne przez cięte rany na plecach. Spojrzała na Todd'a z nadzieją, że powie jej coś więcej.
- Straciłaś przytomność, potem podali Ci narkozę żebyś nie czuła wyjmowania tego szkła.. W domu Isabel znalazła Cię leżącą na podłodze, przez co niektóre kawałki wbiły się jeszcze bardziej w skórę. Właściwie to powinienem powiadomić pielęgniarki, że już się obudziłaś. Nie, już niebawem stąd wyjdziemy.. - Przysiadł na skrawku łóżka szpitalnego i pogładził policzek kobiety. - Wiem, że to omdlenie nie zdarzyłoby się bez przeczytania listu od Turpina.. Emocje wzięły górę.. Ale nie martw się, rozmawiałem już z policją.. Ta kartka papieru to kolejny dowód go obciążający, a jeśli będziemy chcieli to przydzielą nam strażnika przez cały okres rozprawy, by takie coś się już nie powtórzyło.. Nie mogę pozwolić, by ten łajdak nam groził.. albo robił Ci krzywdę przez pośredników.. - Nellie wysłuchała słów mężczyzny z lekkim niedowierzaniem, wciąż była w szoku, a do tego zastanawiało ją, że Sweeney już zdążył odbyć rozmowę z policjantami. Przez to wszystko zupełnie straciła poczucie czasu.
- Która jest godzina.. co z wybitym oknem w domu..? Ech.. mam już dość tego wszystkiego.. Teraz zastanawiam się, czy nasz dom jest w ogóle bezpiecznym miejscem.. - Lovett wyglądała na dość zrezygnowaną i smutną. Bała się, że to co się wydarzyło rzeczywiście może być jedynie początkiem i jeśli sędzia naprawdę zapragnie zemsty to nie obroni ich policjant czy nawet cały oddział policji. Gdy spojrzała na mężczyznę, dostrzegła że on również jest przygnębiony i wyjątkowo blady. Mimo wszystko starał się tego nie okazywać i być dla niej wsparciem.
- Jest po 17.. Nie martw się, sklep jest otwarty.. Pani Hoffman pomaga Isabel, która też pilnuje żeby nic się nie stało w domu.. Bez niej nic by się nie udało. Teraz co prawda będą dwa dni przerwy, ale nie musisz przecież wracać w poniedziałek do pracy jeśli nie będziesz czuć się na siłach.. Nie martw się Nellie, nie możemy popadać w paranoję, a jeśli będzie to konieczne.. to naprawdę poprosimy o pomoc władzę.. A teraz może przekażę komuś, że już nie śpisz i będziemy się zbierać, hm..? - Kobieta przytaknęła na jego słowa i gdy Sweeney zniknął w poszukiwaniu doktora, postanowiła zejść z łóżka i obejrzeć w lustrze swoje plecy pełne opatrunków. Szło jej to jednak dość opornie i zanim stopy kobiety zdążyły dotknąć podłogi, w sali zjawił się doktor.
- Witam.. Czuje się Pani lepiej..? Obrażenia nie są aż tak poważne aby trzymać Panią dalej na obserwacji, jednak gdyby działo się coś niepokojącego - proszę zgłosić się do szpitala jak najszybciej. Zaś za tydzień będzie Pani musiała przybyć na zdjęcie szwów i kontrolę.. Wszystko, co niezbędne zapisałem tutaj na kartce. Hm.. co do zmiany opatrunku przy tych mniej głębokich ranach, proszę nie zapominać o dezynfekowaniu rany i nałożeniu maści przyspieszającej gojenie.. myślę, że mąż tego dopilnuje. Hm.. to chyba byłoby na tyle.. - Podał Nellie kartkę ze swoimi zaleceniami i swoją wizytówkę, by w razie czego kierować się akurat do niego.
- Dzień dobry.. Dojście do siebie chyba zajmie mi jeszcze trochę czasu.. idealnie nie jest, ale liczę że nie będzie to trwało jakoś długo.. Rozumiem. Dziękuję za pomoc.. Do zobaczenia. - Pani Lovett odprowadziła lekarza wzrokiem, a Todd zamknął za nim drzwi. - Pomożesz mi założyć suknię..? - Nellie zdjęła z siebie koszulę szpitalną i odłożyła ją na łóżko, a zaraz wspólnie walczyli z suknią i zapinaniem gorsetu. Wreszcie wydostali się ze szpitala i złapali dorożkę, by w ten sposób dotrzeć do domu. Do środka weszli innym wejściem niż sklepem, by po prostu nie zrobić sensacji wśród gości, których uwadze nie uszła absencja właścicielki. Okno w kuchni było już wstawione, co było głównie zasługą Isabel. Po zamknięciu sklepu, przyjaciółka została jeszcze na trochę, by porozmawiać z parą.
- To dość dziwna sprawa, że Turpin ledwo dostał się do więzienia, a już nawiązał kontakty z jakimiś podejrzanymi ludźmi.. Wystraszyłam się kiedy Sweeney tak nagle się pojawił i powiedział o tym, co się wydarzyło.. Ech, to straszne.. najlepiej gdybyście dobrze zabezpieczyli dom przed ewentualnym włamaniem.. A może chcecie coś zjeść? Trochę nietypowa sytuacja, że proponuję to w nieswoim domu, jednak widzę że jesteście wykończeni dzisiejszym dniem i może mogę pomóc w ten sposób.. - Kobieta spojrzała z troską na piekarkę, jak i na jej partnera. Ich miny nie przejawiały choćby cienia optymizmu, wyglądali jak własne duchy. Pani Lovett pochyliła się nieco do fotela, na którym siedziała jej przyjaciółka i dotknęła jej dłoni.
- Wychodzi na to, że jest zdolny do wszystkiego.. nawet za kratkami.. Nic na to nie poradzimy.. możemy tylko mieć nadzieję, że jego kontakty zawiodą i zostanie publicznie ścięty.. Bella.. nie wiem jak Ci dziękować za to, co dla nas zrobiłaś.. jesteś aniołem i na pewno nigdy Ci tego nie zapomnę.. Głupio mi prosić Cię o kolejną rzecz, ale.. tak, mogłabyś podgrzać zupę grzybową.. jestem pewna, że nic więcej nam dzisiaj nie przejdzie przez gardło. Czymś jednak trzeba się posilić.. Sama pewnie jesteś głodna.. więc zjedz z nami..
- Od tego są przyjaciele, prawda? Och nie przesadzaj.. zrobiłabyś to samo dla mnie.. Zjem w domu, jesteście zmęczeni i dziś nie potrzebujecie gościa.. nie zaprzeczaj. Mogę zjawić się jutro żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku.. Dobrze..? - Oboje zgodzili się na takie rozwiązanie, a dobroć Isabel wykorzystali jeszcze w podaniu obiadu, po czym pożegnała się i odeszła do domu.
Po upewnieniu się, że wszystkie drzwi i okna są zamknięte, udali się na górę. Tam, Sweeney pomógł kobiecie pozbyć się sukni. Jej ruchy przez te wszystkie opatrunki były skrępowane i dopiero musiała nauczyć się z nimi funkcjonować. Mężczyzna zniknął w łazience, gdzie nieco w kąpieli odpoczął. Gdy wrócił do sypialni, zastał Nellie drzemiącą w łóżku. Zastanawiał się nad tym, czy warto ją budzić, jednak nie musiał długo nad tym myśleć, ponieważ słysząc jego kroki obudziła się. Sweetie zatem pomógł kobiecie podczas kąpieli, a potem znaleźli się już w łóżku, gdzie jeszcze trochę rozmawiali przed snem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie

Nazywam się Sweeney Todd, opisuję swoją historię życia, ze współudziałem Pani Nellie Lovett, która towarzyszy mi przez ten cały czas. Są między nami wzloty i upadki. Lecz mimo to oboje wiemy, że gdyby kogoś z nas nagle zabrakło, nie czulibyśmy tego co czujemy, gdy jesteśmy we dwoje. Niekoniecznie czasem może gdzieś obok, lecz tak mentalnie, w umyślę, wiem to i czuję to. Mamy nadzieję, że chętnie tu będziecie zaglądać i zaglądacie, by nam towarzyszyć w tej naszej dość zawiłej podróży życia.